Z nieba posypał się brokat, spadał powoli błyszcząc w świetle okolicznych lamp, obsypał ich dwójkę, przyklejając się do lekko zwilgotniałej od wysiłku i stresu skóry. A on wciąż ją trzymał, wykonując kilka kroków w na boki, w przód i w tył, kołysząc się z nią jakby była to figura taneczna. Wszystko wydawało się teraz takie proste - jakby przed chwilą nie uratował dziewczyny od roztrzaskania się o deski.
- Miła odmiana od ciągłego ćwiczenia przed Lammas - przyznał, odstawiając ją na podłogę. Nie mógł wiedzieć jakie emocje zalały ją po postawieniu nóg na podłodze, ale pamiętał dzień, kiedy zabrano go tam pierwszy raz i domyślał się, że wrażenia musiały być przynajmniej trochę do siebie zbliżone - przytrzymał ją więc ręką, oferując swoje ramię jako oparcie, gdyby Norze przyszło się jednak zachwiać. - Zrób to kilka razy szybciej i dodaj do tego salto, to może Pan Zarządca przyjmie cię na cyrkowy staż. Wendy nigdy nie uwierzy w to, czemu zawsze dostaje zmiany w piątek po dwunastej. - Parksnął. Przyznał się przy okazji, że zapamiętał imię ślicznej sprzedawczyni, którą Nora trzymała u siebie za ladą. - Zwykle rzucam też nożami w moją siostrę i wszyscy na widowni cieszą się kiedy nie trafiam, ale zgaduję, że nie dasz się przypiąć pasami do tej wielkiej tarczy? - Zadziornie uniósł w górę brwi, wpatrując się w nią z głupkowatym wyrazem twarzy. - Cóż, oto odpowiedź na to, czym się zajmuję. - Ale mówiąc to wcale nie chodziło mu o akrobatykę. Pokazał rękoma do góry. Nie na sklepienie, nie na siedzenia widowni, tylko na... Sprzęty. Na ten głupi pas, na ukryte łańcuchy, na podwieszane elementy. - Na plakatach podpisują mnie jako The Edge. - Dlatego tak to wkurwił ten ceramiczny nóż.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.