05.10.2024, 17:36 ✶
Całym sobą musiał powstrzymać się, żeby nie skrzywić się i nie wypalić czymś w stronę sprzedawcy, który ewidentnie żerował na niewiedzy swoich "ofiar", tylko w odróżnieniu od pozostałych tu ludzi, on nie zamierzał oskubać ich z pieniędzy, o nie. Ten czarnoksiężnik mierzył w cele o wiele bardziej złowieszcze, chciał okraść ich z życia. Gdyby to była sprzedać przedmiotów bez wiedzy do czego służą, to by byłą inna rozmowa, ale widział jak poleca przedmioty, które sprawiają, ze włosy na karku stają mu dęba. Nie miał pojęcia jakie klątwy ciążą na tej biżuterii, ale niech mu kaktus na czole wyrośnie jeśli nie miały doprowadzić do śmierci w boleściach.
- Myślę, że Mabel spodoba się też ta opowieść, bardziej unikatowe stworzenie niż gryf - zgodził się udając zaciekawienie tą historią ale w głębi siebie czuł obrzydzenie i chciał zetrzeć ten uśmieszek z usta niepozornego mężczyzny. Ile osób już nabrał na te słowa co ich? Ile razy żywot niczego niespodziewających się mugoli byłby narażony, gdyby Thomas przypadkiem nie usłyszał o tym procederze? Wolał nie myśleć, o tym, ze teraz tutaj mogła znajdować się faktycznie jakaś para, która chciała kupić jakieś prezenty, a może coś dla siebie i w efekcie doprowadziłoby to do ich marnego końca. Musiał bardzo mocno zacisnąć zęby.
- Myślę, że ta najbardziej się nada, kamienie idealnie skomponują się z kolorem pani oczu - nie było wiadome, czy mężczyzna faktycznie zadał sobie trud doboru produktu pod swoją klientkę czy po prostu był to zbieg okoliczności i wybierał po prostu przeklęte przedmioty. Podał Brennie zapakowane przedmioty i odebrał pieniądze z szerokim uśmiechem, widać że był zadowolony. - Zapraszam ponownie w razie potrzeby kolejnych prezentów - bezczelny uśmiech zdobił jego usta, nie miał przecież za grosz pojęcia, że rozmawia z czarodziejami, a nie mugolami. Nie zmieniał miejscówki, był zbyt zadufany w swoim genialnym planie, czemu przecież mugole mieliby winić sprzedawcę biżuterii za jakiekolwiek nieszczęścia, które ich spotkają czy obdarowanych najbliższych.
Kiedy Thomas brał pakunki od kobiety poczuł jak po plecach przebiega mu dreszcz i w pierwszym odruchu chciał cisnąć te przedmioty byle dalej od nich, najlepiej prosto w twarz sprzedawcy, żeby wypił piwo, którego sam nawarzył. Ale nie był przecież jakimś nieokrzesanym trollem górskim i zwalczył w sobie pierwotne odruchy obrzucania innych, ostrożnie schował przedmioty w swojej torbie i skinieniem głowy "pożegnał" się z mężczyzną.
Zerknął zaciekawiony na Brennę, ale nie oponował i dał się odprowadzić stoisko dalej. Wpatrywał się w kasety rozłożone na stole, ale nie zwracał nawet uwagi na to jakie tytuły są na nich nadrukowane. Raz że nie miałby ich jak obejrzeć, dwa jego uwaga była skupiona obecnie na zadaniu, a nie szukaniu rozrywki. Fałszoskopy ani na chwilę nie ustawały w swoich wibracjach, ale teraz spowodowane był oto zakupami spoczywającymi w torbie Figga.
- Opcja numer dwa, najszybsza - odpowiedział nachylając się, aby tylko ona mogła dosłyszeć jego słowa i wskazał palcem na jedną z kaset, trzeba było przecież utrzymać pozory, prawda? - Jeżeli znikniemy użyć transmutacji może nam umknąć albo sprzedać komuś kolejne przedmioty a z uszkodzonym stołem już tu za wiele nie zrobi - dodał jeszcze w kwestii wyjaśnienia, wolał nie stawiać na to, że wykupili całe jego zapasy przeklętych przedmiotów i mogą na spokojnie zostawić go na dłuższą chwilę samego. Korzyścią dla nich było to, że przechodziło tędy bez mała osób, więc nie musieli się bać, ze zostaną pręż czarnoksiężnika zauważeni, ale musieli się kryć z używaniem magii w takim tłumie.
- Tylko nie traf mnie w brzuch - zażartował nieco, przecież ktoś musiał rozładować sytuację, nawet jeśli w środku cały się gotował. Pociągnął ją delikatnie w bok, aby miała lepsze pole widzenia na stół podejrzanego sprzedawcy i odwrócił się stając tuż przed Brenną przodem do niej i kładąc jej przedramiona na barkach.
- Myślę, że Mabel spodoba się też ta opowieść, bardziej unikatowe stworzenie niż gryf - zgodził się udając zaciekawienie tą historią ale w głębi siebie czuł obrzydzenie i chciał zetrzeć ten uśmieszek z usta niepozornego mężczyzny. Ile osób już nabrał na te słowa co ich? Ile razy żywot niczego niespodziewających się mugoli byłby narażony, gdyby Thomas przypadkiem nie usłyszał o tym procederze? Wolał nie myśleć, o tym, ze teraz tutaj mogła znajdować się faktycznie jakaś para, która chciała kupić jakieś prezenty, a może coś dla siebie i w efekcie doprowadziłoby to do ich marnego końca. Musiał bardzo mocno zacisnąć zęby.
- Myślę, że ta najbardziej się nada, kamienie idealnie skomponują się z kolorem pani oczu - nie było wiadome, czy mężczyzna faktycznie zadał sobie trud doboru produktu pod swoją klientkę czy po prostu był to zbieg okoliczności i wybierał po prostu przeklęte przedmioty. Podał Brennie zapakowane przedmioty i odebrał pieniądze z szerokim uśmiechem, widać że był zadowolony. - Zapraszam ponownie w razie potrzeby kolejnych prezentów - bezczelny uśmiech zdobił jego usta, nie miał przecież za grosz pojęcia, że rozmawia z czarodziejami, a nie mugolami. Nie zmieniał miejscówki, był zbyt zadufany w swoim genialnym planie, czemu przecież mugole mieliby winić sprzedawcę biżuterii za jakiekolwiek nieszczęścia, które ich spotkają czy obdarowanych najbliższych.
Kiedy Thomas brał pakunki od kobiety poczuł jak po plecach przebiega mu dreszcz i w pierwszym odruchu chciał cisnąć te przedmioty byle dalej od nich, najlepiej prosto w twarz sprzedawcy, żeby wypił piwo, którego sam nawarzył. Ale nie był przecież jakimś nieokrzesanym trollem górskim i zwalczył w sobie pierwotne odruchy obrzucania innych, ostrożnie schował przedmioty w swojej torbie i skinieniem głowy "pożegnał" się z mężczyzną.
Zerknął zaciekawiony na Brennę, ale nie oponował i dał się odprowadzić stoisko dalej. Wpatrywał się w kasety rozłożone na stole, ale nie zwracał nawet uwagi na to jakie tytuły są na nich nadrukowane. Raz że nie miałby ich jak obejrzeć, dwa jego uwaga była skupiona obecnie na zadaniu, a nie szukaniu rozrywki. Fałszoskopy ani na chwilę nie ustawały w swoich wibracjach, ale teraz spowodowane był oto zakupami spoczywającymi w torbie Figga.
- Opcja numer dwa, najszybsza - odpowiedział nachylając się, aby tylko ona mogła dosłyszeć jego słowa i wskazał palcem na jedną z kaset, trzeba było przecież utrzymać pozory, prawda? - Jeżeli znikniemy użyć transmutacji może nam umknąć albo sprzedać komuś kolejne przedmioty a z uszkodzonym stołem już tu za wiele nie zrobi - dodał jeszcze w kwestii wyjaśnienia, wolał nie stawiać na to, że wykupili całe jego zapasy przeklętych przedmiotów i mogą na spokojnie zostawić go na dłuższą chwilę samego. Korzyścią dla nich było to, że przechodziło tędy bez mała osób, więc nie musieli się bać, ze zostaną pręż czarnoksiężnika zauważeni, ale musieli się kryć z używaniem magii w takim tłumie.
- Tylko nie traf mnie w brzuch - zażartował nieco, przecież ktoś musiał rozładować sytuację, nawet jeśli w środku cały się gotował. Pociągnął ją delikatnie w bok, aby miała lepsze pole widzenia na stół podejrzanego sprzedawcy i odwrócił się stając tuż przed Brenną przodem do niej i kładąc jej przedramiona na barkach.