13.09.2024, 20:33 ✶
Zerknął w bok na Dorę i tylko pokiwał głową w milczeniu, powiedzieli w tym temacie już naprawdę dużo i to co najważniejsze padło między nimi. Thomas dobrze wiedział, że nim ta cała wojna się skończy będą musieli nie tylko podejmować decyzje należące do tych trudnych, co będą musieli ubrudzić sobie ręce nie tylko babrając się w zakazanej wiedzy, ale też dokonując czynów, których normalnie by nie zrobili. On sam był na to gotowy od momentu kiedy wrócił do Anglii, a przynajmniej tak mu się wydawało, w momencie próby będzie wiedział czy miał rację.
Popatrzył ze zdziwieniem na kobietę. - Dobrze, nie powiem tego więcej na głos, to będzie tajemnica - zażartował i mrugnął do niej z delikatnym uśmiechem. Nie wiedział czy kłopotem było samo łamanie prawa czy fakt studiowania czarnej magii, ale zakładał raczej to pierwsze, bo zanim nie poruszył tematu legalności takich działań nic nie wskazywało, żeby miała jakieś opory. Samemu liznął już nieco czarnej magii, ale głównie pobieżnie i w celach łamania klątw. - Wiesz... - zaczął ostrożnie dobierając słowa - Dużo klątw polega na czarnej magii, szczególnie tych mających czynić krzywdę, możesz mi po prostu pomagać w badaniach nad tym jak skutecznie łamać klątwy, co już jest całkiem legalne - dokończył, kiedy wreszcie udało mu się ubrać myśli w słowa. Takie rozwiązanie brzmiało trochę naciąganie, ale z drugiej strony spotkał się z różnego rodzaju czarnomagicznymi klątwami w swojej pracy.
Nie przeszkadzał pannie Crawford w tym co robiła z kośćmi, cokolwiek pchało ją do takiego a nie innego zachowania nie było jego interesem ani też nie zamierzał jej przerywać, bo widać miało to jakieś znacznie. Uśmiechnął się do niej blado, gdy zakończyła włożeniem wisiorka machnął różdżka i powoli ziemia zaczęła spływać na dół, aby przykryć resztki które pozostały z tych nieszczęśników udręczonych przez Lydię.
- Lubię te kwiaty, są ładne, ale takie drobne i niepozorne - wypalił od razu, bo to na pewno było najważniejsze, dlaczego lubił te kwiaty, zganił się za to w myślach i odetchnął. - Nie, nie szukaj, ja mam je w domu u siebie, następnym razem odwiedzając Staw to je przyniosę. - bo trochę bez sensu, żeby uganiała się za tak pospolitym kwiatem, skoro on wiedział gdzie go szybko i łatwo dostać. Uniósł jeszcze raz różdżkę i przy górnej krawędzi świeżo usypanej ziemi pojawiła się kamienna tabliczka, na której powoli zaczęły kształtować się wyżłobienia układające się w dwa imiona ułożone jedno pod drugim: Estella i Galahad.
Popatrzył ze zdziwieniem na kobietę. - Dobrze, nie powiem tego więcej na głos, to będzie tajemnica - zażartował i mrugnął do niej z delikatnym uśmiechem. Nie wiedział czy kłopotem było samo łamanie prawa czy fakt studiowania czarnej magii, ale zakładał raczej to pierwsze, bo zanim nie poruszył tematu legalności takich działań nic nie wskazywało, żeby miała jakieś opory. Samemu liznął już nieco czarnej magii, ale głównie pobieżnie i w celach łamania klątw. - Wiesz... - zaczął ostrożnie dobierając słowa - Dużo klątw polega na czarnej magii, szczególnie tych mających czynić krzywdę, możesz mi po prostu pomagać w badaniach nad tym jak skutecznie łamać klątwy, co już jest całkiem legalne - dokończył, kiedy wreszcie udało mu się ubrać myśli w słowa. Takie rozwiązanie brzmiało trochę naciąganie, ale z drugiej strony spotkał się z różnego rodzaju czarnomagicznymi klątwami w swojej pracy.
Nie przeszkadzał pannie Crawford w tym co robiła z kośćmi, cokolwiek pchało ją do takiego a nie innego zachowania nie było jego interesem ani też nie zamierzał jej przerywać, bo widać miało to jakieś znacznie. Uśmiechnął się do niej blado, gdy zakończyła włożeniem wisiorka machnął różdżka i powoli ziemia zaczęła spływać na dół, aby przykryć resztki które pozostały z tych nieszczęśników udręczonych przez Lydię.
- Lubię te kwiaty, są ładne, ale takie drobne i niepozorne - wypalił od razu, bo to na pewno było najważniejsze, dlaczego lubił te kwiaty, zganił się za to w myślach i odetchnął. - Nie, nie szukaj, ja mam je w domu u siebie, następnym razem odwiedzając Staw to je przyniosę. - bo trochę bez sensu, żeby uganiała się za tak pospolitym kwiatem, skoro on wiedział gdzie go szybko i łatwo dostać. Uniósł jeszcze raz różdżkę i przy górnej krawędzi świeżo usypanej ziemi pojawiła się kamienna tabliczka, na której powoli zaczęły kształtować się wyżłobienia układające się w dwa imiona ułożone jedno pod drugim: Estella i Galahad.