• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Yule 1971] Vampire's Gift

[Yule 1971] Vampire's Gift
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#1
09.12.2025, 02:52  ✶  
Kiedy jej serce przestało bić, a w żyłach płynąć krew, Lucy zorientowała się jak ironicznym jest mówienie o cieple rodzinnych Yule, gdy było to przecież wręcz idealnie święto dla wampirów. Było zimno. Było ciemno. I, jeśli miało się do czynienia z dość psychopatycznym krwiopijcą, było niezwykle łatwo zaatakować od razu całą grupę ludzi w ich własnych domach, lub wręcz przeciwnie, dorwać kogoś, kto musiał spędzać ten czas samotnie i za kim nikt nie będzie tęsknił. Z pewnością też złodzieje, o ile nie zostali przeklęci apodyktycznych matkami, zmuszającymi ich do wspólnej kolacji bez szacunku do ich dróg zawodowych, mieli dzisiaj łatwiejsze zadanie, aby zakraść się do domów, tych którzy wychodzili do swoich rodzin.
Lucy również zakradała się dzisiaj do czyjegoś domu.

Nie myślała o niej za często. Właściwie to niemal wcale, a jednak raz na jakiś czas łapała się na tym, że wspominała Helloise i tamtą letnią noc. Zdarzyło się tak ostatnio, gdy pewnego grudniowego wieczoru usiadła w ciepłym fotelu z książką, której bohaterowie znaleźli w lesie ciało mieszkającej tam wiedźmy i wampirzyca nie mogła się powstrzymać, aby nie zadać sobie tego jednego pytania:

Ciekawe jak tam u jej wiedźmy ze skraju lasu?

W pierwszej chwili odpowiedziała sobie na to, krótkim zapewne żyje i słucha codziennie jak drze się kogut, ale gdy myślała już że jej własna głowa da sobie spokój z dalszymi pytaniami, naszła ją kolejna myśl, a mianowicie taka, że Helloise całkiem nieźle ją podeszła i że na dobrą sprawę, chociaż usatysfakcjonowana smakiem krwi, Lucy czuła pewien niedosyt. Bo miała wrażenie, że to nie do niej tamtej nocy należało ostatnie słowo, a czarownica chyba mimo wszystko pozwalała sobie na nieco za dużo. I jakoś te myśli sprawiły, że Lucy zdecydowała zrobić się coś, czego nigdy nie spodziewała się że zrobi. I to jeszcze w taką noc.

Ubrana na czarno sylwetka, niczym cień na śniegu, zbliżyła się do wyszczerbionego płotu. Cień najpiere uniósł z politowania brew, a nastepnie odzianą w czerwone obuwie, nogę nieco i już po chwili był na podwórku. Zrobiła krok do przodu. Coś zgrzytnęło jej pod nogami i nie był to śnieg. Skrzywiła się i spojrzała w dół, mając nadzieję, że nie była to czyjaś kość i oh… Chyba zabiła jakiegoś ogrodowego krasnala, ale skoro leżał przykryty puchem, to w sumie sam prosił się o pogrzeb. Zresztą… Teraz, gdy głowa krasnala została oderwana od jego tułowia szarpaną raną, puste oczy dekoracji wydawały się bardziej na miejscu.

Lucy ruszyła dalej, zostawiając zwłoki za sobą i zgrabnie już balansując pomiędzy różnymi krzakami i szpargałami, wreszcie stanęła przed tarasem dziwnej chatki. Nikogo nie było w domu. Doskonale.

Rozejrzała się po otoczeniu, aby upewnić się, że na pewno nikogo tu nie było po czym… Postawiła na tarasie prezent.
Nie była to wielka paczka. Ot opakowane w lśniący czerwony papier pudełko, w którym Helloise za jakiś czas znajdzie ciasteczka w kształcie lasek cukrowych i fiolkę gęstej, czerwonej cieczy, która, jeśli odważy się to sorawdzić, okaże się sokiem malinowym. Lucy przyjrzała się prezentowi. Właściwie to sama nie wiedziała dlaczego to zrobiła.

Nie potrzebowała jej krwi. Właściwie to wolałaby ponownie nie być przez nią otumaniona. Nie myślała też o niej często, a jednak... Jakaś jej część liczyła, że czarownica zaraz wylezie gdzieś z krzaków i... Zaprosi ją na herbatę? Tak, aby spędzić razem czas. Porozmawiać już w zupełnie innej atmosferze. Po co? Sama nie wiedziała. To było głupie. Nie miała już osiemnastu lat i nie potrzebowała koleżanek do plotek. Czemu więc nagle ogarnęły ją wspomnienia rozmów z dawnymi przyjaciółkami w zimowe wieczory?
Tak, to zdecydowanie było głupie.
Lucy szybko odwróciła się od chatki i zniknęła w ciemności, byle zapomnieć o swoim głupim pomyśle i jeszcze głupszym prezencie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lucy Rosewood (603)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa