• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[maj 1962] Najedzmy się szaleju | Jane & Brenna

[maj 1962] Najedzmy się szaleju | Jane & Brenna
Królowa maskarady
I'm okay with history repeating
Tell me I'm the one you can't forget
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (bo mierząca metr siedemdziesiąt cztery) po matce, z wyglądu jednak podobna do ojca. Ciemne, długie włosy i równie brązowe oczy jako pierwsze rzucają się w oczy na tle jasnej cery. W pracy zazwyczaj pojawia się w zwiewnych, choć wciąż wygodnych sukniach, podczas gdy w terenie można ją spotkać wyłącznie w spodniach i skórzanych butach. Od zawsze fanka biżuterii, nosząca na palcach cienkie obrączki, a na szyi ledwo rzucający się w oczy łańcuszek, podarowany jej przez babcię, gdy ukończyła szkołę.

Jane Potter
#1
02.05.2024, 16:33  ✶  
Wdech, wydech.
Słuchała słowotoku Brenny jednym uchem, a i tak sprawiał on, że myśli w jej głowie tworzyły niemający sensu mętlik. Czasem zastanawiała się, jak to się stało, że zaprzyjaźniła się z kimś tak gadatliwym jak jej kuzynka, podczas gdy sama potrzebowała spokoju, by skupić się na swoich zadaniach. Cicuta Abisinia, figa jadowita. Nie, na odwrót. Ugh, Brenna.
Wszyscy wciąż powtarzali, że Potterówna powinna bardziej skupić się na nauce do egzaminów końcowych, które miały zadecydować o jej przyszłości, ale totalnie nie miała do tego głowy. Nie teraz, kiedy znajdowała się tak blisko odkrycia idealnej mikstury, która miałaby niwelować wszelkie niedoskonałości. Nie tylko pryszcze, na które uskarżały się czwartoklasistki, ale również o wiele większe znamiona, zdecydowanie nie będące powodem do dumy każdej szanującej urodę czarownicy.
Malwa powoli zakwitała w donicy znajdującej się w ich sypialni. Jane musiała jedynie przypilnować, by pąki osiągnęły odpowiednie stadium rozwoju. Zatem jedynym, czego jej brakowało, była cykuta. Ojciec pewnie złapałby się za głowę, gdyby dowiedział się, że jego ukochana córka eksperymentuje z truciznami. Jednak jeśli enzym wydzielany przez suszone figi był w stanie zneutralizować jad szaleju w eliksirze kurczącym, w ten sam sposób mogłoby to zadziałać na ludzkiej skórze. Miała rację? Być może nie, ale wolała o tym nie dyskutować z Brenną, bo pewnie skutecznie wybiłaby jej taki pomysł z głowy. Póki sądziła, że to jedynie delikatny krem na zmarszczki, który zamierzała sprezentować profesor McGonagall, Jane mogła być spokojna.
Poprawiła chustę na szyi, bardziej się nią opatulając. Wpadające przez okna dormitorium słońce okazało się zdradzieckie i chociaż spodziewała się upału, ścieżkę prowadzącą do Hogsmeade owiewał chłodny wiatr znad jeziora. I w tym wypadku przydałoby się ciepłe piwo kremowe... albo szklanka rozgrzewającej whisky zamiast lodowego deseru, którym skusiła Brennę. Poza tym wolała, żeby apteka wystawiła rachunek na Longbottomów, bo Marcus Potter od razu zorientowałby się, co knuła jego pociecha.
- Podobno mugole znają sposób, jak usmażyć lody - zagadnęła, wiedząc już, że i tak nie skupi się na powtarzaniu potrzebnych do eliksiru składników. - Wyobrażasz to sobie? Jakim cudem one się nie topią?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
02.05.2024, 18:23  ✶  
Podobno jednym z najczęstszych sposobów, na które introwertycy zawierali przyjaźnie, to był ten, w którym dopadał ich ekstrawertyk i postanawiał adoptować. Być może to dlatego Jane się z nią zadawała. Mogło też chodzić o to, że po prostu niewielki miała wybór - matka Brenny i ojciec Jane zawsze byli blisko, a z kolei Brenna jako mała dziewczynka potrafiła być nie tylko pewna siebie, ale wręcz straszliwie natrętna i nie pojmowała wtedy, że ktoś woli się z nią nie bawić. Poza tym trafienie do jednego dormitorium też robiło swoje. Jane naturalnie znalazła się w gronie tych osób, które Brenna lubiła dręczyć swoją osobą – obok koleżanek ze Slytherinu, starszej kuzynki Mavelle, Nory i rzecz jasna, Erika oraz wszystkich jego kolegów, którzy akurat się nawinęli.
Wreszcie zaś: bywała przydatna.
Oczywiście, że nie protestowała przeciwko wspólnej wyprawie do Hogsmeade. I nie miała problemów z zakupieniem dla Jane potrzebnych składników, nie zastanawiając się nawet, dlaczego ta wolałaby nie robić tego osobiście. Mogła też nosić zakupy Potterówny, a gdyby przyszła potrzeba, nawet i samą Potterównę.
- ...i jesteś tak całkiem - całkiem pewna, że McGonagall nie uzna tego za próbę przekupstwa? Wiesz, za łapówkę. Wygląda na taką, która jest bardzo zasadnicza w kwestii przekupstwa. Chyba że planujesz dać jej to już na koniec roku? - plotła Brenna po swojemu. Majowy wiatr mierzwił jej rozczochrane, krótko ścięte włosy i powiewał końcówką czerwono - złotego szalu Gryffindoru, który zapobiegliwie przerzuciła sobie przez ramiona chwilę przed wyjściem z zamku. Wiosenna pogoda bywała w Szkocji bardzo zdradliwa, raz kusząc słońcem i wysoką temperaturą, by zaraz szepnąć "żartowałam" i przynieść chłodne podmuchy wiatru, a nawet deszcz.
Brenna niczego nie przeczuwała. Nie miała pojęcia, co Jane knuje: znała się na eliksirach, ziołach i kosmetykach o wiele za słabo, aby zrozumieć, że specyfiki, które chce zakupić Potterówna, na pewno nie będą częścią jakiegoś tam zwykłego kremu.
– Naprawdę? Chociaż nawet mnie to nie dziwi. Mugole bywają szaleńczo pomysłowi. Piszą na przykład świetne książki fantastyczne i takie zajebiste komiksy, Bard Beedle się nie umywa i w ogóle… Ciekawe, gdzie dałoby się kupić takie lody? Idziemy do Magicznej Rzepy? Czy chcesz iść do tej zielarki, co mieszka na skraju Zakazanego Lasu? Może po drodze zahaczymy o Miodowe Królestwo, kończą mi się czekoladowe żaby.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Królowa maskarady
I'm okay with history repeating
Tell me I'm the one you can't forget
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (bo mierząca metr siedemdziesiąt cztery) po matce, z wyglądu jednak podobna do ojca. Ciemne, długie włosy i równie brązowe oczy jako pierwsze rzucają się w oczy na tle jasnej cery. W pracy zazwyczaj pojawia się w zwiewnych, choć wciąż wygodnych sukniach, podczas gdy w terenie można ją spotkać wyłącznie w spodniach i skórzanych butach. Od zawsze fanka biżuterii, nosząca na palcach cienkie obrączki, a na szyi ledwo rzucający się w oczy łańcuszek, podarowany jej przez babcię, gdy ukończyła szkołę.

Jane Potter
#3
05.05.2024, 10:54  ✶  
- Bren, mon amour, nie będę przecież ryzykować tego, że obniży mi ocenę z ostatniego eseju - odparła Jane, przewracając przy tym oczami. Im bardziej brnęła w kłamstwo na temat kremu, który zamierzała sprezentować opiekunce domu, tym bardziej ta idea jej się podobała. Może to nie był taki najgorszy pomysł? Zwłaszcza że w tym wypadku mogła wykorzystać kwiaty z przydomowego ogrodu matki. Marion zawsze powtarzała, że suszone niezapominajki są podstawowym składnikiem kremu na zmarszczki, by skóra zapomniała, że powinna się starzeć. Swoją drogą dzięki starym porzekadłom francuskich czarownic powstała jedna z hitowych serii kosmetyków dla dojrzałych kobiet, która zajęła pierwsze miejsce w cyklu artykułów Desdemony Baverick z 1951 o najlepszych debiutach na rynku.
- Podsłuchałam w skrzydle szpitalnym, jak żaliła się pielęgniarce, że przez nas wszystkich coraz szybciej się starzeje - dodała z wyjaśnieniem, skąd w ogóle w jej głowie zakorzenił się plan wykonania tego rodzaju prezentu pożegnalnego. Gdyby ktokolwiek inny wpadł na taki pomysł, McGonagall pewnie przeklęłaby go w spinacz do papieru. Jane miała jednak na tyle taktu, by nie wspominać nauczycielce, że specyfik miał zniwelować zmarszczki. - Wiesz, że któryś z trzeciorocznych Krukonów tak bardzo pomieszał składniki eliksirów, że wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu stracili węch? Akurat się napatoczyłam pielęgniarce, więc zaciągnęła mnie do pomocy w masowej produkcji antidotum.
Wiatr pojawiał się w porywach targających nie tylko krótkie włosy Brenny, ale i warkocz Jane. Oberwała nim po twarzy tyle razy, że w końcu zdesperowana wcisnęła go pod płaszcz. Dlaczego nie wzięła przykładu ze swojej kuzynki i nie złapała za szal, wychodząc z ich wspólnej sypialni? Ach, no tak, moda i dobry wygląd wymagają wyrzeczeń. W tej kwestii zawsze się różniły. Potterówna godzinami zastanawiała się nad tym, co na siebie włożyć (dzięki, Merlinie i Nostradamusie, za szkolne mundurki i fakt, że dzięki temu zyskiwała dodatkowe dwie godziny życia), podczas gdy Longbottom - przynajmniej zdaniem Jane - wrzucała na siebie cokolwiek się napatoczyło pod rękę. Nie zdziwiłaby się, gdyby któregoś razu jej kuzynka wyszła do Hogsmeade w piżamie. A może to wcale nie było wyobrażenie?
- Komiksy? Masz na myśli te książki z obrazkami, które czytasz na historii magii? Myślę, że byłoby prościej, gdyby ich obrazy się ruszały. Odebrałoby im to przynajmniej połowę roboty - zauważyła, choć o ile dobrze pamiętała, mugole mogli sobie pozwolić na ruchome portrety tylko w tym wielkim pudełku, które stawiali pod ścianą. Wyglądało na dosyć ciężkie i raczej trudno byłoby jej ukryć pod szkolną ławką.
- Z rzepą jest taki problem, że mają tylko podstawowe szkolne składniki, a na zamówienie czeka się tygodniami. Nie zdążyłabym chyba do grudnia. Zielarka ma dostęp do wszystkiego w lesie, więc lepiej, jeśli pójdziemy do niej - wyjaśniła. Poza tym aktualny właściciel rzepy przyjaźnił się z jej ojcem, skoro spędzili siedem lat w jednym dormitorium i na pewno wspomniałby nawet mimochodem Marcusowi o zakupach córki. - A Miodowe Królestwo brzmi świetnie. Umieram z głodu - dodała szybko, bo miały ostatnią szansę, by skręcić w odpowiednim kierunku i trafić do sklepu ze słodyczami skrótem, dzięki czemu ominęłyby zatłoczony rynek.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
05.05.2024, 13:45  ✶  
– To w ogóle bardzo miłe z twojej strony, wiesz, większość uczniów jej nie cierpi, a McGongall naprawdę jest w porządku, dużo wymaga, ale dobrze tłumaczy i przynajmniej większość faktycznie zaczyna ogarniać tę transmutację, pamiętasz tego nauczyciela OPCM z trzeciej klasy? To była katastrofa, nic nie trzeba było robić, i niby fajnie, ale ja to bym wolała poznać parę uroków… – plotła Brenna. Pod szatą miała tego dnia, w związku z wizytą w Hogsmeade, zwykłe spodnie, na nogach znoszone buty i nie prezentowała się jak córka czystej krwi. Z nich dwóch Jane rzeczywiście była tą bardziej reprezentacyjną, bo Brenna rzadko zwracała uwagę na to, co zakłada – i faktycznie w Pokoju Wspólnym zdarzało się jej chodzić raz czy dwa w piżamie… Chociaż i jako córka Potterówny pojmowała, że w pewnych przypadkach odpowiednia prezentacja jest ważna, i jeśli towarzyszyła matce na jakimś przyjęciu, zazwyczaj równie swobodnie czuła się w sukience na zabawie, co w znoszonych jeansach w Dolinie Godryka. Ba, pomagała jeszcze Danielle i Mavelle ogarnąć się na różne okazje… Daleko jednak było jej do wyczucia Jane.
Panna Potter miała po prostu wrodzony styl i elegancję. Geny Rosierów i Potterów zmieszały się, tworząc kogoś, kto w przyszłości mógł błyszczeć na każdym przyjęciu.
– W sumie to się jej nie dziwię, jest opiekunką Gryffindoru. Mam wrażenie, że to może być bardzo stresujące. Jak byłam w czwartej klasie powiedziała mi, że skracam jej przewidywalną długość życia – powiedziała Brenna, z odrobinę skruszoną miną. Od czwartej klasy jednak nie wdawała się już w bójki, a wycieczki do Zakazanego Lasu… cóż. Nikt jej na nich od dawna nie przyłapał. – Poważnie? Nie miałam pojęcia. To chyba przebija ten dzień, kiedy Tobby McGuiner jakimś cudem uwarzył eliksir, który eksplodował i całą salę zalało zmieniającym kolory śluzem, który przekolorował mnie na zielono, bo akurat siedziałam w jego pobliżu. Hm… ruchome komiksy… to byłoby intrygujące, ale chyba trochę straciło sens, poza tym mugole tak nie potrafią. I te komiksy są dużo ciekawsze od tego, co wykłada nam Binns. On nawet najbardziej krwawą bitwę potrafi opisać w tak okropnie nudny sposób… – westchnęła, na słowa Jane skręcając w jedną z bocznych alejek, całkiem zadowolona, że po drodze będą mogły zaopatrzyć się w czekoladowe żaby. I wszystko, co tylko wpadnie Brennie w ręce. Jak na to, ile słodyczy jadła, pozostawała zdumiewająco wręcz koścista i sprawna fizycznie. – W takim razie zielarka. Słyszałaś te opowieści, że podobno podczas każdej pełni księżyca tańczy nago wokół ogniska za wioską? Jakie to bezdennie głupie. Myślałam, że tylko mugole plotą takie idiotyzmy, ale najwyraźniej Puchoni też mają bogatą wyobraźnię. No bo wiesz, przy każdej pełni? Czyli co, zimą też?
Tańce nago wokół ogniska jeszcze zdaniem Brenny uszłyby w czerwcu, lipcu i sierpniu. Absolutnie ostatecznie we wrześniu. Ale podczas takiej pełni księżyca styczniowej? Przy szkockiej pogodzie?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (829), Jane Potter (834)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa