• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[05.07.1972] When your reality drowns

[05.07.1972] When your reality drowns
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#1
02.08.2024, 03:35  ✶  
[Drewniane molo]

Jak on kurwa nienawidził ostatnio morza.
Rozpościerająca się po horyzont woda zniechęcała, pobudzając leniwie wspomnienia z końca czerwca, kiedy do brzegów Anglii zawitała Perła Morza. Cudze wspomnienia, kłębiące się w jego głowie na nowo odżywały, podobnie jak obrazy zbutwiałych, przemoczonych wnętrz statku, zalewającej jej wody, a na koniec i samej Persefony, która stała u szczytu schodów, schowana dla niego pod warstwą kłębiącej się, czarnej energii. A od tego ostatniego z kolei, robiło mu się niedobrze. W życiu nie spodziewał się, że przyjdzie oglądać mu podobne zjawisko i nawet aury najgorszych szczurów, wrzuconych do cel Azkabanu, czasem prezentowały sobą lepszy stan niż pani Fawley, która niestrudzenie napędzała statek w ruch.

Najgorsze w tym wszystkim było chyba to, że wszystko nie skończyło się w momencie, kiedy wiążące statek zaklęcia rozpadły się i cała łajba poszła na dno. Nigdy za specjalnie dobrze nie spał, ale teraz, z właściwą aurowidzom tendencją, wszystko wracało do niego w snach. Emocje, które wtedy tak żywiołowo się kłębiły i reprezentowane przez nie zepsucie, podduszały go kiedy zamykał oczy i nie pozwalały zapomnieć.

Nie, nie zapałał nagle jakimś niewyobrażalnym lękiem, który znalazł swoje ujście właśnie w morzu i jego łagodnie rozkołysanych falach, które teraz obijały się leniwie o brzeg o bale molo, które wychodziło od brzegu. Ale zwyczajnie wolałby być gdziekolwiek indziej. Rzucił papierosa na deski i zadeptał go butem, oglądając się przez ramię na Caina, który stał nieopodal.
- Przejdę się jeszcze raz po molo - machnął ręką w kierunku kładki i nie czekając na odpowiedź, ruszył przed siebie.

Byli tutaj, bo zdaniem Atreusa, komuś się kurewsko nudziło. Liczne zgłoszenia rozemocjonowanych świadków sugerowały, że molo zostało zaklęte tak, by skłonić spacerowiczów do popełnienia samobójstwa poprzez utonięcie. Po pierwsze, Bulstrode nie wiedział kto niby miał spacerować na takim wypizdowiu, ale jak widać różni ludzie mieli różne hobby. Po drugie, nie ważne ile razy przeleźli po tej kładce, oboje czuli się wręcz znakomicie. Po trzecie, auror był przekonany że jeśli coś tak groźnego wisiało nad tą stertą drewna, teraz skrzypiącą mu pod stopami, to dałoby się wyczuć przynajmniej nutę popielnego zapachu.

Pochylił się nad krawędzią, przez moment wpatrując się w swój cień, unoszący się na ciemnej tafli słonej wody, zastanawiając się czy już mogli wracać do Ministerstwa, czy powinni jeszcze przez chwilę poudawać, że coś tutaj sensownego dało się zrobić. Walić to. Bulstrode już chciał odwrócić głowę z kierunku Bletcheya i powiedzieć mu co w sumie o tym myśli i że koniec zabawy, wracają, ale coś innego delikatnie zwróciło jego uwagę.

Były na świecie takie rzeczy, którym niestety nie dało się oprzeć i jednym z nich był słodki, syreni śpiewa, zapraszający z otwartymi ramionami, by skąpać się w zimnej głębinie, niepomnym na wszystkie ziemskie problemy. Atreus był natomiast prostym człowiekiem i to do tego takim, którego umysł nigdy nie nauczył się bronić przed wszystkim co mogło próbować się do niego wedrzeć. Bulstrode przez moment tylko patrzył, jakby ostatnią rzeczą która trzymała go na molo był jego własny cień na wodzie, który dla niego czasem wyglądał jak skłębiona w mroku postać Fawleyówny, ale nawet nekromantyczna wiedźma nie mogła powstrzymać go przed złamaniem się i poddaniem obietnicom, które snuła istota kryjąca się najpewniej w cieniu molo.

Dlatego wreszcie zrobił krok i wpadł go wody.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#2
22.08.2024, 19:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2024, 19:02 przez Cain Bletchley.)  

Morze. Cain miał ambiwalentny stosunek z tym żywiołem (bo w jego pojęciu rzeczywistości morze i ocean były jak osobny żywioł, utożsamienie potęgi wody w nowym wymiarze), ale opowieści, jakie słyszał o Perle Morza niczemu nie pomagały. Był tutaj, na tym brzegu (och, zgoda, może niekoniecznie TYM) i oglądał, jak części wraku wyciągane są z wody, a każdy się zastanawia, czy klątwa zginęła wraz z Fawley, czy może jednak przejdzie zaraz na nich. Śmieszne? Nikomu do śmiechu nie było. Magia potrafiła być nieprzewidywalna. Rządzona emocjami ludzkimi, które potrafiły stworzyć supernowę z prostego zaklęcia mającego zapalić papierosa. Dziś morze nie było ani ponure, ani zlęknione oczy nie rozglądały się po otoczeniu. Victoria, która była tam z Atreusem, jak i wiele innych osób, musiały teraz nawet jeśli nie lękać się wody, to przynajmniej czuć przed nią respekt. Kiedy jesteś na lądzie to przynajmniej masz jakąś alternatywę. Drogę ucieczki, kiedy teleportacja zawodzi, bo nie może cię rozerwać na pół, albo zakłócenia magii czy inne bariery na to nie pomagają. Na morzu tego nie ma. Możesz skakać w fale i modlić się, żeby nie umrzeć jedną z najgorszych śmierci (przynajmniej z naturalnych sposobów) - przez utopienie. Wolno zalewająca płuca woda, której nie możesz się pozbyć, oddech, którego nie możesz złapać, a musisz. Ból. Upadająca i rozpadająca się świadomość.

Cain więcej uwagi niż do samego brzegu, morza, czy molo poświęcał Atreusowi. Jeśli ktoś miał zrozumieć, co Bulstrode przeżył, to czy nie był to właśnie Bletchley? Pewnie tak. Pewnie on, albo Patrick z jego rodziny, który też był blisko Bulstrodów. A przynajmniej blisko Florence. Nie wychodził naprzód. Stał parę kroków z tyłu, pozwalając sobie na przesuwanie oczyma po sylwetce aurora. Aurora, który co rusz wpadał w kłopoty, a Perłę Morza nazwanie "kłopotem" to jak powiedzenie, że szarżujący na ciebie Nundu to rozbiegany kociak. Nie przerywał ciszy, bo nie było potrzeby jej przerywać. Mewy skrzeczały, morze cichutko szumiało. Przyjemna atmosfera, prawda? W promieniach słońca, co piękniły się na falach i przy asyście cichego szumu wśród sosen. Sielanka. Byłaby bardziej komfortowa, gdyby nie to, że dostali zgłoszenie, a chociaż Cain był ostatnią osobą, która się nadmiernie spinała przy jakichkolwiek pracach, to był też osobą, która nie ignorowała najgłupszych plotek. Gdzieś w nich może znaleźć się ziarno prawdy - lepiej być na nie gotowym, albo miło rozczarowanym, jeśli się nie pojawią. Byłoby też o wiele bardziej sielankowo, gdyby nie to, że natura i Cain się zwyczajnie nie lubili. Zostaw Bletchleya w lesie, a obróci się raz i już nie znajdzie drogi powrotnej. I w końcu - byłoby lepiej, gdyby nie zastanawiał się, czy to właśnie nie strach pchnął Atreusa do tego, żeby właśnie z nim pójść na to zadanie. Strach... dyskomfort. Takiego słowa by użył, gdyby miał o tym powiedzieć. Strach w Atreusie objawiał się zazwyczaj gniewem. Każdy nacisk, każda presja, gotowała krew w jego żyłach. Mechanizm obronny - tak przynajmniej uważał Cain.

- Jasne. - Powiedział to lekkim tonem, tak samo miłym jak to popołudnie, ale to nie miało pokrycia z jego odczuciami. Mówił: "jasne", myślał: "to nie jest dobry pomysł". Zaklęty brzeg, czy też most, na którym coś wciąga ich do wody. Gdyby Cain był pilniejszym uczniem na ONMS to by może wpadł na pomysł, że to nie musi być zaklęcie. To może być selkie. Albo co gorsza - syrena. Nie ruszył się z miejsca, a odprowadził Atreusa wzrokiem. Dopiero wraz z jego krokami na deskach ruszył wolno za nim, w myśl tego, że w takich sytuacjach samemu się zostawać nie powinno. I nie powinno też trzymać się bezpośrednio razem, inaczej obaj mogliby wpaść w zaklęcie i wtedy ich dni byłyby na pewno policzone. To był tylko moment, kiedy Bletchley przesuwał spojrzeniem po linii brzegu. Moment, kiedy usłyszał chluśnięcie wody, a gdy obrócił tam spojrzenie - Atreusa nie było. Były za to wzburzone fale przy molo.

Co miał zrobić? Ruszyć na molo? Ryzykować, że tam wejdzie i jego też to dosięgnie? Nie. Zrzucił z siebie wierzchnią szatę i wbiegł w wodę, wyciągając różdżkę. Nie było tu jednak czego rozpraszać. To nie było zaklęcie. Cokolwiek to było porwało do wody Atreusa, do którego on teraz próbował się dostać.

- ATREUS! - Cain podnoszący głos? Biały kruk. Ale może Bulstrode kontaktował. Może walczył. Może...



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#3
12.09.2024, 05:37  ✶  
Zabawne to trochę było, ale kiedy był na statku ze świadomością jak działa jego cykl, że wynurzał się z głębiny, a po niewiadomym czasie do niej wracał, nie czuł tego niepokoju że przyjdzie im wszystkim skończyć na pokładzie Perły Morza, zalanej całkowicie przez morskie fale. Może nie był radośnie przekonany całym sercem, że siłą przyjaźni uda im się to wszystko pokonać i przeżyć, ale chyba zwyczajnie nie dopuszczał do siebie możliwości że cykl się dopełni i rozpocznie na nowo.

I tak samo teraz, kiedy czuł chłód wody na skórze, nie myślał wcale o tym jak strasznie mogło być to morze. Była w tym jakaś upajająca euforia, kiedy słona woda obmywała jego ciało, a wszelkie instynkty samozachowawcze zeszły na dalszy plan, zmiecione tam przez sączącą się do ucha melodie. Łatwe to było skojarzenie, bo kiedy słyszał ten przyjemny dla ucha głos, w myślach majaczyła mu drobna sylwetka Lorraine. Dla niego magia wili i selkie zawsze była wręcz bliźniaczo podobna, a teraz mimowolnie myślał głównie o złotowłosej wili, bo przecież nie oddaliłby się w stronę Laurenta, nawet jeśli na wielu płaszczyznach kuzyn był mu zwyczajnie bliższy.

Nie myślał już o rozmokłych, pokrytych pąklami i wodorostami pokładach. Nie myślał o ostrym zapachu słonej wody i roli, którą musiał wtedy odgrywać. Umykała mu propozycja wspólnego samobójstwa, martwienie się o kuzyna i przyjaciół. Nawet ciemna, kotłująca się sylwetka Persefony Fawley oddalała się w niebyt, kiedy w każdej innej okazji znów dopatrywałby się jej aury w wodzie. Była tylko pieśń opowiadająca o słodkiej obietnicy, która ziści się jeśli tylko znajdzie odpowiednio głęboko i dalej od samego mola. I prosiła, żeby nie walczył, bo czemu miałby ze spełnieniem najskrytszych marzeń? I cholera, był gotowy iść na ten układ.

Poczuł chłodne ręce na swojej jeszcze chłodniejszej skórze, kiedy istota przycisnęła się do niego, obsypując go pocałunkami, tym samym chcąc bardziej zachęcić do ostatecznego poddania się losowi, który chciała mu zgotować. Miła to była przygoda, a Atreus był przecież tylko człowiekiem, ale ludzie potrzebowali powietrza. Nie był pewien czy było to właśnie to - jakieś rozpaczliwe drżenie mózgu, który ostrzegał o wodzie niebezpiecznie oblewającej jego twarz, a może był to głos Caina, który wzbił się nad falami, tłukącymi mu się o uszy. Ale chyba było to jedno i drugie, wybudzając aurora z niemrawości i poddaństwa.

Coś by tej syreniej małpie powiedział, ale brakowało mu tlenu i zachłysnął się nagle, kiedy oderwał od niej usta, głową pieniąc fale w poszukiwaniu głębszego oddechu. A kiedy go złapał poczuł jednocześnie ulgę i rozczarowanie. Bo piosenka wciąż snuła się w głowie, nie do końca odrzucona, jakby magia jeszcze miała nadzieję, że się jej podda.
- TUTAJ! - zachrypiał, wyciągając rękę w górę. Cain miał rację; w wodzie ciężko było o łatwą ucieczkę, szczególnie kiedy coś tak namiętnie zapraszało by zanurzyć się pod fale i jednoznacznie odrzucić stabilność ziemi. A Atreus, nawet jeśli parę dni temu tak ochoczo oferował jednej takie wspólne samobójstwo we śnie, tak teraz bardzo nie chciał dokonać swego żywota poprzez utonięcie.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#4
02.10.2024, 14:00  ✶  

Panika była nieodłączną częścią człowieka. Przychodziła do każdego w pewnym momencie życia, tylko nie do każdego wystarczająco mocno się śpieszyła. Caina chciała złapać za gardło, albo może chwycić go za jajca, żeby odpowiednio mocno te palce poczuł, ale na razie tylko czuł, że starała się wspinać po jego kostkach. Ona się chciała wspinać, a lepiej wspinała się woda - ta sama, która już pochłonęła Atreusa. Zbyt wiele sytuacji w życiu aurora dyktowała o jego przetrwaniu. Zbroiła go i opancerzała, by Panika była łatwo strącaną panienką pod podeszwą buta. Jeśli spanikujesz - ocalisz kogokolwiek? Jeśli Panika złapie cię za gardło - ocalisz chociażby samego siebie?

A mimo to wbiegł w wodę, chociaż nie było to wcale rozsądne - i uświadomił sobie to dopiero, kiedy ta woda sięgała mu do pasa. Niewiedza była przeszkodą i koszmarem człowieka szukającego rozwiązania, a nie odpowiedzi. Czy jednak nie potrzebujesz znaleźć odpowiedzi, żeby radzić sobie z problemem? Działanie na ślepo potrafiło mieć bolesne konsekwencje. Panika, panika... czujesz, jak się wspina? To był powód, dla którego Cain się zatrzymał. Zimna woda była jedynie fizycznym odzwierciedleniem zimnego ukłucia głowy, które napomknęło do zachowania bardziej odpowiedzialnego niż poziom dziecka pragnącego uratować przyjaciela. Z drugiej strony każda sekunda zawahania mogła kosztować czyjeś życie. To ten lęk - lęk przed tym, że nie zdążysz. Że będzie za późno, że ockniesz się, kiedy będzie już po wszystkim i kolejne życie zostanie stracone. Powstanie kolejny nagrobek. I cóż by Atreusowi napisali na tym zimnym kamieniu? Żył jak ogień, więc umarł od wody.

Chciał krzyczeć już po raz drugi, kiedy ręka wynurzyła się spod tafli, a wraz z nią głowa Atreusa. Cain zrobił krok do tyłu i machnął różdżką, żeby przyciągnąć go do siebie - mało to finezyjne i jeszcze mniej przyjemne doznanie zostać potraktowanym jak przedmiot, ale z punktu widzenia Bletchelya [na ten moment] najbardziej bezpieczne. Syrena musiała tego dnia obejść się smakiem. Syrena, której nawet Cain nie zauważył. Złapał Atreusa pod pachy, żeby go podtrzymać i od razu, bardzo szybko, wycofał się na plażę, żeby tam pozwolić mu opaść na piasek. Krztusił się, dusił, ale oczy Caina skierowane były do wody. Przecież to była taka prosta myśl: oddalić się od zagrożenia. Nie wiedział, czy powinien być przygotowany na walkę, czy Atreus się po prostu poślizgnął, czy stało się jeszcze coś dziwniejszego. Statek widmo ściągał ludzi do siebie, wabik na muchy, może mimo prac wykonanych wokół niego jakaś jego część tkwiła pod wodą i oddziaływała na Atreusa, który był bardziej wrażliwy na świat ze swoim Trzecim Okiem niż przeciętny czarodziej? Tyle pytań, tyle pytań... a to wszystko trwało parę sekund, zanim Cain przykucnął przy Atreusie, żeby się upewnić, czy musi mu pomóc w jakiś bardziej... namacalny sposób. Albo w jakikolwiek sposób. Czy radził sobie z odkrztuszaniem wody. Poklepał go porządnie po plecach.

- Lepiej? - Zapytał, kiedy proces odkrztuszania się trochę uspokoił. - Czy jesteśmy w niebezpieczeństwie? - Zapytał całkiem poważnie, bo gotów był ich teleportować stąd w tym momencie, chociażby 10 metrów dalej.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#5
03.10.2024, 03:45  ✶  
To byłby bardzo ładny tekst do wypisania na nagrobku. Żył jak ogień, więc umarł od wody. Ale nawet jeśli Atreus wydawał się przeć przez życie niczym ogień, trawiąc wszystko co napotkał na swojej drodze, w jego naturze leżała woda. Był wzburzoną kipielą, która w swojej postaci mogła uratować kogoś przed zbyt dotkliwym upadkiem lub roztrzaskać o ukryte gdzieś głębiej skały. Ale to, że inni byli w stanie postrzegać go jako drgający płomień, pozornie ogrzewający dłonie, jednak gotowy w każdej chwili wybuchnąć i połknąć wszystko na swojej drodze? Wciąż mieli rację, bo Atreus sam tak bardzo chciał być tym ogniem. Ogień był jego gniewem, który towarzyszył mu niemal całe życie, a który dostał od swoich przyjaciół. Ogień był takim, jakim go widziano - pozostawiał za sobą popioły i dym, jednak oświetlał też wszystko co znajdowało się dookoła. A woda... ci, którzy bali się głębin mieli rację. I Bulstrode najbardziej też bał się przecież siebie samego.

Nie spodziewał się, że szarpnie nim zaklęcie, ale przywitał to uczucie z pewnego rodzaju ulgą. Bo nawet jeśli samo przyciąganie nie było przesadnie przyjemne, a woda znowu zalała mu usta, nos i na chwilę całą twarz, to oznaczało że nie musiał czekać kolejnych sekund, zastanawiając się jakie właściwie miał szanse w spotkaniu z syreną. Teraz, kiedy zadziałała na niego jej piosenka, której echo subtelnie dźwięczało jeszcze w uszach, spowalniając ruchy. Teraz, kiedy nie był pewien czy palce dadzą radę pochwycić pewniej różdżkę i rzucić zaklęcie w odpowiednim kierunku. Gdyby nie Cain, byłby na łasce tej istoty i było w tym coś gorzkiego. W świadomości jak łatwo było jej go oczarować i uśpić czujność.

Poczuł, jak Bletchey łapie go pod pachu i kopnął nogami, próbując znaleźć oparcie w już płytszej wodzie. Pięty napotkały opór i rozpoczęli swój krótki i pokraczny taniec w drodze poza wodę, gdzie ni ten Atreus faktycznie był z wody wyciągany, ni to próbował to zrobić sam. Ale kiedy poczuł pod dłońmi pewny grunt, odetchnął z ulgą. Na tyle na ile mógł, oczywiście, bo był to rwany oddech, przerywany pokasływaniem i drapiącym gardłem.

Spokój był wręcz dotkliwy, bo kiedy Bletchey spojrzał czujnie na fale, te wydawały się tak samo niewzruszone jak wcześniej. Coś błysnęło, może połyskująca łuska, ale pieśń nie rozległa się znowu.

Panika, która wcześniej łapała Atreusa za gardło, zmieszana z obrzydliwie słodkim upojeniem, zaczęła wreszcie opadać, pozwalając mu odzyskać trzeźwość myślenia. Będą musieli to cholerne miejsce oznaczyć w raporcie, jakie warte sprawdzenia przez Departament Kontroli Nad Zwierzętami i miał nadzieję, że coś z tym zrobią. Oszołomienie mijało i na jego miejsce wskoczyły przekleństwa. Najpierw powtarzane w głowie, a potem już na głos, pod nosem. I z gorliwością równającą się modlitwie.
- Lepiej - rzucił, unosząc rękę i dając znać, że wystarczy tego klepania. Gardło paliło, ale nie zachłysnął się wodą na tyle, by był to prawdziwy problem. - Nie. Nie. Chyba nie? - odwrócił twarz w kierunku wody. Spokojnych fal, które obmywały piasek z okropnym wręcz rozleniwieniem. - Kurwa - kaszlnął jeszcze raz, krzywiąc się przy tym. - Dzięki - spojrzał na Caina i próbował się uśmiechnąć, ale była to dość krzywa próba. - Ale myślę też, że znaleźliśmy nasz problem i przez to nic tu po nas. Trzeba to zgłosić, a ja... ja muszę zmienić buty. - z jakiegoś powodu chlupocząca w nich woda wydawała się okropnym problemem. Ale też tym samym postanowił skorzystać z propozycji Bletcheya, żeby to on prowadził. Wyciągnął do niego rękę, przecierając jeszcze twarz z wody, a potem na plaży rozległ się trzask teleportacji i dwójka aurorów zniknęła z miejsca zdarzenia.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1607), Cain Bletchley (1182)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa