• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[9.06.72, mugolski Londyn] Bez maski - Patrick & Alanna

[9.06.72, mugolski Londyn] Bez maski - Patrick & Alanna
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#1
09.02.2024, 01:52  ✶  
Miał ręce utytłane grafitem ołówka, gdy wstawał od stolika. Niedopite piwo bardziej mu tego wieczoru służyło za wodę do stworzenia prowizorycznych roztarć niż za alkohol. Patrick rzucił ostatnie, długie i niezbyt przyjazne spojrzenie na rysunek, który poczynił. Przedstawiał cycatą kelnerkę w trochę zbyt krótkiej spódnicy. Jej brązowe włosy opadały miękko na ramiona. Zaznaczył mocniejszym pociągnięciem refleksy, które rzucało na nie z góry światło żyrandola (źle, bo powinien zachować zasadę światłocienia i pozostawić je białe lub jasnoszare, ale bardziej zależało mu na zaznaczeniu ich istotności niż na poprawności szkicu). Pochylała się nad dwójką wąsatych mugoli by odebrać od nich zamówienie na kolejne kufle z piwem. Mężczyźni rozmywali się, stanowiąc raczej dla kobiety tło niż będąc istotni.
Rysunek był nieudany, ale gdy Patrick zaczynał go tworzyć, nie myślał o niczym konkretnym. Po prostu skupił uwagę na ładnej twarzy kelnerki a potem dostrzegł jak kusa była jej spódnica i jak bardzo światło drgało jej we włosach. Nie była zagadką a tego wieczoru nic nie zaprzątało jego myśli, więc rysując… rysując – po prostu – oddawał się przyjemnemu hobby.
Podniósł się ze swojego miejsca. Zamknął szkicownik a potem schował go do tylnej kieszeni ciemnych jeansów. Wyciągnął z portfela kilka funtów. Złożył banknoty a potem posłał kelnerce przyjazne spojrzenie i zostawił je na stoliku. Za fatygę, że była tego wieczoru jego inspiracją, nawet jeśli nieudaną.
Patrick wyminął się w wejściu z grupką wchodzących do lokalu mugoli. Odruchowo przesunął się w bok i schował ręce do kieszeni, gdy go mijali. Niby już nawykł do myśli, że był Zimnym, ale unikanie kontaktu fizycznego, powoli, zaczynało już wchodzić mu w nawyk. Stawało się czymś naturalnym.
Czerwcowa noc była ciepła i całkiem przyjemna, jeszcze na tyle wczesna że nie chciało mu się wracać do domu i na tyle późna, że ulice oświetlały latarnie i światła sklepowych szyldów. Steward zręcznie przelawirował między kolejnymi grupkami hałaśliwych (i coraz bardziej pijanych) mugoli i skierował się ulicą w stronę znajdującego się nieopodal parku.
Widmo
It's getting dark in this
little heart of mine
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alanna Carrow
#2
09.02.2024, 23:39  ✶  
Ogień puścił życie w niepamięć, a woda je odebrała.
Co będzie następne? Tornado przejdzie przez to, co zostanie zbudowane? Ziemia się rozstąpi i pochłonie kolejny azyl? Zapewne takie by mogła prowadzić rozważania, gdyby nie skupiała się tak naprawdę na czymś innym. Nie, nie można powiedzieć, żeby w tym życiu nawiązała mocniejszą relację. Nie wiedziała do końca, czego się może spodziewać. Niby się wydawało, że był tym, kim zawsze był, ale... w ciele Carrow nie miała dostępu aż tak daleko, żeby wiedzieć, jak bardzo się zmienił. Wcale? W sposób przekraczający wszelkie możliwe scenariusze, jakie sobie wyobrażała?
Wiedziała jedno.
I może to było bardzo egoistyczne - znów! Jakby niczego się nie nauczyła! - ale nie potrafiła tak po prostu zniknąć, niemalże rozpłynąć się w powietrzu, bez spojrzenia po raz ostatni raz na ukochanego. Bez podjęcia próby wyjaśnienia, że w grobie leży tylko jej ciało, a dusza bynajmniej nie hasa po zielonych łąkach limbo, tylko kroczy jednak wśród ludzi. Może nie powinna była się wtrącać. Może jednak minęło tyle czasu, że mógł przecież jakoś zacząć sobie układać życie w świecie bez niej; w świecie, w którym nie istniała blondwłosa aurowidzka, z którą zaplanował przecież cała przyszłość, co do joty. Imiona. Kolory. I inne szczegóły...
Czy z jeszcze wciąż gorących popiołów powstanie coś nowego czy jednak rozwieje je wiatr...?
Szukała.
Najprościej by było zapewne udać się wprost do domu Bletchleyów, skoro już zdążyła dokonać odkrycia, że dobrze znaną kawalerkę zamieszkuje ktoś zgoła inny. Ale... magiczne dzielnice Londynu nie były już bezpieczne, to raz. Dwa... wystawiałaby na niebezpieczeństwo bliskich Patricka, a tego nie chciała. I Steward z pewnością też nie. A do Ministerstwa 
Więc szukała. Kojarzyła miejsca, w których zdarzało mu się bywać wieczorami. Czy trafi? Czy to jest właściwy wieczór? Bo przecież wcale nie musiał wyjść w miasto, zanurzyć się w mugolskie uliczki, wstąpić do pubu...
... ale była zdeterminowana go znaleźć. Czy kosztem własnego bezpieczeństwa?
To się miało okazać.
Los zdawał się do niej uśmiechnąć; podjęte wybory ostatecznie doprowadziły ją na ślad Patricka. Ale nie zdecydowała się go zaczepić tuż przy pubie – za dużo ludzi. Może to i niemagiczny Londyn, może czarodziejów było tu jak na lekarstwo, ale czy mogła ryzykować…? Nawet jeśli nadal nie zmyła z facjaty makijażu, nawet jeśli nadal miała przyciemnione włosy, co mogło w jakimś stopniu utrudnić rozpoznanie…
… było w tym coś przewrotnego, że Steward skierował się do tego samego parku, w którym go widziała przed paroma miesiącami. W miejscu, które nie istniało. Dziwna wizja, która zdawała się wyryć na zawsze w pamięci.
Czy historia zatoczy swoisty krąg…?
- Patrick! – dobiegło jego uszu, gdy już znalazł (a właściwie: znaleźli) się w parku – Poczekaj! – padło zaraz, może ciut zadyszane. Cóż, teleportowanie się mogło nie być najlepszym pomysłem pod słońcem, a jakoś musiała go dogonić.
Może i był przyjemny czerwcowy wieczór, ale nie wyglądało, jakby kobieta w jakikolwiek sposób korzystała z jego walorów. Raczej wydawała się być… zaniepokojona?
- Musimy porozmawiać – wydusiła z siebie dość cicho, zatrzymując się przed mężczyzną; o ile jej nie zignorował.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#3
12.02.2024, 01:14  ✶  
Patrick wsunął ręce w kieszenie jeansów i szedł nieśpiesznie, nie zastanawiając się nawet nad niczym konkretnym. Nogi same wiodły go ku parkowi, dokładnie temu samemu parkowi, w którym po śmierci Clare spotkał się z Florence, ale który nie stał się w jego oczach miejscem samych złych wspomnień. Po przyjściu tu tamtego wieczoru, przychodził tu i później. Najpierw by poużalać się nad sobą, potem by powściekać się w ciszy na Clare, potem by szkicować w samotności, wreszcie by po prostu wyciszyć się i pomyśleć (albo po prostu przejść przez niego i skierować się dalej, ku kolejnemu pubowi i kolejnemu miejscu, gdzie mógł poobserwować niczego nieświadomych ludzi).
To nie tak, że pogodził się z samobójczą śmiercią Clare. Pewne sprawy były zbyt bolesne, by dało się je ot tak wyrzucić z pamięci, ale od tych wydarzeń minęło już trochę czasu a on… a on musiał i chciał żyć dalej.
W pierwszej chwili wcale nie załapał, że ktoś go wołał. W mugolskim Londynie pozostawał kompletnie nieznany, więc nie spodziewał się, by mógł zostać tutaj odnaleziony. Po paru sekundach dotarło do niego jednak, że głos który usłyszał wydał mu się znajomy. Zwolnił. Wreszcie odwrócił się, szukając wzrokiem kobiety, która go wołała.
Nie spodziewał się ujrzeć sylwetki Alanny Carrow, choć nie mógł powiedzieć, że jej widok był mu w jakikolwiek sposób niemiły. Obrzucił ją spojrzeniem od stóp do czubka głowy. Wydawało mu się, że wyglądała jakoś trochę inaczej niż zazwyczaj. W ciemnościach nocy nie dostrzegł ciemniejszego koloru włosów a brak piegów zrzucił raczej na działanie jakichś kosmetyków, które kobiety nakładały sobie na twarz niż zaklęcia maskującego. Ale coś było w Carrow ewidetnie nie tak, wydawała się bardziej podenerwowana? I jakaś taka mniej szorstka niż zazwyczaj, kiedy się do niego odzywała?
- Coś się stało? – zapytał powoli, w myślach szukając czegoś, co tłumaczyłoby, że rudowłosa chciała z nim pilnie porozmawiać. I pewnie było to trochę osobliwe, ale jakoś tak odruchowo zaczął szukać w pamięci czegoś, co mogłoby ją zirytować w jego zachowaniu. Może dlatego, że kiedy się ostatnio widzieli, była przekonana, że zaręczył się z inną kobietą i mimo zaręczyn próbował ją poderwać? Bo chyba nie chodziło raczej o tę nieszczęsną herbatę na którą mieli razem pójść… A może w pracy znowu natknęła się na figurkę Ponuraka? - Wszystko w porządku?
Widmo
It's getting dark in this
little heart of mine
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alanna Carrow
#4
12.02.2024, 22:44  ✶  
Przepraszam, że tyle lat byłam idiotką i zmarnowałam ci życie. Przepraszam, że tak długo zwlekałam z przyjściem do ciebie. Ale teraz tu jestem i nie mam zamiaru odejść, choćby świat się walił.
  Wróciłam i nie odejdę.
  Wybacz mi.
  Te i wszystkie inne słowa kołatały się w głowie. Myślała, że wie, co chce powiedzieć, gdy w końcu staną naprzeciwko siebie. Gdy nastanie ten moment, kiedy odrzuci maskę. Ale powiedzenie Hej, najdroższy, to ja. Wróciłam. Przypadkiem trafiłam do ciała śmierciożerczyni, ale nie martw się, nie popieram Voldemorta brzmiało jakoś tak płytko, bezsensownie i…
  … słowa się rozsypały niczym domek z kart, niczym popiół na wietrze. Potrząsnęła głową. Czy było w porządku? Nie, nie mogło być Stała się ściganą zwierzyną, która nie do końca była pewna, gdzie dokładnie znajdowały się tropiące ogary. Już zostały spuszczone ze smyczy? Jak wielką (małą) miała nad nimi przewagę?
  Czy będzie miała jeszcze szansę na kolejny powrót, jeśli ją dopadną?
  - Może lepiej usiądźmy – zaproponowała cicho, starając się powoli uspokoić oddech. Chcę cię objąć i już nigdy nie wypuścić. Ruchem głowy wskazała najbliższą ławkę, po czym omiotła spojrzeniem okolicę. Jakby coś sprawdzała, oceniała, kontrolowała?
  Tak, nie była szorstka. Tę maskę odrzuciła, stała się już bardziej niż zbędna. Ale czy potrafiła ponownie wejść w skórę Clare? Czy nie udawała już tak długo, że zapomniała, jak to jest być sobą…? Tą samą Avery, z którą kiedyś wybierał imiona, kolory, wszystko...
  Czy istnieje dla nas nadzieja?
  Brakowało gorączkowych szeptów, niemalże rozdzierania szat: że oto jestem, w końcu, chwyć mnie za rękę i odejdźmy w stronę zachodzącego słońca. Ale to nie bajka, nie opowieść, nie ballada mająca ująć serca, lecz proza życia. A Patrick… chciałaby wierzyć, że nie będzie miał wątpliwości, że przyjmie ją z szeroko otwartymi ramionami, że puści wszystko w niepamięć. Ale wiedziała też, że nie dość, iż go skrzywdziła, to jeszcze będzie musiała przekonać, udowodnić, że to nie jest durna pułapka czy mącenie w głowie.
  - Zrozumiem, jeśli postąpisz tak, jak powinieneś jako auror – uprzedziła, gdy kierowali się w stronę siedziska, czując przy tym, jak gardło się ściska; jakby próbowało uniemożliwić mówienie. Jeśli taka ma być moja kara, niech będzie.
  Nie zaczęła od razu wyłuszczać swojej sprawy, gdy w końcu drewno zaskrzypiało pod ich ciężarem. Zapomnij o Alannie Carrow. Nie istnieje od ponad roku. Trudno orzec, czy to był świadomy gest (w sumie powinien, biorąc pod uwagę, jak bardzo musiała się pilnować przez miniony rok) czy też coś odruchowego, kiedy sięgnęła do wisiorka na szyi – do foczki, której nie powinna mieć - niejako się nim bawiąc, gdy próbowała rozsypane na wszystkie strony świata słowa zebrać do kupy. Nie patrzyła na Stewarda, jeszcze nie. Dlaczego teraz to takie trudne?
  - Zapewne kojarzysz Harrisów? Organizowali dziś konferencję, na której prezentowali mugolskie wynalazki. Carson miał dziś zginąć – zaczęła w końcu, aczkolwiek z dziwnego miejsca. Bo przecież historia zaczynała się w listopadzie 1970 roku, a teraz mieli czerwiec. I to nawet nie roku następnego… A sprawa Harrisów to tak naprawdę przedostatni rozdział tomu, który urywał się właśnie w tym miejscu. Na parkowej ławeczce – Wiem. Dlaczego mówię coś takiego? Nie jestem z brygady, nie jestem z aurorów, jedynie sprzątam – słowa kobiety zdawały się być coraz cichsze. Ale przynajmniej w końcu skierowała spojrzenie na mężczyznę obok, choć całun mroku wiele ukrywał, mimo niespecjalnie wielkiego dystansu.
  Dlaczego nagle nie potrafię powiedzieć ci tego wszystkiego, co chcę?
  - Widzisz, nie jestem tą Carrow, którą myślisz, że jestem. Ale, szczęśliwie dla Harrisów, nie jestem też tą Carrow, którą oni myślą, że jestem – w głosie kobiety przebrzmiała gorycz. Oni. Jacy oni? Promugolscy działacze z wyrokiem śmierci; skojarzenie nasuwa się samo?
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#5
13.02.2024, 01:32  ✶  
Patrick przyglądał się Alannie, coraz bardziej wyczuwając, że działo się właśnie coś bardzo niedobrego. Był aurowidzem i niciowidzem, podobno całkiem uzdolnionym, ale jak zdołał się już przekonać – ona przez oklumencję – pozostawała odporna na jego talent. Steward z zasady nie ufał oklumentom, ale Carrow… Carrow nigdy nie wydawała mu się groźna. Może podchodził przez to do niej trochę protekcjonalnie, wszelkie przejawy uszczypliwości z jej strony traktując jak powarkiwania małego pieska, ale nie zakładał nigdy, by miała do ukrycia naprawdę mroczne sekrety. No i odkąd ją poznał, trochę wydawała mu się… znajoma. Mimowolnie czuł, że sporo ich łączy, nawet jeśli nie miał ku temu żadnych racjonalnych podstaw a jedynie za wszelką cenę łapał się przypadków (tak by powiedziała Florence) i przypisywał im mniejszą przypadkowość niż powinien.
Kiwnął głową. Dobrze. Mogli usiąść, skoro sprawa była poważna. Szedł obok niej spokojnie, dostosowując się do jej tempa. A jednak podskórnie czuł, że coś było bardzo nie w porządku. Tylko jeszcze nie wiedział o co mogło chodzić.  Zmarszczył ciemne brwi, gdy wspomniała o tym, że był aurorem i mógł zachować się jak auror. Poczucie niepokoju tylko się w nim nasiliło. Do tej pory nie zakładał, by Alanna mogła być zamieszana w coś naprawdę złego, raczej widział ją w roli przypadkowego świadka, nawet jeśli czasem starała się pokazać przed nim pazurki, ale teraz… teraz jej słowa zaczynały brzmieć groźnie.
- Co ty zrobiłaś? – zapytał powoli, dość cicho. W jego głosie może i pojawiła się nieufność, ale nie taka która wiązałaby się z nagłym wyciągnięciem różdżki i przystawieniem jej do gardła siedzącej obok niego kobiety.
Patrick zdawał sobie sprawę, że może dalej ją bagatelizował, ale jakoś nie potrafił w jednej chwili odrzucić całą sympatię którą do niej czuł i naprawdę zachować się jak auror. Nawet nie wiedział za co miałby ją aresztować.
I wtedy się odezwała, a Steward choć mógł wydawać się czasem niezbyt bystry, ale w rzeczywistości dość łatwo potrafił łączyć fakty i wyłuskiwać to, co było mówione między wersami. Sięgnął ręką do kieszeni, gdzie miał różdżkę. Odruchowo chciał założyć, że Alanna tylko znała jakiegoś śmierciożercę, który miał być odpowiedzialny za śmierć Carsona Harrisa, ale jej ton i zachowanie wskazywało mu raczej na to, że mogła być w to sama bezpośrednio zaangażowana.
- Oddaj mi swoją różdżkę – powiedział wreszcie.
To nie tak, że gotów był od razu zabrać ją do Ministerstwa Magii, ale chciał mieć pewność, że nie grała właśnie na zwłokę i całe to ich spotkanie nie było tylko jakąś źle zaplanowaną zasadzką na niego. W końcu był półkrwi, może Czarny Pan uznał, że czas najwyższy oczyścić biuro aurorów z takich jak on. Tylko, że w Limbo zaproponował mu (i reszcie) przyłączenie się do niego. Czyżby zmienił zdanie?
- Skąd w ogóle wiedziałaś, że tu będę? – zapytał. Tak, był Zimny i może nawet zyskał chwilową popularność, ale nie na tyle dużą by zyskać za swoimi plecami dziennikarzy, którzy rozpisywaliby się o tym gdzie i w jaki sposób lubił spędzać wolny czas. To Bulstrode miał fanów. – I jaką Carrow jesteś? 
Widmo
It's getting dark in this
little heart of mine
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alanna Carrow
#6
13.02.2024, 21:58  ✶  
Co ty zrobiłaś? Pytanie doskonałe; pamiętała, że nie raz i nie dwa je sobie zadawała. Pewnie, nie można powiedzieć, że nie próbowała jak najbardziej złagodzić skutków swoich działań lub wręcz sabotować powierzone zadania (jak choćby te pieprzone ulotki...), ale nadal nie sprawiało to, że noce mijały bez jakichkolwiek koszmarów i wyrzutów sumienia.
  Chyba naprawdę trzeba było wcześniej się stamtąd zawijać, zamiast przeciągać sprawę. Własna śmierć niczego jej nie nauczyła? W poprzednim życiu przecież też przeciągała, pozwalając, by strach brał górę, aż w końcu zrobiło się za późno, by wszystkiemu zapobiec.
  I choć być może ta ławeczka mogła nasuwać skojarzenie z mugolskimi konfesjonałami a sama rozmowa zdawała się być pewną formą spowiedzi, to nie - wyznawanie wszystkich grzechów tu i teraz... nie tego chciała, nie to planowała, nie mieli raczej na tyle czasu, żeby mogła mu opisać cały rok, każde posunięcie, każdego zaangażowanego... Choć z tym ostatnim to byłoby trudno, skoro w pamięci Carrow kryły się jedynie peleryny, maski, pseudonimy. Twarze, imiona pozostawały poza jej zasięgiem.
  Co ty zrobiłaś? Zbyt wiele, żeby móc patrzeć we własne odbicie bez absmaku.
Nie zaprotestowała, kiedy zażądał różdżki. Tego jednego przedmiotu, który był wręcz przedłużeniem ręki czarodzieja. Najwierniejszym towarzyszem, o ile dana osoba nie sprzeniewierzała się wartościom zapisanym w drewnie - bo i takie kijki przecież się zdarzały. Kapryśne czy też mające swój różdżkowy honor i odmawiające splamienia się niegodziwą magią. Ale i też nie spełniła tego żądania natychmiast. Sekunda-dwie pozostawiania w bezruchu, zanim w końcu zdecydowała się wydobyć swoją różdżkę – z jasnego drewna, wyglądającą delikatnie, może nawet za delikatnie jak na kogoś, kim wydawała się być Alanna Carrow - i podać ją Patrickowi tak, jakby przekazywała nóż; rączką skierowaną w jego stronę.
  Milczący wyraz zaufania - bo przecież w tej chwili stawała się bezbronna. Bez magii, jakie miała szanse, żeby się ulotnić...?
  Wiem znacznie więcej niż myślisz, że mogę wiedzieć.
  Oczywiście że nie powiedziała tego na głos. Jakby jej kto samej rzucił coś takiego prosto w oczy, to wytłumaczenie, że nie kryło się za tym nic złego, byłoby dość trudnym zadaniem. Ale też, skoro odrzucała maskę... łut szczęścia nie był prawdziwą odpowiedzią, nie w pełni.
  - Nie wiedziałam. Miałam nadzieję i trochę szczęścia. Nie powinnam się już poruszać po naszej części Londynu. Jeśli jeszcze mnie nie szukają, to wkrótce zaczną. Brygada pewnie też, jak się w końcu zorientują, że spalone mieszkanie jest moje - westchnęła ciężko. Jakich słów użyć, żeby nie przesadzić z dawkowaniem informacji i nie wywrzeć skutków zgoła odmiennych...? - W twoim mieszkaniu zastałam innego lokatora, a to, że spotkaliśmy się w pubie sugerowało, że pewne nawyki pozostały niezmienione - dodała zaraz, dość ostrożnym tonem, uważnie obserwując Patricka; bardzo wyraźnie czuła, że wchodzi na wybitnie grząski grunt. Tak. Zdradzała się z tym, że wie. Wiedziała o dawnej kawalerce. O wycieczkach do pubów. Co jeszcze…?
  - Taką, która nie istnieje. To tylko dane w papierach i to, kim kiedyś była - odparła cicho - Spójrz na mnie. Tak naprawdę spójrz - poprosiła, ewidentnie odwołując się do daru Trzeciego oka; tu i teraz była gotowa opuścić chroniące bariery, gdy tylko poczuła choćby najmniejsze muśnięcie wzroku.
  Wybacz mi.
  Tylko czy to jest możliwe?

  - I prawda jest taka, że ja też nie powinnam już istnieć. Ja... – zacięła się na chwilę. Najdroższy, naprawdę zrozumiem, choć liczę, że zdecydujesz inaczej – … przepraszam, że przychodzę do ciebie dopiero teraz – szepnęła, ledwo słyszalnie.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#7
16.02.2024, 02:20  ✶  
Patrick nie okazywał emocji, choć nie spodobało mu się, że siedząca obok niego kobieta nie zdecydowała się odpowiedzieć na jego pytanie. Odebranie jej różdżki, nawet oddanej całkiem dobrowolnie jak akt dobrej woli, nie sprawiło, by nagle zaczął o niej myśleć jako o mniej winnej. Odwrotnie, przez to że milczała, że pogodziła się z utratą broni, że nie chciała przyznać się wprost, myśli aurora powędrowały w te kierunki, w które nie chciał spoglądać.
Była bezpośrednio zaangażowana w próbę zabójstwa czarodzieja, który nie był wrogo nastawiony do mugoli. Nawet jeśli w ostatniej chwili nie dopuściła się morderstwa, to albo sama je zaplanowała, albo była w grupie, która je zaplanowała. Była Naśladowcą albo Śmierciożercą. Po co teraz przyszła do niego? Poddać się? Szukać ratunku? A co on mógł zrobić? Jeśli Harris nie zginął, a nic o jego śmierci nie pisano w wieczornym wydaniu Proroka Codziennego (nie huczało o nim również na korytarzach Ministerstwa Magii) to przestępstwo nawet nie zostało popełnione. Był zamiar, ale nie było czynu. Bała się innych Naśladowców lub Śmierciożerców?
Steward spiął się, zastanawiając się jak mógł się aż tak pomylić w ocenie Alanny Carrow. Tak, odkąd tylko ją zobaczył, spodobała mu się fizycznie, ale czy jej atrakcyjność fizyczna aż tak mogła zamieszać mu w głowie? Nie. Chodziło o podobieństwo, o nieprzypadkowe w jego oczach przypadki. Nawet o tę pieprzoną foczkę, którą miętosiła w ręku.
- Skąd w ogóle możesz wiedzieć, które mieszkanie jest moje? – zapytał powoli. Szpiegowała go? Po co? Zresztą, nieudolnie, w jego kawalerce nie mieszkał nikt poza nim samym (i to najwyżej dwa razy w tygodniu). – Jakie nawyki? O czym ty mówisz?
Nie znali się aż tak długo, żeby poznała jego nawyki. Owszem, miał raczej ustalone miejsca, do których chodził, ale skąd miałaby o tym wiedzieć? I znowu przeszło mu przez myśl, że musiała go szpiegować i że najwidoczniej była całkiem dobrym szpiegiem, skoro jej nie zauważał, bo odkąd zaczęli ze sobą rozmawiać, zwracał na nią przesadną uwagę.
Pokręcił głową, jeszcze bardziej niemiło zaskoczony, gdy pojął, że najwidoczniej wiedziała iż był aurowidzem. Co to za gra? Co to za głupia, cholerna gra? A jednak mimowolnie na nią spojrzał, naprawdę spojrzał, gdy jej bariery ochronne opadły i dostrzegł najpierw jej aurę a potem biegnące w swoim kierunku nici.
Skrzywił się, nie bardzo wiedząc na co właściwie patrzy. Zawsze wydawało mu się, że potrafił nieźle oceniać ludzi, ale tu był skołowany. Kompletnie skołowany. Niby dlaczego miałaby go kochać? Tak, w innej sytuacji, gdyby zaczęli się spotykać, gdyby miał szansę obserwować jak jej emocje zmieniają się względem niego, jak się pogłębiają wraz z rozwojem ich relacji, a tu…
Na co patrzył? I kogo miał przed sobą? Naśladowczynię, która z jakiegoś powodu zakochała się w nim? Więc go szpiegowała od dawna? A teraz postanowiła ujawnić się ze swoimi uczuciami, bo… bo co właściwie? Bo nagle siła miłości do niego zmieniła ją na tyle, że istnienie mugoli przestało ją uwierać w dupę?
Pokręcił głową. Myśli, które torpedowały właśnie jego umysł nie były przyjemne. Siedział na ławce w parku z kobietą, która próbowała mu powiedzieć, że w zasadzie kim była? Jakąś idealną kobietą stworzoną akurat dla niego? Przepraszam, że przychodzę do ciebie dopiero teraz? Co to w ogóle znaczyło? Jak długo go śledziła? Wiedziała o Zakonie Feniksa? Ta ostatnia myśl była dość trzeźwiąca. Jeśli wiedziała, nie mógł jej ani zabrać do Biura Aurorów ani do Lecznicy Dusz. To drugie korciło go bardzo, bo miał wrażenie, że cierpiała na jakieś urojenia. Chyba nawet wiedziała o Clare i próbowała ją zastąpić.
- Czego ode mnie oczekujesz? – zapytał wreszcie. - Mam ci znaleźć bezpieczne schronienie?
Widmo
It's getting dark in this
little heart of mine
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alanna Carrow
#8
16.02.2024, 20:10  ✶  
Tak, w wyobraźni cała ta rozmowa była o wiele łatwiejsza do przeprowadzenia. I słowa inaczej się układały, i inny był ich odbiór. Ale wyobraźnia, wykreowane fantazje znacznie dobiegały od rzeczywistości. Już choćby w tym, że sama przecież nie rzuciła się Patrickowi na szyję, na dzień dobry obwieszczając, że już nigdy więcej nie zostaną rozdzieleni.
  Ale to tak nie działało. Zwłaszcza że to, co martwe, w teorii powinno pozostać martwe. Nić życia została ucięta, wygrawerowane w nagrobnym kamieniu litery świadczyły o tym aż nadto dobitnie. Tyle że...
  ... że los potrafił płatać niezłe psikusy. A wola duszy, żeby dokończyć pewne sprawy, okazywała się silniejsza niż śmierć.
To nie było przyjemne odczucie; takie odsłonięcie się. Już tyle czasu... tyle czasu krycia   się i bronienia swej myśli, aury, wszystkiego przed magią i darami innych, że teraz poczuła się bezlitośnie obnażona. Dobrowolnie wprawdzie, ale jednak. Samo oglądanie, jak bardzo Steward był skołowany, też szczególnej przyjemności nie sprawiało. I jakoś tak, myśl sugerująca, że może jednak powinna odpuścić, nie mieszać bardziej w jego życiu, zniknąć, zaświeciła się mocniej.
  - Może zacznę od ostatniego pytania - stwierdziła powoli, nadal nie zamykając swojego umysłu przed spojrzeniem. Ot, swego rodzaju ukłon. Zdjęcie maski, to raz, dwa - pokazywała, że postawiła teraz na szczerość - Przede wszystkim chciałabym, żebyś zachował otwarty umysł. Cała reszta... Obawiam się, że to zależy - przyznała. Bo w sumie... co z tego, jeśli powie chociażby "oddaj różdżkę i puść mnie", jeśli mężczyzna uzna, że nie, jednak musi pobyć aurorem i nie dość, że różdżki nie zwróci, to jeszcze w łeb da? Albo takie "zostań ze mną", a tu podniesie (wyolbrzymiając, oczywiście...) larum, że nie, nigdy, nawet kijem przez szmatkę?
  - Widzisz, zeszłoroczne Beltane dla prawdziwej Carrow nie było szczęśliwe - zaczęła po chwili milczenia. Mówiła spokojnie, choć spokojną z pewnością nie była; cała masa wątpliwości, czy nie popełnia właśnie błędu wręcz buzowała. A spojrzenie... tak, stało się dziwnie miękkie, prawie jakby patrzył w oczy zupełnie innej osoby. Tyle że jednak było brązowe, a nie błękitne... - Nie jestem pewna, dlaczego ocknęłam się właśnie w tym ciele. Może kwestia tego, że niekoniecznie była w stanie się bronić, może coś mnie przyciągnęło... zresztą, to jest najmniej ważne. Ważne jest to, że choć jakieś półtora roku temu... - urwała, wahając się, jak to ująć. Dlaczego nie potrafiła powiedzieć tego wprost? Jestem Clare i wróciłam. Tylko tyle i aż tyle. I dopiero wtedy wytłumaczyć, co, jak, dlaczego, tyle że chyba po prostu tak bardzo musiała wejść w buty Carrow, że imię Clare Avery już nie chciało przejść przez jej gardło. Bo Clare odeszła. Już nie istniała; zostały jedynie wspomnienia i różne drobiazgi. Oraz to, co wyszło spod jej rąk, o ile nie trafiło jednak do kominka.
  - ... może ujmę to w ten sposób: skończył mi się czas - zdecydowała się na dość eufemistyczne określenie. I nie można powiedzieć, żeby kłamała, bo naprawdę się skończył i to w wielu aspektach. Skończył się czas na ucieczkę od małżeństwa. Skończył się na rozerwanie złożonej przysięgi. Skończył się na wszystko inne, co chciała zrobić.
Skończył się jej czas, czas życia.
  - Rozumiesz, co próbuję ci powiedzieć? - prawie szepnęła - Wiem, gdzie mieszkałeś, bo tam bywaliśmy. Wiem, jakie masz nawyki, bo znamy się prawie całe życie. Wiem, że widzisz, bo razem to ćwiczyliśmy. Ten wisiorek? - sięgnęła znów do łańcuszka, tym razem nie zamykając foczki we wnętrzu dłoni, a tylko delikatnie go musnęła - Nadal pamiętam tamten wieczór w Pokoju Życzeń. Wszystko to i całą resztę...
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#9
19.02.2024, 13:01  ✶  
Zacznijmy od tego, że chociaż świat magii był światem magii, nawet w nim powroty zza grobu nie były wcale takie częste i oczywiste, by stały się dla Patricka czymś naturalnym. Nie tak dawno, obawiał się – co prawda – że przyniósł z Limbo ojca we własnej głowie, ale myśli o tym raczej wprawiały go w panikę i przypominały koszmar na jawie niż były czymś pięknym, czego pragnąłby.
A teraz… a teraz właściwie co próbowała przekazać mu siedząca obok niego na ławce kobieta? Jej słowa nie były dla Patricka żadną podpowiedzią, bo to nawet nie tak, że nie chciał uwierzyć, w tej chwili nawet nie potrafiłby tego zrobić.
- Uwierz mi, że mam bardzo otwarty umysł, skoro siedzę obok ciebie na ławce i słucham tych… - bzdur. Zdanie to wypowiedział cicho, spokojnie, niemal pewnie i bez żadnych emocji, choć tak naprawdę w środku aż coś się w nim zaczęło gotować ze złości.
Nie rozumiał w co grała Alanna Carrow, ale była to gierka nie tylko bolesna wobec niego, ale też okrutna. Kochał Clare. Chciał się z nią ożenić. Chciał mieć z nią dzieci. Chciał stworzyć z nią szczęśliwą rodzinę. Ale Clare nie tylko wyszła za mąż za innego – co pod pewnymi względami, z ciężkim sercem, ale jednak był w stanie zrozumieć i zaakceptować; ale też gdy wreszcie z nią zerwał, popełniła samobójstwo. I jakaś część Patricka nie mogła pozbyć się przekonania, że zrobiła to pod wpływem impulsu, trochę mu na złość. Wiedział, że nie powinien tak myśleć i że to było niesprawiedliwe, ale ta myśl kwitła w nim jak oset i bolała go nawet po latach.
- Nie masz o niczym pojęcia – sprostował matowym głosem. – Uroiłaś sobie, że mnie znasz i że wiesz kim jestem. Nie wiem kto powiedział ci o wisiorku albo o tym, że jestem niciowidzem, ale wyciąganie tego to cios poniżej pasa. – Chociaż w głowie Patricka świtało, kto mógł jej powiedzieć o obydwu tych rzeczach: Stella Avery. Być może, uważała, że śmierć Clare była jego winą i próbowała się jakoś pokracznie zemścić, nasyłając na niego Carrow. – W ogóle nie rozumiem co próbujesz ugrać. Jeśli potrzebujesz pomocy, zaprowadzę cię w bezpieczne miejsce i pomogę ci w wydostaniu się z tego bagna, w które sama wlazłaś. Ale jeśli to wszystko jest jakimś fatalnym żartem… - urwał, pozwalając jej samej domyśleć się reszty.
Podniósł się z ławki, gotowy odejść. Nie oddał jej różdżki. Niby dlaczego miałby oddać różdżkę kobiecie, która przyznała się do powiązań ze śmierciożercami?
Widmo
It's getting dark in this
little heart of mine
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alanna Carrow
#10
20.02.2024, 20:47  ✶  
Tak. Takie rozmowy zdecydowanie łatwiej prowadziło się w myślach. I tak, zapewne o wiele lepszym rozwiązaniem było zamknięcie gęby na kłódkę i nieprzyznawanie się w jakikolwiek sposób do swojej tożsamości, ale…
  … trafiały się momenty, gdy miało się już czegoś dość.
  Dalsze brnięcie w życie, jakie wiodła w ciele Carrow okazywało się być czymś, czego nie tyle nie chciała (w zasadzie to trudno powiedzieć, żeby w ogóle jej odpowiadał ten burdel), co po prostu czymś, co już wyczerpało jej wytrzymałość. Ale porzucenie tego nie okazywało się jakoś specjalnie łatwe, nawet jeśli czuła, że pewien ciężar spadał jej z barków. Choćby z tego względu, że jego miejsce koniec końców zajmował inny...
  - Tylko że właśnie nikt mi nie musiał tego mówić. I nie mówił - pokręciła powoli głową. Z boku zapewne mogłoby to wyglądać tak, że szła w zaparte, ale... wcale nie musiała. Bo taka była - czy tego się chciało czy nie - prawda. Inna sprawa, że na pierwszy rzut oka brzmiała jak kłamstwo. I jakby się zastanowić... to czy gdyby odwrócić sytuację - sama potrafiłaby uwierzyć? Że wrócił zza grobu, że posiadł nowe ciało? W zasadzie to nie znała odpowiedzi na to pytanie i możliwe, że próbując rozgryźć swój problem, ostatecznie nie wzięła tego aspektu pod uwagę.
  - I co miałabym osiągnąć takim „żartem”? – spytała retorycznie, wodząc za Patrickiem spojrzeniem. Tak, Carrow była pierdolnięta. Tak, tę prawdziwą zapewne byłoby stać na taki „dowcip”; cierpienie innych było ledwie fraszką, z której można się naigrawać, ile tylko wlezie. Ale coś takiego nie prowadziłoby donikąd, co najwyżej nad skaliste urwisko, powstałe w wyniku zerwania rodzącego się (chyba że i tu się myliła) porozumienia pomiędzy nimi.
  I gdyby nie odebrał jej różdżki, to niewykluczone, że zapewne mogłaby sobie całkiem ładnie poradzić. W końcu czym się na co dzień zajmowała? Grzebaniem w ludzkich umysłach, prawda? Więc głównie kwestia odpowiedniego nakłonienia odpowiednich ludzi; tak, tu by sobie zapewne mogła poradzić. Co nie znaczyło, że chciała – bo byłoby to równoznaczne z przekreśleniem wszystkiego, co w sobie nosiła od dawna. Więc nie, nie było żadnych wywodów, że jest dużą dziewczynką. Że jak nie chce, to nie ma sprawy – oddaj tylko pan kijek i się już nigdy nie widzimy. A może nawet jeszcze ci poprzestawiam mebelki i nie będziesz pamiętał tego spotkania…
  Więc tak – tu i teraz potrzebowała pomocy, co ostatecznie przyznała na głos, również wstając z ławki. I zamykając zaraz potem umysł za barierami; nigdy nie wiadomo, kto i gdzie patrzy.
  Nie do końca mogła mieć pewność, co się teraz wydarzy, ale nie miała zamiaru wycofywać się z podjętej decyzji; aktualnie istniała tylko jedna ścieżka, którą miała podążyć. Ścieżka, którą wytyczał teraz Patrick.
  I choć odrzuciła swą maskę, to nie szło pozbyć się wrażenia, że ta wróciła sama, niczym bumerang. To, co kryło się pod nią, nadal pozostawało niedostrzegane. Ale może w końcu? Nie-Carrow dostrzegała jeszcze iskierkę nadziei, sugerującą iż może nieprawdziwe oblicze koniec końców faktycznie spadnie. Może. Oby.
  Chyba że jednak Steward zdecyduje się wydać ją w ręce aurorów, a stąd już krótka droga do wpadnięcia w objęcia Voldemorta i jego stronników...
  


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alanna Carrow (2742), Patrick Steward (2195)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa