2 czerwca 1972r.
Ministerstwo Magii / Departament Przestrzegania Prawa / Biuro Aurorów
Ministerstwo Magii / Departament Przestrzegania Prawa / Biuro Aurorów
Po przekazaniu sprawy Biurowi Aurorów, związanej z atakiem na kobietę w Dolinie Godryka, Laurence udał się na piętro swojego Departamentu. Rodolphusowi zostawił to, aby udał z Chesterem w celu zbadania miejsca zbrodni pod okiem aurorskim. On zaś musiał spisać mu raport i nazwiska świadków, zamieszkujących tereny Doliny Godryka. Szczególnie tych, którzy widzieli lub mogli znać Anne Millan. A których znał po sąsiedzku.
W drodze do swojego biura, zajrzał do pomieszczenia zajmowanego przez uzdrowicieli.- Kto jest w tej chwili wolny? Potrzebuję dwie osoby.
Zapytał wprost, spoglądając na czwórkę osób przebywającą w pomieszczeniu. Różny wiek. Być może pisali swoje raporty z udziału ratownictwa lub zabezpieczeń imprez, przyjęć. Zawsze jakiegoś muszą wystawiać, gdyby ktoś zrobił sobie krzywdę. Albo takowa mogła niespodziewanie kogoś dotknąć.
Dwie osoby zgłosiły się. Dziewczyna i chłopak.
- Doskonale. Do mojego biura.
Kojarzył ich nazwiska. Jako zastępca szefa Departamentu, starał się zapamiętywać imiona i nazwiska pracowników tego departamentu. A współpracując z Departamentem Przestrzegania Prawa, to znało się także i kilku od nich pracowników. Nie mógł nic na to poradzić, że jedno z dwojga było mugolakiem. Nawet jeżeli miał na ich temat swoje zdanie, to jednak nie mógł obnosić się z tym.
Wezwał ich ze sobą do swojego gabinetu, na którego drzwiach widniała tabliczka z jego imieniem i nazwiskiem jako Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof.
Usiadł za swoim biurkiem, wziął czysty pergamin, ujął w lewą dłoń pióro i zanotował najważniejsze informacje.
- Udacie się do kliniki w Dolinie Godryka. Dostarczono tam w krytycznym stanie ranną kobietę. Atak… Podejrzewam nożownika. Może teraz być w śpiączce. Więc nie porozmawiacie z nią.Mówiąc to, dokończył pisanie i spojrzał na nich. Pozwalając w tym czasie wyschnąć tuszowi na pergaminie.
- Nazywa się Anne Millan. Sprawę ataku na jej osobę, na razie bada auror. Nic o niej nie wiemy, poza tym, że miała przy sobie przypominajkę.
Dodał dla informacji, aby mieli pojęcie po co są teraz mu potrzebni.
- Dowiedzcie się, jakiego jest pochodzenia. Skąd miała ten przedmiot. A przede wszystkim, w jakim jest stanie fizycznym. Mam podejrzenia, że może być charłakiem albo mugolem.
- Pan tam był?
Przerwał chłopak. Zauważając, że Laurence mówił o tym jakby znał dobrze sprawę.
- Tak. Dowiedzcie się też, czy ma rodzinę. Kogoś bliskiego i wypytajcie go o powiązania i posiadanie przypominajki. Jeżeli nie ma pytań, weźcie to i idźcie.
Podał pergamin, na którym były potrzebne dla nich informacje. Oboje skinęło głowami i opuścili jego biuro.
Laurence, został sam. Mógł skupić się na spisaniu raportu, w którym zawarł w szczegółach swoją obecność na bocznej uliczce w Dolinie Godryka. Że ranna kobieta, znaleziona została przez jego kuzyna. Musiał podać Rodolphusa Lestrange’a. Opisał przebieg ratowania jej życia. Jakie mieli i nie mieli warunki na przeprowadzenie akcji ratunkowej. Nie mieli czasu na wzywanie wsparcia, musząc liczyć na pomoc mugoli. Opisał także, że trafiła do kliniki mugolskiej. Co miała przy sobie, co było w jej otoczeniu.
Westchnął, gdy skończył. Możliwe że naruszyli miejsce zbrodni, ale niestety czas grał tutaj największą rolę. Drugi pergamin zajmowały nazwiska osób, które przewinęły się jako ”gapiowicze”, martwiąc o ich koleżankę, sąsiadkę. Nazwisk było z dziewięć. Przeważały znane z magicznej społeczności. W mniejszej stanowiły mugolskie. Na spisanie raportów dla Rookwooda, zajęło mu to jakąś godzinę. Musiał pomyśleć, przypomnieć sobie wszystko. Jego uzdrowiciele jeszcze nie wrócili. Dokumenty podpisał swoim nazwiskiem. Włożył do nowej teczki, a to do dużej koperty, podpisując Chester Rookwood. Opuścił swój gabinet, udając piętro niżej, wracając do Biura Aurorów.
Niestety, poszukiwanego Rookwooda nie dostrzegał, zatem postanowił wspomóc się sekretarką biura.
- Chester Rookwood nie wrócił jeszcze z terenu?Zapytał pannę Nott. Ich sekretarkę. Cokolwiek robiła przy swoim biurku, stojąc czy siedząc.
Laurence miał na sobie wizytowy garnitur, ale nie do końca pasujący w komplecie ze spodniami. Nieco jaśniejszy. Powodem była przymusowa zmiana, przebranie się po tym, jak ubrudził się krwią człowieka. Miał tylko mieć spotkanie w Dolinie Godryka. Coś załatwić. A pech chciał że natrafił na ranną kobietę i kuzyna przy niej.