10.11.2023, 12:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2023, 12:04 przez Brenna Longbottom.)
Brenna była uczennicą po prostu dobrą, ginącą bez trudu wśród dziesiątek innych osób, chodzących do Hogwartu. Do kursu teleportacji przyłożyła się jednak bardzo mocno, i zdała go w pierwszym terminie, mimo tego, że akurat translokacja nie była tą dziedziną czarów, w której Brenna najlepiej by celowała. Nie wyobrażała sobie życia bez teleportacji. I może dlatego całkiem rozumiała zdenerwowanie tych wszystkich, biednych ludzi, którzy nagle dowiadywali się, że utkną tu na kilka godzin. Ją ta niespodziewana przygoda tylko trochę na moment spowolni, za to ich?
- Solennie obiecuję, że ochronię cię przed stadem nawet najbardziej krwiożerczych saren - roześmiała się Brenna. Ona, mimo spódnicy, po zboczu poruszała się zwinnie i tak szybko, że momentami musiała przystawać, przypominając sobie, że jeśli wysforuje za bardzo na przód, pozostawi Olivię w tyle. Od małego spędzała mnóstwo czasu w Kniei, teren tego typu nie był więc dla niej żadną nowością, a Brenna po prostu nie umiała chodzić w o l n o. Paplała przy tym co chwilę, a to pokazując Olivii jakąś pojedynczą chmurę ("patrz, wygląda zupełnie jak niuchacz"), a to zatrzymując się, by przyjrzeć się jakiejś roślinie ("ej, jak myślisz, co to jest, te roślinki są wyższe ode mnie"), a w pewnym momencie przejęła walizkę jednej z mugolek, wypytując ją przy tym beztrosko, dokąd jedzie, jak często porusza się pociągami, i czy takie rzeczy to są normalne na tej trasie, by oddać jej bagaż dopiero, kiedy wyszły już na łatwiejszy teren - i głównie dlatego, że nie umiała dostosować prędkości poruszania do tej, jaką miała właścicielka walizki.
- Sama nie wiem, przeżuwa tę trawę tak, że mogłoby się wydawać, że powinna mieć takie potężne zęby... - stwierdziła, przystając, gdy Olivia zwróciła uwagę na krowy. - Tym razem są czarno białe, więc przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, jak na nie patrzę. Może jakieś gospodarstwo jest za lasem? Albo ktoś nie może ich wypasać przy wiosce i codziennie je tutaj pędzi? Nie wyglądają na porzucone. Proszę, nie mów, że zostały porzucone, moja mama się wścieknie, jeśli przyjdę ze stadem krów i powiem, że po prostu nie mogłam ich zostawić – powiedziała, półżartem, półserio, po czym zwróciła spojrzenie w stronę, w którą biegły tory. – Chyba to już będzie miasteczko – powiedziała z wahaniem, wskazując na widoczne w oddali zabudowania. – Wielka szkoda, że pewnie nie mają tam żadnego punktu Fiuu. Ale coś powinno prędzej czy później jechać ze stacji w stronę Londynu…[/b]
- Solennie obiecuję, że ochronię cię przed stadem nawet najbardziej krwiożerczych saren - roześmiała się Brenna. Ona, mimo spódnicy, po zboczu poruszała się zwinnie i tak szybko, że momentami musiała przystawać, przypominając sobie, że jeśli wysforuje za bardzo na przód, pozostawi Olivię w tyle. Od małego spędzała mnóstwo czasu w Kniei, teren tego typu nie był więc dla niej żadną nowością, a Brenna po prostu nie umiała chodzić w o l n o. Paplała przy tym co chwilę, a to pokazując Olivii jakąś pojedynczą chmurę ("patrz, wygląda zupełnie jak niuchacz"), a to zatrzymując się, by przyjrzeć się jakiejś roślinie ("ej, jak myślisz, co to jest, te roślinki są wyższe ode mnie"), a w pewnym momencie przejęła walizkę jednej z mugolek, wypytując ją przy tym beztrosko, dokąd jedzie, jak często porusza się pociągami, i czy takie rzeczy to są normalne na tej trasie, by oddać jej bagaż dopiero, kiedy wyszły już na łatwiejszy teren - i głównie dlatego, że nie umiała dostosować prędkości poruszania do tej, jaką miała właścicielka walizki.
- Sama nie wiem, przeżuwa tę trawę tak, że mogłoby się wydawać, że powinna mieć takie potężne zęby... - stwierdziła, przystając, gdy Olivia zwróciła uwagę na krowy. - Tym razem są czarno białe, więc przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, jak na nie patrzę. Może jakieś gospodarstwo jest za lasem? Albo ktoś nie może ich wypasać przy wiosce i codziennie je tutaj pędzi? Nie wyglądają na porzucone. Proszę, nie mów, że zostały porzucone, moja mama się wścieknie, jeśli przyjdę ze stadem krów i powiem, że po prostu nie mogłam ich zostawić – powiedziała, półżartem, półserio, po czym zwróciła spojrzenie w stronę, w którą biegły tory. – Chyba to już będzie miasteczko – powiedziała z wahaniem, wskazując na widoczne w oddali zabudowania. – Wielka szkoda, że pewnie nie mają tam żadnego punktu Fiuu. Ale coś powinno prędzej czy później jechać ze stacji w stronę Londynu…[/b]
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.