• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[10.12.1971r.] Co o tym myślisz?

[10.12.1971r.] Co o tym myślisz?
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#1
19.06.2024, 23:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2024, 16:12 przez Neil Enfer.)  
Zadanie miesiąca równości 5/5

Nie wierzył w to co widział. Śnieg w Londynie, co? Szaleństwo! A może i tak nie do końca? Jak czarodzieje chcą mieć śnieg, to go będą mieć choćby mieli go sobie sami wyczarować. Dla chcącego nic trudnego, ale on jeszcze nie do końca czuł się z tym pewnie. Czy to nie było szkodzenie naturze? Czy obsypane magicznym śniegiem rośliny nie umrą, będąc nagle w termicznym szoku? On sam w takim był. Nie był gotów na taką pogodę, zarówno jeśli chodzi o przygotowanie psychiczne, fizyczne jak i ubraniowe. Sweter, na sweter kamizelka, na to płaszcz i jakoś człowiek przeżyje. Szkoda tylko, że buty takie śliskie, ale ostatnio zostawił swoje ulubione w domu rodzinnym, do naprawy, czyszczenia i trochę z zapomnienia i braku potrzeby wożenia czegoś uszkodzonego w jedną i drugą przez pół kraju.
Cieszył się w sumie, że taka pogoda nie jest codziennością, bo zamiast plus minus sześciu godzin jechałby dwa razy tyle. Poprawił sweter i otrzepał głowę ze śniegu. We Francji takie rzeczy by się nie działy, chyba, chociaż jak wspominał dawne czasy, to... Słabo je pamięta, więc nie powinien się wypowiadać. Mimo wszystko ta cała świąteczna otoczka była już naprawdę przyjemna i jak najbardziej usprawiedliwiona. Boże Narodzenie, to święto spokoju, radości, wybaczania sobie błędów i wpychania w siebie takich ilości jedzenia jakie tylko żołądek potrafi pomieścić, a jak pomieścić już nie może, to zrób dwa spacerki dookoła domu i na spokojnie jeszcze co najmniej jeden kawałek ciasta wejdzie. Dlaczego więc kątem oka wyłapał tak bardzo niepokojową atmosferę? Co to za podniesione głosy i przepychanki? Niby nic wielkiego, jedynie żywa rozmowa przypadkowych ludzi lub paczki znajomych, nie umiał tego dobrze określać w świecie czarodziei. Jeszcze mugole byli z tym wyraziści, bo człowiek i człowiek... Umiało się jakoś ocenić czy do siebie pasują, a tutaj? Czarownica, czarodziej i gobliny. Każde z innej parafii, w innym stroju i o innym wyglądzie. Jak tu zdecydować czy to przekomarzający się przyjaciele, czy początek walki obcych sobie person?
Sapnął pod nosem. I tak idzie w tamtą stronę, to posłucha sobie co tam gadają, oby coś mądrego. Krok za krokiem zbliżał się i do jego uszu dobiegało coraz więcej wyraźnych słów, które naprowadzały go na główny temat rozmowy. Bunt Goblinów? W którym roku to było? Coś pamiętał ze szkoły, ale nie była to wiedza utrwalona a tym bardziej nie wiadomo jak imponująca, raczej zwykłe skrawki przypomniane, bo uruchomiły się w jego głowie skojarzenia. To było... Dawno, kawał czasu temu, już nie mówiąc o tym ile innych rzeczy równie ważnych wydarzyło się od tamtego buntu. Ciekawość jednak to pierwszy stopień do piekła i Neil nie bał się boga w tej chwili, zaintrygowany tym skąd w ogóle na środku ulicy taki temat wynikł. Podszedł sobie, stanął obok, niby na uboczu, niby przypadkiem, co złego to nie on. Zerknął na rozmawiających, przeleciał po każdym wzrokiem i zmarszczył brwi słysząc kolejne oskarżenia zarzuty. Rozporządzenia ministerstwa były słuszne? Zakaz używania różdżek dla osób, które nie były ludźmi? Miało to sens? Sam nie wiedział. Różne rzeczy mają różne ograniczenia, niektórych nie mogą używać osoby nie w pełni sprawne, innych nie można używać pod wpływem leków, a inne trzeba zabierać daleko od dzieci. No właśnie tylko czy gobliny nie są w pełni sprawne? Czy są pod wpływem dziwnych substancji albo czy są dziećmi? Zmarszczył brwi i chyba zbyt mocno zapatrzył się na jednego z mężczyzn w swoim zamyśleniu.
- A ty co się tak lampisz, co? -zafukał facet, ściągajac uwagę rozmawiających na biednego wilkołaka.- Coś do dodania masz mądrego, że tak podsłuchujesz? -no to go z lekka speszyło, do tego dołożyć do tych uwag spojrzenie całej reszty, która już teraz była lekko na krawędzi zdenerwowania.
- A o czym mowa? -zagadał z nerwowym śmiechem. Chciał tylko posłuchać, nie chciał się wypowiadać. Jeszcze przez swoją niewiedzę kogoś urazi.
- Ty głupi czy głuchy? -obruszyła się piskliwie jedna z ozdobionych piórami dam, aż pieseł się wzdrygnął i cofnął o krok.
- A co tak bardzo ci zależy, żeby usłyszeć, że macie rację? -zaskrzeczał jeden z goblinów.- Mordercy i złodzieje! -wskazał ich pazurzastym palcem z twarzą ozdobioną wyrazistym grymasem pogardy.
- Kogo nazywasz złodziejem? Od złodzieja nie da się przecież ukraść! -padły kolejne krzyki, które zawróciły uwagę połowy ulicy. Rozproszyły jednak wszystkich na tyle, że wyciągnięcie różdżkę przez jedną z czarownic umknęło zgromadzonym.
Uniesiona ręka, wypowiedziane zaklęcie i światło poleciało w stronę niskiego goblina, odrzucając go w tył na kilka ładnych metrów.
- Hej! -krzyknął, zszokowany takim zachowaniem i to w środku Londynu, w biały dzień. Jego krótki protest nic nie zdziałał, bo dlaczego by miał? W kolejnej chwili następny czas został rzucony i kobieta która wykonała pierwszy atak została odrzucona w bok wpadając na uliczną lampę, z której natychmiast spadły czapy śniegu, zasypując prowokującą walkę biedaczkę. Jeden impuls sprawił, że ulica rozbłysła kolorowymi światłami, które powinny znajdywać się na drzewku świątecznym.
Jego pierwszym odruchem nie było wyciągnięcie różdżki, nawet na chwilę zapomniał, ze ma ją w ogóle przy sobie. Uskoczył w bok, chowając się za murkiem przy wejściu do jednej z kamienic. Kolejna osoba przeleciała obok niego, szorując sobą po chodniku, zbierając płaszczem resztki wydeptanego śniegu. ON CHCIAŁ TYLKO! UGHH!! Jutro jedzie do rodziców, odpocznie od tego wszystkiego, a póki co. Taką amebą jaką jest, nie chciał pozwalać na takie zachowania. Skoro każdy może rzucać zaklęcia, to i on może, przynajmniej dopóki BUMowcy czy BUMkozy nie przyjadą. Wyciągnął więc różdżkę, znalazł ofiarę, która chciała właśnie zaatakować goblina i...

Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana


...i jajco. Czar na transmutację wydobył się z różdżki i lotem spiralnym poleciał w czarownicę, wymijając stojący niemalże w bezruchu cel. Takim właśnie był czarodzieje. Lata nauki w Akademii zmarnowane! Czyjś czar strzelił mu koło głowy, rozbryzgując się kolorowymi fajerwerkami dookoła. HA! Czyli nie tylko on był takim cieniasem! Dobrze wiedzieć. No nic, nie ma co się poddawać. Jeden czar nie podziałał, więc wychylił się jeszcze raz i wycelował w kolejną osobę. Kino, kolacja, w kota transmutacja!

Rzut Z 1d100 - 2
Akcja nieudana


Albo i nie. Jak to jest, że kiedy nie trzeba, to działa, a kiedy trzeba, to nagle jej się odechciewa. Wybrała go! Więc dlaczego nie chciała z nim współpracować? Przecież dwa razy pod rząd nie rzucił źle czaru, jakiego uczył się połowę życia!
- Co z tobą!? Dopomóż mnie! -okrzyczał swoją różdżkę, ściskając ją w dłoni, aż mu palce pobielały. Wtedy świat stał się nieco ciemniejszy. Uniósł wzrok i zobaczył wiszącego nad sobą faceta, z którym przed chwila rozmawiał. Oceniając po jego minie nie był pokojowo nastawiony. Neil zacisnął zęby i wywinął się jak dzika fretka i zamachnął się, chcąc uderzyć mężczyznę w twarz. Różdżka go zawiodła, ale własne mięśnie chyba nie, prawda? No chyba, że źle oceni odległość, albo chłop zrobi unik.

Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!


No i proszę. Magia zawodna, ciało niezawodne. Magia zła, ciało dobre. Poczuł opór męskiej twarzy na swojej pięści, jednocześnie poczuł też ból ma kłykciach, ale to da się przeżyć, zwłaszcza, że ceną było oberwanie niewiadomym zaklęciem. Chłop poleciał w tył, a Neil korzystając z okazji postanowił zmienić swoją pozycję, skoro jego obecna była spalona. Chowając głowę w ramionach przebiegł na drugą stronę ulicy i przywarł plecami do kolejnego murku. Kolejny raz wyjrzał niepewnie zza cegieł.

Rzut O 1d100 - 72
Sukces!


I cudem, w ostatniej chwili, zauważył celującego w niego różdżką czarodzieja. Nie! Znowu! Zaraz, był w środku walki, nie powinien się dziwić, że ktoś chce rzucić na niego czarem. Świat na chwilę zwolnił, bogowie mieli go w swojej opiece, póki co, albo przynajmniej dawali mu szansę. Uniósł różdżkę i już widząc lecący w jego stronę czas rzucił ripostę rozproszenia, aby jakoś wyjść z tego obronną ręką.

Rzut O 1d100 - 58
Sukces!


Magia trzasnęła pomiędzy nimi, a wilkołakiem aż zarzuciło na tyle mocno, że potknął się o krawężnik i z urwanym krzyknięciem wylądował tyłkiem na chodniku. Drugi czarodziej wcale nie skończył lepiej, bo również cały w śniegu i leżący na ziemi. Obaj szybko jednak się poderwali, widząc gotowość przeciwnika do walki. Kolejne czary zaczęły latać pomiędzy nimi, jedne bardziej trafione, inne mniej. Nie miał doświadczenia w takich pojedynkach, zazwyczaj siedział w klasie i się uczył rzeczy bardziej praktycznych i fizycznych, a tutaj. Walczył z jakimś facetem. Swoją droga, czy walka z nim nie sprawia, że stoi po stronie goblinów? Być może, bo póki co w tej szamotającej się bitwie na patyki jeszcze żaden niski skrzat go nie zaatakował. Huh... W sumie mieli też poniekąd rację. teraz gdyby gobliny nie miałby by możliwości korzystania z magii, to skończyliby kompletnie przegrani dzisiaj.
Zmarszczył brwi i rzucił zaklęcie. Po raz kolejny na transmutację, bo to umiał najlepiej, choć patrząc po tym jak mu szło, to zaczynał wątpić w swoje umiejętności, no i było to zaklęcie bardzo nieszkodliwe.

Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...


Widział, jak zaklęcie trafiło mężczyznę dosłownie sekundę po tym, jak odpowiedział sam zaklęciem, jakie teraz szybowało w stronę wilkołaka. W ostatniej chwili machnął na szybko różdżką, licząc, że może mu się uda, że jeszcze nie wyczerpał swojego dzisiejszego limitu szczęścia. Zawiedzie go różdżka, czy jego własne umiejętności? A może nie zawiedzie go nic?

Rzut O 1d100 - 61
Sukces!


HA! Nie wiedział jak, nie wiedział dlaczego, ale stał się mały cud, na który od razu wilkołak zareagował zwycięskim śmiechem. Wygrał! WYGRAŁ! Pojedynek co prawda, po kilku porządnych chwilach męki i stresu, ale jednak.
- GOBLINY GÓRĄ! -ryknął bojowo, podnosząc w górę pięść i mocniej chwytając różdżkę, aby rzucić kolejne zaklęcie i wspomóc swoich niższych braci w walce. Wilkołaki i inne stwory muszą się trzymać razem, prawda? PRAWDA! ŚWIĘTA PRAWDA! Błyski kolorowych iskierek wyglądały pięknie, szczególnie gry przynosiły zwycięstwo tym, którzy mieli rację jeśli chodzi o to jak działać powinna w społeczeństwie równość. Szkoda tylko, że służby porządkowe miały na to nieco inne spojrzenie kiedy zgarniały po kolei każdego kto brał udział w walkach. Chyba nici z powrotu do domu na urodziny. Ciasto będzie musiało poczekać.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Neil Enfer (1589)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa