26.07.2024, 13:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2024, 15:22 przez Neil Enfer.)
SUMA: Należy się talerzyk
Szedł przed siebie i myślał o zakupach, co kupić na za tydzień na obiad, niby czasu było dużo, ale myśli płynęły same z siebie. Chyba przez to co chwila schodziły na ścieżkę wspominek jednego z dzisiejszych klientów u Nory. Dziwny był to mężczyzna, oj dziwny, ale to co powiedział na pewno na długo z Neilem zostanie. Tak więc i tym razem zakupy uciekły na dalszy plan i przed oczyma wyobraźni znów zobaczył jego. Cała duchowa intryga, ciekawość i poszukiwanie przed niego wystąpiły jakby znów był w barze. Uśmiechnął się kącikami ust i zmarszczył brwi zmieszany swoją ekscytacją. Pokręcił głową. No gdzie, jak to tak? To było głupie. A może jednak nie było?
Wzdrygnął się słysząc głośny szklany dźwięk zderzających się ze sobą kieliszków. Podniósł wzrok i odgonił widok Enzo na bok. Co się tam działo? Spojrzenie padło na szyld jednej z restauracji na ulicy. Kojarzył ją, trochę była jak kawiarnia Nory, ale nieco większa i bardziej znana. Nie to, że była to ich konkurencja, bo czarodziejów jest dużo i u jego szefowej nie wszyscy się pomieszczą, dobrze więc, że znaleźli swoje miejsce tutaj. Ale co się działo?
Wyjął dłonie z kieszeni i z zaciekawieniem obserwował wydarzenia. Kobiety się zaśmiały, pociągnęły swoich mężów tudzież ogólnie mówiąc partnerów do środka, a kiedy otworzyły drzwi z wnętrza lokalu uciekła skoczna, wesoła muzyka. Białe kokardy i szarfy otaczające drzwi, a w środku szczęśliwi ludzie i para wyglądająca jak skąpana w śniegu. Widać czarne garnitury dla mężczyzn to przeżytek? Ważne, że im się podobało i bawili się dobrze. Do tego może i był przypadkowym przechodniem, ale co mu szkodziło życzyć im w głowie wszystkiego dobrego i oby to szczęście pozostało z nimi już na zawsze, na wieki? No, póki śmierć ich nie rozłączy.
Kiedy towarzystwo całe uciekło do środka na tańce, on przystanął przy jednym ze stolików, ułożył dłoń na krześle i tęsknie patrzył co kryło się za szkłem restauracji. Zastukał palcem w oparcie i zastanowił się krótką chwilę nad samym sobą. Czy on też tego chce? Chyba nie co końca, ślub go nie bardzo interesuje, wesele tym bardziej, bo uważa je za stratę pieniędzy, ale takie bycie z kimś na zawsze, albo chociaż potencjalnie na zawsze musi być miłe. Chyba będzie więc celować właśnie w to i kto wie, może ktoś się po drodze nawinie, bo póki co... sam nie wie.
Kolejne zamyślenie i wewnętrzne rozterki zostały przerwane, ponownie przez gości wesela, jednak tym razem trzech mężczyzn, którzy ewidentnie pijani zabujali się kiedy w trójkę, razem, jednocześnie próbowali przecisnąć się przez drzwi. Udało się im to wykonać co wywołało w nich jeszcze więcej śmiechu, szczególnie ze strony najgrubszego z nich. Neil przewrócił oczyma na tekst mówiący o tym, że ,,Jego żona nie narzeka i im więcej ciała do kochania tym lepiej". Cudowny tekst, tak bardzo ignorujący problemy zdrowotne wiążące się z niemożnością opanowania swoich pragnień co do jedzenia i picia. Drugi mężczyzna, dużo zgrabniejszy i trochę młodszy, zabujał się niebezpiecznie, jednak szczęśliwie miał zaraz pod ręką krzesło, o które się wsparł. No tak, to upomniało wilkołaka, aby się zaczął zbierać, nie chciał im przeszkadzać, a tutaj wszystko pewnie wynajęte. Zabrał dłoń z oparcia i już chciał zrobić pierwszy krok w stronę domu, kiedy trzeci weselny pijak go zawołał dźwiękiem szalenie nieskładnym. Dobrze, że wspomógł się gestem dłoni, bo inaczej Neil by go chyba nie zrozumiał. Choć w sumie szkoda, że gest wykonał, bo tak wilk mógłby udawać, że nie rozumie. Krew mu się w żyłach porządnie schłodziła. No wiedział, że nie powinien tak stać i podglądać, wiedział, ale czy powinien się przyznawać do tego, że to robił? TeCHniCzniE....
- T-tak? Słucham? - zaczął głosem słabszym niż miał zamiar. Najwidoczniej zestresował się mocniej niż powinien. Podszedł do nich, choć kroki miał z lekka sztywne, w końcu oczekiwał solidnego pierdzielu jaki zapamięta do końca życia. Ale właściwie czego go wyczekiwał? Ughhh, nie powinien tak myśleć i zakładać od razu, że staną się same złe rzeczy, to nie było zdrowe, wiedział to, ale zapominał o tym i wracało to do niego już po fakcie.
- Ty to tenn... Thomas, prawda? Od Pany modej, ha? - zagadał głosem widocznie próbującym połączyć wątki, choć była w tym pewnego rodzaju pewność siebie.
- E, nie, niestety nie... - nie zdążył nawet dokończyć zdania, które miało mężczyźnie wszystko pięknie wytłumaczyć, tak aby w jego głowie nie pozostało ani grama wątpliwości, jednak pijany czarodziej mu przerwał.
- AH! NO TAA! Od Pana modego, no taaa. - zaśmiał się wesoło do swoich towarzyszy.
Najgrubszy nie czekał długo żeby wtrącić swoje trzy grosze.
- A dobrze, żeś przyszedł, tu jest co jeść chudzino. - bujając się podszedł do Neila i objął go ciężkim ramieniem za kark. - Chodź, chodź... - pociągnął go za sobą, nawet nie zastanawiając się drugi raz nad tym, że chłopak coś opornie szedł, że próbował coś tłumaczyć, że zaprzeczał. On wiedział swoje, wilkołak był po prostu nieśmiały i skromny, a do tego na pewno wstawiony i po alkoholu robi się wstydliwy, dokładnie tak, gruby wujaszek już rozrusza towarzystwo! Niech ciotki i kuzynki drżą w oczekiwaniu na pokaz mistrza parkietu!
Siedział przy stole, z kieliszkiem wina w ręce i patrzył się na tańczących na środku ludzi. Mógł uciec wcześniej, ale teraz gdziekolwiek nie poszedł, to ktoś szedł z nim, nawet przez okno w łazience się wyślizgnąć nie mógł! Czy był właśnie zakładnikiem? Czy to się liczy jako porwanie? Jest ich więźniem? Sam nie wiedział, jedzenie było całkiem dobre, więc nie było tak źle. Upił kilka kolejnych łyków wina i zerknął na śmiejące się ciotki, nie jego, nie oficjalnie, ale w tej chwili były dla niego jak rodzina.
- A co taki młody przystojniak siedzi sam przy stole? - usłyszał za plecami kobiecy głos, zachrypnięty przez wiek, poczuł pomarszczoną dłoń z zadbanymi paznokciami na swoim ramieniu.
- A, wie Pani jak to jest, do tańca mnie nie rwie, nie bardzo to umiem, no i po alkoholu nie wiem czy utrzymanie równowagi jest odpowiednio łatwe. - wino znów zaczęło znikać z jego kieliszka.
- Aj tam, kuzynowi Jasonowi, to nie przeszkadza. - zaśmiała się, wskazując ruchem głowy na wykonującego... ciekawe pozycja taneczne wujaszka kuzynki siostry stryja, aż Neil parsknął śmiechem.
- Cóż... Ciężko mi walczyć w takim argumentem. - przyznał jej rację, bo skoro starszy pan po kilku głębszych dawał radę, to czemu on miałby nie dać? Spojrzał na kobietę, widział jej uśmiech, podążył spojrzeniem za ruchem jej dłoni, która skończyła wystawiona w jego stronę. Jak mógłby jej odmówić? Złapał jej rękę delikatnie i dał się pociągnąć starszej na parkiet. Dawno nie tańczył, szczególnie nie z towarzystwem, nie w parze, nie wiedział jak mu pójdzie, ale najwyżej da się kobiecie prowadzić, w końcu to ona zaprosiła jego, niech weźmie za to odpowiedzialność! Kto wie, może chwila nieśmiałości i wilkołak się rozkręci czerpiąc z pewności jaką daje mu partnerka?
Muzyka się zmieniała, utwory płynęły jeden za drugim. Kilka żywych i później spokojny na złapanie oddechu, z początku ona go prowadziła, a później on zaczął przejmować pałeczkę i kierował ich ruchami na parkiecie. To było wyzwanie, musiał się dopasować do piosenki, stanu podpicia i wieku swojej towarzyszącej mu tancerki. Dopiero po chwili stało się to bardziej naturalne, a muzyka przestała mieć większe znaczenie, była jedynie tłem wyznaczającym rytm. Tu piruet, tam oddalenie się, tam objęcie, jeszcze odchylenie do tyłu i podskoki. Czuł, jak robi mu się gorąco, czuł też na sobie spojrzenia innych. Wiedzieli, wszyscy wiedzieli, że nie jest kimś z ich grona. Jedna połowa zaproszonych zakładała, że jest od drugiej strony, a druga strona zakładała, że jest od pierwszej, z czasem rozmowy rozeszły się po sali i wszyscy doszli do wniosku, że jest wśród nich obcy. Czy to im jednak przeszkadzało? Nie został wyproszony, zaoferowani mu kawałek ciasta, kolejną lampkę wina, wciągnięto w rozmowę, oczywiście nie o polityce, o takich rzeczach się na weselu nie powinno rozmawiać, nawet jak wszyscy będą już pijani. Upojona alkoholem paplanina przycichła wraz z muzyką. Po sali przeleciał melodyjny, choć ostry dźwięk uderzenia łyżeczką o kieliszek. Wszystkie głowy się podniosły, by spojrzeć na Pana młodego i Pannę młodą.
- Nasi kochani... - zaczął mężczyzna, rozglądając się po sali. - Widzimy, że bawicie się dobrze i oby reszta nocy była tak samo dobra. - wyraził, popatrując na co bardziej pijanych gości. - Chcemy wam wszystkim podziękować za przybycie, za to, że świętujecie z nami wejście w nową ścieżkę życia. - spojrzał na swoją żonę maślanymi oczami. - I mamy nadzieję, że będziecie nam towarzyszyć jeszcze przez wiele lat i będziecie mogli obserwować jak nasz związek wzrasta, rozwija się i kwitnie. - uśmiechnął się do kobiety w bieli stojącej obok niego. - I życzymy wam, żeby każdy z was również rozkwitał w swojej miłości, a jeśli jej nie ma to aby znalazł ją jak najszybciej, bo żal marnować choćby sekundę na bycie samemu. - dopowiedział i odwrócił się w końcu do tłumu. - Za miłość! - zakrzyknął i nagle wszyscy zebrani chwycili za szklanki, filiżanki i kieliszki i unieśli je w górę, wtórując wesoło, podczas gdy para młoda znów złączyła usta ze sobą, a muzyka w tle rozbrzmiała na nowo, zachęcając do tańca. Neil uniósł spojrzenie, które spotkało się z oczyma siedzącej po drugiej stronie stolika kobiety.
- Zatańczy Pani? - zaproponował wyciągając w jej stronę dłoń i jego uśmiech poszerzył się kiedy poczuł ciepło jej ręki na swojej. Noc jeszcze młoda, trzeba korzystać.
Szedł przed siebie i myślał o zakupach, co kupić na za tydzień na obiad, niby czasu było dużo, ale myśli płynęły same z siebie. Chyba przez to co chwila schodziły na ścieżkę wspominek jednego z dzisiejszych klientów u Nory. Dziwny był to mężczyzna, oj dziwny, ale to co powiedział na pewno na długo z Neilem zostanie. Tak więc i tym razem zakupy uciekły na dalszy plan i przed oczyma wyobraźni znów zobaczył jego. Cała duchowa intryga, ciekawość i poszukiwanie przed niego wystąpiły jakby znów był w barze. Uśmiechnął się kącikami ust i zmarszczył brwi zmieszany swoją ekscytacją. Pokręcił głową. No gdzie, jak to tak? To było głupie. A może jednak nie było?
Wzdrygnął się słysząc głośny szklany dźwięk zderzających się ze sobą kieliszków. Podniósł wzrok i odgonił widok Enzo na bok. Co się tam działo? Spojrzenie padło na szyld jednej z restauracji na ulicy. Kojarzył ją, trochę była jak kawiarnia Nory, ale nieco większa i bardziej znana. Nie to, że była to ich konkurencja, bo czarodziejów jest dużo i u jego szefowej nie wszyscy się pomieszczą, dobrze więc, że znaleźli swoje miejsce tutaj. Ale co się działo?
Wyjął dłonie z kieszeni i z zaciekawieniem obserwował wydarzenia. Kobiety się zaśmiały, pociągnęły swoich mężów tudzież ogólnie mówiąc partnerów do środka, a kiedy otworzyły drzwi z wnętrza lokalu uciekła skoczna, wesoła muzyka. Białe kokardy i szarfy otaczające drzwi, a w środku szczęśliwi ludzie i para wyglądająca jak skąpana w śniegu. Widać czarne garnitury dla mężczyzn to przeżytek? Ważne, że im się podobało i bawili się dobrze. Do tego może i był przypadkowym przechodniem, ale co mu szkodziło życzyć im w głowie wszystkiego dobrego i oby to szczęście pozostało z nimi już na zawsze, na wieki? No, póki śmierć ich nie rozłączy.
Kiedy towarzystwo całe uciekło do środka na tańce, on przystanął przy jednym ze stolików, ułożył dłoń na krześle i tęsknie patrzył co kryło się za szkłem restauracji. Zastukał palcem w oparcie i zastanowił się krótką chwilę nad samym sobą. Czy on też tego chce? Chyba nie co końca, ślub go nie bardzo interesuje, wesele tym bardziej, bo uważa je za stratę pieniędzy, ale takie bycie z kimś na zawsze, albo chociaż potencjalnie na zawsze musi być miłe. Chyba będzie więc celować właśnie w to i kto wie, może ktoś się po drodze nawinie, bo póki co... sam nie wie.
Kolejne zamyślenie i wewnętrzne rozterki zostały przerwane, ponownie przez gości wesela, jednak tym razem trzech mężczyzn, którzy ewidentnie pijani zabujali się kiedy w trójkę, razem, jednocześnie próbowali przecisnąć się przez drzwi. Udało się im to wykonać co wywołało w nich jeszcze więcej śmiechu, szczególnie ze strony najgrubszego z nich. Neil przewrócił oczyma na tekst mówiący o tym, że ,,Jego żona nie narzeka i im więcej ciała do kochania tym lepiej". Cudowny tekst, tak bardzo ignorujący problemy zdrowotne wiążące się z niemożnością opanowania swoich pragnień co do jedzenia i picia. Drugi mężczyzna, dużo zgrabniejszy i trochę młodszy, zabujał się niebezpiecznie, jednak szczęśliwie miał zaraz pod ręką krzesło, o które się wsparł. No tak, to upomniało wilkołaka, aby się zaczął zbierać, nie chciał im przeszkadzać, a tutaj wszystko pewnie wynajęte. Zabrał dłoń z oparcia i już chciał zrobić pierwszy krok w stronę domu, kiedy trzeci weselny pijak go zawołał dźwiękiem szalenie nieskładnym. Dobrze, że wspomógł się gestem dłoni, bo inaczej Neil by go chyba nie zrozumiał. Choć w sumie szkoda, że gest wykonał, bo tak wilk mógłby udawać, że nie rozumie. Krew mu się w żyłach porządnie schłodziła. No wiedział, że nie powinien tak stać i podglądać, wiedział, ale czy powinien się przyznawać do tego, że to robił? TeCHniCzniE....
- T-tak? Słucham? - zaczął głosem słabszym niż miał zamiar. Najwidoczniej zestresował się mocniej niż powinien. Podszedł do nich, choć kroki miał z lekka sztywne, w końcu oczekiwał solidnego pierdzielu jaki zapamięta do końca życia. Ale właściwie czego go wyczekiwał? Ughhh, nie powinien tak myśleć i zakładać od razu, że staną się same złe rzeczy, to nie było zdrowe, wiedział to, ale zapominał o tym i wracało to do niego już po fakcie.
- Ty to tenn... Thomas, prawda? Od Pany modej, ha? - zagadał głosem widocznie próbującym połączyć wątki, choć była w tym pewnego rodzaju pewność siebie.
- E, nie, niestety nie... - nie zdążył nawet dokończyć zdania, które miało mężczyźnie wszystko pięknie wytłumaczyć, tak aby w jego głowie nie pozostało ani grama wątpliwości, jednak pijany czarodziej mu przerwał.
- AH! NO TAA! Od Pana modego, no taaa. - zaśmiał się wesoło do swoich towarzyszy.
Najgrubszy nie czekał długo żeby wtrącić swoje trzy grosze.
- A dobrze, żeś przyszedł, tu jest co jeść chudzino. - bujając się podszedł do Neila i objął go ciężkim ramieniem za kark. - Chodź, chodź... - pociągnął go za sobą, nawet nie zastanawiając się drugi raz nad tym, że chłopak coś opornie szedł, że próbował coś tłumaczyć, że zaprzeczał. On wiedział swoje, wilkołak był po prostu nieśmiały i skromny, a do tego na pewno wstawiony i po alkoholu robi się wstydliwy, dokładnie tak, gruby wujaszek już rozrusza towarzystwo! Niech ciotki i kuzynki drżą w oczekiwaniu na pokaz mistrza parkietu!
Siedział przy stole, z kieliszkiem wina w ręce i patrzył się na tańczących na środku ludzi. Mógł uciec wcześniej, ale teraz gdziekolwiek nie poszedł, to ktoś szedł z nim, nawet przez okno w łazience się wyślizgnąć nie mógł! Czy był właśnie zakładnikiem? Czy to się liczy jako porwanie? Jest ich więźniem? Sam nie wiedział, jedzenie było całkiem dobre, więc nie było tak źle. Upił kilka kolejnych łyków wina i zerknął na śmiejące się ciotki, nie jego, nie oficjalnie, ale w tej chwili były dla niego jak rodzina.
- A co taki młody przystojniak siedzi sam przy stole? - usłyszał za plecami kobiecy głos, zachrypnięty przez wiek, poczuł pomarszczoną dłoń z zadbanymi paznokciami na swoim ramieniu.
- A, wie Pani jak to jest, do tańca mnie nie rwie, nie bardzo to umiem, no i po alkoholu nie wiem czy utrzymanie równowagi jest odpowiednio łatwe. - wino znów zaczęło znikać z jego kieliszka.
- Aj tam, kuzynowi Jasonowi, to nie przeszkadza. - zaśmiała się, wskazując ruchem głowy na wykonującego... ciekawe pozycja taneczne wujaszka kuzynki siostry stryja, aż Neil parsknął śmiechem.
- Cóż... Ciężko mi walczyć w takim argumentem. - przyznał jej rację, bo skoro starszy pan po kilku głębszych dawał radę, to czemu on miałby nie dać? Spojrzał na kobietę, widział jej uśmiech, podążył spojrzeniem za ruchem jej dłoni, która skończyła wystawiona w jego stronę. Jak mógłby jej odmówić? Złapał jej rękę delikatnie i dał się pociągnąć starszej na parkiet. Dawno nie tańczył, szczególnie nie z towarzystwem, nie w parze, nie wiedział jak mu pójdzie, ale najwyżej da się kobiecie prowadzić, w końcu to ona zaprosiła jego, niech weźmie za to odpowiedzialność! Kto wie, może chwila nieśmiałości i wilkołak się rozkręci czerpiąc z pewności jaką daje mu partnerka?
Muzyka się zmieniała, utwory płynęły jeden za drugim. Kilka żywych i później spokojny na złapanie oddechu, z początku ona go prowadziła, a później on zaczął przejmować pałeczkę i kierował ich ruchami na parkiecie. To było wyzwanie, musiał się dopasować do piosenki, stanu podpicia i wieku swojej towarzyszącej mu tancerki. Dopiero po chwili stało się to bardziej naturalne, a muzyka przestała mieć większe znaczenie, była jedynie tłem wyznaczającym rytm. Tu piruet, tam oddalenie się, tam objęcie, jeszcze odchylenie do tyłu i podskoki. Czuł, jak robi mu się gorąco, czuł też na sobie spojrzenia innych. Wiedzieli, wszyscy wiedzieli, że nie jest kimś z ich grona. Jedna połowa zaproszonych zakładała, że jest od drugiej strony, a druga strona zakładała, że jest od pierwszej, z czasem rozmowy rozeszły się po sali i wszyscy doszli do wniosku, że jest wśród nich obcy. Czy to im jednak przeszkadzało? Nie został wyproszony, zaoferowani mu kawałek ciasta, kolejną lampkę wina, wciągnięto w rozmowę, oczywiście nie o polityce, o takich rzeczach się na weselu nie powinno rozmawiać, nawet jak wszyscy będą już pijani. Upojona alkoholem paplanina przycichła wraz z muzyką. Po sali przeleciał melodyjny, choć ostry dźwięk uderzenia łyżeczką o kieliszek. Wszystkie głowy się podniosły, by spojrzeć na Pana młodego i Pannę młodą.
- Nasi kochani... - zaczął mężczyzna, rozglądając się po sali. - Widzimy, że bawicie się dobrze i oby reszta nocy była tak samo dobra. - wyraził, popatrując na co bardziej pijanych gości. - Chcemy wam wszystkim podziękować za przybycie, za to, że świętujecie z nami wejście w nową ścieżkę życia. - spojrzał na swoją żonę maślanymi oczami. - I mamy nadzieję, że będziecie nam towarzyszyć jeszcze przez wiele lat i będziecie mogli obserwować jak nasz związek wzrasta, rozwija się i kwitnie. - uśmiechnął się do kobiety w bieli stojącej obok niego. - I życzymy wam, żeby każdy z was również rozkwitał w swojej miłości, a jeśli jej nie ma to aby znalazł ją jak najszybciej, bo żal marnować choćby sekundę na bycie samemu. - dopowiedział i odwrócił się w końcu do tłumu. - Za miłość! - zakrzyknął i nagle wszyscy zebrani chwycili za szklanki, filiżanki i kieliszki i unieśli je w górę, wtórując wesoło, podczas gdy para młoda znów złączyła usta ze sobą, a muzyka w tle rozbrzmiała na nowo, zachęcając do tańca. Neil uniósł spojrzenie, które spotkało się z oczyma siedzącej po drugiej stronie stolika kobiety.
- Zatańczy Pani? - zaproponował wyciągając w jej stronę dłoń i jego uśmiech poszerzył się kiedy poczuł ciepło jej ręki na swojej. Noc jeszcze młoda, trzeba korzystać.
Koniec sesji