Nie potrafił się odnaleźć w myśli, że jego własne życie mogło być dedykowane czemuś innemu niż próbie stania się lepszą wersją siebie. Nie tym rozpłakanym crybaby, nie tym słabym chłopaczkiem, którego można przeciągać po korytarzu za włosy, nie tym wiecznie zamyślonym marzycielem, którego ideologie były śmiechu warte, bo przecież nie trafiały w to realne i brudne życie. A gdyby mógł poświęcić się sztuce? Czy potrafiłby tworzyć, pisać, malować? Być jednym z tych, których dzieła podziwiali? Być podziwianym, kochanym. Błyszczeć na scenie, sprawiać, żeby każdy mógł się uśmiechać, albo wzdychał. Chciał lśnić. Błyszczeć. Wkładał w to całą swoją energię, wszystko, co tylko miał i co posiadał. Więc jak miał to robić bez starania się dla... kogoś? To tylko pozornie było zupełnie bezzwrotne, bo Laurent chciał chłonąć te dobre reakcje ze wszystkich bajek, jakie tworzył. Wypadałoby wydorośleć, przestać marzyć o bajkach, o księciu na białym koniu, zanurzyć się w szarej rzeczywistości i... tak żyć z dnia na dzień. Chyba tak nie potrafił. Nie - potrafił. Nie chciał.
- Czuję się brudny, kiedy zaczynam to robić. Jakby to był największy grzech, jaki mogę popełnić. - Myślenie o sobie, egoizm, pióro wyrwane z własnych pleców, żeby zapisać nimi własną historię. Samemu sobie być panem i władcą - tak, tego chciał. Mieć lekki los, żeby móc wsłuchiwać się w pieśni Morza, ale pozostać przy lądzie, z którym tak wiele go łączyło. Wiele miłości, sympatii, ciepła. Morskie tonie były mu znane, ale nie były tak gościnne jak próg domu Bulstrode. Chociażby ten próg. - Nienawidzę tego, że w ogóle ci o tym mówię. To poniżające, że jestem taki żałosny. - Tak samo jak poniżając było to, że nie potrafił być mężczyznom, jakim powinien być. Odważnym, silnym, dumnym. Że był taki słaby i rozmemłany, że te problemy w ogóle się tak w nim nawarstwiały - robienie z igieł wideł, doprawdy. Przecież nic się nie działo. Powinien otrzepać spodnie i iść dalej. Odetchnął z roztargnieniem, z irytacją - ale nie na Florence. Na samego siebie. Odwzajemniał dotyk jej dłoni, czerpiąc ulgę z tego kontaktu. Jak zawsze, jeśli przychodziło do niej to... była jak kotwica dla statku zagubionego w czasie sztormu na morzu. Zapewniała stabilność - nie ważne, jak mono uderzały fale w burtę.
Sięgnął drugą dłonią po sok, żeby upić z niego kilka łyków i nawet chciał pochwalić, że jest pyszny - i idealnie łączył się z zapachem tego obranego przez nią jabłka leżącego na talerzyku, ale jej pytanie spowodowało, że jego ruchy zwolniły, a twarz nabrała obcego wyrazu. Jakby został tu ciałem, ale myślami daleko, bardzo daleko stąd.
Co zrobić, kiedy możesz już wszystko? Kiedyś marzyło mu się serce z kamienia. Takie, które będzie odporne na wszystkie obrażenia, które nie pozwoli być mu studnią, w jakiej ludzie topili swe żale i smutki. To było parę lat temu, ale nadal pamiętał to niewypowiedziane życzenie. Niewypowiedziane - bo nie chciałby nie odczuwać tego piękna świata tylko po to, żeby pozbyć się bólu. Nie mówił więc o sercu z kamienia - o sercu ze szkła jednak nie chciał mówić również. Jeśli wypowie wszystkie te życzenia to czy nie będą tylko bardziej niemożliwe do spełnienia?
- Chciałbym śpiewać. - Może mógł od tego zacząć..? - Jeździć po świecie i błyszczeć w reflektorach. Miałbym pokój wysypany złotem i ubierałbym się w złoto, jadeit i serendibity. Nie martwiłbym się. Bo mógłbym pomóc wszystkim. Wyleczyłbym Zimnych. Pomógł znaleźć Atreusowi równowagę. I wielu innym osobom. Wygoniłbym widma. Doprowadził Lorda Voldemorta przed sąd ze wszystkimi złymi ludźmi... - Było w tym świecie tak wiele do zrobienia. Tak wiele rzeczy do osiągnięcia - tych małych i tych wielkich... Czy w ogóle wystarczyłoby mu dnia? - I gdybym już to wszystko naprawił to pojechałbym do Marsylii i... - to wcale nie powinno aż tak boleć. - ... wziąłbym ślub. - Zamknął oczy, czując już łzy tańczące na krańcach powiek, próbujące się wydostać. Zdawał sobie sprawę z tego, jaką to było sprzecznością do tego, co powiedział jeszcze przed chwilą, ale nie potrafił wykrztusić ostatnim słów. Może powinien dodać, że pomógłby sobie ze wszystkimi problemami, ale jakoś po tych torach nie przetoczyły się teraz jego myśli.