• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[kwiecień 1971] Nastał czas ciemności | Rhea & Ornella

[kwiecień 1971] Nastał czas ciemności | Rhea & Ornella
Everybody else's girl
We'll I'm not seventeen
but I've cuts on my knees
Falling down as the winter takes
one more cherry tree
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Cienkie, ciemnobrązowe włosy pozbawione blasku, zielone oczy i 160cm wzrostu. Znoszone szaty, dłonie poznaczone pracą. Wygląda na niedożywioną i przygnębioną.

Ornella Borgin
#1
05.03.2023, 21:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2023, 00:21 przez Ornella Borgin.)  
Posiadłość Parkinsonów

Tak łatwo było zapomnieć o Anglii i jej problemach w obliczu wydarzeń ostatnich miesięcy, że czas przed latem roku 1970 wydawał się Ornelli dawno zamkniętą przeszłością. W pewnym względzie czuła się jak cudzoziemiec, który widzi te ponure, deszczowe ulice po raz pierwszy w życiu, zupełnie nowymi oczami. Czy Londyn zawsze był tak brzydki, brudny i przygnębiający? Dziewczyna starała się wrócić myślami do wiosny z dziecięcych lat, gdy nie zwracała uwagi na angielską pogodę… od kiedy opuściła Bałkany wydaje jej się, jakby żyła w ciągłej ciemności. Nie potrafi ocenić, czy pochodzi ona tylko z otaczającego ją świata, czy wylewała się prosto z jej serca pokrywając każdą mijaną osobę szarością. Jakby ktoś trzymał je ciasno w lodowatej dłoni utrudniając oddychanie.

Niestety świat i jego problemy nie zapomniały o niej, od powrotu do domu nie miała nawet chwili wytchnienia. Czując się jak reanimowany trup ciągany z kąta w kąt Ornella włóczyła się po swoich starych ścieżkach nie śmiąc sprzeciwić ojcu. Sporo się działo pod ich nieobecność, Czarny Pan oficjalnie rozpoczął wojnę przeciwko mugolom i ich niegodziwemu potomstwu, które od lat nawiedzało czarodziejski świat niszcząc go i rozrzedzając magiczną krew. Od czasów średniowiecza na wyspach brytyjskich pozostała zaledwie garstka rodzin pielęgnujących stare tradycje… Borginowie byli jedną z nich i to ich pokoleniu przyszło walczyć o nie pod przywództwem czarnoksiężnika. Czarny Pan wybrał okrutną drogę, ale czy na przestrzeni wieków nie próbowali już wszystkiego innego? Artemius Borgin należał do tych, którzy nie widzieli innego sposobu, a jego córka była przecież jego lustrzanym odbiciem. Gwoździem do trumny okazało się wybranie mugolaka na Ministra Magii.

Był pochmurny wieczór w pierwszą sobotę kwietnia, gdy ta dwójka aportowała się nieopodal głównej bramy otaczającej posesję rodu Parkinson. Nie ważne ile takich podróży Ornella miała za sobą, efekt był zawsze ten sam. Po zrobieniu kilku kroków w kierunku pobliskich drzew, wsparła się na jednym z nich ręką i zwróciła swoją skromną kolację, by pozbyć się jej krótkim machnięciem różdżką. Choć jej żołądek natychmiast odczuł ulgę to nadal okropnie kręciło jej się w głowie.

- Jak długo jeszcze będziesz się z tym użerać? – Warknął zniesmaczony mężczyzna obnażając swoje poczerniałe zęby. Borgin wyglądał na starszego niż wskazywałby na to wiek jego córki, a jego długie, ciemne włosy poznaczone były siwizną. Matka Ornelli nie była jego pierwszą żoną, choć oczywiście żadne z jego dzieci nie ośmieliło się nigdy pytać o szczegóły. – Nie chcesz chyba, by szanowni państwo Parkinson uznali cię za plugawego charłaka?

Mamrocząc przeprosiny dziewczyna przepłukała usta stworzonym przez siebie w tym celu eliksirem i stanęła u boku ojca zwieszając głowę. Artemius uważał kominki będące pod kontrolą Ministerstwa Magii za zbyt niebezpieczne w swoim zawodzie, a był człowiekiem szalenie ostrożnym i nie życzył sobie, by ktoś postronny śledził jego poczynania. Borginowie nie cieszyli się z resztą powszechnym zaufaniem, a ich klienci doceniali dyskrecję. Niewielu salonowych bawidamków dałoby się złapać w towarzystwie Artemiusa Borgina bez dobrej wymówki, a jednak odpowiadali oni za sporą część przychodów współprowadzonego przez niego sklepu. O wadze sprawy mógł świadczyć fakt, pan Parkinson uraczył ich osobiście już przy wejściu, a po drodze do jego gabinetu nie spotkali żadnego innego czarodzieja. Ornella czuła za to na sobie nieprzychylne spojrzenia należące zapewne do skrzatów domowych, które swoją obecność maskowały lepiej niż ona. Czuła się nieco upokorzona swoim skromnym przyodzieniem, zupełnie nie pasującym do pięknego wystroju rezydencji.

- Artemiuszu, zgodzisz się ze mną, że temat twojej dzisiejszej wizyty nie powinien zaprzątać głowy młodej damy. – Nie przysłuchując się uważnie rozmowie obu mężczyzn, Ornella nie zwróciła w pierwszej chwili uwagi, że temat zszedł na jej osobę. Przystanęła i podniosła głowę zaskoczona, że pan Parkinson mówił o niej w taki sposób, lecz jego słowa nie wymagały jej odpowiedzi. – Może…

- Poczekaj tu na mnie – Borgin przerwał gospodarzowi w pół słowa, kierując jasne polecenie do swojej córki. Cokolwiek pan Parkinson chciał zaproponować, by zapewne umilić jej ten czas miało pozostać tajemnicą, gdyż nie kontynuował swojej wypowiedzi. Fałszywie uprzejmy uśmiech, który zagościł na jego twarzy głównie ze względu na Ornellę zniknął z niej, gdy zwrócił się ku jej ojcu zapraszając go ręką do swojego biura. Mężczyźni pozostawili ją samą na korytarzu, co nie było znowu niczym nowym, lecz w obecnej sytuacji wiele dałaby za jakąkolwiek dystrakcję. Dlaczego właściwie ojciec ją tu zabrał? Czyżby tak mało jej ufał, że nie mógł pozostawić jej w domu na godzinę i oszczędzić tego poniżenia? Od powrotu do kraju uważniej ją obserwował, czy naprawdę spodziewał się, że drugi raz popełni ten sam błąd? Jej serce znało odpowiedź.
Twoja domowa syrena
I'm on the other side
Trying to break through
I can hear the sirens
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to jej włosy: ciemne, długie niemal do pasa i splecione w warkocze. Dopiero po dłuższej chwili można również dostrzec, że milczy. Wyraża się w gestach i dość bogatej mimice twarzy. Jej spojrzenie jest w stanie zabić, naprawdę. Dość wysoka, mierząca metr siedemdziesiąt, zazwyczaj elegancko ubrana. Uwielbia biżuterię, im więcej, tym lepiej.

Rhea Parkinson
#2
13.03.2023, 10:45  ✶  
Od czterech lat każdy dzień wyglądał niemal tak samo. Od czterech lat ten dom stawał się więzieniem za każdym razem, gdy Roger znikał na dłużej. Rhea nawet nie wiedziała, gdzie udał się tym razem. W sprawach służbowych powiązanych z Ministerstwem Magii, czy gdzieś ze swoimi kompanami z Yaxleyem na czele? Lubiła Theona, ale miała wrażenie, że jej mąż w ostatnim czasie poświęcał mu więcej uwagi niż jej samej. A gdy go nie było, jego matka nie czuła żadnych oporów przed ciągłą krytyką synowej, wiedząc, że ta nie odwdzięczy jej się tym samym. Gesty języka migowego, których Theresa nauczyła się, by jakkolwiek się z nią porozumieć, gdy sama nie posiadała umiejętności posługiwania się falami telepatycznymi, nijak nie dawały takiego samego efektu jak krzyk. Kłócąc się z nią, wyglądała bardziej, jakby tańczyła z miną godną legendarnego bazyliszka.
Parkinson nie przejmowała się zatem tym, że dom zdawał się dzisiejszego dnia opustoszały. Cisza była błoga, zdawała się dawać zalążek wolności. Skrzaty uwijały się z porządkami, jednocześnie starając przygotować kolację dla gospodarzy i musiała naprawdę się skupiać, żeby w ogóle je zauważać. Nigdy nie wiedziała, jakim sposobem tak łatwo wtapiały się w tło, ale czasami im tego zazdrościła. Zwłaszcza w chwilach, gdy chciała zniknąć Theresie z oczu. W przeciwieństwie do Richarda potrafiła być naprawdę okrutna, mimo że to oni oboje w towarzystwie jej rodziców zdecydowali o tym ślubie, gdy sama uczęszczała jeszcze do Hogwartu. Miała zaplanowane całe życie, w tym wieku już dawno powinna opiekować się synem, ale choroba wszystko zniweczyła. Sprawiła, że plany pani Parkinson na idealne małżeństwo jej syna wymknęły się jej spod kontroli – wymsknęły między palcami niczym dym.
Drgnęła, usłyszawszy poruszenie w korytarzu i dwa męskie głosy, z których rozpoznała tylko jeden. Sądząc po temacie ich rozmowy, gość musiał pojawić się z córką lub inną podopieczną. Już nawet podejrzewała propozycję Richarda, by to Rhea zabawiła się w przedszkolankę dla bliżej nieokreślonej dziewczyny, ale drugi mężczyzna przerwał mu w pół słowa. Z salonu miała perfekcyjny widok na gabinet pana Parkinsona, ale nie widziała niestety długiego korytarza, który prowadził do tych pomieszczeń od drzwi wejściowych. Musiała poczekać, skupiając swój wzrok na papierach, którymi akurat się zajmowała. Zamierzali wykupić od Bagshotów stare egzemplarze map, by trafiły do księgozbioru Maeve, ale spotykało się to – ku niezadowoleniu Parkinsonów – z dość sporym oporem.
Zerknęła ponownie na drzwi gabinetu, dostrzegając jedynie tył głowy gościa i Richarda zapraszającego go gestem do środka, gdzie już czekała Theresa. Na zewnątrz pozostała jedynie mizernie wyglądająca dziewczyna, na pierwszy rzut oka Rhei dość zaniedbana i zastraszona. Na jej miejscu sama jednak czułaby się nieswojo w takim otoczeniu. Będąc szczerą sama ze sobą, czuła się w ten sposób nawet teraz. Pstryknęła palcami, przywołując do siebie jednego ze skrzatów domowych, po czym wskazała mu kręcącą się pod drzwiami nastolatkę. Jakimś sposobem nauczyła się komunikować ze służącymi jej stworami praktycznie bez słów. W międzyczasie zaczęła pisać coś na czystym kawałku pergaminu, z góry uznając, że to jedyna możliwość na przekazanie czegokolwiek tej dziewczynie.
- Pani Rhea prosi, by panienka przeszła do salonu – usłyszała z korytarza piskliwy głos skrzata domowego, który po chwili wprowadził gościa do pomieszczenia, wskazując jej wolne krzesło. Parkinson podsunęła jej przez nos wiadomość, którą zdążyła napisać równym, eleganckim pismem. Rodzice już dawno zadbali o to, by wszystko, co tworzyła, było idealne. I chociaż wiązało się to głównie z irytacją i godzinami pracy, teraz doceniała ten fakt.
Richard nie lubi, gdy ktoś podsłuchuje jego rozmowy. O ile nie zostałaś skrzatem domowym w ludzkiej postaci, nie kręć się pod jego drzwiami. Nie powinnaś być teraz w szkole?
Zmierzyła ją uważnym spojrzeniem, gdy czytała jej wiadomość. Nie lubiła tej formy komunikacji, męczyła ją dwukrotnie bardziej niż język migowy. Za niczym nigdy tak bardzo nie tęskniła, jak za swoim własnym głosem.
Pstryknęła jeszcze raz palcami, a skrzat postawił między dwoma kobietami dzbanek herbaty i dwie filiżanki. Rhea nalała ciepłego napoju do jednej z nich i podsunęła dziewczynie. Chyba jednak będzie zmuszona pobawić się przez chwilę w przedszkole.

@Ornella Borgin
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ornella Borgin (741), Rhea Parkinson (655)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa