Vespera w ostatnim czasie nie była w dobrym humorze. Małżeństwo z obecnym mężem było coraz gorsze, nie przesypiała prawie żadnej nocy bojąc się wręcz o własne życie, a przyznajmy szczerze ta kobieta nie lubiła strachu. Lubiła go wzbudzać, ale nie odczuwać. Czuła jak traciła kontrolę nad własnym życiem przez jakiś mały, nieistotny, złoty krążek na jej palcu, który teraz nerwowo obracała drugą dłonią. Wybrała się dzisiejszego wieczora na wystawę, o które wspomniał ktoś w prac. Powinna na nią wybrać się z mężem, ale ten wolał zostać w domu z nosem w eliksirach.
Nie za bardzo też chciała się z nim pokazywać, ponieważ nie należał do osób godnych pokazywania. Na początku ich ślubu było inaczej, starał się ją w sobie rozkochać, kupował kwiaty, zabierał na romantyczne kolacje, prezentował się naprawdę elegancko, ale teraz? – brzydziła się go wręcz. Przestał o siebie dbać, przestał się starać i dzień w dzień chorobliwie pragnął od niej zapewnienia, że go kocha.
Nie kochała. Nie potrafiła.
Snuła się powoli po sali wystawowej oglądając dzieła artystki. Nie spojrzała nawet na nazwę wystawy, na imię artysty, którego odwiedza. Po prostu zapisała datę w kalendarzu i szybko uciekła z własnego domu, aby być z dala od tamtego mężczyzny. Trzymała w ręku lampkę dobrego wina i przystawała na bardzo długie chwile przy pojedynczych obrazach wystawionych w tym miejscu.
Ubrała się w smukłą, czarną suknię do kostek i długim rękawem, do tego niewysokie, wygodne obcasy, a włosy delikatnie podkręciła. Zrobiła delikatny makijaż, a usta musnęła czerwoną szminką. Nie mogła się na niczym skupić, ale przyjemnie się jej patrzyło na te obrazy, uspokajały jej głowę. Miała wrażenie, że już kiedyś widziała ten styl, ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Nie przyszło jej nawet do głowy, aby sprawdzić do kogo przyszła.
Nagle gdzieś niedaleko zrobiło się delikatne zamieszanie. Oderwała zamyślony wzrok od oglądanego obrazu, odwróciła się niespiesznie i nagle jakiś mężczyzna wpadł na nią oblewając ją jej własnym winem z cichym krzykiem postarała się tylko o to, aby nie zabrudzić żadnego dzieła, które było obok. Jej zamyślona mina natychmiast stężała, a na twarzy pojawiła się czysta, nie do opisania złość.
— Co Pan sobie wyobraża?! – zapytała unosząc swój cichy, delikatny głos. Nie za bardzo wiedziała, co miała w tej sytuacji zrobić. Plamy można łatwo wyczyścić z ubrań zaklęciem, ale jeśli zniszczyłaby jakieś dzieło sztuki w tym miejscu chyba by sobie tego nie wybaczyła. O Vesperze można powiedzieć wszystko, ale do sztuki miała wielki szacunek.