27.05.2024, 19:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 19:27 przez Olivia Quirke.)
Jeżeli chodziło o Voldemorta i strach przed jego imieniem, to Olivia albo była zbyt głupia, albo zbyt pewna tego, że typ po prostu nie ma szans. Nie w momencie, gdy w Ministerstwie Magii pracowało tyle wspaniałych osób, jak między innymi Brenna czy jej własny ojciec. Z drugiej jednak strony pamiętała, że to, co stało się z Tristanem, wcale nie było takie przypadkowe. Wiedziała doskonale jak niektórzy czarodzieje czystej krwi reagowali na mugolaków i to sprawiało, że jej serce krwawiło. Nie mogła więc powstrzymać się przed wykrzywieniem ust na samo wspomnienie imienia Voldemorta - nie potrafiła powstrzymać tego odruchu.
- Mówisz? Mam wrażenie, że świat wciąż jest taki sam, ale próbujemy nałożyć na niego płaszczyk brokatu - powiedziała cicho, wzdrygając się. Olivia z reguły była optymistką, lecz przecież nie zawsze mogła taka być. Nie w chwili, gdy sama przecież miała do czynienia z poplecznikami Voldemorta, nie w chwili, gdy na świecie działo się tyle zła i niesprawiedliwości. Na szczęście nie była w stanie szybciej zagłębić się w te rozważania, bo ciernie jak na komendę je zaatakowały a ona zareagowała. No i kurde, nie trafiła.
To znaczy trafiła, ale w Brennę. Całe szczęście, że nic gorszego się nie stało, bo gdyby wylać specyfik na poparzoną skórę, to Longbottom mogłaby się nieźle poparzyć. Nic czego nie dałoby się ogarnąć prostym eliksirem czy maścią, ale wciąż - wolałaby nie być odpowiedzialną za nawet tymczasową ranę na jej ciele. Olivia była w trakcie rzucania kolejnego zaklęcia, gdy Brenna się cofnęła, posyłając rudowłosą na ziemię.
Kształtowanie
Być może poszłoby jej lepiej, gdyby nie klapnęła dupskiem o ziemię. A być może poszłoby jej gorzej? Kto wie - w każdym razie obok ciernistego pnącza pojawiły się nożyczki, które wściekle zaatakowały krzak. A raczej tę gałąź, która uwzięła się na Brennę. I być może efekt nie był taki, jak Olivia by chciała, bo krzak nie został pocięty na kawałki, ale przynajmniej wkurwił się na nożyczki i na chwilę zostawił Brennę w spokoju. I dobrze, zajęty był jej zaklęciem, to mogła poszperać w poszukiwaniu drugiej fiolki.
- Jak podejdę, to mogę wylać na niego trutkę na chwasty, może podziała? - bardziej krzyknęła niż zapytała. Ale była gotowa podać fiolkę Brennie, wierząc że jeżeli ta dobrze wymierzy, to nawet z takiej odległości może trafić idealnie w pnącza.
- Mówisz? Mam wrażenie, że świat wciąż jest taki sam, ale próbujemy nałożyć na niego płaszczyk brokatu - powiedziała cicho, wzdrygając się. Olivia z reguły była optymistką, lecz przecież nie zawsze mogła taka być. Nie w chwili, gdy sama przecież miała do czynienia z poplecznikami Voldemorta, nie w chwili, gdy na świecie działo się tyle zła i niesprawiedliwości. Na szczęście nie była w stanie szybciej zagłębić się w te rozważania, bo ciernie jak na komendę je zaatakowały a ona zareagowała. No i kurde, nie trafiła.
To znaczy trafiła, ale w Brennę. Całe szczęście, że nic gorszego się nie stało, bo gdyby wylać specyfik na poparzoną skórę, to Longbottom mogłaby się nieźle poparzyć. Nic czego nie dałoby się ogarnąć prostym eliksirem czy maścią, ale wciąż - wolałaby nie być odpowiedzialną za nawet tymczasową ranę na jej ciele. Olivia była w trakcie rzucania kolejnego zaklęcia, gdy Brenna się cofnęła, posyłając rudowłosą na ziemię.
Kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 38
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Być może poszłoby jej lepiej, gdyby nie klapnęła dupskiem o ziemię. A być może poszłoby jej gorzej? Kto wie - w każdym razie obok ciernistego pnącza pojawiły się nożyczki, które wściekle zaatakowały krzak. A raczej tę gałąź, która uwzięła się na Brennę. I być może efekt nie był taki, jak Olivia by chciała, bo krzak nie został pocięty na kawałki, ale przynajmniej wkurwił się na nożyczki i na chwilę zostawił Brennę w spokoju. I dobrze, zajęty był jej zaklęciem, to mogła poszperać w poszukiwaniu drugiej fiolki.
- Jak podejdę, to mogę wylać na niego trutkę na chwasty, może podziała? - bardziej krzyknęła niż zapytała. Ale była gotowa podać fiolkę Brennie, wierząc że jeżeli ta dobrze wymierzy, to nawet z takiej odległości może trafić idealnie w pnącza.