• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[23.08.1972] The scent of tarragon. Charles and Scylla

[23.08.1972] The scent of tarragon. Charles and Scylla
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#21
28.10.2024, 16:25  ✶  
Charles słuchał jej słów i wdzięczny był za to, że odważyła się podzielić swoimi doświadczeniami z wizjami. Potrafił zrozumieć, że to, co jej się przytrafia, nie jest miłe i musiał przypomnieć sobie, że dopiero co się poznali i nie wypada przygarnąć jej do piersi w geście wsparcia.

- Przykro mi, że musisz to przeżywać. - Powiedział zamiast tego. - Jeśli... jeśli dzielenie się tymi wizjami z kimś mogłoby ci pomóc, to jestem tutaj, żeby słuchać. - Szybko złapał się na naiwności swoich słów. - Dopiero się poznaliśmy, ale mogę ci obiecać, że twoje opowieści są ze mną bezpieczne. - Uśmiechnął się lekko. Nie miał komu ich opowiadać: ojca chwilowo trzymał na dystans, a ani Leo, ani Scarlett, ani nawet Rolph nie byliby zainteresowani słuchaniem o jakichś niezbyt sprecyzowanych wróżbach młodej Scylli. - Jeśli pani Annaleigh pozwoli, zawsze tu będę, żeby cię wysłuchać.

Oferta mogła wydać się wielkoduszna, ale tak naprawdę była niczym. Charliemu przyda się towarzystwo, Scylla mogła zrzucić z siebie ciężar przepowiedni, jeśli chciała i uzna to za właściwe. I to w tym ostatnim leżał problem.

- Ale tylko jeśli tego chcesz. - Podkreślił. - Nie chcę... ech, Scyllo. Wyszedłem przed szereg, tak to się mówi? - Zmieszał się odrobinę, nie wycofując się ze swoich słów, ale łapiąc na zbytniej nachalności. - Nie powinienem tak cię o to wypytywać i prosić o szczegóły, ale moja propozycja ciągle tu jest. - Dodał. Nie chciał wyjść na nieuprzejmego, a czy nie właśnie to zrobił, sugerując, że powinna mu się zwierzać?

Poklepanie dłoni odebrał jako jasny przekaz - było miło, ale powinien zabierać łapy, dlatego też to zrobił, powoli cofając ramię.

- Traktuję cię na równi, Scyllo. - Podkreślił po raz kolejny. - Nie zatrzymałem cię tutaj zbyt długo, prawda? - Zapytał, dopiero zdając sobie sprawę z tego, od jak długiego czasu rozmawiają. - Przepraszam, nie chciałem postawić cię w niezręcznej sytuacji. Ale ciągle chcesz wyjść ze mną na obiad? - Wbił w nią ciemne spojrzenie, mając nadzieję, że jego paplanina i nachalność nie zmieniła jej decyzji. Odruchowo złapał na krawędź blatu stołu i zacisnął na niej palce. - Zrozumiem, jeśli zmieniłaś zdanie. Czasem powinienem pomyśleć dwa razy zanim otworzę usta.
nefelibata
oh, how can we atone
for the secrets
we've been shown?
wiek
23
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uczę się
Specyficzna, nieco dziwna, filigranowa panienka z jeszcze ciekawszą fryzurą - z przodu, po obu stronach twarzy, dwa dłuższe pasma opadają na wysokość obojczyków, natomiast reszta brązowych włosów sięga nieco dalej niż broda. Mierzy niewiele ponad metr sześćdziesiąt, co najwyżej parę centymetrów, czym bardzo kontrastuje z resztą rodzeństwa. Posiada duże sarnie oczy, patrzące na świat z naiwnością dziecka - tak jakby wzrok uciekał gdzieś dalej, hen poza horyzont. Ubiera się dziewczęco, próbuje być elegancka, ale żyje skromnie - zwykle można spotkać ją we wszelakich sweterkach, spódnicach i sukienkach w kratę, które utrzymuje w palecie wszelakich odcieni brązu i beżu. Uwielbia motywy nawiązujące do natury, nadruki z kwiatkami, grzybami i liśćmi.

Scylla Greyback
#22
06.11.2024, 22:26  ✶  
- Możesz być pewny, że będę się nimi dzielić, choć... niekoniecznie z własnej woli - obiecała, a potem uśmiechnęła się nieśmiało, może nawet nieco przepraszająco. Omijała wspomnienie o wcześniejszych kondolencjach, ale prędzej czy później Charles sam zauważy, że nie jest gołosłowna. - To... miłe, że chcesz być moim powiernikiem, Charlie. - Spojrzała mu w oczy i zauważyła delikatne drżenie niepewności, jakby bał się, że już ją odstraszył. Była świadoma, że niewiele osób chciałoby zrozumieć jej niechęć do opowieści o wizjach, zwłaszcza że często czuła się jak intruz we własnej przyszłości. Myśl o dzieleniu się tym z kimś innym zdawała się równie niekomfortowa, co kojąca. - Przepraszam, że nie spytałam wcześniej, ale czy mogę tak cię nazywać? Charlie? - Zorientowała się nagle, że mógł się przecież czuć niekomfortowo ze zdrabnianiem jego imienia. Ponoć niektórzy czuli się infantylizowani słysząc pieszczotliwe wersje własnych imion.

Jego słowa, że traktuje ją na równi, wywołały w niej cichy rezonans, przypominając o własnych staraniach, by odnaleźć swoje miejsce w świecie, który nigdy nie przestawał jej oceniać. Być może Charles miał być jednym z niewielu wyjątków. Może on potrafił widzieć w niej coś więcej niż mieszankę cech, które sama uważała za przeszkodę.

- Przestań mnie już przepraszać - zażądała, marszcząc brwi na moment. Po kilku uderzeniach serca zorientowała się, że mogła zabrzmieć na zezłoszczoną; jej wyraz twarzy momentalnie zelżał, wzięła oddech, a następnie spojrzała na Charlesa, dostrzegając wyraźne zmieszanie w jego oczach - Wybacz, to nie miało tak oskarżycielsko zabrzmieć. Nie jestem zła. Znaczy, jestem, że mnie tak usilnie przepraszasz, ale nie jestem zła na ciebie - poczęła wyjaśniać łagodnym tonem, czując, że sama gubi się we własnym przesłaniu. - Czy to ma sens? Jejku, zamotałam się znowu... - Mruknęła wyraźnie zakłopotana. Podrapała się odruchowo po głowie, a potem nerwowo wcisnęła dłuższe kosmyki włosów za uszy. - Nie słuchaj mnie, mogę nie być do końca poczytalna. Niemniej na obiad nadal chcę z tobą pójść. Nawet jeszcze bardziej po tym, jak na dobre otworzyłeś usta - zaśmiała się nieco, mówiąc to, po czym spuściła wzrok, cichym gestem próbując zapanować nad własnym wstydem. Podświadomie czuła, że ta rozmowa wywołała w niej dawno skrywane uczucia - dziwną mieszankę ulgi i ostrożnej ufności. Może otwieranie się przed kimś nie musiało być aż tak trudne.

- Powinnam pozwolić ci pracować, prawda? - Oznajmiła, widząc, że zwolnił z postępami swojej pracy odkąd nawiązali rozmowę. Podniosła się z siedzenia i odruchowo poprawiła materiał ubrania, gładząc go dłońmi. - Czy napiszesz do mnie? Czy ja mam do ciebie napisać? W sprawie obiadu, mam na myśli? -


i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#23
08.11.2024, 00:02  ✶  
Kondolencje zupełnie uleciały z jego pamięci. Niecodzienne przywitanie Scylli nie miało prawa bytu, gdy szok spowodowany pojawieniem się pięknej, miłej kobiety sprawił, że Charles zapomniał o pierwszych słowach, jak i wielu kolejnych, tak tych, które padły z ust Scylli, jak i z jego własnych. Czuł się nieco zawstydzony, ale też podekscytowany. W towarzystwie miłej współpracownicy nie mógł pozwolić sobie na prostolinijny podryw, tym bardziej, gdy panienka pochodziła z dobrego domu. W oczach Angielki musiał wypaść inaczej. To nie była wyzwolona Szwedka ani ponura Finka, w której łaski miałby wkupić się głupimi żartami. To nie była panna, która pozwoliłaby na chwilę bliskości w szkolnej toalecie.

Uśmiechnął się lekko i skinął głową, zabierając ręce. Dość było jak na jeden raz. Należało więcej zostawić wyobraźni, zbyt wybujałej i odważnej, pokazującej zbyt wiele, nim prawdę objawi rzeczywistość. Charles starał się jednak zapamiętać fakturę jej ubrania pod palcami, ciepło dłoni na jego własnej.

- Dobrze, to nie szkodzi, jeśli twoje przepowiednie nie będą mówione z własnej woli. I tak nikomu o nich nie powiem, jeśli nie będziesz chciała. - Obiecał po raz kolejny, odsuwając się, by wrócić do swojej robótki. Tym razem jednak machnął dłonią, by wprawić tłuczek w ruch magią, odruchowo bez użycia różdżki. - Będę zaszczycony, mogąc cię nieco odciążyć. I nie, nie przeszkadza mi "Charlie". To całkiem miłe, prawdę mówiąc. - Zgodził się. Nie miał nic przeciwko zdrobnianiu jego imienia. Charles brzmiało zbyt poważnie, zbyt... dostojnie. Stanie się Charlesem, gdy będzie miał pięćdziesiąt lat. Na razie wciąż mógł być Charliem.

Pierwsze ostre słowa Scylli sprawiły, że Charles stracił grunt pod nogami. Oto po raz kolejny naciął się na nastroje Angielek i zepsuł sprawę, gdy starał się dobrze! Poczuł, jak drobne włoski na jego karku jeżą się na samą myśl, że oto stracił taką szansę, by zapoznać się bliżej z Greybackówną. Z drugiej strony, czy ojciec pochwaliłby taki związek? Charlie miał nadzieję, że tak. Zresztą, to Leo był od przedłużania linii. Charlie mógł wiązać się z kim tylko chciał.

Wróć! Myśli zapędzały się za daleko. Nie miał przecież planować ślubu ze Scyllą, tylko zabrać ją na miłe spotkanie przy kawie. Nie był zdesperowany, a przynajmniej tak mu się wydawało, zresztą, Scylla nie była kimś, z kim ktokolwiek miałby spotykać się z desperacji. Była... niecodzienna, ale przy tym piękna i troskliwa. I potrafiła piec ciasteczka. Która czystokrwista panna parała się takimi zajęciami?! Nie szukając daleko: Sophie, kuzynka jednak nie należała do tego równania, bo były w nim tylko dwa podmioty: Charles i Scylla, i wielka niewiadoma przyszłość przed nimi.

- W porządku, przestanę przepraszać. Przeproszę cię dopiero wtedy, kiedy naprawdę będę czemuś winien. - Błysnął zębami w uśmiechu słysząc jej wyjaśnienia. Oboje krążyli wokół siebie jak sępy nad padliną i żadne nie miało dość odwagi, by zrobić nieco pewniejszy krok! - Nie szkodzi, Scyllo, to wszystko jest... skomplikowane. - Przyznał, nawet jeśli nie wiedział, czym jest to wszystko. Spotkanie? Nawiązywanie znajomości? Plany ich małego rendez-vous? - Chyba jestem tobą zbyt onieśmielony. To znaczy, twoją urodą, i tym, jaka jesteś miła, tymi ciasteczkami... teraz to ja się mieszam w słowach? - Pokręcił lekko głową, rozumiejąc, że wiele z jego tłumaczeń nie będzie. - Obiecuję, że na obiedzie nabiorę więcej pewności i nie będę przepraszał cię w co drugim zdaniu. Muszę chyba po prostu przyjąć do siebie fakt, że taka śliczna dziewczyna z dobrego domu chce ze mną wyjść. - Pozwolił sobie na przemycenie komplementu.

Scylla zauważyła jednak istotną rzecz - Charlie miał pracę, którą musiał skończyć. I chociaż przyjemnie się rozmawiało, praca w towarzystwie szła trzy razy wolniej. Samodziałający moździerz był smutnym przypomnieniem o obowiązkach.

- Sądzisz, że teraz, po tym, jak cię poznałem, uda mi się skupić na pracy? - Zażartował po raz kolejny. - Może... może ty do mnie napiszesz? Kiedy ustalisz, kiedy ty jesteś wolna, a ja ustalę dzień wolny z panią doktor. Możesz też przyjść tutaj i powiedzieć mi osobiście, jeśli wolisz?
nefelibata
oh, how can we atone
for the secrets
we've been shown?
wiek
23
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uczę się
Specyficzna, nieco dziwna, filigranowa panienka z jeszcze ciekawszą fryzurą - z przodu, po obu stronach twarzy, dwa dłuższe pasma opadają na wysokość obojczyków, natomiast reszta brązowych włosów sięga nieco dalej niż broda. Mierzy niewiele ponad metr sześćdziesiąt, co najwyżej parę centymetrów, czym bardzo kontrastuje z resztą rodzeństwa. Posiada duże sarnie oczy, patrzące na świat z naiwnością dziecka - tak jakby wzrok uciekał gdzieś dalej, hen poza horyzont. Ubiera się dziewczęco, próbuje być elegancka, ale żyje skromnie - zwykle można spotkać ją we wszelakich sweterkach, spódnicach i sukienkach w kratę, które utrzymuje w palecie wszelakich odcieni brązu i beżu. Uwielbia motywy nawiązujące do natury, nadruki z kwiatkami, grzybami i liśćmi.

Scylla Greyback
#24
19.11.2024, 01:33  ✶  
Dobrze, że Charles zrezygnował z prostolinijnego podrywu, bo rzeczywiście poszedłby na marne - co prawda nie dlatego, że urażona zostałaby brakiem wyszukania i dobrego smaku, a raczej dlatego, że przemknąłby nad jej głową niczym spadająca gwiazda, z którymi od dawna już nie wodziła wzrokiem, bo przecież doskonale wiedziała, że pobożne życzenia rzucane w eter zawsze zostaną obrócone wniwecz przez spisany od wieków los ludzkości.
Scylla działała inaczej. Była ponad tym wszystkim, choć nigdy nie ośmieliłaby się wywyższać.

- Nie przejmuj się dyskrecją. Przyszłość nie jest żadną tajemnicą - oznajmiła, a następnie wywróciła oczyma, ale nie zrobiła tego lekceważąco. Bardziej wyglądała tak, jakby przemknęła wzrokiem po wszystkich wyimaginowanych możliwościach. - Prędzej czy później, mam na myśli. - Uśmiechnęła się życzliwie. Każdy przecież kiedyś miał się dowiedzieć, co go czeka. Niektórzy po prostu dostawali nieco wcześniej zwiastun w formie prekognicji.

W cudzej opinii zawsze uchodziła za niewinną sarenkę, baranka, który aż prosi się, by złożyć go w ofierze. Patrzyła na ludzi tymi ogromnymi oczyma, niczym niepojmujące esencji otaczającej go rzeczywistości zwierzę, budząc w jednych współczucie, a w drugich politowanie. Inni z kolei odczuwali nagłą potrzebę roztoczenia opieki nad biedactwem, które wydawało się zorientowane. Było w tym dużo racji.
Każdy jednak zdawał się zapominać, że w każdym dzikim zwierzęciu natura uśpiła również agresję.
Nie chciała obnażać swych skotłowanych uczuć w ten sposób, nie znosiła, kiedy unosiła na innych głos. Dlatego kiedy Charles błyskał zębami w szerokim uśmiechu, unikała jego wzroku, wybiórczo słuchała jego słów, zastanawiając się nad tym, czy ktoś o tak dużych pokładach energii i bodźców dobrze na nią wpływa.

Zmieszała się wyraźnie, słysząc słowa o onieśmieleniu. Przemycony komplement i cała otoczka rozmowy, która zdawała się krążyć wokół niej w sposób zupełnie nieoczekiwany, wywołały na jej twarzy rumieniec. Zacisnęła usta, jakby szukała w myślach odpowiednich słów, lecz przez chwilę panowała między nimi cisza, przerywana jedynie cichym stukaniem magicznego moździerza.

- Namalowałeś mylny obraz mnie w swojej głowie - wymamrotała, spuszczając wzrok na swoje dłonie, które poprawiały fałdę na spódnicy. Jej głos był cichy, a ton zabarwiony lekkim zawstydzeniem. Nie była przyzwyczajona do takich rozmów ani do mężczyzn, którzy zdawali się mówić do niej w sposób tak... ciepły. Zaskakiwało ją to, choć nie umiała określić, czy bardziej ją to onieśmiela, czy raczej to żal wypala ją od środka na myśl, że będzie musiała mu wyjaśnić, z jakiego domu pochodzi i jak niewiele wspólnego ma z dobrem. -  To nie twoja wina. Naniosę odpowiednie poprawki przy naszym następnym spotkaniu - oznajmiła enigmatycznie, błądząc wzrokiem wszędzie, ale nie zatrzymując się ani na moment na swoim rozmówcy.

Przez chwilę patrzyła na magicznie poruszający się moździerz, szukając w tym ruchu jakiegoś ukojenia dla swoich myśli, które nagle zaczęły plątać się niczym nitki w skomplikowanym splocie.
- Obydwoje będziemy mieć wolną sobotę - wyjawiła, możliwe, że w przypływie objawienia. - Odezwę się jednak. Gwoli potwierdzenia, że to się nie zmieni. - Na koniec wreszcie uniosła spojrzenie i uśmiechnęła się serdecznie. Nadal nie wiedziała, kiedy nastąpi śmierć członka jego rodziny. Przecież nadal mogła pokrzyżować im plany.

Zaplotła ręce za plecami, nerwowo ściskając ze sobą palce. Sprawnie, acz powoli obróciła się na pięcie i postąpiła kilka kroków w kierunku wyjścia. Były na tyle taneczne, by można było uznać, że Scylla zdaje się być podekscytowana.
- Do zobaczenia, Charlie - rzuciła na odchodne, odwracając się na moment, by spojrzeć na chłopaka przez ramię. Zostawiła go ze swoim nieśmiałym uśmiechem i stukaniem moździerza.

Koniec sesji


i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (6356), Scylla Greyback (7572)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa