09.03.2026, 12:34 ✶
Zdaniem Charlotte szaty noszone w Ministerstwie stanowiły szczyt bezguścia.
W ogóle zresztą angielska moda była zdecydowanie zbyt konserwatywna i jeśli za czymś z Ameryki tęskniła, to na pewno za sukienkami odsłaniającymi ramiona i nogi. Z cierpiętniczymi westchnieniami w pracy poddawała się jednak wymogą angielskich zwyczajów, wszak chciała uchodzić za profesjonalistkę, pozwalając sobie zaledwie na drobne modyfikacje. Ot tu odrobinę inny sposób ułożenia szaty na biodrach, tu pasek, dyskretny, ale podkreślający talię, tu srebrzysta spinka nad uchem, podtrzymująca starannie ułożoną fryzurę… Drobiazgi, sprawiające, że w chłodnych, mrocznych salach Departamentu Tajemnic, zwłaszcza Komnaty Śmierci, uśmiechnięta i wystrojona Charlotte na pierwszy rzut oka zdawała się tak bardzo nie na miejscu.
Na pewno jednak nie zachowywała się jak ktoś, kto czuje się tu nie na miejscu.
– Opowiedz mi o jego śmierci, Odile – poprosiła, uśmiechając się do Odile Fawley uśmiechem z gatunku tych przepięknych i, o dziwo, nawet szczerych. Bo Charlotte Kelly uśmiechała się często i najczęściej fałszywie. W tym przypadku jednak chodziło o bardzo tajemniczą śmierć (och, ach), pewnego czarodzieja po Spalonej Nocy, do której doszło podobno na skutek jakichś zmian w mózgu, na tyle dziwacznych, że ciało trafiło aż do Departamentu Tajemnic… Charlotte na mózgach specjalnie się nie znała. Nie widziała też sensu w studiowaniu tak marginalnej dziedziny, uważała bowiem, że nawet jeśli mózg (ponoć) ma każdy, to większość jednak zdecydowanie z niego nie korzysta. Tu jednak mieli do czynienia ze zgonem wywołanym tajemniczą magią, więc leżało to w obszarze ich zainteresowań, no i było fascynującym możliwość sprawdzenia, czy deformacje mózgu, do których doszło przed śmiercią, w jakiś sposób wpłyną na ducha. O ile tego uda się przywołać. Najpierw należało jednak zebrać informacje…
Charlotte Kelly założyła nogę na nogę i wbiła w Fawleyównę spojrzenie jasnych oczu. Uśmiechała się ciągle, ale gdzieś na ich dnie czaiło się coś bardzo chłodnego i wyrachowanego.
W ogóle zresztą angielska moda była zdecydowanie zbyt konserwatywna i jeśli za czymś z Ameryki tęskniła, to na pewno za sukienkami odsłaniającymi ramiona i nogi. Z cierpiętniczymi westchnieniami w pracy poddawała się jednak wymogą angielskich zwyczajów, wszak chciała uchodzić za profesjonalistkę, pozwalając sobie zaledwie na drobne modyfikacje. Ot tu odrobinę inny sposób ułożenia szaty na biodrach, tu pasek, dyskretny, ale podkreślający talię, tu srebrzysta spinka nad uchem, podtrzymująca starannie ułożoną fryzurę… Drobiazgi, sprawiające, że w chłodnych, mrocznych salach Departamentu Tajemnic, zwłaszcza Komnaty Śmierci, uśmiechnięta i wystrojona Charlotte na pierwszy rzut oka zdawała się tak bardzo nie na miejscu.
Na pewno jednak nie zachowywała się jak ktoś, kto czuje się tu nie na miejscu.
– Opowiedz mi o jego śmierci, Odile – poprosiła, uśmiechając się do Odile Fawley uśmiechem z gatunku tych przepięknych i, o dziwo, nawet szczerych. Bo Charlotte Kelly uśmiechała się często i najczęściej fałszywie. W tym przypadku jednak chodziło o bardzo tajemniczą śmierć (och, ach), pewnego czarodzieja po Spalonej Nocy, do której doszło podobno na skutek jakichś zmian w mózgu, na tyle dziwacznych, że ciało trafiło aż do Departamentu Tajemnic… Charlotte na mózgach specjalnie się nie znała. Nie widziała też sensu w studiowaniu tak marginalnej dziedziny, uważała bowiem, że nawet jeśli mózg (ponoć) ma każdy, to większość jednak zdecydowanie z niego nie korzysta. Tu jednak mieli do czynienia ze zgonem wywołanym tajemniczą magią, więc leżało to w obszarze ich zainteresowań, no i było fascynującym możliwość sprawdzenia, czy deformacje mózgu, do których doszło przed śmiercią, w jakiś sposób wpłyną na ducha. O ile tego uda się przywołać. Najpierw należało jednak zebrać informacje…
Charlotte Kelly założyła nogę na nogę i wbiła w Fawleyównę spojrzenie jasnych oczu. Uśmiechała się ciągle, ale gdzieś na ich dnie czaiło się coś bardzo chłodnego i wyrachowanego.