- Jasne, rozumiem. - Nie przekazywali wszystkim informacji o tym, że istnieli. Chodziło o ich własne bezpieczeństwo, ale też tamtych ludzi. Kto wie, czy ktoś nie próbowałby dojść przez ich najbliższych do tego, kto działał przeciwko Voldemortowi. Nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. Sama Figgówna nie przekazywała praktycznie nikomu tej informacji, tak właściwie w końcu i tak większość z jej najbliższych również działała w organizacji praktycznie od samego początku jej istnienia, tak samo jak i ona. Chcieli pomagać niewinnym i sprawić, że świat kiedyś wróci do normalności.
- Tak, wydaje mi się, że to może być jakaś klątwa. - Nie, żeby się na tym jakoś specjalnie znała, jednak to było pierwsze, co nasunęło jej się na myśl. - Tommy jest klątwołamaczem, więc zapewne się tym zajmie, jak w końcu tu wróci. - Nie zakładała bowiem, że mógłby nie wrócić, wydawała się wierzyć w to, że wszyscy przetrwają tę noc. Może to była ślepa wiara, ale co innego jej pozostawało?
- Dzięki wielkie, jakby coś się działo, to będę w kuchni, możesz tam dotrzeć mijając ladę, idziesz prosto i pierwsze drzwi po prawej. - Wolała jeszcze poinstruować Olivię, gdzie ewentualnie będzie mogła ją znaleźć. To było dość istotne, w końcu wcześniej tutaj nie bywała, a kto wie, co jeszcze może się wydarzyć, chociażby za chwilę.
- Powodzenia. - Powiedziała jeszcze cicho, po czym ruszyła w stronę kuchni, w której zamierzała spędzić dłuższą chwilę. Zamierzała stworzyć jedne z prostszych ciastek z czekoladą, tyle, że przy okazji dodać do nich nieco magii, swoich tajemnych składników, które spowodują, że ludziom zmieni się nastrój. To nie było nic wielkiego, robiła podobne czynności wiele razy, wzięła się więc do roboty. Wymieszała wszystkie składniki, uformowała z nich okrągłe ciastka, wsadziła je do pieca, zamierzała tam wrócić za kilka minut, by wyciągnąć je z piekarnika.
Znalazła się ponownie na sali, gdzie podziękowała Olivii za fatygę, bo zupełnie bezinteresownie postanowiła jej pomóc.
// ◉◉◉◉○rzemiosło
Sukces!
gotowanie, lojalność organizacji