- Oj, nie umniejszaj sobie braciszku. - Dodała jeszcze, bo dla niej Thomas był zawsze wzorem do naśladowania. Starszym bratem, który jej imponował. Nie lubiła, kiedy nie doceniał swoich umiejętności, musiała mu przypomnieć o tym, że przecież naprawdę sporo ogarnia. Mało kto znał się na klątwach tak jak on, a to przecież było bardzo imponujące.
- Pewnie trochę sypia, ale czuję, że niewystarczająco, ktoś się musi o nią zatroszczyć.- Czuła, że ta rola należała do niej. Była chyba mamą całego Zakonu Feniksa, rozpieszczała ich przecież słodyczami, zawsze chętnie wysłuchała, czy znalazła jakiś eliksir, który mógł pomóc. Czuła, że chociaż w ten sposób może im się przydać. Norka naprawdę martwiła się o nich wszystkich i gdyby tylko mogła uchyliłaby im nieba.
- Nie wiem, czy dobrze będzie wyglądało, jak zaatakujemy ją we trójkę, może powinnam się tym zająć sama? - Nie do końca była pewna, czy sobie poradzi, bo wiedziała, że komu jak komu, ale Brennie może być ciężko przemówić do rozsądku, była cholernie uparta.
Kolejne zaklęcie jej się udało, ba, wyszło jej naprawdę kapitalnie. Znowu podskoczyła zadowolona. Może nie powinna się tak cieszyć, bo przecież to nie było nic takiego, ale naprawdę była zadowolona, że znowu poszło po jej myśli. - Chyba faktycznie wyszedł płaski! - Dokładnie tak jak mówił Thomas.
Obserwowała jak brat rzucał zaklęcie, zaklaskała, gdy mu również się udało. - Jesteśmy najlepsi Tommy! - Zdecydowanie humor się jej poprawił.
W końcu ruszyli dalej, przed siebie, aby zobaczyć, co jeszcze ich czeka na tym wspaniałym torze przeszkód.