07.03.2024, 18:02 ✶
Podskoczył w miejscu słysząc głos za sobą i to głos którego się nie spodziewał. Mniej by się wystraszył faceta, ale kobieta... Nie to, że się bał dziewczyn, ale jeśli była w takim towarzystwie to znaczyło, że zdecydowanie umiała w nim przetrwać i się rządzić, skoro chłopaki nie przerywali jej.
Otworzył i zamknął usta chcąc zaprzeczyć, potwierdzić, przeprosić, cokolwiek, ale dziewczyna dalej mówiła.
-Szczać?-wydukał ledwo słyszalnie na ten zarzut. Spojrzał zdezorientowany na chłopaków, na dziewczynę, na koniec alejki.-Jakie Gady? Przepraszam, ale nie wiem o czym mówicie.-spróbował się obronić, coraz bardziej burząc się w głosie, a może to była narastająca panika.-Naprawdę, po prostu mieszkam w okolicy.-dodał, przestępując z nogi na nogę. Mógłby walczyć, ale miał rzeczy w rękach, do tego nie chciał walczyć, dalej liczył w dyplomację, no i nie był typem wojownika, co zaczyna rzucać zaklęciami, zazwyczaj czeka, aż ktoś inny zacznie, a później i tak to jego oskarżają o zaczynanie bójki i o to, że zamiast się bronić, to powinien zawołać pomoc, nauczyciela, kogoś dorosłego. Tylko teraz to on był tym dorosłym, a dalej sobie z życiem ewidentnie nie radził. Dopiero zaczynał dorosłość, a jakoś los nie przejmował się jego krótkim stażem i brakiem doświadczenia.
-Więc.... Mogę iść? Mam ciężkie zakupy?-nawet nie do końca miał jak sięgnąć szybko po różdżkę. Tam pomarańcze i mąka, tam szkło. Wypuści wszystko, to coś się zepsuje. Nie wypuści nic, to oni zepsują jego. Spokój i opanowanie, jak go mama uczyła. Postawił nawet pacyfistyczny krok w stronę wyjścia z alejki, licząc, że może się odsunął, albo uda mi się ich jakoś wyminąć.
Otworzył i zamknął usta chcąc zaprzeczyć, potwierdzić, przeprosić, cokolwiek, ale dziewczyna dalej mówiła.
-Szczać?-wydukał ledwo słyszalnie na ten zarzut. Spojrzał zdezorientowany na chłopaków, na dziewczynę, na koniec alejki.-Jakie Gady? Przepraszam, ale nie wiem o czym mówicie.-spróbował się obronić, coraz bardziej burząc się w głosie, a może to była narastająca panika.-Naprawdę, po prostu mieszkam w okolicy.-dodał, przestępując z nogi na nogę. Mógłby walczyć, ale miał rzeczy w rękach, do tego nie chciał walczyć, dalej liczył w dyplomację, no i nie był typem wojownika, co zaczyna rzucać zaklęciami, zazwyczaj czeka, aż ktoś inny zacznie, a później i tak to jego oskarżają o zaczynanie bójki i o to, że zamiast się bronić, to powinien zawołać pomoc, nauczyciela, kogoś dorosłego. Tylko teraz to on był tym dorosłym, a dalej sobie z życiem ewidentnie nie radził. Dopiero zaczynał dorosłość, a jakoś los nie przejmował się jego krótkim stażem i brakiem doświadczenia.
-Więc.... Mogę iść? Mam ciężkie zakupy?-nawet nie do końca miał jak sięgnąć szybko po różdżkę. Tam pomarańcze i mąka, tam szkło. Wypuści wszystko, to coś się zepsuje. Nie wypuści nic, to oni zepsują jego. Spokój i opanowanie, jak go mama uczyła. Postawił nawet pacyfistyczny krok w stronę wyjścia z alejki, licząc, że może się odsunął, albo uda mi się ich jakoś wyminąć.