• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[7.06.72, Horyzontalna] A pan to...?

[7.06.72, Horyzontalna] A pan to...?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
06.11.2023, 22:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:08 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Zazwyczaj po nocnych i wieczornych dyżurach Florence wracała do kamienicy Bulstrodów za pośrednictwem Sieci Fiuu. Tego wieczora jednak, jakieś złe ją chyba podkusiło, i postanowiła urządzić sobie spacer – idąc za poradą, którą tak często dawała swoim pacjentem, a do której sama przed wiosną 72 się nie stosowała, mianowicie „proszę więcej się ruszać”.
Po dwudziestej drugiej Horyzontalna nieomal już opustoszała i tylko z oddali dochodziły głosy i muzyka dobiegające z Fontanny Szczęśliwego Losu. Po Beltane chętnych do spacerów po zmroku jakby ubyło – a przynajmniej tak zdawało się Florence Bulstrode, wędrującej ulicą, pogrążoną w mroku, rozpraszanym tu i ówdzie przez światło ulicznych latarni.
A jednak, ktoś za nią szedł.
Dostrzegła go kątem oka już wtedy, kiedy wchodziła do Dziurawego Kotła, a potem słyszała, jak przejście na Pokątną otwiera się tuż po tym, jak zamknęło się za nią. Jego kroki ścigały ją, kiedy wędrowała główną ulicą magicznego Londynu, a teraz, na Horyzontalnej, kiedy zerknęła na jedną z witryn, dostrzegła w niej odbicie kogoś podążającego w ślad za nią. I może Florence, z natury bardzo rozsądna, uznałaby to za przypadek, i nie zawracałaby sobie całą sprawą głowy… gdyby nie fakt, że uczucie bycia obserwowaną towarzyszyło jej nie po raz pierwszy, drugi czy nawet trzeci raz. Gdyby nie kilka listów, które ostatnimi czasy dostała.
Zawahała się, ale ostatecznie… chociaż nie była wojowniczką, nie była przecież tchórzem. Nie zamierzała rzucać się do ucieczki. O nie. Florence ani bez powodu nie biegała, ani nie uciekała. Odwróciła się więc nagle, spoglądając prosto na osobę, która do tej pory szła przez cały czas tuż za nią.
– A pan to…? – spytała spokojnie, mierząc go spojrzeniem chłodnych, jasnych oczu. Ollie miał przed sobą osobę jak na kobietę dość wysoką, bo mającą jakieś metr siedemdziesiąt wzrostu, o bladej twarzy i ciemnych włosach, spiętych w nienaganny kok. Ubraną schludnie, w rzeczy utrzymane w neutralnej kolorystyce, za to starannie dobrane do siebie nawzajem, bo Florence Bulstrode nade wszystko umiłowała sobie porządek.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
09.11.2023, 03:14  ✶  
Tego wieczoru nie wiedział jeszcze gdzie przyjdzie mu spędzić noc i jakoś niespiesznie mu było poszukiwać lokum. ZAnikający księżyc sprzyjał szwendaniu się uliczkami zarówno mogolskiego jak i czarodziejskiego Londynu. A może udałby się do lasu, aby spędzić całą noc jako ryś i przemierzać leśne ostępy? Tak, to brzmiało dobrze. Ale zanim cokolwiek zrobi musiał jeszcze odwiedzić dwa czy trzy miejsca.

Pech chciał, że już w samym Kotle natrafił na nieznajomą kobietę, która także zmierzała na Pokątną, dlatego nieco zwolnił, aby nie narażać się na przypadkowe rozmowy z nieznajomymi. Nie żeby ich nienawidził, po prostu lepiej mu było, kiedy nie był zaczepiany i sam nie zaczepiał niepotrzebnie innych. Dlatego trzyma się z tyłu, zastanawiając się jak wielkiego musi mieć pecha, że on idzie dokładnie tam gdzie on. Czy to jakieś żarty? A może jakiś dziwny dowcip. Przecież to niemożliwe, aby szła dokładnie tam gdzie on - tak jakby go śledziła, tylko szła przodem. Dlatego starał się po prostu trzymać z tyłu, bardziej niezręcznym byłoby próbowanie jej wyprzedzić, dlatego pozostawał tam gdzie był. Pochłonięty w swoich myślach nie zauważył, że nieznajoma postanowiła się z nim skonfrontować.
-Yyyyyyy - odpowiedział iście elokwentnie, całkowicie zaskoczony przez tą naglą interakcję. Ot stał przed nią mężczyzna niewiele większy od niej, może o niecałe piętnaście centymetrów wyższy, ubrany dość standardowo schludnie, choć w ubrania, które widać było że swoją młodość już jakiś czas temu przeżyły. - Ollie, jestem Ollie. Coś nie tak, pani...? - w końcu odzyskał rezon, więc i też przypomniał sobie że ma język w gębie i może go używać.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
09.11.2023, 09:37  ✶  
Florence była pedantką i osobą zwracającą niemalże obsesyjną uwagę na szczegóły. Mimo panującego w okolicy półmroku szybko wychwyciła, że ubrania Olliego może i nie są łachmanami, ale lata świetności mają już za sobą, a on wprawdzie nie wyglądał na zbira, niemniej... na kogoś, kto mógłby podjąć się (nieudolnej) misji śledzenia - już tak. Chociaż musiała przyznać, że był w tych poczynaniach wyjątkowo nieudolny, bo gdy dotąd miała wrażenie, że ktoś za nią chodzi, dość ciężko było tę osobę dostrzec. Nie sięgała po różdżkę, dłoń trzymała jednak blisko kieszeni, by w razie czego szybko po nią sięgnąć.
Prawdopodobnie powinna odczuwać niepokój. Może i ten tlił się gdzieś na dnie jej duszy, ale został przytłumiony przez irytację. Długoletnia praktyka w Klinice Munga ułatwiała jednak ukrycie i jednego, i drugiego pod maską zimnego spokoju.
- Florence Bulstrode - oświadczyła chłodno. Może i nie powinna przedstawiać się komuś, kto szedł za nią ciemną ulicą, ale odrobina manier zobowiązywała w każdej sytuacji, a poza tym jeżeli był tą osobą, której ostatnio zdarzało się ją śledzić, prawdopodobnie doskonale wiedział, jak się nazywa. Czy tę konsternację z zaczepki tylko odgrywał? Czy może po prostu nie spodziewał się, że zamiast przyspieszyć kroku i uciec, odwróci się do niego i zagadnie? - Domyślam się, że pan również ma nazwisko, panie... Ollie. Chciałabym je poznać. I dowiedzieć się, z jakich powodów pan za mną idzie od samego niemagicznego Londynu. Czyżby potrzeba nagłej potrzeby konsultacji medycznej? - zapytała, rzecz jasna odrobinę ironicznie, bo jednak wątpiła, czy śledził ją - a szczerze wierzyła, że właśnie to robił – bo spoczywała na nim okrutna klątwa i postanowił zaczepić przypadkową klątwołamaczkę w środku nocy.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
19.11.2023, 23:53  ✶  
Poczuł się dziwnie osaczony, jakby właśnie był na pierwszym roku w Hogwarcie i coś przeskrobał, więc opiekun domu właśnie miał mu wyprawić długie kazanie. Nie lubił tego uczucia, było w wielu wymiarach tak nieznośne, że aż się wzdrygnął.
Zaraz też otworzył szerzej oczy, kiedy też kobieta przed nim wyraziła swoją dezaprobatę i chęć dowiedzenia się prawdy. Że niby on ją śledził? Miał ochotę prychnąć, czy wprost się roześmiać i butnie stwierdzić, że gdyby ją śledził to by nigdy go nie zobaczyła. No ale miał na tyle rozumu w głowie, że zdawał sobie sprawę jak bardzo to nie pomogłoby mu wyjść z tej niezręcznej sytuacji.
- Baxter, Ollie Baxter - odpowiedział spokojnie nim wziął głęboki oddech i kontynuował. - Nie chciałem pani śledzić
- ahh, cudownie dobrał słowa uniósł więc dłoń, aby ją powstrzymać przed próbą przerwania mu.
- Nie to, że zostałem zmuszony, po prostu doszło do niezwykle niefortunnego zbiegu okoliczności. - przełknął ślinę, nie lubił spoufalać się z osobami, które kojarzył z widzenia, a co dopiero z ludźmi, których dopiero co poznał, bo posądzali go o śledzenie ich. - Zmierzałem na umówione miejsce, aby wynająć mieszkanie na alei Horyzontalnej.[b] - cóż ukrywanie rzeczy mogło by tylko sprawić, że miałby więcej kłopotów. [b]- Dlatego też wszystko to to nieporozumienie, przypadek sprawił, że akurat podążałem tą samą drogą co pani, ot tyle - dlaczego musiał trafić na jakaś paranoiczkę?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
20.11.2023, 18:38  ✶  
Florence była osobą aż nazbyt pewną siebie. Składało się na to wiele czynników, począwszy od charakteru, przez bycie w rodzinie jedną ze starszych w swoim pokoleniu, otoczoną przez młodszych braci i kuzynostwo, aż do zawodu, w ramach którego nawykła wydawać polecenia pacjentom i studentom Akademii Munga.
Pewnie gdyby zapewnił, że by go nie zobaczyła, niezbyt by w to uwierzyła. Pozory niby mogły mylić, ale nie wyglądał ani na kogoś bardzo utalentowanego w skradaniu, ani w maskowaniu się. O tym, że umiał zamienić się w rysia, nie wiedziała, a przecież taki zwierzak na Horyzontalnej tylko tym bardziej zwróciłby uwagę...
- Nie chciał pan - powtórzyła za nim, unosząc lekko brwi, ale zaraz padły dalsze wyjaśnienia. W jej uszach brzmiące raczej mało wiarygodnie, chociaż musiała przyznać, że głównie dlatego, że w ostatnich miesiącach nie był to pierwszy przypadek tego typu. Mimo to zasiał w niej odrobinę niepewności.
I dlatego Florence zrobiła to, co przywykła zrobić w tego typu sytuacjach. Spróbowała spojrzeć w przód. Nie interesowało jej rzecz jasna, że Ollie chce zjeść na śniadanie ani w jaki sposób pokierować swoim życiem w dalszej perspektywie, ale jedynie jedno: dokąd planował dotrzeć tą uliczką. I gdyby zobaczyła obraz samej siebie, prawdopodobnie wypaliłaby zaklęcie i zaczęliby pojedynkować się tutaj może nie na śmierć i życie, ale na pewno do momentu, w którym jedno nie nadawałoby się już do walki.
Zobaczyła jednak tylko budynek i to z pewnością nie ten, w którym mieszkała razem z rodziną.
– Och. Kamienica numer siedem nie jest tutaj, tylko ma wejście w tej bocznej alejce – oświadczyła, wskazując stosowne przejście. Mieszkała w końcu na Horyzontalnej przez całe swoje życie (chyba że nie liczyć siedmiu lat w Hogwarcie) i jej rozkład budynków znała jak własną kieszeń.


tu rzut na jasnowidzenie
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#6
27.11.2023, 23:10  ✶  
Odetchnął kiedy wyglądało na to, że nie jest na drodze, aby wydobyć swoją różdżkę i ciskać w niego klątwami i zaklęciami. Cóż, ostatnie czego by chciał to być teraz celem treningowym dla kobiety, która w przechodniach widzi śledzące je osoby.
doprawdy, jeżeli następnym razem zdąży mu się taki przypadek to po stanowczo szybciej odwróci się na pięcie i pójdzie w inną stronę, byleby tylko za nikim nie iść. Wyprzedzać też nie będzie, żeby ktoś nie pomyślał, ze zamierza go teraz zaatakować podczas wymijania. Za duże ryzyko, o wiele lepiej będziecie odwrócić i pójść w drugą stronę na chwilę, aby zgubić poprzedzającą go osobę.
Chciał już przeprosić raz jeszcze i wyminąć kobietę, aby poszukiwać dalej budynku do którego zmierzał, a nie potrafił jakimś cudem odnaleźć. Kto do cholery projektował te ulice?
- Dziękuję - odpowiedział odruchowo na nagłe słowa Florence i aż zamarł wpatrując się w nią uważnie. - Chwila. Skąd wiedziałaś dokąd ja zmierzam?! - teraz on poczuł się w jakiś sposób śledzony. Bo jakim cudem mogła wiedzieć który dokładnie dom był jego celem? Coś tutaj śmierdziało i to nie był on, on się mył!
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
28.11.2023, 09:36  ✶  
- Wiedziała pani. Nie przypominam sobie, abyśmy przechodzili na ty - przypomniała mu Florence, wciąż z tą samą, chłodną uprzejmością, chociaż nie podszytą już całym mnóstwem podejrzliwości. Nie zakłopotała się pytaniem, podniesionym głosem i nagłą zmianą tonu, bo i nie spotykała się z tym po raz pierwszy. W jej rodzinie Trzecie Oko płynęło we krwi, rozmowy podczas spotkań rodzinnych mogły wprawić w konsternację każdą osobę postronną, a jej już zdarzało się odruchowo zachować w ten sposób przy kimś obcym.
- Mieszkam tutaj. Wspomniał pan o mieszkaniu, nie pokoju. Pojedyncze pokoje zazwyczaj wynajmuje się w okolicy w Dziurawym Kotle, mieszkania na wynajem oferuje tu obecnie panna Flanely w kamienicy numer siedem - wyjaśniła, trochę kłamiąc, trochę nie: bo przecież faktycznie tu mieszkała i wiedziała, że panna Flanely szukała lokatora na miejsce czarodziejki, która niedawno się wyprowadziła, a właścicielka jednej z innych kamienic w pobliżu z mieszkaniami na wynajem, czyli Eden Lestrange, raczej nikomu nie wręczałaby kluczy osobiście o tej porze. A raczej nie komuś, kto wyglądał jak Ollie Baxter. Ale to, że wiedziała, dokąd szedł, nie miało niczego wspólnego z umiejętnością dedukacji.
Tyle że ludziom zwykle łatwiej było przełknąć prawdopodobne kłamstwo niż mało prawdopodobną prawdę.
- Uważa pan może, że zbierałam informacje na jego temat? - zapytała, ni na jotę nie zmieniając tonu. - Obawiam się, że nie mam pojęcia, kim pan jest i nie widzę powodów, aby poświęcać na to mój czas. Zważywszy na to, że to pan szedł za mną, nie odwrotnie, byłoby to co najmniej nielogiczne.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
12.12.2023, 16:19  ✶  
- A tak, przepraszam - ale zadziwiła go w taki sposób, że przez chwilę całkowicie zapomniał o tym, że nie rozmawia z kimś kogo dobrze zna, w końcu było to dość niecodzienne, aby obca osoba wiedziała o nim aż tyle.

Przypatrywał się Florance walcząc z tym, aby nie opuścić szczęki i zachowywać się jak ryba wyjęta z wody. Był pod wrażeniem tego jak szybko wydedukowała to wszystko. Nie wiedział czy miała tak lotny umysł, a może to sprawka jej paranoi, że wiedziała o wszystkim co się działo w jej otoczeniu i bez tej wiedzy może nie potrafiłaby normalnie funkcjonować? Nie oceniał, sam również wolał wiedzieć jak najwięcej o otaczającej go rzeczywistości.
- Całkiem dużo pani wie o okolicy - zaczął kiedy już zebrał się w sobie. Po pierwszym szoku, że jest śledzony i został rozpracowany przyszła refleksja, że przecież szansa bycie śledzonym była niemal tak wysoka jak fakt, że Ollie zostanie kolejnym Ministrem Magii. A szanse na to miał żadne... Jakiś podróżnik w czasie musiałby nie tylko ruszyć krzesło, ale połowę świata, żeby tak się stało. Kwestia jednak ciągłego wypominania tego, że podążał za nią sprawiała, że odczuwać zaczynał frustrację.
- Jak już wcześniej pani powiedziałem, nie zamierzałem podążać tą samą drogę, gdybym wiedział, że faktycznie pani zmierzam tam gdzie ja to bym udał się tu inaczej, jednak nie znam tych okolic na tyle, aby wybierać dowolnie ścieżki i była to jedyna droga, którą znam. - wzruszył ramionami, ale żeby nie wyjść na totalnego gbura sięgnął do jednej z kieszeni i wyciągnął prostokątny kawałek pergaminu. - Ale gdybyś potrzebowała pomocy sprawnego transmutatora, to możesz skontaktować się ze mną, tutaj dowiesz się gdzie mnie szukać - reklama dźwignią handlu, niby. Gdyby tylko wzięła od niego pergamin ten zmieniłby się w mysz z papieru i uciekło do jednej z kieszeni, aby się tam zmienić ponownie w zwykły kawałek pergaminu.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#9
13.12.2023, 10:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 13:46 przez Florence Bulstrode.)  
Wiele osób zapewne nie miałoby niczego przeciwko przejściu na ty, ale Florence była trochę sztywna, a trochę po prostu wychowana w określonym środowisku - i na pewno nie miała ochoty na to, by (w jej opinii) dziwaczny osobnik, którego spotkała ciemną nocą, w podejrzanych okolicznościach, zwracał się do niej nieformalnie. Przyjęła przeprosiny uprzejmym skinieniem głowy.
- Jak wspomniałam, mieszkam tutaj - powtórzyła, kiedy zdziwił się, jak wiele wie o okolicy. Odsunęła wreszcie rękę od różdżki, już całkiem uspokojona. - Znam pannę Flannely i widziałam ogłoszenia. Reszta to zwykły ciąg przyczynowo skutkowy.
Po prawdzie trochę kłamała, a trochę mówiła prawdę. Florence tak naprawdę nie miała paranoi - nigdy nie dopatrywała się zagrożeń na każdym roku, a i potrafiając dosłownie przejrzeć cudze intencje, rzadko zastanawiała się, co stało za cudzymi zachowaniami. Ale kochała porządek, lubiła obserwować, nerwica natręctw też robiła swoje, a Bulstrodowie i Krukoni… zawsze przepadali za zagadkami. Może i połączyłaby te fakty nawet bez jasnowidzenia.
– Cóż, to pan spytał, skąd wiedziałam, dokąd zmierza, jakby spodziewał się, że jestem najmniej… tajnym agentem nasłanym na pana przez jakieś rosyjskie rządy? – odparła, jego wyjaśnienia po prostu przyjmując, bo wierzyła już, że mężczyzna faktycznie nie planował jej śledzić, a wszystko było przypadkiem. Nawet nie zaskakującym specjalnie, bo to, że ktoś szedł za kimś przez kilka ulic późną porą mogło się zdarzyć.
Uniosła lekko ciemne brwi, kiedy wyciągnął w jej stronę karteczkę. Nie sądziła, by potrzebowała do pomocy kogoś od transmutacji, ale Florence, mimo że często chłodna i czasem złośliwa, w tym chłodzie czy złośliwości zwykle zachowywała pewną uprzejmość. Baxter ostatecznie nic jej nie zrobił, by być wredną dla samego faktu pokazania, jaka jest paskudna, a nie podejrzewała go już o żadne ukryte intencje. Zrobiła więc ostatecznie krok w stronę mężczyzny i ujęła karteluszek. Zamiana w papierową mysz zaskoczyła uzdrowicielkę odrobinę, ale biorąc pod uwagę, że żyli w świecie czarów, nie było to coś, co było aż tak zdumiewające. Właściwie bardziej niż papierowe, ruchome myszy, dla Florence dziwne było wyświetlanie filmów w mugolskich kinach…
– Jeżeli kiedyś pojawi się taka potrzeba, być może się do pana zgłoszę – oświadczyła, bardziej pro forma niż szczerze. Choćby dlatego, że zważywszy na to, że szukał pokoju, wątpiła, by na wizytówce znalazł się jego adres. - Dobrej nocy, panie Baxter.
Florence poczekała jeszcze, czy mężczyzna ma coś do powiedzenia - a potem oddaliła się w stronę ukrytego przejścia, wiodącego do kamienicy Bulstrodów.

Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (967), Florence Bulstrode (1531)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa