• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[19.07.1972 (popołudnie)] Fala zmian porusza oceanem

[19.07.1972 (popołudnie)] Fala zmian porusza oceanem
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#1
10.10.2024, 14:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 21:45 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

Odkryj wiadomość pozafabularną
Wstęp jest w MM, bo tam wylądowały postacie, ale zaraz przeniosą się na Pokątna, dlatego sesja tutaj.

-19/07/1972-
Popołudnie
Atrium Ministerstwa Magii > Ulica Pokątna



Ostatnie godziny były niezwykle męczące. Thomas nigdy nie podejrzewał jak wiele biurokracji mają do wypełnienia w Ministerstwie po tym, kiedy kogoś złapią. Trochę współczuł Brennie, że musi tyle czasu spędzać na wypełnianiu różnych papierków i formularzy. Jednocześnie też cieszył się ,że zgłaszane przez niego klątwy mieściły się na jednym formularzu, inaczej już dawno nawiązałby z kimś współpracę tylko dlatego, żeby ktoś robił to za niego. Może i był sumienny, ale były rzeczy, których nie potrafił przeskoczyć i się do nich zmusić - zapewne robiłby to sam raz do roku, zgłaszając na ostatnią chwilę wszystkie przełamane klątwy.
Siedział teraz w Atrium czekając jeszcze na Brennę, nie zamierzał opuszczać Ministerstwa bez niej, w końcu o to go prosiła. Ale to też dobrze się składało, nie miał czasu rano jej powiedzieć, ze skończył dla niej naszyjnik i ma go w swoim pokoju u Nory. Popatrzył na swoje kolana i westchnął, ale zanim tam pójdą to muszą jeszcze odwiedzić Olivandera, nie liczył nawet na to, że uda się naprawić jego starą różdżkę, wyglądała jakby dokończył swego żywota. Czuł swego rodzaju smutek z tego powodu, kolejny pożegnany przyjaciel z dawnych lat - tyle razem przeszli, ratowała go z niejednej opresji, to z jej pomocą łamał pierwszą klątwę i każdą kolejną.
Jednak znając efekt tego zaklęcia nie zawahałby się go rzucić jeszcze raz, ignorował głosik w swojej głowie, który szeptał mu, że nikt z jego bliskich nie pochwali tego, że odrzucą go przez mrok po który sięga. Przymknął oczy wzdychając, bał się odrzucenia i pustki, jednak wiedział, że nie może się zatrzymać, bo strach przed utratą bliskich sprawiał, ze gotów był zaprzedać duszę diabłu i spędzić resztę życia samotnie niż widzieć ich cierpienie.
Przetarł twarz dłońmi zdrapując resztki zaschniętej krwi, która się jeszcze mu na skórze została, nie mógł się teraz załamywać i użalać nad sobą, dobrze wiedział co zamierzał zrobić i jakim kosztem będzie bronić najbliższych. Musiał się zebrać w sobie, żeby nie martwić Brenny niepotrzebnie i być gotowym do swojego zwyczajowego zachowania, a tak idealnie będzie mógł zażartować, ze prawie tu zapuścił korzenie jakby był Greengrassem, idealny żart to będzie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
10.10.2024, 16:13  ✶  
Wyjaśnienie sytuacji, zadbanie o zabezpieczenie dowodów, dopełnienie formalności związanych z aresztowaniem, wstępne przesłuchanie, złożenie wniosków o zgodę na przeszukanie mieszkania i sporządzenie raportu zajęło niemal cztery godziny. A i tak tylko dlatego, że pojawił się prawnik i część formalności przesunięto na później. Wyglądało na to, że poprowadzi je ktoś inny, bo czarnoksiężnik najwyraźniej zamierzał udowadniać, że Brenna zaatakowała go bez podstawie - ale że dowody pod postacią jego worka pełnego przedmiotów, pośród których kilka okazało się przeklętych, podejrzanej zawartości kieszeni i wreszcie zapachu, na który Bones aż cofnął się od drzwi, były niepodważalne, ani trochę się nie martwiła.
Mężczyzna był spaczony, miał trafić do aresztu, potem na pewno do Azkabanu, a że to ktoś inny przeszuka jego mieszkanie w poszukiwaniu kolejnych dowodów, to nawet lepiej. Bo Brenna była zmęczona i, przede wszystkim, martwiła się o Thomasa, który udzielał wyjaśnień innemu Brygadziście. Tak jak myślała, skończył wcześniej niż ona i czekał już w atrium.
Mógł się uśmiechać, ile chciał, opowiadać żart za żartem, zachowywać jak zwykle, ale przecież doskonale wiedziała, że tak nie jest i nie będzie. Thomas rzadko był zmuszony do prawdziwej walki, nawet jeśli brał udział w misjach Zakonu, te przecież niezbyt często okazywały się wielkimi starciami ze śmierciożercami. Stracił różdżkę - a choć czasem te się uszkadzały albo czarodziej dosłownie z nich wyrastał, taka zmiana dla większości czarodziejów nie była łatwa.
I użył tej paskudniejszej nekromancji.
Brenna za często sama spychała pewne rzeczy na bok, aby teraz mógł ją zwieść. Już dawno nauczyła sobie z tym radzić, inaczej nie mogłaby ani wykonywać swojej pracy, ani działać w Zakonie - albo zamieniłaby się w jednego z tych ponurych detektywów z problemami alkoholowymi, depresją i kłopotami w rodzinie, wracających do pustych mieszkań.
Był jej przyjacielem i martwiła się o niego, a poza tym był też jednym z ludzi, o których powinna dbać, to zaś oznaczało nie tylko starania, by wyszli z akcji żywi. Domyślała się też jednak, że niekoniecznie chciał pokazać, że jest źle. I na pewno nie chciał rozmawiać o tym w atrium Ministerstwa Magii. Ona na pewno by nie chciała.
- Chodź - powiedziała więc na razie tylko, gdy do niego podeszła i wyciągnęła ku Thomasowi rękę. - Wiszę ci różdżkę. Nawet nie próbuj się kłócić, bo będę kombinowała, jak inaczej podziękować w imieniu Departamentu za pomoc w ujęciu przestępcy.
W końcu w tych czasach nie mógł chodzić po Londynie bez różdżki. Zwlekałby z tym tylko absolutny idiota. Zakupu trzeba było dokonać natychmiast, a że Figga zdecydowanie nie miała za idiotę, zakładała, że i on chce szybko iść do Ollivanderów.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#3
10.10.2024, 20:02  ✶  
Podniósł głowę, kiedy usłyszał zbliżające się do niego kroki i usta mu drgnęły, ale uśmiech, którym obdarzył Brennę nie był pełny, zabrakło w tym jego zwyczajowej iskry, której nie był w stanie wydobyć z siebie. Przyjął podaną mu dłoń, łapiąc ją i już wiedząc, że wszystko co postanowił upadło, nie zdoła wydobyć z siebie tego żartu, udawać, że wszystko jest w porządku. Była jedną z niewielu osób, które potrafiły wydobyć prawdziwego Thomasa, przy której nie musiał udawać. Całe swoje życie spychał rzeczy na bok, żonglując maskami z wprawą niczym cyrkowcy z cyrku Bellów, ale były te rzadkie chwile, kiedy prawdziwy on odzyskiwał kontrolę, kiedy mógł sobie pozwolić na szczerość i niczego nie ukrywać. Chciał stąd zniknąć, bo wiedział, że zbyt długo nie wytrzyma i w pewnym momencie pęknie od samej jej obecności i wyleje co mu leży na sercu, a nie chciał tego robić publicznie, nie w Ministerstwie. Ale dobrze wiedział, że zanim zazna nieco spokoju, musieli załatwić jeszcze jedną sprawę.
- Dobrze, dobrze, wiem kiedy się poddać. Negocjowania zapłaty chyba uczył cię Morpheus, bo wyczuwam jego "subtelny" sposób - powiedział nie zamierzając się spierać. Skończyłoby się to tak, że najpierw by się przerzucali argumentami, potem panna Longbottom wpadła na jakiś szalony pomysł podziękowania mu w imieniu Departamentu i koniec końców postawiłaby na swoim. A różdżkę potrzebował na wczoraj, obecnie czuł się jakby stracił dłoń, bo bez różdżki był bezużyteczny, nie przejawiał żadnych wybitnych zdolności poza magią.
- Wpadnie potem do nas? - zapytał i zganił się w myślach, bo zabrzmiał zdecydowanie zbyt prosząco. I może by normalnie próbował jakoś zamaskować to, żeby nie wyglądać na kociaka w potrzebie, który czepia się czyjejś spódnicy. - Zapomniałem powiedzieć, że mam coś dla ciebie - no ale zakup różdżki najpierw, wbrew pozorom nie czuł ekscytacji co do tego momentu, dobrze mu było z jego starą różdżką, której szczątki spoczywały mu w kiszeni.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
11.10.2024, 09:02  ✶  
Brenna może nie żonglowała maskami, ale łatwo dostosowywała się do okoliczności, a pewnych rzeczy nie lubiła pokazywać. Zwłaszcza teraz, gdy w kraju trwała wojna, gdy każdy z jej bliskich miał własne problemy i gdy przeczuwała, że jeśli zobaczą jej słabość, sami mogą zacząć wątpić. Thomas zawsze chciał chronić swoją rodzinę. Oznaczało to nie tylko ochronę przed realnymi zagrożeniami, a też przed martwieniem się o niego.
– Ja i Morpheus możemy się wydawać bardzo różni, ale pod pewnymi względami… dobrze się rozumiemy – powiedziała, a chociaż uśmiech pojawił się na jej ustach, ani na moment nie puściła ręki Thomasa, ciągnąć go do najbliższego kominka, by mogli przenieść się do punktu na Pokątnej. Być może najlepiej byłoby zabrać go do domu, bo Pokątna nie będzie mniej zatłoczona niż Ministerstwo, ale Brenna nie chciała, by zakup różdżki czekał. Chyba czułaby się jak bez ręki, gdyby straciła swoją. – Świetnie, w takim razie idziemy ci wybrać jakąś różdżkę, idealną do klątwołamania.
Która lepiej toleruje, że jej właściciel nie koniecznie nigdy nie tknął czarnej magii.
Brenna od dawna była pewna, że prędzej czy później tej użyje – i w głębi ducha uważała, że nie będzie miała z tego powodu wyrzutów sumienia, co już najlepiej pokazywało, jak wiele rzeczy zmieniło się od czasów, gdy była dzieckiem. Ale nigdy nie sądziła, że zrobi to Thomas.
Najwyraźniej na wojnie nic nie pozostawało białe. Wszystko brudziła szarość i czerwień, popioły i krew.
– Pewnie, że wpadnę, miałam zamiar sprawdzić, czy w Norze Nory o tej porze wciąż będą jakieś ciasta. Najlepiej z dużą ilością czekolady – zapewniła wrzucając do płomieni garść proszku Fiuu, a potem stanęła obok czekając aż Thomas zniknie w ogniu. Trzy sekundy później sama też wstąpiła pomiędzy płomienie, świat zawirował i wyskoczyła w jednym z kominków transportowych na Pokątnej, w pobliżu sklepu Ollivandera. – Masz pomysł, na czym ci zależy przy wyborze? – spytała, gdy znaleźli się na ulicy, wyciągając różdżkę, i pośpiesznie oczyszczając z resztek sadzy swoje i jego ubrania, nim ruszyli dalej, prosto ku zakładowi różdżkarskiemu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#5
11.10.2024, 13:23  ✶  
- Zdecydowanie, wiele więcej niż samo nazwisko - zgodził się ciesząc się z ucisku w jęki otrzymała jego dłoń. Dawało mu to poczucie komfortu, nieme zaprzeczenie jego własnym myślom, które nie krążyły wokół jednego temu i nie chciały zepchnąć go w ciemną toń. Choć wiedział jakie zagrożenie niesie za siebie nurzanie się w ciemnych myślach to nie zawsze potrafił się im oprzeć bez zewnętrznego światła. A cóż lepiej rozgania mrok niż światło bliskich? Daleko mu było od lekkości ducha i beztroski, ale było lepiej niż jeszcze chwilę kiedy siedział pochłonięty przez swoje myśli. - Myślisz, że robią takie specjalnie do kła†w? - zapytał zaciekawiony, bo na różdżkarstwie to się znał tyle co nic - wiedział tylko o tym, ze rdzeń w jego różdżce się zużywa i musi o nią dbać - a raczej musiał.
Westchnął kiedy zbliżyli się do kominków, nigdy nie przypuszczał że tak szybko przyjdzie mu użyć czarnej magii. Jednak nie czuł wyrzutów sumienia, był świadom, że wojny nie wygra urokiem łaskoczącym i drętwotą - by tego bardziej niż świadom, dlatego nie odrzucał samej czarnej magii. Nie musiał tego przetrwać, nawet nie podejrzewał, aby dożył końca wojny, ale zanim to nastąpi zrobi wszystko, żeby inni mogli przez nią przejść możliwie jak najlżej, nawet jeśli miało go to wypalić do cna.  Jednak w tym wszystkim był jego strach przed odrzuceniem, który rozganiała tez Longbottomówna, traktując go normalnie, nie wyczuwał od niej pogardy czy obrzydzenia, wciąż był dla niej tym samym Thomasem, choć sama była świadkiem jego determinacji do czego posunie się w obronie przyjaciół.
- Znasz Norę, zawsze mamy jakieś ciasta, ale nie wiem czy ostanie się jakieś czekoladowe. teraz chyba więcej owocowych placków piecze, wiesz, lato - wyjaśnił niemal czując w nozdrzach zapach ciast roznoszący się po domu i uśmiechnął się na samo wspomnienie. Tak zjedzenie czegoś czekoladowego na pewno by pomogło, zdecydowanie poprawiłoby humor.
Kiedy wyszedł z kominka na Pokątnej zaczął i niemal machinalnie chciał sięgnąć po różdżkę, aby się oczyści z sadzy.
- Dzięki - rzucił z uśmiechem do Brenny za pomoc. Po jej pytaniu uderzyło go wspomnienie sprzed kilku lat. - Szczerze to nie wiem, nie znam się na tym. Ale w Stanach spotkałem kiedyś ekscentrycznego czarodzieja, który podawał się za twórcę różdżek, który szukał wendigo, aby spróbować zrobić z niego rdzeń do różdżki z sekwoi. Powiedział, że absolutnie nie pasuje do mnie jednorożec i powinienem poszukać różdżki z włosem testrala. Tylko wiesz, miał opinię szaleńca wśród innych czarodziejów, tylko chyba faktycznie miał racje co do mojej różdżki, że nie pasuje - zakończył nieco ściszając swój ton i głęboko westchnął patrząc na szyld sklepu Ollivandera, nie było co odwlekać nieuniknionego, dlatego przepuścił Brennę przodem i zaraz po niej wszedł do środka.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
11.10.2024, 16:00  ✶  
– Nie wiem, ale nawet jeżeli nie, na pewno jest jakieś drewno dobrze się sprawdzające przy klątwołamaniu. Moja jest z cedru, podobno dobrze się sprawdza przy pojedynkach.
To była zresztą kapryśna różdżka, której posłuszeństwo Brenna musiała sobie wywalczyć, ale której zakupu kobieta nigdy nie żałowała choćby przez sekundę. Jej czary miewały niekiedy niespodziewane efekty, zazwyczaj jednak wychodziło to na dobre – i pewnie był to rezultat połączenia rdzenia z pióra feniksa z cedrem.
– Miałam na myśli ciastka w kawiarni – odparła, bo nie miała zamiaru napadać na ich lodówkę. A te o tej porze mogły się już w końcu wyprzedać. – Owocowymi też nie pogardzę, zwłaszcza jeśli znajdzie się coś z malinami albo wiśniami.
Lojalność Brenny była silna, chociaż miała swoje granice. Były rzeczy, których nie tolerowała – których nie mogłaby wybaczyć. Bo gdyby to zrobiła, nie byłaby już sobą, a nigdy nie wierzyła w tę miłość, która wszystko zniesie, w przyjaźń, która na wszystko zamknie oczy, gdy trzeba: takie relacje tylko niszczyły. Ale jej granicą było przede wszystkim krzywdzenie niewinnych. Nie mogłaby tego przebaczyć – i dlatego nie umiała darować pomagania śmierciożercom w jakiejkolwiek formie, nieważne, jak bliscy komuś byli, bo pomagając im… pomagałeś budować w świat, w którym dziecko mogło zginąć, bo miało „nieodpowiednie” pochodzenie.
Ale użycie czarnej magii, by ją ratować?
Nie, Brenna nie mogła odwrócić się od Thomasa z powodu tego zaklęcia, rzuconego w jej obronie.
– Pasowała. Dobrze ci służyła przez wiele lat – powiedziała cicho, przypatrując się odbiciu swoim i Thomasa w zakurzonej szybie zakładu różdżkarskiego. Bała się chyba trochę spojrzeć mu w tej chwili prosto w twarz. Figg użył czarnej magii, a ta była wbrew samej naturze jednorożców. – To chyba rzadko używany rdzeń?
Nie miała pojęcia, jakie miał właściwości, ale testrale kojarzyły się jej głównie z niewidzialnymi powozami, ciągnącymi powozy do Hogwartu – widziała te zwierzęta już od dawna, i nie traktowała jako złego omenu, nie znała jednak wielu osób, które miałyby tego typu różdżki.
Zadzwoniły cicho dzwoneczki, zawieszone przy drzwiach, a za ladą pojawił się sprzedawca.
[i] – W czym mogę pomóc?[/b]
Brenna usunęła się na bok – w tej chwili w końcu to Thomas miał kupować… chociaż przypomniała sobie co wspomniał o klątwołamaniu…
– Są jakieś drewna szczególnie dobre do klątwołamania albo magii rozpraszającej? – spytała, wodząc spojrzeniem po półkach, zastawionych szarymi pudełkami.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#7
11.10.2024, 17:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2024, 19:36 przez Thomas Figg.)  
- Właśnie też miałem cedrową, ale ty nie masz rdzenia z włosa jednorożca. Słyszałem, że cis jest pożądany przez klątwo łamaczy, lecz ma kiepską opinię - stwierdził bardziej niż zapytał, bo przecież to nie był między nimi tajemnica jaką kto ma z nich różdżkę. Thomas trochę zastanawiał się co faktycznie teraz go spotka, ostatnim razem kiedy wchodził tutaj  po różdżkę, miał jedenaście lat. Wówczas jeszcze  nieświadomy tego co przyniesie przyszłość, w jakich czasach przyjdzie im żyć i jak trudne decyzje zostaną im rzucone pod nogi przez los. W porównaniu do wtedy z tego dzieciaka została jedynie ciemne, kręcone włosy. Niewinny, mały chłopiec wyrósł i zaczął podejmować decyzję, które jego młodsza wersja nie tyle nie rozumiała, co nigdy nie podejrzewała, że będzie musiała podjąć. Zacisnął zęby, nie było co rozczulać się i przechodzić katharsis przed wejściem do sklepu z różdżkami.
- Tak, ale cóż. Chyba już z niej trochę wyrosłem - powiedział ze smutnym uśmiechem, szczątki różdżki ciążyły mu w kieszeni niczym głaz, nadal nie miał pojęcia co z nimi zrobić, wyrzucanie ich brzmiało dla niego zbyt radykalnie, w końcu spędził z nią ładny kawałek życia, była przedłużeniem jego ręki. - Nigdy o takim nie słyszałem, nie wiem nawet czy to prawdziwy rdzeń - stwierdził zgodnie z prawdą, to brzmiało dość niecodziennie i radykalnie. Najpopularniejsze przecież były pióra feniksa, włókna smoczego serca i włosy jednorożca. Podejrzewał, że właśnie jeden z nich mu się przytrafi, choć po ostatnich wydarzeniach rdzenie z jednorożca raczej odrzucał, wątpił aby kolejna taka różdżka go wybrała.
- Różdżki do łamania klątw? Niech pomyślę, dla panienki, tak? - spytał sprzedawca i dopiero teraz Thomas odezwał się po wejściu do sklepu.
- Nie, to dla mnie poprzednia różdżką się złamała - przyznał się nie wchodząc w szczegóły, cóż sprzedawca różdżki nie musiał wiedzieć wszystkiego co stało się z jego poprzednią. Figg został zlustrowany uważnym spojrzeniem sprzedawcy nim ten zniknął pomiędzy półkami i zaczął szukać czegoś w pudełkach.
- Dobrze, spróbujmy tej - powiedział podając Thomasowi pierwszą z różdżek które wyciągnął, a w następnej chwili już kawałek drewna wyleciał mu z reki niczym z procy strzelając czerwonymi iskrami wokół.
- Hmmm, czyli nie, dobrze... - wymruczał sprzedawca i zniknął wyciągając kolejne pudełka. Druga różdżka zachowała się jak zwykły kawałek drewna, a trzecia strzeliła Thomasowi wodą prosto w twarz. Prychając wytarł się rękawem i odłożył ją do pudełka, zdecydowanie to nie było coś czego się spodziewał. Pamiętał, że kiedyś wybór różdżki był szybszy i prostszy, czyżby to fakt tego, że dorósł i jego magia nie byłą już tak prosta i nieukształtowana?
Popatrzył niepewnie na sprzedawcę, kiedy ten podsunął mu kolejne pudełko, wolałby żeby kolejna różdżka nie potraktowała go ogniem. Ale kiedy złapał za drewno poczuł przyjemne ciepło - to samo uczucie co w wieku jedenastu lat, dobrze wiedział, że to jego różdżka, że został wybrany.

Rzut 1d3 - 3

Rzut 1d3 - 3


[+]Spoiler
Rdzeń:
1 - Pióro z ogona feniksa
2 - Szpon hipogryfa
3 - Włos z ogona testrala

Drewno:
1 - Cedr
2 - Cis
3 - Cyprys

- Insteresujące, cyprys, dwanaście i pół cala, giętka, ale rdzeń - zacmokał - chyba pozyskany jeszcze przez mojego ojca, włos z ogona testrala. Ciekawe, niecodzienne połączenie... Ciekawe - opisał różdżkę trzymaną przez Thomasa.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
13.10.2024, 10:54  ✶  
– Pióro feniksa. Przez to czasem działa jak chce, ale gdy już jakieś zaklęcie opanuję, działa dość mocno – przyznała Brenna bez oporów, bo nie, nigdy nie robiła tajemnicy z tego, jaką różdżką się posługiwała. Ta była dość standardowa – wprawdzie pióra feniksa były rzadszym rdzeniem niż smocze serce i sierść jednorożca, ponieważ czarodzieje nie lubili ich kapryśności, ale też był to jeden ze standardowych rdzeni, a wiele osób wolało raczej szpony hipogryfów, włosy wili i inne specyficzne rdzenie – ale Brenna była do niej ogromnie przywiązana po tych wszystkich latach, zwłaszcza że ta dobrze sprawdzała się w pojedynkach, mimo „wybryków” przy zaklęciach użytkowych. I nigdy nie czuła, aby ta chciała przestać współpracować… to znaczy… bardziej niż do tej pory, bo czasem robiła sztuczki w rodzaju „nie, nie, nie, wcale nie chcesz rzucić tego zaklęcia, rzucimy inne zaklęcie”.
Na moment zacisnęła mocniej dłoń na ręce Thomasa. Trochę z niej wyrosłem. Tu nie chodziło tylko o samą stratę różdżki: o przypadkowe złamanie, kradzież, zagubienie.
Różdżka go odrzuciła i rozpadła się w jego rękach.
Obserwowała z ciekawością podtykane Thomasowi różdżki – w oczach Brenny różniły się co najwyżej długością i kolorem, chociaż doskonale wiedziała, że dla mistrza rzemiosła różnice pomiędzy nimi były ogromne i że każda zapewne będzie najbardziej pomocna w innej dziedzinie magii. W innych okolicznościach uśmiechnęłaby się pewnie, gdy jedna z różdżek strzeliła mi wodą w twarz, jasno informując „nie, nie lubię cię”, tym razem jednak zdołała zachować poważny wyraz twarzy.
– Dość egzotyczna – skwitowała, gdy jedna z różdżek zadziałała, podchodząc bliżej, by zerknąć Thomasowi przez ramię. Nie tylko dlatego, że była ciekawa: chciała zapamiętać, jak wygląda, bo cóż, miewała paranoję, a o ile w świecie czarów czyjś wygląd dało się podrobić na parę sposobów, o tyle z różdżką już było znacznie trudniej. – To co? Idziemy na ciastka czy może raczej chciałbyś się gdzieś teleportować, żeby ją wypróbować? – spytała, wyciągając z kieszeni sakiewkę, by uiścić zapłatę. Dobrze, że Figg był od niej starszy, inaczej jeszcze wyglądaliby jak jakaś „sugar mummy”, skacząca wokół swojego utrzymanka…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#9
14.10.2024, 03:43  ✶  
Drgnął słysząc słowa Brenny, wywołała go z zamyślenia, które to oscylowała o wokół nowej różdżki. Czy faktycznie rdzeń z testrala pasował do niego? Nic o nim nie wiedział, same stworzenia nie były mu obce, ludzie wiązali je z cierpieniem i nieszczęściem, czy to dlatego ta różdżka go wybrała?
Nie wyglądała jakoś specjalnie, gładki kawałek z kilkoma wgłębieniami drewna, który był jasny na czubki ale im bliżej rączki tym ciemniejszy się stawał - Thomas wziął to za nieco ironiczne, bo z nim przecież było tak samo, im głębiej się w niego spojrzało tym ciemniejszą część jego duszy można było dojrzeć.
- Zaiste egzotyczna różdżka droga pani, cyprys jest wyjątkowym drewnem, które upodobało sobie wybierać jedynie czarodziejów, którzy nie boją się skonfrontować z własnymi i cudzymi słabościami. Od dawnych czasów różdżki z tego drewna wybierają tych którzy gotowi są do poświęceń i nie wahają się oddać swego życia w chwili próby kontynuował swoją opowieść o różdżce, w końcu niecodziennie przychodzi sprzedać takie połączenie. Podszedł też do lady, aby pobrać należność za sprzedawany przedmiot, który tkwił w dłoni Thomasa. Przez moment wyglądał jakby chciał sam zapłacić ,ale tylko otworzył i zamknął usta bez wydawania choćby dźwięku. Wcześniej zgodził się przyjąć różdżkę w ramach podziękowań od departamentu, nie mógł teraz się o to kłócić. - Włos z ogona testrala zaś uzupełnia ją znakomicie, bo jest on znakomity dla podróżników żądnych przygód, którzy szukają ciagle nowego celu i potrafią przekraczać granice. Uważaj jednak, bo o ile różdżki te chętnie przyswajają zaklęcia z każdej dziedziny, to przy przyziemnych czynnościach mogą okazać się niezbyt skore do współpracy - przestrzegł jeszcze.
- Dziękuję - odpowiedział sprzedawcy i schował różdżkę i zerknął na Brennę, co prawda czuł się nieco bezpieczniej, ale nadal nie czuł się pewnie, jak zagubiony kociak stanął przy niej i odszukał dłoń, którą musiał puścić na czas bycia wybieranym przez różdżki. - Jeżeli masz jeszcze chwilę to chętnie, chciałbym wiedzieć jak się zachowa przy rzucaniu czarów. Dolina Godryka, coś bliżej? - zapytał i popatrzył z uśmiechem nieco pełniejszym tym razem, jej obecność sprawiała, że wszystkie jego lęki powoli mijały, jak zawsze był jasnym promykiem, który rozpraszał w nim mrok, który to już raz? Nie zliczyłby chyba. - Dziękuję - dodał jeszcze w kiedy opuścili sklep Olivanderów.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
15.10.2024, 14:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.10.2024, 15:01 przez Brenna Longbottom.)  
– Mam chwilę – zapewniła Brenna, splatając ich palce. Jakby nie miała, to by ją znalazła: w najgorszym razie mogła wyciągnąć z kieszeni kartę „Władca Snów” i iść błagać wujka, żeby ją ratował, wciskając parę dodatkowych godzin do doby ich obojga. Nie robiła tego zwykle, nie chciała nadużywać uprzejmości Morpheusa, ale istniały chwile, gdy następowała wyższa konieczność. Taką zdaniem Brenny nie byłoby „nie spałam od 48 godzin”, ale już obecna sytuacja – owszem. – Hm… co powiesz na aportowanie się za sadem Abbottów? – zaproponowała po chwili zastanowienia. Sad Longbottomów albo ruiny na wrzosowiskach były lepsze do ćwiczeń, jej zdaniem przynajmniej, ale nie chciała chyba zabierać teraz Thomasa pod Warownię, gdzie mogło do nich wyjść nawet kilka osób. A już na pewno nie pod ruiny, gdzie stoczyli walkę, skąd pewnie dopiero zebrali się Brygadziści, sprawdzający teren.
Sad Abbottów był zabezpieczony przed mugolami – za samym terenem powinni być bezpieczni od natarczywych spojrzeń niemagicznych, móc czarować, a też wątpliwe, by pojawił się tam ktoś znajomy. Tam mogliby poćwiczyć. Mogliby porozmawiać. Albo mogliby pomilczeć, sama Brenna nie była jeszcze pewna, ani czego Thomas potrzebował bardziej, ani co ona powinna wybrać.
– Nie ma za co, Tommy – odparła, kiedy wychodzili, posyłając mu uśmiech, chociaż w oczach miała w tej chwili powagę. – Nie chciałabym, żebyś się za kogoś poświęcał.
Gotowi do poświęceń i oddania życia w chwili próby, co? Brennie nie podobała się ta… może nie przepowiednia – różdżki nie przewidywały przyszłości – ale możliwość.
– To co? Może na początek ja nas teleportuję, zanim przetestujesz, na ile kapryśna jest twoja nowa różdżka? – spytała, już znacznie lżejszym tonem, bo w tym ponurym dniu ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowali, była szybka wizyta w Mungu, z racji na to, że różdżka Thomasa jeszcze się z nim nie zgrała i gdzieś po drodze zgubiłby kawałki ciała.
Chwilę później oboje znikli z cichym trzaskiem.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1782), Thomas Figg (1988)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa