24.02.2024, 00:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:03 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V
Kiedy rankiem przyszedł do Biura Aurorów dowiedział się, że poprzedniego dnia ktoś spalił mieszkanie pracownicy Ministerstwa Magii. Bodaj jako jeden z niewielu, naprawdę wiedział co stało się z Alanną Carrow, bo ta tkwiła zamknięta w jego mugolskiej kawalerce. I chociaż paliło go ze złości, gdy o niej myślał, przynajmniej nie okłamała go w sprawie pożaru.
Patrick wyciągnął klucze z kieszeni jeansów. Zacisnął usta, zły na siebie, że w ogóle bawi się w tę całą kabałę dla kobiety, która w najmniejszym stopniu nie zasługiwała na to, żeby jej pomagać. Bo właściwie co wiedział o tej rudowłosej krętaczce? Poza tym, że była nieudolną manipulantką i nieudolną (tu na szczęście) byłą zwolenniczką Czarnego Pana?
Niewiele. Jątrzyło go w środku z gniewu, gdy myślał o przeprowadzonej z nią wczoraj w parku rozmowie. Jak w ogóle śmiała… Jak do licha ciężkiego w ogóle śmiała sugerować mu, że miała cokolwiek wspólnego z Clare? Im szybciej pomoże jej w ucieczce, tym szybciej rudowłosa krętaczka zniknie z jego życia.
Tak naprawdę, nie miał wiele czasu do namysłu, ale gdy trzeba było, Patrick podejmował decyzje dość szybko. Łatwo mu to przychodziło zwłaszcza wtedy, gdy znał cel swoich działań. A tu cel był dość jasny: pomóc jej w zniknięciu. Pierwszym i bodaj najważniejszym punktem, była zmiana wyglądu na taki, który uniemożliwi szybkie rozpoznanie jej. I tu na pomóc miała przyjść nieoceniona Brenna Longbottom.
Patrick przekręcił klucz w zamku i nacisnął na klamkę. Miał na sobie ciemne jeansy i zwykłą, niebieską koszulkę z krótkim rękawem. Na mugolskim osiedlu, wyglądał jak typowy mugol. W wolnej ręce niósł ze sobą papierową torbę z jedzeniem na wynos. W środku znajdowała się porcja curry z kurczakiem i ryżem zakupiona w restauracji znajdującej się niedaleko mieszkania. Jakkolwiek był na Alannę wściekły, nie zamierzał morzyć jej głodem.
Zamknął drzwi a potem przeszedł krótkim korytarzem ku salono-sypialni.
- Przyniosłem ci jedzenie – rzucił do Carrow. Postawił torbę z jedzeniem na stoliku, na którym zazwyczaj stały słoiki z wodą i pędzle. Sam podszedł do malowanego przez siebie obrazu – teraz już ukończonego. Sięgnął po stare prześcieradło leżące w rogu i zarzucił je na płótno w taki sposób, by uniemożliwić Brennie obejrzenie tego, co namalował. To, czy widziała go Alanna i jak dokładnie go sobie obejrzała i jak je oceniała, miał w tym momencie w dupie. – Zaraz zjawi się tu osoba, która potrafi trwale zmieniać… - podniósł rękę ku swojej twarzy, by wskazać jej o co mu chodziło. – Nie próbuj jej wciskać jakichś dziwnych opowieści. Ode mnie wie, że grozi ci niebezpieczeństwo i tyle wystarczy – jego głos brzmiał szorstko, tym bardziej szorstko, im bardziej uzmysławiał sobie, że jak bardzo by nie chciał, trochę się jednak o Alannę troszczył.