• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [17.08.1972] Doppelganger. Piękne słońce świeci o poranku... - Ger x Asek

[17.08.1972] Doppelganger. Piękne słońce świeci o poranku... - Ger x Asek
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#11
09.06.2024, 23:59  ✶  
Pokręciłem głową na jej słowa o Thoranie. To już nie była kwestia przekonania go czy ich do tego by dali mi spokój. On podniósł na mnie rękę. Może nie bezpośrednio, uciekając się do uciążliwych zaklęć i uroków, ale omal mnie nie wykończył definitywnie. To nie było coś, o czym można było sobie porozmawiać do herbatki, poprosić, żeby sytuacja się zmieniła. Co z tego, że Thoran zawsze jej słuchał, skoro doskonale wiedział, że Geraldine znalazła mnie martwego już raz... I z pewnością widział na własne oczy, jakie piętno to na niej wybiło. Nawet nie dbał o jej uczucia, jedynie chcąc się mnie pozbyć. Tak samo, jak pozbywał się z domu rodzinnego zdjęć z moją osobą. Mogłem wcześniej się tego przyczepić, a jednak! Oni wszyscy nie chcieli mnie już u siebie, wśród członków swojej rodziny.
- Przestań! - odkrzyknąłem do Geraldine. Odepchnęła mnie od siebie, co wcale nie było przyjemne, szczególnie że się sypałem psychicznie. Niecodziennie człowiek dowiadywał się, że własna rodzina się go wyrzekała i że nadwyręża właśnie mechanizmy, którymi rządziło się wszelkie życie na ziemi. Ale to miało sens! Już nie pierwszy - i zapewne nie ostatni raz - umykam śmierci. Geraldine zachowywała się egoistycznie, myśląc, że może mnie zatrzymać.
- Nie wiem, kiedy zrobiłaś się taka głupia i naiwna - wyrzuciłem to w końcu z siebie, bo nie potrafiłem tego dłużej trzymać na uwięzi, szczególnie że byłem przybity i rozdrażniony zaistniałą sytuacją. Nieomal nie umarłem, a teraz chowałem się w dziurze w ziemi niczym robak.
- ON CHCIAŁ MNIE ZABIĆ, a ty mi mówisz, że sobie z nim porozmawiasz!? Czy ty sama siebie słyszysz?! Ostatnimi czasy dzieje się dużo złego w naszym otoczeniu... Może właśnie to dostrzegli rodzice. Może nam nie mówili, żebyśmy nie zachowywali się jak kretyni - zauważyłem, próbując jakoś połączyć te wszystkie fakty w jedną prężną całość. - Pomyśl tylko, ile razy ostatnio mnie ratowałaś z granicy śmierci... Coś jest bardzo nie tak. Mam na sobie klątwę, która trzyma mnie przy życiu. Może ma jeszcze inne konsekwencje, poza piciem krwi i uciekaniem przed słońcem... - przyznałem podłamany, bo nie chciałem na nikogo tu ściągać nieszczęścia, szczególnie na Geraldine. Poza tym cholernie nie leżała mi ta sytuacja, że właśnie wschodziło słońce, a ja musiałem się ukrywać w jaskini niczym człowiek pierwotny przed piorunami.
- I proszę... - zacząłem zaraz, schodząc z tonu. Już wcześniej z niego zszedłem, teraz był on znacznie przyciszony. - Nie mów tak. Przede mną miałaś życie i po mnie też je będziesz miała. Nie jestem żadnym epicentrum twojego życia. Nie chcę byś była ode mnie w jakikolwiek sposób zależna, szczególnie że już jestem martwy i na dobrą sprawę nic mnie już nie czeka... Marzę, żebyś żyła pełnią życia. Proszę cię, Ger... - poprosiłem przygnieciony tymi wszystkimi informacjami, uczuciami, reakcjami Geraldine. Nie chciałem żeby się złościła ani jej wyzywać. Po prostu... pragnąłem by było lepiej, najlepiej w porządku, ale wciąż coś się sypało. Jeszcze zaatakowałem Prewetta, o czym nie wiedziała. Najwyraźniej trzymał to w tajemnicy, jak też mi obiecał.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#12
10.06.2024, 09:35  ✶  

Ona zdawała sobie z tego sprawę, nie mogła jednak obarczać Astarotha tym wszystkim, nie po tym, co się przed chwilą wydarzyło. Zajmie się bestią, ale sama, zamknie ją w tym pierdolonym garnku, najwyższy czas to zrobić, bo było kurewsko blisko, żeby straciła jedną z nielicznych osób, na której jej zależało. Liczyła na to, że będzie miała nieco więcej czasu, jednak nie, jednak musiała zrobić to już, teraz, na dniach. Czy była do tego odpowiednio przygotowana? Nie miała pojęcia, oby tak, oby wygrała tę walkę. Może wcale jej nie zapomną, może jednak była dla niej jakaś przyszłość? Musiała o to zawalczyć. Z początku średnio to widziała, z czasem jednak dotarło do niej, że nie zamierzała oddać życia temu stworzeniu bez walki. Mimo, że to nie ona atakowała, ona była ofiarą, co zresztą po raz ponownie jej pokazał ten stwór, uderzył w jej brata. Czas najwyższy to zmienić. Musiała znowu zostać łowcą, odwrócić role.

Astaroth mógł zobaczyć, że jej oczy błyszczą. Geraldine się wkurwiła, zdarzało się to dosyć często, jednak przy okazji zaczęła drgać jej dolna warga, a to było oznaką tego, że jest źle, że naprawdę jest zła o jego podejście. Nie mogła podzielić się z nim wszystkim, nie chciała, żeby znalazł się w większym niebezpieczeństwie, musiała nieco manipulować prawdą dla jego dobra. Oby to zrozumiał. - Zamknij się i ten jeden raz mnie posłuchaj. - Raczej nie bywała w stosunku do niego taka szorstka, jednak to był ten moment, w którym musiała użyć mniej przyjemnych słów.

- On nie chce cię zabić, może pośrednio, chuj wie po co, chciał zrobić mi na złość, bo wie, że mi na tobie zależy. - Mówiła nieco podniesionym tonem głosu, nie krzyczała, jednak widać było, że jest zdenerwowana. - Rodzice nie mają z tym nic wspólnego i musisz mi w to uwierzyć, rozumiesz? - Musiała być pewna, że dotarło do niego, że to nie o nich chodzi.

- W tym przypadku klątwą jestem ja, a nie twój wampiryzm. - Chciała, żeby to do niego dotarło, żeby zrozumiał, że nie o niego chodzi i o jego przypadłość.

- As, chodzi o to, że dla mnie nie ma przyszłości, przynajmniej miało jej nie być, coś chciało odebrać mi życie, korzystałam z pomocy jasnowidzów i nie widzieli tam nic, tylko pustkę. Musisz się ogarnąć i obiecać mi, że nie zrobisz nic głupiego, a ja zajmę się resztą, tylko kurwa obiecaj mi, musisz mi obiecać. - Głos jej drżał, słychać w nim było desperację, jednak nie odejdzie stąd dopóki nie będzie pewna, że chociaż on nie będzie bezpieczny. - Wyjaśnię ci to wszystko dokładnie, jak uda mi się rozwiązać ten problem, i nie mów nigdy więcej, że jestem głupia, bo ci jebnę tak, że wypadną ci te twoje wampirze kły. - Oczywiście nie umknął jej ten komentarz.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#13
16.06.2024, 17:13  ✶  
Słowa Geraldine zadziałały z pełną skutecznością. Zamknąłem się i teraz wpatrywałem się w nią niczym zbity pies. Poczułem, że przesadziłem z tonem, skoro ona również go podniosła, skoro była przy tym taka stanowcza i jednocześnie nieprzejednana.
Wciąż utrzymywała swoje, chociaż jej słowa były pełne chaosu, totalnie dla mnie niezrozumiałe. Nie wiedziałem, co się na dobrą sprawę dzieje, ale Geraldine z kolei wiedziała, co mówi, i ewidentnie starała się nie powiedzieć za dużo, dlatego to jej szło tak ślamazarnie. Wpakowała się w coś, znowu to zrobiła i odrzucała wszelką moją pomoc, jak gdybym miał cokolwiek jeszcze do stracenia. Im bardziej starałem się jej pomóc, tym bardziej mnie odsuwała od siebie i swojego życia.
Zacisnąłem dłonie w pięści, ale to jedyne, co mogłem zrobić. Geraldine była nieprzejednana, jeśli się na coś uparła. Była pod tym kątem stuprocentowo jak ojciec. Dwa uparte osły.... I... Właściwie zamarłem, kiedy usłyszałem, że jasnowidzowie nie widzą jej przyszłości. Czy tam nie widzieli. Czy to nie było jedno i to samo? Tego było już za wiele. Przy takim pakiecie informacji, to nawet wizja wybicia mi kłów nie była straszna, zdecydowanie wyblakła.
- Co ty mówisz, Geraldine? Jak nie miało być dla ciebie przyszłości? Co chciało odebrać ci życie? Czemu mi wcześniej o tym nie powiedziałaś...? - zapytałem ją podłamany. Nie spodziewałem się TAKICH informacji. Ledwo uszedłem z życiem, myślałem, że już właściwie było po mnie, a Geraldine... Również miała takie zdarzenia, a ja nic o tym nie wiedziałem. Wprawiało mnie to w spory dyskomfort i strach, szczególnie że Geraldine dalej chciała działać w pojedynkę.
- Jak mogę ci to obiecać...? Czemu zawsze musisz działać sama?! Na łeb na szyję... Wiesz, że mogę ci pomóc... Inni mogą ci pomóc... Nie musisz być z tym sama - odezwałem się ponownie, kręcąc głową w zaprzeczeniu. Nie mogłem się na to zgodzić, nie mogłem obiecać. Geraldine była jedną z tych nielicznych osób, która potrafiła na mnie patrzeć tak jak dawniej. Nie chciałem jej tracić. Nie tak. Już wolałbym, żeby się ode mnie odwróciła, ale była bezpieczna, a nie chroniła mnie i sama rozwiązywała problemy. Czemu więc wiedziałem, byłem pewien, że dokładnie tak zrobi, jak też powiedziała?
- Powiesz mi chociaż, kiedy będziesz miała to za sobą...? - zapytałem cicho, ledwo słyszalnie. Ledwo mi to przeszło przez gardło, bo się martwiłem. Miałem już swoją wizję tego zdarzenia i nie była ona przychylna dla niej. Ta pustka... Nie chciałem pustki dla Geraldine.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#14
16.06.2024, 17:53  ✶  

Starała się mu mówić tylko to, co powinna, najlepiej jak najmniej, żeby niepokoić brata za bardzo. Nie było to wcale łatwe, opowiadać o tym na okrętkę, dlatego nie do końca sobie z tym radziła, normalnie przecież też miała problem z tym, żeby zebrać swoje myśli, co dopiero w sytuacji, w której musiała zważać na słowa. Cóż, robiła co w swojej mocy, żeby jakoś ułożyć to w odpowiednią całość.

Nie było jej wcale łatwo się z nim tym dzielić, bo nie chciała, bardzo nie chciała, żeby się o nią martwił. Nikt nie powinien przejmować się jej losem, ona sama była za siebie odpowiedzialna. Nie mogła zrzucać tego na kogoś innego. Przynajmniej tak się jej wydawało. Nie znosiła prosić o pomoc, tutaj i tak poprosiła naprawdę sporą ilość osób o to, aby pomogły uzyskać jej informacje. Z resztą jakoś da radę sama. Jakoś sobie poradzi, zawsze sobie przecież radziła, tym razem nie powinno być inaczej. Musiało być dobrze. Kto jeśli nie ona byłby w stanie rozwiązać ten problem? Naprawdę zaczęła mieć nadzieję. Zresztą, nawet jeśli jej się nie uda, to tylko i wyłącznie ona na tym ucierpi. Już wiele osób oberwało rykoszetem przez Thorana, nie zamierzała pozwolić na to, aby ktokolwiek jeszcze ryzykował. Musiała to załatwić sama.

- Nie chciałam zawracać ci głowy swoimi sprawami, masz zbyt wiele teraz na głowie. - W końcu niedawno zmienił się w wampira, naprawdę powinien zająć się sobą, a nie przejmować tym, że ona miała jakieś problemy z egzystencją.

- Nie wiem jak, wiem tylko, że Florence nie widziała mojej przyszłości, doszłam więc do wniosku, że może nie istnieć. - Nie wydawała się być tym faktem szczególnie mocno załamana, najwyraźniej zdążyła się już pogodzić z tą myślą. - Oczywiście nie zamierzam się poddawać, chociaż na początku było trochę ciężko mi się z tym oswoić. - Była naprawdę bardzo spokojna, jak na to, że mówiła o tym, że niedługo może umrzeć.

- Dużo osób mi pomogło, znaleźli niezbędne informacje, już wiem, co muszę zrobić. - Nadal jednak najwyraźniej nie chciała wszystkiego powiedzieć Astarothowi, bo bała się, że mógłby się w to zaangażować, a nie chciała, żeby stała mu się krzywda. Nigdy więcej nie zaryzykuje jego życia.

- Powiem ci, na pewno ci powiem, jak wreszcie sobie z tym poradzę, o ile sobie poradzę. Na pewno stanie się to na dniach, ale nie chcę teraz o tym mówić, musisz mi zaufać, musisz wierzyć, że mi się uda. - To była jej jedyna prośba, nie mogła się rozpraszać tym, że Ask mógłby chcieć wziąć sprawy we własne ręce, bo mogła stracić czujność, gdyby chodziło o jego ewentualne bezpieczeństwo.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#15
18.06.2024, 21:46  ✶  
Niezależnie od skrawkowych przemyśleń w trakcie codziennego życia, wampiryzm nie był dla mnie czymś, co mogłem jakoś przetrawić czy przemyśleć, czy może poukładać. Moje sprawy już nie istniały, bo byłem już martwy. MARTWY. Można by powiedzieć, że definitywnie, mimo że definitywna śmierć czekała mnie jeszcze chwilę temu. Niczym koszmar, obracając to, czego najbardziej pragnąłem, w coś, co miało mnie zabić. ZABIĆ. Znowu zabić. Czy to było normalne? Czy to było chociaż w jakimś skrawku naturalne...? Żebym musiał umierać podwójnie, żyć podwójnie, egzystować podwójnie. Nie, to bylo niczym choroba, której Thoran mógł się pozbyć. Raz i porządnie. Nie powinienem się bać tej śmierci, bo już byłem martwy, a jednak... Chciałem trwać przy tym uparcie, w panice nie chcąc oddać się śmierci.
Może nawet Geraldine to we mnie widziała? A może po prostu była wstrętną egoistką, idealistka myślącą, że pozbędzie się solo wszelkich przeciwieństw ze swojego ganku?
Z drugiej strony, może godziła się ze swoim losem...? Może bardziej niż ja. Najwyraźniej nam obojgu pisana była śmierć. Bezduszna i bolesna. Taka, co to była przepleciona pełną świadomością tego, co się dzieje... Czy my zostaliśmy przeklęci? Ewidentnie ostaliśmy przeklęci, gdyż inaczej nie można było tego określić, zaklasyfikować. Próbowałem. Może byłem kiepski w tym myśleniu, w szukaniu informacji, ale samo przez się... Tak na chłopski rozum.
Zamknąłem oczy, próbując ukryć żal i strach. Miałem wrażenie, że wraz ze śmiercią przestałem się cokolwiek liczyć. W głowie dudniły mi słowa Geraldine, że nie zamierza się poddawać. To słońce na zewnątrz... Trochę, właściwie niesamowicie bardzo mnie to przerastało. Nie chciałem dodawać Geraldine tematów do zmartwień.
Skrzyżowałem ręce na piersi, jak gdybym chciał się nimi otulić, zamknąć przed światem. Intensywnie myślałem, ale nie byłem w stanie zmusić Geraldine do współpracy. Pozostawało mi czekać.
- Z pewnością ci się uda... Ale czemu czekać...? Może idź i teraz załatw sprawę. Raz, a porządnie? Nie wiem, o co chodzi, ale ty chyba wiesz... Przynajmniej zdajesz się wiedzieć. Martwię się o ciebie. Dasz sobie radę, ale chcę, żebyś miała to już za sobą - przyznałem, starając się być neutralnym. Tak trochę niczym posąg? Martwe ciało z pewnością w tym pomagało, bo mogłem tak stać, nie oddychając i teoretycznie nie czując nic. Też chciałem ją jakoś zmotywować do jeszcze bardziej pozytywniejszego myślenia. Cokolwiek, co mogło jej pomóc...? Brzmiało to cholernie żałośnie. - Gdybyś jednak potrzebowała pomocy... albo chociaż zechciała ją przyjąć, to ja zawsze - zaoferowałem się, patrząc na nią z nadzieją, ale coś czułem, że ta moja nadzieja mogła być równie dobrze zdeptana.
I ta informacja, że nie było już dla niej przyszłości... Może powinienem czuwać i w razie czego przekląć ją tak, jak ja zostałem przeklęty? Tylko, czy byłem zdolny zrobić komuś to, co zrobiono mnie? I to w sumie nie komuś, tylko Geraldine...?!
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#16
19.06.2024, 06:09  ✶  

To nie było dla niej wcale takie proste. Musiała jednak go chronić, nie chciała znowu zawieść brata. Myśl o tym, że ponownie mogła go stracić rozdzierała jej serce. Może nie był do końca żywy, jednak nadal był obecny w jej życiu, może jego ciało nie było takie ciepłe jak kiedyś, ale istniał, a to było najważniejsze. Nie straciła go, chociaż było bardzo blisko, chociaż przeżyła jego śmierć, jakby wydarzyła się naprawdę, jakby straciła go na zawsze. Nie znosiłaby ponownie tego uczucia. Na całe szczęście udało jej się dzisiaj wygrać z Thoranem, udało jej się ocalić Astarotha.

Ona pewnie nie uznałaby tego, co robi za egoistyczne, bo przecież chciała go chronić. Chciała zająć się wszystkim sama, żeby on nie musiał ryzykować, bo już przeżył sporo, los z nich zakpił. Astaroth stał się tym, na co polowali, nie, żeby zmieniło to coś w jej postrzeganiu chłopaka, bo nadal pozostawał tym młodszym bratem, którego musiała chronić. Tym razem jednak nie mogła sobie pozwolić na żadne błędy, bo już raz go straciła, to nie mogło się powtórzyć. Nie mogła pozwolić na to, aby ryzykował dla niej. Nie, musiała poradzić sobie ze wszystkim sama. Wiedziała, że to może się wydawać nierozsądne, jednak musiała działać w ten sposób, nie mogła dopuścić do tego, żeby coś mu się stało. Nie wybaczyłaby sobie tego.

Nie chodziło o to, że się dla niej nie liczył, było zupełnie przeciwnie. W ten durny sposób, odsuwając go od wszystkiego chciała mu pokazać, że jest dla niej ważny. Nie wpadła na to, że może to być odebrane dwojako, że Astaroth może czuć się pominięty.

- To nie takie proste, jak ci się wydaje. - Dostrzegła jego obojętność. Wkurzyło ją to, bo wydawało jej się, że sugeruje jej opieszałość w działaniu. Nie mogła sobie pozwolić na jeden, najdrobniejszy błąd, musiała mieć pewność, że jest gotowa, że pozbędzie się problemu. Zazwyczaj działała szybko, nie do końca przemyślanie, zbyt wiele jednak teraz mogła stracić, aby działać w ten sposób.

- Wiem, wiem, że jesteś, tylko nie chcę, żebyś ryzykował dla mnie, rozumiesz? - Zbyt wiele osób ostatnio o to prosiła, kończyło się to różnie, nie mogła znieść myśli, że komuś z nich mogłaby się stać krzywda, zbyt wiele dla niej znaczyli. Musiała dać jakoś radę temu wszystkiemu, wiedziała, że może mieć problem, aby sobie sama z tym poradzić, bo potrzebowała kogoś kto jej pomoże, kogoś kto będzie w stanie zakląć naczynie, jednak niekoniecznie widziała w tym swojego brata. Wolała go trzymać z dala od problemu, mieć pewność, że akurat on jest bezpieczny. Nie chciałaby, żeby jej rodzina straciła w tym samym momencie swoje trzy latorośle, jakby nie patrzeć matka pewnie poczuje też stratę Thorana nawet, jeśli był wyimaginowany, co dopiero jeśli przy okazji zginą i ona i Astaroth? To byłoby zbyt wiele.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#17
22.06.2024, 23:55  ✶  
To okropne, że zaczynałem rozważania w takim kierunku. Nie powinienem na nikogo zsyłać tej klątwy, nawet pomimo dobrych pobudek. Do końca nieżycia - nie wiadomo jak długiego - byłaby martwa, przeklęta tak, jak i ja byłem, trwałaby na ziemi, nie potrafiąc znaleźć swojego miejsca, ciągle, nieprzerwanie myśląc, nie mogąc się upić, a przede wszystkim posilając się bólem innych, żerując na ich życiu. Czułem wciąż tę krew. Obrzydzało mnie to. I jednocześnie pragnąłem poczuć to na nowo. Zawsze.
- Z twoich ust jednak brzmiało na proste... Więc nie wiem - stwierdziłem, rozkładając dłonie bezradnie. - Albo to proste i nie potrzebujesz niczyjej pomocy, albo trudne i jednak przyda się więcej rąk i głów. Mogłabyś się z łaski swojej zdecydować - stwierdziłem przemądrzale, z wyrzutem, ale tylko w jednym celu. Chciałem by zostawiła mnie samego i nie ciągnęła już tematu nieryzykowania mojego... kurwa tego czegoś czym byłem. Nie chciałem jej również jej gryźć. Nie chciałem by tu siedziała, kiedy ja będę się łamał. Nie chciałem pokazać jej, że czułem się gorszy, wykluczony. Może też trochę się łudziłem, że może jednak zmieni zdanie i zabierze mnie ze sobą na tę wyprawę...? Nie miałem nic do stracenia. Mogłem ją ochronić nawet własną piersią. Niewiele było rzeczy, które mogły mnie zgładzić, a nawet gdyby coś to poczyniło, to jedynie zrobiłoby mi przysługę. Zdecydowanie wolałbym zginąć w ochronie jej życia niż zabity przez Thorana, przez słońce... Wciąż nie wierzyłem, że moje marzenie chciało się spełnić w tak okrutny sposób.
Zamknąłem oczy, nie chcąc na nią patrzeć, nie chcąc się zdradzić z czymkolwiek. Zacisnąłem dłonie w pięści, usta w wąską kreskę. Zadufany, tak. Pan Smarkaty Panicz. Otworzyłem je zaraz, bo miałem do dodania coś jeszcze...
- Właściwie, to nie wiem, co tu robisz... Skoro tak bardzo sama chcesz rozmawiać z Thoranem, załatwiać z nim sprawy, wchodzić w tyłek, bo jesteście super bliźniętami, to może powinnaś się przychylić do jego zamysłów i może po prostu mnie zostawić na tym jebanym słońcu?! - zapytałem, tak naprawdę nie oczekując odpowiedzi. Prychnąłem zaraz i uniosłem nieco podbródek. Może trochę jak matka... Ona to potrafiła zalewać rozmówcę swoją nieskończoną dumą i nienawiścią. - Tak na dobrą sprawę nie wiem, czy ty mówisz o ryzykowaniu dla ciebie, czy raczej nie przeszkadzaniu ci we własnej wizji życia z Thoranem - stwierdziłem i odwróciłem się, nie chcąc na nią patrzeć. Teraz to już nie chciałem jej wygnać stąd. Teraz to ja byłem cholernie zazdrosny o jej relacje z bliźniakiem. To oczywiste, że nie chciała mnie dopuścić do tych spraw, bo martwiła się, że się na niego rzucę i go zabiję za to, co mi zrobił. Niech ich wszystkich szlag. Odkąd zostałem wampirem, to już nie byłem najmłodszym braciszkiem. Byłem po prostu bestią-problemem.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#18
23.06.2024, 17:43  ✶  

Nie mogła go słuchać. Nic nie rozumiał, może trochę było w tym jej winy, bo nie wytłumaczyła mu praktycznie nic, jednak nie zrobiła tego bez powodu. Zbyt dobrze znała swojego brata, wiedziała, że Astaroth też jest impulsywny, że mogłoby się to skończyć źle. Chodziło o jego dobro. Mimo wszystko strasznie ją irytowało to jego pierdolenie.

Strasznie łatwo przychodziło mu ocenianie jej zachowania. Jasne, miał swoje problemy, mógł czuć się wykluczony przez to, że chciała go trzymać od tego wszystkiego z daleka, ale robiła to dla jego bezpieczeństwa. Nie chciała ryzykować jego nieżycia, nie chciała, żeby umarł na amen. Jego słowa były okrutne, cięły mocniej niż nóż, powodowały w niej zwątpienie, ale nie miała zamiaru się złamać, nie kiedy była tak bliska osiągnięcia swojego celu.

- Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz. Spierdalam stąd, bo nie mogę tego słuchać, gnij sobie w tej jaskini i użalaj się nad sobą, nie zamierzam brać w tym udziały. Ten jeden raz nie chodzi o ciebie. - Wysyczała jeszcze przez zęby, kiedy pospiesznie ruszyła w kierunku wyjścia z groty. Musiała się uspokoić, nie chciała mu powiedzieć niczego nieprzyjemnego, chociaż na język cisnęły się jej naprawdę różne słowa. Nie zamierzała jednak zachowywać się, jak on. Nie krzywdziła ludzi, żeby poczuć się lepiej. Nie działała w ten sposób.

Wytłumaczy mu to wszystko, jak wreszcie zakończy ten problem. Może wtedy jej wybaczy to, że nie podzieliła się z nim wszystkimi informacjami, jeśli nie, to trudno, jakoś będzie musiała z tym żyć.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (3921), Geraldine Greengrass-Yaxley (3605)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa