• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Yule 1968] When the dark half of the year cedes to the light

[Yule 1968] When the dark half of the year cedes to the light
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#1
09.12.2025, 05:20  ✶  
Yule, jak z resztą każde inne święta, które jego rodzina obchodziła, odbywało się w Keswick. Szczerze, to Atreus jakoś nigdy nie zastanawiał się nad tym, dlaczego taki był bieg rzeczy, jakoś naturalnie przyjmując że największe fety wyprawiali Prewettowie (chociaż odkąd Florence kategorycznie odmówiła znajdowania się w towarzystwie Edwarda, musieli w każde święta jeść najpierw mniejsze obiady w gronie samych Bulstrode'ów). Trudno. A może i nawet lepiej, biorąc pod uwagę że na te święta postanowił zabrać ze sobą Astorię.
Nie musiał więc aż tak przejmować się, ze siostra postanowi gimnastykować swoje trzecie oko. Orion natomiast... on nie stanowił takiego problemu, bo we wszelkich próbach patrzenia w przyszłość był na tyle grzeczny i nieproblematyczny, że Atreus czasem zwyczajnie zapominał że to potrafił.
Ale czy to było tak naprawdę ważne? Nie dla niego. Nie dla kogoś, kto przywykł do tego, by nie zastanawiać się zbytnio nad przyszłością, szczególnie kiedy robili to za niego inni. Astoria była w jego życiu teraz, ale co będzie potem? Za tydzień, za miesiąc, za dwa? Koledzy bardzo dobrze go oceniali, uważając że zakochiwał się tak samo szybko, jak się odkochiwał. Dlatego panna Avery mogła cieszyć się pewnymi przywilejami, jak spędzanie czasu w gronie rodzinnym, bez posiadania na palcu pierścionka. Chyba szczególnie matce Atreusa było to nie w smak, ale niekoniecznie z powodów które podejrzewałaby większość ludzi. Enida kręciła nosem na frywolność swojej pociechy tylko i wyłącznie dlatego, że założyła się ze swoim mężem o to, który z synów pierwszy stanie na ślubnym kobiercu, a jej faworytem był oczywiście ten młodszy.

Atreus stał przy dużym, wysokim oknie, które pięło się niemal pod sam sufit i opierał barkiem o framugę. W dłoni trzymał papieros, którego dym wyciągał na zewnątrz przeciąg, przez niewielką szparę. Większość zabawy mieli już za sobą i wszyscy skoncentrowali się na pomniejszych rozrywkach, zamiast siedzeniu przy wspólnym stole. Niektórzy zasiedli do kart, inni przysiedli przy kominku, a on musiał zapalić.
- Mam nadzieję, że się nie nudzisz. Albo przynajmniej nie za bardzo - rzucił, przyglądając się jej przez moment nieco uważniej, zanim spojrzał na nowo za okno. - Jeszcze trochę i będzie można łapać pierwszą gwiazdkę. Podobno to tak samo niesamowity ewenement jak te spadające i można sobie nażyczyć parę rzeczy.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
09.12.2025, 09:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2025, 10:04 przez Astoria Avery.)  
Yule niosło za sobą ten sam chłód, który od dwóch lat zalegał w sercu Astorii. Rana po Julianie nie zdążyła się nawet zasklepić, wciąż pulsowała pod każdym wspomnieniem. Doskonale pamiętała ich ostatnie wspólne święta przepełnione śmiechem, ciepłem i obecnością, która wydawała się wtedy oczywista, nierozerwalna. Po jego śmierci dom nie przypominał jej już miejsca, do którego chciałoby się wracać - zbyt często napotykała spojrzeniem przedmioty Juliana,  zbyt często słyszała ciche szlochy matki, jej wymuszone uśmiechy. Czuła jak ojciec zbyt wyraźnie obserwuje jej bladą twarz, szukając oznak choroby, jakby byli przerażeni, że zaraz stracą kolejne dziecko. Astoria nienawidziła tego rodzaju uwagi, ta dusząca troska - zbyt intensywna, zbyt nachalna.
Dlatego robiła wszystko, by wyrwać się z domu. Perspektywa kursu we Francji spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Wróciła zaledwie kilka dni temu, a już zdążyła zmęczyć się ciężką atmosferą w domu rodzinnym. Dlatego gdy dostała zaproszenie na święta od Atreusa, z którym aktualnie się spotykała, przyjęła zaproszenie bez najmniejszego wahania. Myśl o spędzeniu Yule z kimś, kto nie znał Juliana na tyle dobrze, by każdy temat schodził na żałobę, była dla niej jak oddech świeżego powietrza. Poza tym spotykała się z Atreusem od kilku miesięcy, więc czuła się w jego towarzystwie swobodnie. Choć znali się z Hogwartu, tak obecnie była całkowicie inną osobą. Nie wierzyła już w szczęśliwe zakończenia ani miłość na całe życie, ale za to bardziej doceniała chwilę obecną, którą dane jej było doświadczać.
Jej serce kruche z natury i obolałe z historii, biło szybciej niż powinno, kiedy wchodziła w rodzinny chaos Bulstrode’ów. Cieszyła się, że może tu być, a jednocześnie ciężko było jej się zaangażować tak w pełni. Uśmiechała się grzecznie, wdzięcznie, uśmiechem, który nie sięgał oczu. To był jej pancerz zakładany od śmierci brata z coraz większą wprawą. Czuła na sobie nieprzychylne spojrzenie jego matki, ale nie próbowała jej się przypodobać w żaden sposób. Uczestniczyła w ich kolacji z szacunkiem, zostawiając przestrzeń na ich rodzinne interakcje, a jedynie od czasu do czasu wtrącając swoją odpowiedź na zadawane pytania. I mimo wszystko poczuła ulgę, gdy ta bardziej oficjalna część dobiegła końca. Gdy odeszła od stołu kawałek dalej, znalazła dla siebie skrawek ciszy, w którym wreszcie mogła odzyskać kontrolę nad poszarzałymi myślami.
- Nie, jest miło. Jeszcze raz dziękuję za zaproszenie - uśmiechnęła się odrobinę szerzej. Kiwnęła głową odnośnie spadającej gwiazdki, choć dla niej nie miała już większej wartości. - Mojego życzenia i tak nie spełni - wzruszyła lekko ramionami i spojrzała przez okno. - Pięknie tu jest. Ale twoja mama chyba mnie nie polubiła - co było przecież dziwne, bo w teorii Astoria to idealna partia: z dobrego domu, ładna, ułożona i pracowita. Spojrzała na Atreusa i zmarszczyła nos przez resztki dymu, które nie uciekły przez okno. - Czego będziesz sobie życzył?
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#3
10.12.2025, 09:46  ✶  
Mógł tylko domyślać się, jak to było stracić rodzeństwo. Jego wciąż pozostawało blisko, niemal na wyciągnięcie ręki i dokładnie tak samo nieznośne jak zawsze. Ale to chyba był urok tego typu relacji; nikogo nie kochało się tak mocno jak brata lub siostry, i nikogo jednocześnie się aż tak nienawidziło. Może dlatego też w ogóle zaoferował jej wspólne spędzenie Yule, bo ta współczująca jego strona zwyczajnie chciała żeby nie musiała nieustannie obracać się wokół czegoś, co tylko przypominałoby jej o stracie.

No i może też dlatego, żeby spędzić z nią nieco więcej czasu. Jej wyjazd do Francji mógł być traktowany jako nieco problematyczny, szczególnie jeśli myślało się o nim w kontekście ich trwającej relacji, ale zdaniem Atreusa - nic lepszego nie mogło się wydarzyć. Gdyby miałby ją na wyciągnięcie ręki, cóż, obawiałby się że historia zwyczajnie zatoczyłaby koło, bo był zwyczajnie zajęty. Mógł nurzać się w światłach kasyn i niknąc między rozdawanymi w nich kartami, ale pod koniec dnia zależało mu aktualnie przede wszystkim na jednym - zdać śpiewająco te przeklęte kursy aurorskie i dostać pełnoprawną posadę. Siedział w pracy tyle ile mógł i jeszcze więcej, te drobne chwile wolnego przeznaczając na odwiedziny, no bo co to było teleportować się do Francji na weekend? Nic takiego. A Astoria nie zasługiwała na to, by tak zwyczajnie o niej zapomnieć, pogrzebać gdzieś pod gromadzącymi się raportami i pozwolić, by ich znajomość rozpłynęła się w powietrzu. Jeszcze nie.

- Nie ma przecież za co. Cała przyjemność po mojej stronie - prychnął, zbywając nieco jej grzeczności, a delikatny uśmiech trwający na jego ustach na moment zmienił się, przybierając nieco bardziej powściągliwego czy nawet smutnego wyrazu. No tak, jej życzenie. Czego mogła sobie życzyć dziewczyna, która straciła brata? - Nie powiedziałby, że cię nie polubiła - machnął ręką lekceważąco. - Chodzi bardziej o mnie, niż o ciebie. Z resztą, jest trochę z zasady niezadowolona kiedy tu jest w święta, bo Florence ma dłuższą scysję z wujkiem i odmawia postawienia swojej nogi w Keswick - wyjaśnił po krótce. Enida z reguły była przyjemną osobą, o ile w ten sposób można określić kogoś, kto miał charakter podobny do Atreusa i próbował o wszystko grać. I kogoś, kto cholernie nie lubił przegrywać. - Ooo, mógłbym sobie życzyć bardzo dużo rzeczy. Na przykład, bardzo chciałbym krótszy okres przygotowawczy do Biura Aurorów. Jak się nie da, no to może niech już będą te śpiewająco zdane egzaminy. Albo o, przełomowa sprawa, które wywinduje mnie w hierarchii mojego Departamentu - zaczął wymieniać, co tylko przyszło mu do głowy. Nie było to nic wybitnego, ale cóż zrobić kiedy było się człowiekiem dla którego oczekiwanie na coś wydawało momentami jedną z najgorszych tortur, a jednocześnie podgryzała go nieustannie ambicja? - Ale jak mi nie wierzysz i cię dręczy tak moja mama to możesz sobie życzyć, żeby cię lubiła. Zawsze jest to jakieś wyjście
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#4
17.12.2025, 00:50  ✶  
Doceniała jego starania, konsekwentne dowody zaangażowania, które nie potrzebowały wielkich deklaracji. Weekendowe odwiedziny, wyrwane z napiętego grafiku, drobne gesty wykonywane jakby mimochodem, a jednak z myślą o niej, układały się w spójną całość, która mówiła więcej niż słowa. Widziała w tym wysiłek, realne poświęcenie, a ona była kobietą, o którą należało się starać, która miała wysokie oczekiwania i nie ukrywała ich nigdy, ale jednocześnie potrafiła wynagrodzić czyjąś konsekwencję i lojalność z nawiązką. Nie była obojętna na uwagę, ale nie tolerowała bylejakości. Ceniła w nim również pracowitość, tę nową, dojrzalszą cechę, która wyraźnie odróżniała go od chłopaka, jakiego pamiętała z lat szkolnych. Ciężko pracował, by osiągnąć wyznaczone sobie cele, a jego ambicja była jednym z ważniejszych czynników, dlaczego dała mu szansę.
- To fakt - rzuciła mu wyniosły uśmieszek, który sugerował, że istotnie zaszczyciła go swoją obecnością. Dla osób, które nie znały jej dobrze, był to ten sam gest, który latami bywał mylony z zarozumiałością: chłodny, wyrachowany, jakby od niechcenia podkreślający dystans między nią a resztą świata. Szczególnie dla osób z kompleksami jej postawa działała na nerwy. Ci, którzy jednak znali Astorię dłużej, potrafili dostrzec w tym uśmiechu coś zupełnie innego. Był to raczej subtelny żart, muśnięcie sarkazmu, drobna gra konwenansami, którą prowadziła z niewinną premedytacją.
Kiwnęła głową na odpowiedź o nastroju jego matki. Nie będzie próbowała się podlizać, choć przez chwilę przemknęła jej myśl, że być może miała dość nowych dziewcząt, które jej syn sprowadzał na święta. Może psuł tym rodzinną atmosferę, która powinna im towarzyszyć. Mogłaby go zapytać o przeszłość. O to, ile dziewczyn przewinęło się przez jego życie, czy często przyprowadzał je na święta do rodzinnego domu, czy ona była kolejnym epizodem, czy czymś więcej. Ale nie zamierzała ich zadawać. Nie dlatego, że bała się odpowiedzi, lecz dlatego, że nie była kobietą niepewną siebie, nie potrzebowała porównań ani potwierdzeń cudzym kosztem. Znała swoją wartość zbyt dobrze, by budować ją na cudzych wyborach sprzed lat. Każdy miał jakąś przeszłość i była dość dojrzała, by nie wściekać się o nią.
- Hmm, żadne z tych życzeń nie dotyczy mnie - westchnęła ciężko, jakby wbił jej nóż w plecy, ale jej prowokujący uśmiech zdradzał, że tylko się z nim drażniła. - Zdasz egzaminy śpiewająco. A potem będziesz najlepszym aurorem, jakiego kiedykolwiek widzieli. - dodała bez wahania, spokojnym tonem, w którym nie było ani przesady, ani cienia kokieterii. Wypływały z uważnej obserwacji i z przekonania, które rosło w niej od dłuższego czasu, odkąd widziała, jak konsekwentnie podporządkowuje swoje życie pracy, jak znosi zmęczenie i frustrację, nie szukając wymówek. Wierzyła w niego. Dotknęła jego dłoni i uśmiechnęła się lekko.
- Ugh, depczesz po mojej dumie. Polubi mnie bez specjalnych mocy pierwszej gwiazdki. Może nawet bardziej niż ciebie - prychnęła i przeniosła spojrzenie na niebo, wpadając w melancholijny nastrój. - Gdy Julian zginął... podczas Yule wypatrywałam pierwszej gwiazdki i życzyłam sobie, żeby do nas wrócił. Irracjonalne, wiem, ale pomyślałam wtedy, że może jeśli będę życzyła sobie tego wystarczająco mocno, to jakimś cudem się spełni.
Nie dodała tego, że nigdy specjalnie nie wierzyła w taką moc życzeń, a po tym naiwnym incydencie całkowicie przestała mieć nawet złudne nadzieje.
- Przepraszam. Wyrwałam się, żeby o tym nie rozmawiać, a sama zaczynam - zaśmiała się, odwracając wzrok z zakłopotania.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#5
22.12.2025, 17:26  ✶  
Sam czasem był pod wrażeniem tego, jak bardzo potrafił się postarać, kiedy tylko mu się chciało. Astoria natomiast, wciąż znajdowała się na niezwykle uprzywilejowanym miejscu na jego liście rzeczy, dla których był w stanie się poświęcić. Z resztą, wyjazdy czy drobne upominki, albo napisanie chociażby durnego listu, wcale nie były przesadnie obciążające. Chociaż kto wie, może poprzeczka leżała tak nisko, że nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bije co niektórych na głowę.

Na całe też szczęście, nie był ani zakompleksiony, ani też nie zostawał przesadnie w tyle jeśli chodziło o poziom ich znajomości. Odpowiedział więc podobnym uśmiechem, strzepując jednocześnie do popielniczki popiół z papierosa. Od ich pobytu w Hogwarcie minęły długie lata - wystarczająco przepełnione jakąś formą samorozwoju, by z czystym sercem móc powiedzieć, że nie byli tymi samymi dzieciakami. Ale mimo to zawsze kryły się po bokach te dziecięce jeszcze przyzwyczajenia i techniki obronne które pozwalały sprzeciwiać się wielkiemu światu. Ślizgońska buta, sarkazm czy kryjąca się pod wypowiadanymi zdaniami premedytacja. Może ta znajomość tematu sprawiała, że do tej pory zdawał się przyprowadzać do domu raczej koleżanki ze szkolnej ławki, z którymi nawet jeśli nie był na roku, to wciąż widywał się na szkolnych korytarzach regularnie. Co za tym szło, może i faktycznie jego matka mogła z miejsca próbować ocenić Astorię, ale tej przecież było tak daleko do takiej Maeve, Ludovici, a już na pewno do Lorraine.

Lubił to, że znała swoją wartość i nie prosiła zazdrośnie o uwagę. Brała to, co się jej należało. Kropka. Jednocześnie mając na uwadze własne ambicje i jakąś obraną życiową drogę. Nie była ładnym obrazkiem wywieszonym w bocznym skrzydle galerii, który przedstawiał zaledwie wyładniony portret, a całym krajobrazem w którym sztafaż grał istotną rolę.

- Bo jesteś na wyciągniecie ręki, czego więcej mógłbym sobie życzyć? - kąciki ust uniosły się w cwaniackim uśmiechu, ale wyraz ten szybko przybrał nieco łagodniejszych, cieplejszych nut, w odpowiedzi na jej kolejne słowa. Posiadanie przy sobie osoby, która rozumiała, nie - doceniała jego zaangażowanie w dążeniu do celu, było całkiem przyjemnym uczuciem. Upewniała go tym samym w przeświadczeniu, że postępował właściwe, a osoby które mogły mieć z tym problem, cóż, zwyczajnie się myliły.

- Nic nie szkodzi - odpowiedział łagodnie, przez moment przyglądając się jej uważnie. Chociaż może nie tyle jej, co jaśniejących smugach barwnych, które drżały dookoła niej w melancholii. Otaczający ją stabilny brąz, zawsze go chyba w pewien sposób dziwił. Może dlatego, że spodziewał się tam zobaczyć pletorę barw, jakby miało to oddać jej zacięcie do sztuki. Ale może właśnie o to chodziło; jej brąz stanowił sumę wszystkich kolorów, zmieszanych razem na palecie. - Święta to moment dla rodziny, więc nie ma chyba w tym nic złego, że o nim myślisz. Raczej bym się zdziwił, gdyby było inaczej. Więcej, nawet nie nazwałbym tego aż tak irracjonalnym.

Uniósł dłoń, widząc jej zakłopotanie. Jej odwrócone spojrzenie, jakby powiedziała coś nie tak. Bardzo chciał powiedzieć coś właściwego. Coś, co jednoznacznie przegnałoby jej smutki i odwróciło uwagę, ale prawda była taka że jak na kogoś, kto całe życie pławił się w cudzych emocjach, był okropny wręcz z odpowiadaniu na niektóre z nich. Odwracanie w takich momentach spojrzenia - to była jego metoda, jakby chciał z siebie strząsnąć nieprzyjemne wrażenie, które przylegało do niego mimo wszystko. Dlatego zamiast mówić dalej cokolwiek i łamać się nad znalezieniem odpowiednich słów, ujął jej podbródek, na moment próbując podłapać jej zagubione spojrzenie, zanim pochylił się do niej by ucałować jej usta.
- A teraz? Dzisiaj? Czego byś sobie życzyła? - wyszeptał, kiedy pocałunek wreszcie wybrzmiał, a on cofnął nieznacznie twarz, wciąż jednak pochylony. Wciąż blisko.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#6
23.12.2025, 00:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2026, 03:47 przez Astoria Avery.)  
Była kobietą, którą świat nauczył stać prosto - z uniesioną głową, wyprostowanymi ramionami i spojrzeniem, które rzadko zdradzało cokolwiek więcej niż chłodną pewność siebie. Astoria Avery od dawna wiedziała, jak funkcjonować samodzielnie, jak nie opierać się na cudzych dłoniach, nawet jeśli czasem bywały wyciągnięte w jej stronę. Niezależność była dla niej nie tylko wyborem, lecz koniecznością - pancerzem wykuwanym latami wśród oczekiwań, straty i ambicji. Umiała podejmować decyzje, ponosić ich konsekwencje i iść dalej, nawet wtedy, gdy wewnątrz wszystko domagało się zatrzymania. A jednak pod tą precyzyjnie skonstruowaną fasadą kryła się wrażliwość, którą starannie ukrywała przed światem. Była jak cienka warstwa szkła pod marmurem - niemal niewidoczna, lecz podatna na najmniejszy nacisk. Czuła intensywnie, głęboko, czasem aż zbyt mocno, dlatego nauczyła się dawkować emocje, zamykać je w sobie. Nie była zimna, była ostrożna. Wiedziała, jak łatwo pozwolić uczuciom wymknąć się spod kontroli i jak wiele potrafią odebrać, jeśli nie trzyma się ich na krótkiej smyczy. Jej siła nie polegała na braku słabości, lecz na umiejętności funkcjonowania mimo nich. Potrafiła być filarem dla galerii, dla nazwiska, dla własnej przyszłości, nawet wtedy, gdy nocami zmagała się z ciężarem myśli, których nie dzieliła z nikim. Nie potrzebowała, by ktoś ją ratował, potrzebowała przestrzeni, w której mogłaby oddychać bez konieczności udowadniania czegokolwiek. I paradoksalnie to właśnie ta samodzielność sprawiała, że jej bliskość była czymś wyjątkowym. Wyborem, nie potrzebą.
A jednak w takich chwilach, jak ta, pozwalała sobie na krótkie pęknięcia w zbroi. Na miękki uśmiech, który nie był maską. Na ciszę, w której nie musiała być doskonała, silna ani opanowana. Atreus nie zadawał zbędnych pytań. Doceniła jego wyrozumiałość w sposób, który nie potrzebował wielkich deklaracji ani przesadnych gestów. Prychnęło lekko na jego odpowiedź, bo tak, teraz była na wyciągnięcie ręki, ale przez większość czasu dzieliła ich przecież znaczna odległość. Nie drążyła jednak, nie miało to teraz znaczenia.
- Wiem - mruknęła, jakby wahała się, czy mówić dalej. - Po prostu egoistycznie chciałam, żeby to było pierwsze Yule bez smutku żałoby. Ale tak się chyba nie da.
Uniósł jej podbródek, a ona pozwoliła mu na to bez wahania. To drobne ustępstwo było w gruncie rzeczy deklaracją, że ufa, że nie musi uciekać spojrzeniem. Zastanowiła się nad jego pytaniem. W jej głowie pojawiły się pragnienia zbyt osobiste, zbyt delikatne, by wypowiadać je na głos bez ryzyka, że stracą swoją wartość. Chciała jedynie chwili, w której nie musiałaby być silna ani doskonała. Chwili bez spojrzeń pełnych litości, bez troski podszytej strachem, bez nieustannego przypominania, że coś w jej życiu pękło i już nigdy nie wróci do dawnego kształtu.
- Spokoju. Takiego wewnętrznego, w każdym aspekcie - odparła, bo było to najbliższe prawdy bez rozwijania tematu. 
Kątem oka dostrzegła jemiołę zawieszoną w przejściu do bocznego saloniku. Zanim zdążyła to przeanalizować, zanim w jej głowie pojawiły się wątpliwości albo znajome pytania, które zwykle psuły jej podobne chwile, sięgnęła po jego dłoń. Delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy niemal odruchowo i poprowadziła go kilka kroków dalej, pod sam próg saloniku, dokładnie tam, gdzie jemioła zawisła nad ich głowami. Zatrzymała się, unosząc spojrzenie tylko na moment, jakby chciała upewnić się, że naprawdę tam jest.
- Tradycję trzeba kultywować, prawda? - mruknęła i uniosła się na palcach. Jej dłonie powędrowały ku jego szyi, aż ramiona splotły się wokół niej i przyciągnęła go lekko do siebie. Pocałowała go powoli, delikatnie, ale z dozą czułości, którą okazywała tylko na osobności. Czuła od niego bijące ciepło, stabilność, której tak bardzo ostatnio jej brakowało. Kiedy w końcu się odsunęła, wciąż pozostając blisko, jej dłonie nie opadły od razu. Przez moment trzymała je na jego karku, jakby nie chciała jeszcze wypuścić tej chwili z rąk. W jej spojrzeniu pojawiło się coś łagodniejszego, mniej strzeżonego niż zwykle.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#7
13.03.2026, 06:41  ✶  

Podobało mu się w niej to, jak niezależna była. Jak próbowała budować coś własnymi rękoma, nie opierając się na innych ludziach zanadto. Rozumiał to chyba aż za dobrze, bo nawet jeśli wyraźnie szedł w ślady ojca, to bardzo nie chciał by jego sukces był zależny od otaczających go ludzi. Chciał sam zapracować na swoją karierę i to jak był postrzegany. Tego typu ambicja nie była czymś przesadnie dziwnym, ale jednocześnie czuł jakby Astoria była powiewem świeżego powietrza. Była dobrze urodzą i równie starannie wychowaną damą, ale mimo tego brakowało jej słabego pierwiastka, który sprawiłby że zachowywałaby się jak dama w opresji. Atreus lubił czuć się potrzebny (może dlatego wybrał taką karierę, a nie chodziło o inspirację ojcem), ale im starczy się robił, im dalej mu było od czasów kiedy ganiał po szkolnych korytarzach, tym bardziej męczyła go nieporadność. Szczególnie ta kreowana na pokaz, według starannie wymalowanego obrazu który prezentowała socjeta. Nie przeszkadzały mu oczekiwania, że rodząc się w czystokrwistej rodzinie, powinno poślubić się kogoś takiego samego. Nie raziły go pewne standardy, sztuczne uśmiechy i walka o wpływy, ale kiedy chodziło jego własny dom i życie prywatne, chyba chciał kogoś kto faktycznie był stać iść z nim krok w krok.

Szkoda, że te wnioski nie były w nim jeszcze na tyle ukształtowane i pewne, by faktycznie twardo i z nieustępliwością uganiać się za Astorią. Szkoda, że za jakiś czas musieli się rozstać, bo taki los był im zwyczajnie pisany. Może skazani byli na niego od samego początku, bo był to kolejny etap ich życia, dzięki któremu oboje mogli jakoś dorosnąć i dojść do porozumienia z samym sobą w jakiejś kwestii.

Teraz jednak, Atreus na nowo patrzył w jej oczy, oderwawszy spojrzenie od znajdującego się za oknem ciemnego nieba. Podobały mu się; zielone niczym wiosenna trawa, pasujące do mundurku Slytherinu, kiedy chodzili jeszcze do szkoły. Teraz chyba był to jego ulubiony kolor, po który sam najczęściej sięgał, a podobno też mugole w niektórych swoich religijnych wymysłach zielone oczy przypisywali tym co sprowadzali na manowce. Lepiej dla niego, bo nie miał nic przeciwko temu, by Astoria wiodła go gdziekolwiek tylko sobie zażyczyła.

Nie był dobry w pocieszaniu, więc może i lepiej, że wcale nie musiał tego robić, kiedy ich usta na moment zamknęły się w pocałunku. Miał nadzieję, że tym samym roztarły się jakieś granice tęsknoty, które zamykały ją teraz we wspomnieniach za bratem. To była tragedia, ale powiedzenie tego na głos, nawet głosem dogłębnie współczującym, wcale niczego nie ułatwiało. On nie lubił rozmawiać o bólu. Unikał tego, wycofywał się, zamykał w środku i jeśli tylko chciała, miał zamiar pozwolić jej na to samo.

- Spokoju - powtórzył za nią wreszcie, kiwając głową po chwili zastanowienia. - Spokój wewnętrzny brzmi ciekawie - nie przyjemnie, nie obiecująco. Ciekawie. Brzmiało to dla niego jak przedziwna abstrakcja, bo emocje szarpały nim zawsze i na wszystkie strony jednocześnie. Jeśli nie jego własne, to te należące do ludzi którzy znajdowali się obok. Barwy nakładały się na siebie niczym kolorowe szkiełka, nawet kiedy zamykał oczy by zasnąć.

Pozwolił powieść się w kierunku wejścia do saloniku, gdzie zawieszono jemiołę. Nawet nie zwrócił na nią przesadnej uwagi, nawet jeśli zwykle stanowiła fenomenalny wręcz powód do tego, by ująć twarz jakiejś dziewczyny w dłonie i pocałować ją. Ale teraz nie musieli szukać aż tak wielu powodów. Nie znaczyło to jednak, że wymówki były mniej słodsze. Dłonie wspięły się po jej talii na plecy, przyciskając ją do siebie by tym bardziej zmniejszyć dzielącą ich odległość. Chwila czułości trwała dla niego zbyt krótko i może dlatego kiedy spróbowała odsunąć się chociaż trochę, obdarzył ją jeszcze jednym krótkim pocałunkiem.

- Gdybyśmy byli w Londynie, zaproponowałbym ci pokazanie wszystkich ukrytych pokoi w naszym domu - wyszeptał, nachylając się wciąż do niej, jakby bojąc się że jeśli tylko trochę się odsunie, cała chwila pryśnie. Przeklinał też w myślach, że faktycznie nie byli w rodowej posiadłości Bulstrode'ów. Bo co Prewettowie tutaj mieli? Stajnie? No przecież nie zaproponuje jej, żeby poszli zwiedzać boksy Abraksanów, albo żeby legli sobie na siano. Mili tutaj ładną galerię obrazów, ale wiadomo było jak to się wszystko kończyło, bo portrety zawsze były obrzydliwie wścibskie. - Ale możemy iść zajrzeć do biblioteki. Słyszałem, że jest fenomenalna.

Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#8
18.03.2026, 02:51  ✶  
Spokój, o którym mówiła, nie był dla niej pojęciem mglistym ani pustym słowem rzuconym w przestrzeń. Nie był abstrakcją, którą można rozważać bez większego zaangażowania. Dla Astorii był czymś niemal namacalnym, jak oddech, którego czasem brakowało jej najbardziej. Był marzeniem, choć wielu nie było w stanie tego zrozumieć. Od dzieciństwa przecież uczyła się funkcjonować w świecie, w którym emocje należało kontrolować, wygładzać, przycinać do akceptowalnych form. Uśmiech był jednym z jej najdoskonalszych narzędzi - wyuczonym, precyzyjnym, zawsze odpowiednim do sytuacji. Potrafiła nim rozbroić napięcie, zamaskować irytację, ukryć smutek. Kłamała bez zawahania, ale były to kłamstwa subtelne, niemal eleganckie. Tyle że emocje, których nie wypowiadała, nie znikały. Osiadały gdzieś głęboko, warstwa po warstwie, tworząc ciężar, którego nie dało się tak łatwo zignorować. Były jak cichy szum w tle - nieustanny, uporczywy, czasem ledwie słyszalny, a czasem przybierający na sile w najmniej odpowiednich momentach. Zamiast znaleźć ujście, krążyły w niej, zataczając zamknięte kręgi, aż zaczynały ją męczyć od środka. Zdarzały się chwile, kiedy czuła je fizycznie:  napięcie w klatce piersiowej, płytki oddech, zmęczenie. Mimo że brała eliksiry na włochatość serca, to wciąż przestrzegano ją przed nadmiernym stresem. Jednak coś w niej nieustannie było w stanie gotowości, jakby jej własny organizm nie ufał temu spokojowi, który tak skrupulatnie odgrywała przed światem. Była zbyt dumna, zbyt świadoma siebie, by pozwolić, by emocje przejęły nad nią władzę. Jej powściągliwość była tarczą, ale też fundamentem pozwalającym jej funkcjonować, podejmować decyzje i iść naprzód. A przynajmniej tak lubiła o sobie myśleć, starała się tak postępować, co nie zmienia faktu, że popełniała błędy jak każdy.
I czasem zastanawiała się, czy relacja z Atreusem nie okaże się błędem, bo jej dotychczasowe doświadczenia z mężczyznami nie były zbyt pozytywne. Poza tym wciąż zmagała się żałobą, a natrętne myśli podpowiadały jej, że może wcale nie jest gotowa na relacje i tylko się oszukuje. Ale potem mężczyzna wykonywał w jej stronę czuły gest, a to przecież przynosiło jej wiele radości. Trwała więc w przekonaniu, że jej też należą się chwile szczęścia.
Nie cofnęła się, kiedy przyciągnął ją bliżej, przeciwnie, rozluźniła się w jego ramionach. W tej bliskości nie było pośpiechu ani niezręczności, tylko cicha zgoda na to, by trwać jeszcze moment dłużej. Gdy spróbowała się odsunąć, a on zatrzymał ją kolejnym, krótkim pocałunkiem, na jej ustach pojawił się cień uśmiechu. Słysząc jego propozycję, przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z błyskiem w oku - coś pomiędzy rozbawieniem a wyzwaniem, które nigdy nie było całkowicie niewinne.
- Hmm, może nie wszystko stracone i jeszcze kiedyś mnie zaprosisz - rzuciła lekko, przeciągając słowa odrobinę bardziej, niż było to konieczne, jakby chciała nadać im dodatkowego znaczenia. W jej tonie pobrzmiewała zadziorność, ale złagodzona czymś cieplejszym - obietnicą ukrytą pod warstwą eleganckiej swobody.
Biblioteka wydawała jej się teraz bardzo kuszącą alternatywą po miłej, ale jednak oficjalnej kolacji. Na moment zmrużyła oczy, jakby rozważała jego propozycję z przesadną powagą, która zupełnie nie pasowała do błysku rozbawienia czającego się w jej spojrzeniu. Jej palce, lekkie i pewne, przesunęły się powoli wzdłuż jego ramienia, kreśląc leniwe, niemal rozproszone linie po materiale, jakby robiła to od niechcenia, a jednocześnie z pełną świadomością tego gestu.
- Fenomenalna mówisz? - mruknęła z udawaną powagą. Przez krótką chwilę jeszcze mu się przyglądała, jakby się jeszcze wahała, choć w rzeczywistości decyzję podjęła niemal od razu. - Cóż, twoja mama i tak mnie nie lubi... prowadź. - powiedziała w końcu, cicho, zaciskając palce na jego dłoni. Dopasowała się do niego, pozwalając, by to on wyznaczał kierunek, podczas gdy ona podążała tuż obok.

Koniec sesji


learn the rules
then
break some

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (2175), Atreus Bulstrode (2112)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa