02.03.2023, 17:20 ✶
Brenna nie była prymusem, przynajmniej na większości przedmiotów. Błyszczała wprawdzie na transmutacji i OPCM, na reszcie zajęć znajdowała się jednak gdzieś w okolicach skali przeciętności – radząc sobie dobrze, acz bez fajerwerków.
Poza jednym przedmiotem. Tym, na którym ciągnęła się na szarym końcu całej klasy, przy egzaminach oscylując na samej granicy niezdania, u którego nauczycielki dosłużyła się zapewne opinii bardzo mało inteligentnego i leniwego dziecka.
Przedmiotem, którego nienawidziła sercem i duszą, i ilekroć wchodziła do klasy, pragnęła cofnąć się w czasie, dopaść trzynastoletnią siebie w chwili, gdy wybierała nowe przedmioty w trzeciej klasie, potrzasnąć sama sobą i głośno oznajmić: nie zapisuj się na numerologię! Nigdy, przenigdy tego nie rób, bo stanie się coś strasznego! Czyli będziesz musiała uczyć się numerologii!
Niestety, na to było za późno. Podczas gdy mugoloznastwo okazało się całkiem ciekawym wyborem, o tyle nieustannie wzdychała w duchu, że zamiast numerologii nie poszła na wróżbiarstwom starożytne runy albo ONMS. Tymczasem egzaminy zbliżały się wielkimi krokami, wprawiając Brennę w coraz większą grozę. Nie, nie planowała kontynuować nauki na VI roku, ale jeśli nie zna jakiegoś SUMA, matka prawdopodobnie ją wydziedziczy. Już nawet w snach Brenny skakały liczby i znaki – i te sny były bardziej przerażające niż koszmary pełne martwych, przywoływane przez widmowidzenie.
Dlatego dopadła w Wielkiej Sali swojego kuzyna i jęcząc, błagając oraz dramatyzując, wybłagała pomoc. Mortimer posłał ją do biblioteki, twierdząc, że tam się zaraz spotkają – i Brenna czym prędzej ruszyła do aneksu bibliotecznego. Rzecz jasna biegiem, bo panna Longbottom chyba po prostu nie umiała poruszać się wolno. Do biblioteki wpadła z rozwianym włosem, krzywo zawiązanym szalikiem Gryffindoru, zaczerwienionymi po biegu policzkami i rozwiązanym butem. I w drzwiach stanęła jak wryta, po przy jednym z długich stołów, ustawionych na środku pomieszczenia zobaczyła…
…Mortimera Slughorna, tego samego, z którym rozstała się przed Wielką Salą ledwo moment temu. W dodatku wyglądało na to, że był tu już zajęty pracą, zdążył rozłożyć książki i notatki. Dostał się do biblioteki szybciej od niej! Brenna aż skamieniała na moment z podziwu, bo przecież rozkład Hogwartu miała doskonale opanowany, i biegła większość drogi i nawet ruchome schody były dziś jej sprzymierzeńcem! Nie spodziewała się, że Mortimer zdoła ją wyprzedzić. Może go nie doceniała? Może trzeba było jednak zapraszać go na krótkodystansowe ściganie się po błoniach, do którego niekiedy zmuszała Mavelle i niektórych kolegów? Wygrałby, jak nic!
A może… może znał jakieś sekretne przejście? To dopiero coś, trzeba było jakoś wyrwać z niego tę tajemnicę! Z tą myślą skierowała się prosto do niego, by zająć miejsce naprzeciwko.
- Musisz mi zdradzić swój sekret – oświadczyła raźnym tonem, odsuwając sobie krzesło. – Gotowy uratować moje nędzne życie, mam nadzieję? – dodała, nie mając zielonego pojęcia, że Slughorn nie wie, o czym ona mówi. I że chłopak zrozumie to dopiero za jakieś cztery godziny, bo Mortimer, z którym rozmawiała, jest Mortimerem z przyszłości…
Poza jednym przedmiotem. Tym, na którym ciągnęła się na szarym końcu całej klasy, przy egzaminach oscylując na samej granicy niezdania, u którego nauczycielki dosłużyła się zapewne opinii bardzo mało inteligentnego i leniwego dziecka.
Przedmiotem, którego nienawidziła sercem i duszą, i ilekroć wchodziła do klasy, pragnęła cofnąć się w czasie, dopaść trzynastoletnią siebie w chwili, gdy wybierała nowe przedmioty w trzeciej klasie, potrzasnąć sama sobą i głośno oznajmić: nie zapisuj się na numerologię! Nigdy, przenigdy tego nie rób, bo stanie się coś strasznego! Czyli będziesz musiała uczyć się numerologii!
Niestety, na to było za późno. Podczas gdy mugoloznastwo okazało się całkiem ciekawym wyborem, o tyle nieustannie wzdychała w duchu, że zamiast numerologii nie poszła na wróżbiarstwom starożytne runy albo ONMS. Tymczasem egzaminy zbliżały się wielkimi krokami, wprawiając Brennę w coraz większą grozę. Nie, nie planowała kontynuować nauki na VI roku, ale jeśli nie zna jakiegoś SUMA, matka prawdopodobnie ją wydziedziczy. Już nawet w snach Brenny skakały liczby i znaki – i te sny były bardziej przerażające niż koszmary pełne martwych, przywoływane przez widmowidzenie.
Dlatego dopadła w Wielkiej Sali swojego kuzyna i jęcząc, błagając oraz dramatyzując, wybłagała pomoc. Mortimer posłał ją do biblioteki, twierdząc, że tam się zaraz spotkają – i Brenna czym prędzej ruszyła do aneksu bibliotecznego. Rzecz jasna biegiem, bo panna Longbottom chyba po prostu nie umiała poruszać się wolno. Do biblioteki wpadła z rozwianym włosem, krzywo zawiązanym szalikiem Gryffindoru, zaczerwienionymi po biegu policzkami i rozwiązanym butem. I w drzwiach stanęła jak wryta, po przy jednym z długich stołów, ustawionych na środku pomieszczenia zobaczyła…
…Mortimera Slughorna, tego samego, z którym rozstała się przed Wielką Salą ledwo moment temu. W dodatku wyglądało na to, że był tu już zajęty pracą, zdążył rozłożyć książki i notatki. Dostał się do biblioteki szybciej od niej! Brenna aż skamieniała na moment z podziwu, bo przecież rozkład Hogwartu miała doskonale opanowany, i biegła większość drogi i nawet ruchome schody były dziś jej sprzymierzeńcem! Nie spodziewała się, że Mortimer zdoła ją wyprzedzić. Może go nie doceniała? Może trzeba było jednak zapraszać go na krótkodystansowe ściganie się po błoniach, do którego niekiedy zmuszała Mavelle i niektórych kolegów? Wygrałby, jak nic!
A może… może znał jakieś sekretne przejście? To dopiero coś, trzeba było jakoś wyrwać z niego tę tajemnicę! Z tą myślą skierowała się prosto do niego, by zająć miejsce naprzeciwko.
- Musisz mi zdradzić swój sekret – oświadczyła raźnym tonem, odsuwając sobie krzesło. – Gotowy uratować moje nędzne życie, mam nadzieję? – dodała, nie mając zielonego pojęcia, że Slughorn nie wie, o czym ona mówi. I że chłopak zrozumie to dopiero za jakieś cztery godziny, bo Mortimer, z którym rozmawiała, jest Mortimerem z przyszłości…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.