• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę

[Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#11
01.11.2026, 12:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.11.2026, 12:52 przez Othello Fawley.)  
To grzech.

Wyjaśniło się. Wcześniej to podejrzewał, teraz miał pewność. Opuścił wzrok, poczuł łzy gromadzące się w kącikach oczu. Był zepsuty. Urodził się taki, nie potrafił nic na to poradzić, a teraz wiedział, że przez Matkę został skazany na wieczne cierpienia. Przez tę Matkę, która pod płaszczykiem miłości kryła poczucie zawodu. Tę Matkę, która najpierw określała to, co jest naturalne, a co nie, a potem tworzyła człowieka, który w te kategorie nigdy nie miał się wpasować. Tę Matkę, której trzeba było się poświęcić, przed którą trzeba było się kryć. Która kochała i nienawidziła tak jakby te dwa uczucia nie stały ze sobą w sprzeczności.

Bardzo przypominała Othellowi własną rodzicielkę.

Wieczna wdzięczność, wieczne poczucie obowiązku, wieczne upokorzenie. Krąg, z którego nie potrafił się wyrwać, bo mimo wszystko mu zależało. Choć teoretycznie nie powinno. Ojca łatwo było nienawidzić. Cuchnął brudem i alkoholem, odnosił się do swych dzieci z niekrytą pogardą. Matka była inna. Była czysta, zatroskana, czuła, ale jednocześnie zimna, bezlitosna i wymagająca.

Bardzo przypominała Othellowi boginię.

Nie potrafił żyć zgodnie z owymi przykazaniami. Nie potrafił zadowolić żadnej ze swych matek, a grzech był częścią niego. Tak jak mówiła Lydia. Jeśli dane mu było żyć w paradoksie, w hipokryzji, być może tak miało być. To zaplanowali dla niego bogowie. Taka była jego natura.

– Dziękuję, Lydio – powiedział cichym, zduszonym głosem. Wstał od stołu. Pojedyncza łza spłynęła w dół po jego policzku. – Przepraszam cię na chwilę.

Poszedł do toalety, zamknął za sobą drzwi i oparł się o umywalkę. Spojrzał w oczy grzesznika. Człowieka, u którego pożądanie mieszało się z egzystencjalnym lękiem. Wcześniej myślał, że to minie, ale nie mijało. Nie dawał sobie z tym rady i podejrzewał, że ani Lydia, ani nawet Odys mu nie pomogą. Miał dwie możliwości: nadal się męczyć i żyć w cnocie lub pogodzić się i splamić w oczach Matki, która nigdy i tak nie uzna go za czystego.

Nie wiedział, co robić.

Koniec sesji


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lydia Black (1749), Othello Fawley (2109)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa