Nie do końca wiedziała, jak się ma zachować przyjmując te informacje, bo było to dla niej coś zupełnie nowego. Zresztą miała wrażenie, że aktualnie jej całe życie jest pełne niespodzianek, co chwila pojawiało się coś, co powodowało u niej lekkie zmieszanie. W pewien sposób jej się to nawet podobało, bo Yaxley nie znosiła przewidywalności i powtarzalności, a w tym przypadku nic nie było standardowe. Dzięki temu mogła się sprawdzić w nowych sytuacjach.
Geraldine była nieustraszona, nie tak łatwo było w niej wzbudzić jakiekolwiek obawy. Wręcz przeciwnie, im bardziej wydawało się być beznadziejne, tym chętniej się w to angażowała. Wiele razy przez to cierpiała, jednak najwyraźniej niczego jej to nie nauczyło, może liczyła na to, że tym razem będzie inaczej?
- Może kiedyś będziesz miał chęć je poznać, sprawdzić, czy faktycznie istnieje. Jak na razie to jedynie gdybanie, nic pewnego. - Nie wzruszyło jej to nawet specjalnie. Nie widziała nic złego w pozostawieniu kobiety z dzieckiem, to również świadczyło o tym, jakim ona była człowiekiem. Potrafiła usprawiedliwić każdą podjęta przez niego decyzję, może była już tak bardzo zaślepiona? Kto ją tam właściwie wiedział, z drugiej strony miała świadomość, że sama pewnie postąpiłaby podobnie. Nie znosiła zobowiązań.
Nie miała też wobec niego żadnych oczekiwań, zdawała sobie sprawę, że nie może mieć. Powiedziała mu o tym, co czuje trochę szybko, wiedziała, że nie wszyscy zachowują się podobnie. Rozumiała to, zresztą tak naprawdę nie miała pojęcia, w jaki sposób na nią patrzy. To, że zaczął mówić o sobie świadczyło o tym, że jej ufa, a przynajmniej ona odebrała to w ten sposób. To dobrze, bo chciała, żeby nie miał przed nią tajemnic, żeby nie bał się mówić o sobie. Chciała go poznać bardzo dokładnie, szczególnie, że zaczęła się do niego przywiązywać. Musiała zrozumieć dlaczego taki jest.
Przygasiła peta o kafelki, bo nie chciało jej się jeszcze wstawać. Podłoga wydawała się być tak bardzo wygodna. Przymknięte oczy powodowały, że odpoczywała, odeszły od niej te wszystkie negatywne emocje, oddychała już spokojnie. Jedyne, co świadczyło o jej wcześniejszym załamaniu to ta opuchnięta twarz. - Nie musisz mnie przepraszać, wcale. - Nie był to pierwszy raz, nie uważała, żeby miał za co. Przecież nie zrobił jej nic.
Odwróciła głowę w jego stronę, przesunęła się trochę bliżej, aby spojrzeć mu w oczy, bo była ciekawa, co w nich zobaczy i leżeli tak sobie na tej podłodze.