— Mam podobnie. Chociaż obawiam się, że po pierwszym remoncie klubokawiarni nie poprosisz mnie już o pomoc przy ostatnich poprawkach — rzucił, starając się stłumić swój uśmiech, zanim ten wbrew jego woli objął całą twarz. — Ale jak przeżyję... Zamiast tego oferuję pomoc w doborze zastawy weselnej.
Cóż, nie był zbytnio zdziwiony tym, że Nora niczego nie zauważyła. Ten drobny przełom w kwestii jego romantycznych relacji miał miejsce w tym samym czasie, gdy sparzył sobie dłonie, spotykając się podobnie z Laurencem. Parę dni dziwnego humoru, podenerwowania odbiło się nieco na jego zachowaniu, jednak starał się to maskować, jak chociażby wtedy podczas potańcówki w Dolinie Godryka.
Merlinie, czasem mam wrażenie, że te kilka tygodni to było jak parę miesięcy, pomyślał z niesmakiem. Brenna podejrzewała, że było z nim coś nie tak, ale na naciskała na to, aby otwierał się przed nią bardziej, niż miała na to ochotę. Obawiał się tego, że gdyby już na dobre się rozgadał, to nie potrafiłby przestać, a wtedy... Cholera wie, co by powiedział. Jak dużo by powiedział. Obraz statecznego, odpowiedzialnego faceta, który zawsze wie, co zrobić na pewno zostałby po czymś takim mocno zniekształcony.
— Nie martw się, to poniekąd dobrze. Taki właśnie miałem plan. — Uśmiechnął się zdawkowo. Trzymanie Anthony'ego na stosowny dystans nie było dla niego jakoś wyjątkowo łatwe i przyjemne. Czuł, że kroczył po bardzo delikatniej linii. Obawiał się, że jego zawahanie zrujnuje mu kolejną relację. — Chciałem z tym trochę poczekać. Wiesz, żeby rytuał wygasł. Żeby nie wprowadzać sama-wiesz-jakiej energii do naszej więzi z Beltane. I tak mieliśmy sporo na głowie. Ale teraz... Teraz już chyba będzie dobrze. A przynajmniej lepiej niż było.
Otworzył usta, gdy spytała o tożsamość jego ''księcia na białym koniu''. Nerwy na moment wzięły górę, podsyłając mu takie odpowiedzi jak: twój ojciec, twój brat, tylko po to, aby zobaczyć zszokowaną twarz przyjaciółki. Powstrzymał się jednak przed tym drobnym dowcipem.
— Eh, jest taki jeden Anthony — rzucił niby niedbale, nachylając się nad blatem i przyciszając głos, tak żeby tylko i wyłącznie towarzysząca mu blondynka mogła go usłyszeć. — Był ze mną przez chwilę na Lammas.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞