04.01.2026, 10:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2026, 10:22 przez Jessie Kelly.)
-...Widzę to w twoich OCZACH! Diabeł ci siedzi na ramieniu! NA POKUSZENIE CIĘ CIĄGNIE! Od was ON właśnie zaczyna. Od maluczkich! Od niewinnych! Odsuwa cię od Ojca i...
Dziwny mężczyzna w równie dziwnym ubraniu, który był najpewniej prześcieradłem, mówił dalej, gestykulując wściekle i mówiąc raz głośniej, raz ciszej. Jego włosy były długie i splątane, w brodzie mógłby się zaplątać nietoperz, oczy przekrwione, usta popękane, zęby pozbawione szansy na ratunek, i paznokcie u nóg tak długie, że wychodziły już poza skurzane sandały. Mówił coś o zbawieniu, o jakimś Ojcu, od grzechu, diable i pokucie, wznosząc ręce ku niebu, z którego leniwie spadały płatki śniegu.
Jessie zaczynał się bać tego pana. Z początku był zaciekawiony, kto to tak krzyczy na ulicy i zaczepia ludzi, ale kiedy dziwny mężczyzna podszedł do niego i zaczął na niego krzyczeć, przestraszył się. To, co mówił ten pan, nie miało dla niego sensu, a przy tym był tak dziwacznie ubrany. Czy nie było mu zimno w tym prześcieradle i w tych sandałach?
-Chce Pan bułkę? - zaproponował, wyciągając do mężczyzny nadgryzioną bułkę, którą kupił mu tata. -Przestanie Pan krzyczeć, jak dam Panu bułkę? Jest Pan trochę straszny.
Mężczyzna na chwilę umilkł. Dosłownie na chwilkę, bo po może dwóch sekundach znowu zaczął krzyczeć, chyba nawet głośniej, i machać rękami.
-Dobra, tyle wystarczy. Chodź, synku. Nie będziemy Pana dłużej zatrzymywać - mało zrozumiałą dla chłopca tyradę przerwało pojawienie się drugiego dorosłego.
Ned złapał Jessiego za rękę i odciągnął go od nieznajomego, uśmiechając się do syna, ale mężczyznę mierząc chłodnym spojrzeniem. Dziwny nieznajomy jeszcze coś za nimi krzyczał, kiedy się od niego oddalali, Jessie obejrzał się na mężczyznę jeszcze raz. Ich spojrzenia znowu się spotkały i Jessie, bardzo dojrzały jak na swój wiek, pokazał mu język. Bo tak.
-Jasper... - Ned westchnął i pokręcił głową. -Odmrozisz sobie język i ci odpadnie.
-Ale nie powiesz mamie, prawda?
Na to Ned odpowiedział krótkim śmiechem. Kucnął przed Jasperem i zaczął poprawiać mu kurtkę i czapę, którą chłopiec cały czas ściągał sobie z uszu, chociaż pogoda zachęcała raczej do zakrywania każdej części ciała, która nie musiała być odkryta.
-Tato, a dlaczego tamten pan tak krzyczał? I dlaczego był tak dziwnie ubrany? Nie jest mu zimno bez kurtki? I czapki? I bez rękawiczek? Czemu chodzi w sandałach?
Ned obejrzał się przez ramię z grymasem na twarzy i znowu pokręcił głową. Chociaż mężczyzna był już na tyle daleko, żeby ich nie zaczepiać, to wciąż był w zasięgu ich wzroku i jego głos do nich docierał, nawet jeśli słowa nie były zrozumiałe.
-To pewnie jeden z fanatyków Chrystusa.
-Co to jest "fanatyk"?
-...Zapytaj mamę. Ona lepiej ci to wyjaśni.
Jessie nadąsał się - to nie był pierwszy raz, kiedy jego tata mówił o czymś, co nie było dla Jaspera zrozumiałe, i kazał mu pytać o to jego mamę. Naprawdę nie mógł mu sam tego wyjaśnić?
-A co to jest "chrystus"?
W tym momencie wyraz twarzy Neda trochę złagodniał i uśmiechnął się do syna.
-Nie "co" tylko "kto", Jessie. Jesus Chrystus był... Mugole wierzą, że będzie Zbawcą Świata.
-"Zbawcą"?
-Czyli kimś, kto kiedyś zwalczy całe zło na świecie.
-Ale jak on to zrobi? Zna jakieś silne czary?
-Nie, synku. Jesus nie umie czarować.
-To jak on to zrobi?
-Hm... Nawet bez czarów, Jesus Chrystus jest tak potężny, że będzie w stanie zwalczyć całe zło i pokonać Szatana.
-Szatana?
-Wytłumaczę ci, jak będziesz starszy.
-...A gdzie jest teraz Jesus? Ile on ma lat? Ma taką długą siwą brodę?
Ned zaśmiał się cicho, kiedy jakiś inny rodzic, również idący ze swoim dzieckiem, spojrzał na niego ze współczuciem.
-Jesus ma bardzo dużo lat, synku, ale nie ma go tu z nami?
-Dlaczego? Mieszka gdzieś indziej? Mogę mu wysłać list na Yule?
-Obawiam się, że listy nie docierają tam, gdzie on jest. Jesus urodził się w stajence prawie dwa tysiące lat temu i-
-Ale on stary!
-Haha. Tak, synku, byłby dziś bardzo stary, ale umarł bardzo dawno temu.
-Ouch...
-Umarł za ludzi, którzy wtedy bardzo grzeszyli. Poświęcił swoje życie, żeby odkupić ludzkie grzechy i teraz jest w Niebie ze swoim Ojcem i Matką.
-Matka ma męża? I dziecko?
-Nie ta Matka, synku. Matka Jesusa.
-Aha, Jesus ma swoją mamę, tak?
-Dokładnie. Tak samo jak ty, Rita i Theo macie mamę.
-A jak Jesus zbawi świat, skoro jest w niebie?
-Wróci na ten świat. Kiedyś. I wtedy pokona Szatana i zbawi ten świat.
-Aha... Ale jak on-
-Jessie, patrz! Robią tam gorącą czekoladę. Chcesz gorącej czekolady, zanim wrócimy do domu?
-Tak! - Jessie uśmiechnął się szeroko i zaczął ciągnąć tatę do stoiska, dzięki czemu Ned, chociaż na chwilkę, mógł odetchnąć.
Dzieci zadawały naprawdę dużo pytań.
Koniec sesji