• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[2.10. Warownia] Straty

[2.10. Warownia] Straty
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
15.10.2025, 18:14  ✶  
W ścianach przestała wić się ciemność, umilkły głosy, szepcące jej imię, i nawet wczoraj cały dzień Brenna nie miała żadnych zwidów. Budynek odklątwiono i wykonano całkiem sporą część niezbędnych prac remontowych. Ale to wszystko wcale nie sprawiało, że przebywanie w Warowni stało się proste. W jakiś sposób czuła się pozbawiona domu. Nie chciała się tak czuć, bardzo nie chciała, zwłaszcza, że to pokazywało, że śmierciożercy odnieśli cel na więcej niż jeden sposób, ale nic nie mogła na to poradzić. Nie mówiła o tym głośno – jakby nie było, pozostawała właścicielką dwóch nieruchomości, a wielu ludzi straciło wszystko – ale tkwiło to w niej niby drzazga. Bo nawet Księżycowy Staw był przecież kryjówką, miejscem, które musieli dostosować na potrzeby ludzi zaangażowanych w wojnę, i do którego nie każdego można zaprosić.

Z pewną ulgą przywitała więc pojawienie się Sama.

– Cześć! Jak się masz? Jadłeś już coś dzisiaj? Udało się póki co zabezpieczyć schody, i góra nie grozi zawaleniem, chociaż wchodzić trzeba ostrożnie, bo takie schody na stałe to pewnie ogarniemy na sam koniec – powiedziała, paplając po swojemu, chociaż zmierzyła go spojrzeniem, w którym czaiła się pewna czujność. Może nawet podszyta zmartwieniem. Jego życie w ostatnich miesiącach więcej niż raz legło w gruzach, a chociaż wierzyła, że miał w sobie dużo więcej siły niż sam podejrzewał, to czasem sama siła nie wystarczyła.

Może też niedelikatne było zabieranie go na górę, by ocenić, jak zabrać się do remontu dachu, i zamiast tego powinna posadzić go na kanapie i podsunąć kubek z herbatą. Ale… Sam lubił mieć zajęcie, a ona z kolei nie miała kanapy. I gdyby gdzieś usiedli i zaczęłaby go wypytywać, miała dziwne wrażenie, że mógłby tylko zamknąć się w sobie jeszcze mocniej – może przy okazji działania, gdy będzie miał zajęte ręce, pójdzie łatwiej?

– Obawiam się, że na wiele się nie przydam z samym rzemieślnictwem, ale w noszeniu materiałów i tak dalej powinnam być absolutnie świetna.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#2
28.10.2025, 21:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.10.2025, 20:28 przez Samuel McGonagall.)  
Samuel wbrew pozorom wyglądał lepiej. Nie był to szczyt jego dobrego wyglądania, choć tu też pytaniem pozostawało co wedługo obserwatora znaczyło dobrze.

Według Samuela, Sam wyglądał najlepiej kiedy widma nie kręciły się po Kniei a on wraz z Białką, Miłką i Corgie wiedli sobie spokojny żywot pośród drzew, odwiedzani od czasu do czasu przez kogoś. To był cudowny i beztroski czas, który przepadł bezpowrotnie.

Według najprawdopodobniej Brenny, Samuel rozkwitnął pod koniec sierpnia, gdy zamieszkał w ogrodach warowni i zaczął na murach posiadłości budować swój warsztat pod rozległym kasztanem. Zaangażowany, skupiony, wczepiony mocno w społecznośc Doliny.

Pożar skutecznie przekreślił tę ścieżkę i przez moment, przez krótką chwilę zawahania mogło się okazać, że Sam postanowi zrobić coś bardzo, bardzo głupiego. I nie wiadomo czy to finalnie Mabel, może Niko, czy może poczucie obowiązku wobec ludzi których znał, a którzy teraz tak szalenie potrzebowali jego pomocy... jego umiejętności.

Nie umiał odmówić.

Nie chciał odmówić.

Ucieczka w pracę była najlepszym lekarstwem.

Więc wyglądał dobrze, zwłaszcza w porównaniu z poprzednim spotkaniem. Znów zarośnięty i rozczochrany, znów w zszarzałej pomiętej koszuli w kratę. Naprężone mięsnie i kasztanowa różdżka w dłoni. Był zmęczony. Spracowany. Spokojny.

Klątwa nie dręczyła go ostatnio. Nie miała powodu, gdy całe życie ograniczyło się do hebla i dłuta.

- Jadłem. Nikolai nie pozwala mi wyjść bez owsianki z domu nie martw się. - Uśmiechnął się lekko do Bee, która zawsze otaczała go opieką. To było miłe.
- Nie martw się, nie po takich ruinach już chodziłem, ni jak się to ma do powykręcanych zagajników w Kniei. Kiedyś Cię tam zabiorę, pokażesz mi czy wciąż umiesz skakać po gałęziach. - obiecał, sprawnie wskakując do góry. Nie miał jeansów, one ograniczałyby ruch. Płócienne spodnie były przedarte w paru miejscach ale nie dbał o to. Nie miał czasu.

Sam zaczął spacerować po ścianach i resztkach więźby, która ocalała pożar. Kalkulował już wcześniej te robote, liczył, mierzył. Przed Warownią leżał transport przygotowanych desek. Dobrze, że Longbottomowie mieli pieniądze i wpływy. Drewna było coraz mniej...

- Myślałem o Twoim stole. Żeby był piękny. Pan Olivander uczył mnie trochę o rzeźbieniu, wiesz, że sam robię figurki czasem, ale to trochę inna robota. Powiedz... zależy Ci bardziej na czasie, czy na detalu? Bo nie wiem. Sam stół to nie jest aż taki problem. Ale wiesz... pomyślałem o liściach. Jak ostatnio robiłem na te... na tańce. - pokrzykiwał do niej z góry, z kieszeni spodni zaś wyciągnął notes i zaczął czynić notatki. Teoretycznie stół robiło się trudniej niż dach, ale Samuelowi zależało, żeby wszystko było dobrze zrobione. W końcu chodziło o dom jego przyjaciółki.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
29.10.2025, 20:20  ✶  
Brenna nie zastanawiała się nad tym, kiedy Sam był najszczęśliwszy. Za to sporo miejsca w jej myślach poświęcał temat tego, co musiałoby stać się, aby przywrócić mu spokój ducha. Choć wiedziała, że on w to wierzył, ona uwierzyć nie potrafiła - może mylnie - że wystarczyłoby, aby widma opuściły Knieję, by mógł wrócić do cichej, podniszczonej leśniczówki, zabierając tam zwierzęta, które Jeremiah wyprowadził, nim dosięgł ich ogień. Nie teraz, gdy jego świat na chwilę poszerzył się poza Knieję.
Ale nie była pewna, czy będzie mógł być szczęśliwy w Dolinie. Bo w tym świecie poza granicami czasu spotkało go i szczęście, i wielkie cierpienie, a Sam nie miał szans nauczyć się radzić sobie z tym wszystkim wtedy, gdy robili to jego rówieśnicy.
Nie wiedziała, co mogłaby zrobić. Próbowała więc zajmować jego głowę i ręce. Próbowała pokazywać nie tylko, że jest obok – ale że jest jej potrzebny.
– Och, od początku lubiłam tego chłopaka – stwierdziła, i poczuła lekkie ukłucie wyrzutów sumienia, bo zabrała go wprawdzie na parę wycieczek, ale we wrześniu nie poświęciła przybyszowi nie tylko czasu, ale też wielu myśli. – Świetnie, jesteśmy umówieni. Nie wiem, co dzieje się dokładnie, ale przekazałam to, co wiem mojemu wujowi… o tych runach i tak dalej… i poszłam do kowala z Doliny. Morpheus ma badać tę sprawę – powiedziała. Nie chciała dawać fałszywej nadziei, nie udawała, że coś ruszyło z miejsca, ale wolała, by wiedział, że wcale o tym nie zapomnieli. – Swoją drogą, kiedy do niego szłam, robiłam notatki, które domy ucierpiały bardziej i właściciele mają problemy z odbudową. Myślałam, że może zaangażuję moją przyjaciółkę w pomaganiu w okolicy. Wiem, że ty to robisz, ale gdybyś potrzebował materiałów albo chciał się przyłączyć, to wiesz, staram się ogarniać to, co mogę.
A mogła właśnie głównie te zakupy. Poza Londynem, poza linią Spalenia. Nie posiadała żadnych rzemieślniczych zdolności i teraz też stała po prostu jak kołek, kiedy Samuel przyglądał się konstrukcji i kalkulował, od czego zaczną.
– Przyjmę wszystko, co zdołasz zrobisz, ale to może poczekać jeszcze jakiś czas, aż ogarniesz pilniejsze prace – zastrzegła natychmiast. Naprawy miejscowych dachów były ważniejsze. Warownia zresztą też w dużej mierze mogła czekać, ale dachem należało się zająć, by po prostu przeciekając, gdy nadejdą jesienne deszcze, nie powiększył potem jeszcze bardziej zakresu robót. – Mogę ci pokazać zdjęcie foteli, obok których będzie stał, jeżeli to pomoże… Meble w gabinecie drogiej mi osoby zostały uszkodzone.
Przyznałaby bez protestów, że to jej robota, gdyby nie to, że Sam mógłby zapytać o całą historię: a Brenna, która wciąż bała się uwierzyć, że halucynacje znikły, nie umiała łatwo przyznać się do tego, jak wiele strachu tkwiło w jej głowie we wrześniu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#4
09.11.2025, 19:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2025, 19:21 przez Samuel McGonagall.)  
Skinął głową na znak, że rozumie. Przyjmował od niej informacje, w głowie też liczył, kalkulował, oceniał. Nigdy nie miał się za zbytnio doświadczonego maga. Był młody był - niemal dosłownie - ukryty pod kamieniem. Tymczasem jego zdolności okazywały się z każdą robotą i z każdym zleceniem zachwycające tych, którzy prosili go o pomoc i to robiło coś bardzo dziwnego Samuelowi, co musiał jeszcze sobie potrawić, zanim zdecyduje co o tym myśli.

Nie miał też czasu zastanawiać się za wiele o tym co działo się w Kniei, mimo obietnicy złożonej Rose. Praca, praca, praca… To było coś czego potrzebował. A potem ciepła kolacja, powyciąganie z dłoni drzazg, opatrzenie odcisków i sen, regeneracyjny sen. Widma… widma o dziwo musiały poczekać. A może sam chciał o nich zapomnieć? Nie był pewien.

- Robię po pracy. Codziennie coś. Szukam dobrych desek. Próbowałem już porzeźbić jedną nogę, w liście wiesz, ludzie lubią oglądać wyrzeźbione liście. - Kiedyś nie rozumiał tego za bardzo, skoro można było iść po prostu do lasu. A potem zrozumiał, jak przez krótki moment poprzebywał w Londynie. Londyn nie lubił liści. Nie lubił drzew.

- Chcę, żebyś była zadowolona Bee. Postaram się. - zwinnie zeskoczył na ziemię i ruszył do bel. Tu w Warowni, która była na uboczu było to prostsze niż w Dolinie, gdzie co chwila jakiś mugol wlepiał oczy co te domy tak szybko rosną.

Popatrzył na dostarczone bele i skupił się na tej nośnej, na największej, dusza domu, a z pewnością dusza 1 piętra.

Tworzenie przedmiotów drewnianych, Rzemiosło ◉◉◉○○ umieszczam belkę nośną Translokacją we właściwym miejscu ◉◉◉○○

Rzut Z 1d100 - 35
Akcja nieudana


- Szlag. Jest za duża - sapnął, gdy belka owszem zsunęła się ze szczytu dostarczonych przygotowanych za wczasu beli, ale to by było na tyle. - Bee, spróbujesz, wzięlibyśmy ją z dwóch końców i tam, tam u góry przygotowałem na nie siodła w tym i tym punkcie. - zadarł głowę i magią kształtowania wykluł we wspomnianych miejscach fluorescencyjne grzyby, które widmowa miały zagwarantować słuszne przekazanie informacji, a nie tylko na przysłowiowe oko, bo wiadomo, że każdy miał oko w innym miejscu.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
14.11.2025, 10:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2025, 10:24 przez Brenna Longbottom.)  
Jeśli tym, czego Sam potrzebował, była praca, to jej nie miało mu zabraknąć. Jej samej praca nie do końca pomagała, chyba głównie dlatego, że wciąż zdawało się jej, że powinna robić więcej i coś innego – i to był ten moment, w którym szaleńczo zazdrościła wujowi jego zmieniacza czasu. Dni i noce zlewały się, pasmo dyżurów, nadgodzin, chwil wyrwanych, by załatwiać zaopatrzenie, zajrzeć do Warowni, pomóc tym, którzy pomocy potrzebowali, a te parę razy, gdy nie robiła niczego produktywnego – jak kiedy poszła na ślub Geraldine – pozostawiały po sobie wyrzuty sumienia. Jednak kradła te momenty, bo zazwyczaj dotyczyły ludzi, a przecież ci zawsze byli ważni i nie chciała ich w tym wszystkim zgubić.
Nie chciała zgubić i Sama.
Przynajmniej od trzech dni nie miała żadnych, nawet najmniejszych halucynacji. Znów mogła całkowicie skupić się na pracy, bez obaw, że nagle wpadnie w panikę, zacznie szukać czegoś, czego nie ma albo – co jeszcze gorsze – komuś zrobi krzywdę. Nie odważyła jeszcze pozbyć się wiadra z wodą z pokoju w Stawie, ale mogła przestać szukać pretekstów do unikania miejsc, w których były tłumy.
– Na pewno będę, ale nigdzie się nie spieszy. Hm… myślisz, że lis pasowałby do liści? – spytała. Zdobienia w motywach zwierzęcych, roślinnych i kosmogenicznych były szczególnie popularne: i gdy teraz pomyślała o Phil, uznała, że pewnie lis by się jej spodobał.
– Może najpierw spróbuję ją transmutować, żeby była łatwiejsza do przemieszczenia? – zaproponowała, unosząc różdżkę, by rzucić zaklęcie.

próba transmutacji belki, żeby była lżejsza.
Rzut Z 1d100 - 32
Akcja nieudana


Bezskutecznie jednak - może belka faktycznie była za duża. Albo wybrali tak świetne, że opierała się działaniu czarów.
- Cóż... chyba nic z tego - oceniła, chowając różdżkę, a potem pochylając się, by chwycić w miejscu wskazanym przez przyjaciela i dźwignąć belkę. Przez moment mocowali się w ten mało czarodziejki, ale chyba najbardziej skuteczny sposób, aby umieścić materiał tam, gdzie powinien trafić. Dach domu ucierpiał najbardziej: w końcu to na niego spadał popiół. I pierwsze piętro, gdzie wdarło się najwięcej płomieni, by pozostawić w ścianach pęknięcia.
- Po co komu ćwiczenia, skoro są roboty budowlane - powiedziała, gdy zdołali uporać się z belką. - Dom Nikolaia nie ucierpiał? Widziałam, że nie spłonął, ale w niektórych budynkach pojawiła się sadza albo dziwne runy...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#6
24.11.2025, 19:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2025, 19:50 przez Samuel McGonagall.)  
– Lisy! Zapamiętam, lubię ich szczupłe mordki i puszyste ogony, zrobię Ci lisi stolik, aż miło! Może spróbuję nawet podbarwić nieco drewno od Ciebie aby bardziej wpadało w odcień terakoty. Przynajmniej tam gdzie byłyby zwierzęce zdobienia. – To brzmiało jak dobry pomysł, pan Garrick uczył go mieszania drewna, intarsji, które były na prawdę wyjątkowe i piękne. Pytanie czy cioci dla któej Brenna chciała zamówić mebel by się takie rozwiązanie podobało. – Co tam właściwie się stało? Co się stało z poprzednim stołem? – zagadał lekko, wiedząc że dobrze czasem z klientem porozmawiać, a w przypadku Bee to nie była tylko jego klientka ale też przecież przyjaciółka. I być może łatwiej rozmawiało mu się z nią o meblach cioteczki, aniżeli jej domu i tym jak bardzo precyzyjnie pożoga obróciła tak wiele rzeczy wewnątrz w perzynę...

– Ha! No są to magicznie wzmacniane belki, nic dziwnego, że magia na nich idzie nam tak opornie! – zaśmiał się serdecznie, jakby przypomniał sobie bardzo, bardzo zabawny żart i to był właśnie on. – Dobra, tu trzeba po prostu siły, a nie czarodziejskiej dźwigni, nie przejmuj się Bee, zaraz sobie z tym wszystkim poradzimy... – I to znów aż dziw, żę nie sięgnął po to od razu, ale sprawa się tak miała, że ostatnio pracował również i pomiędzy mugolami i prędzej własne i prywatne mięsnie musiał wytężać niż te obrośnięte futrem. A jednak... bycie miśkiem dobrze mu zrobi. Zawsze lubił tą formę, nie inaczej było i teraz.

Transmutacja w niedźwiedzia
Rzut PO 1d100 - 79
Sukces!

Wielkie łapska miały w sobi parę i być może gdyby umysł mu się stawał też niedźwiedzi, to nie potrafiłby jej wykorzystać. Teraz jednak całkiem sprawnie zaczął się do dźwigania belek. Wystarczyło umieścić je nad głowę, tak by oparły się o nośne ściany. Później już jako człowiek dopasuje odpowiednie końca w odpowiednie miejsca, zabezpieczy ewentualne miejsca, gdzie naddarł belkę pazurami. Zabawne. Może powinien zakładać w niedźwiedziej postaci jakąś kamizelkę, jak często widywał ilustracje zwierzątek w książeczkach czytanych Mabel? Choć zamiast ubrań, przyjąłby raczej pas z kieszeniami. Bandoliera była szalenie przydatna, szczególnie jeśli ktoś w zwierzęcej formie nie nosił spodni.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
30.11.2025, 12:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2025, 12:08 przez Brenna Longbottom.)  
– Mam zdjęcia foteli, jeśli to pomoże. W sensie foteli, które będą obok tego stołu. Będzie wtedy łatwiej dobrać kolory?
Brenna miała trochę wyczucia, gdy chodziło o takie rzeczy jak dobór stroju: mogła na to nie wyglądać, gdy ganiała w mundurze z rozwichrzonym włosem albo po Dolinie, gdzie przecież ktoś, kto chodziłby w szatach czarodziejów, zwróciłby na siebie uwagę. Ale umiała dobierać ubranie i kolory do osoby. Jeśli jednak szło o wystrój, to tu już miała znacznie mniej doświadczenia.
– To moja wina. Przez przypadek go zniszczyłam. Phil nie ma pretensji, ale… wiesz. Skoro coś zepsułam, powinnam zadbać o to, żeby na tym miejscu pojawiło się coś nowego, prawda? Najlepiej lepszego, żeby nie było żal tego, co przepadało – wyjaśniła Brenna, tłumiąc westchnienie.
Wciąż było jej wstyd.
Tamtego zaklęcia. Własnego momentu załamania chwilę później. Łez, których przez całe lata nikomu nie pokazała.
I wciąż trochę się bała. Pod tym względem Voldemort zdołał wygrać: zaszczepił w niej lęk. Nie przed nim może, ale przed tym, co może się zdarzyć. Jeżeli ot tak, na odległość, zrobił coś, co sprawiło, że kogoś zaatakowała… To jak mieli w ogóle z nim walczyć?
Odsunęła jednak od siebie te myśli, jak wiele razy wcześniej i posłała Samowi uśmiech. Zniszczyła stół. Mogła dostarczyć nowy stół. Wielka szkoda, że nie ze wszystkim działało to tak łatwo jak z meblami.
Przez moment zastanawiała się, czy ponowić pytanie o Nikolaia, ale uznała, że po prostu napisze do chłopaka list. Tymczasem cofnęła się nieco, kiedy mężczyzna zamienił się w niedźwiedzia, a uśmiech stał się trochę szerszy, gdy obserwowała misia dźwigającego belki. Uniosła ponownie różdżkę, tym razem próbując sięgnąć po dziedzinę, którą znała nieco lepiej i nie celując bezpośrednio w belki, a za pomocą kształtowania próbując wyczarować podpórkę, mającą ułatwić wpasowywanie belek na właściwe miejsca.
– Nigdy nie wpadłabym na to, że animagia może przydać się do takich robótek – rzuciła z pewnym rozbawieniem, gdy kolejne belki trafiały tam, gdzie powinny. A gdy pierwszy czar nie działał - chyba się rozproszyła - spróbowała ponownie.

Kształtowanie
Rzut W 1d100 - 12
Akcja nieudana


Drugi raz to samo:
Rzut W 1d100 - 62
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#8
11.12.2025, 22:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.12.2025, 22:14 przez Samuel McGonagall.)  
Samuel skupiony na robocie nie był za dobrym rozmówcą. Niedźwiedź Samuel skupiony na robocie był jeszcze gorszym rozmówcą, bo jedyne co mógł zrobić to posapywania i chrumknięcia, warknięcia i wszystko co gardziel niedźwiedzia mogła z siebie wypuścić.

Cieszył się, że tym razem nie pracuje dla mugoli, bo tam nie mógł się wspierać swoją... nieco bardziej zarośniętą postacią. Teraz zaś wszystko było wspaniale! Belki fruwały na piętro czyniąc niezbędną sieć żeber pod podłogę i za chwilę dach. Sam był bardzo zadowolony.

A mógłby przecież opowiedzieć Brennie o tym jak mieszka, o tym, że żadnemu hipogryfowi pióro nie spadło ze skrzydła, o tym jak ciepło został przyjęty. Mógłby, tylko teraz była praca, a praca pozwalała mu zapomnieć o życiu, o tym co było w nim dobrego i o tym co było w nim złego. Mógłby gdyby pamiętał, że zadała to pytanie. Mógłby, gdyby teraz nie pochłonęło go coś, co uspokajało go ponad wszelką miarę.

Belka, belka, belka... plan był w głowie już wcześniej, teraz już tylko potrzebował mięśni, żeby go zrealizować.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
17.12.2025, 09:52  ✶  
Za drugim razem zaklęcie wreszcie wyszło i dobrze, bo Brenna była już gotowa z konsternacją patrzeć na swoją różdżkę albo zacząć się zastanawiać, czy nie powinna wrócić do Hogwartu, na lekcje podstawowych zaklęć. Przynajmniej mogła się na coś przydać. Tam gdzie się dało, podpierała belki albo rzucała zaklęcia, już nie bezpośrednio na nie, tam gdzie mogła tylko przeszkadzać, usuwała się na bok, zwłaszcza że Samuel w niedźwiedziej formie nie mógł jej udzielać szczegółowych instrukcji. Wylewitowywała na zewnątrz to, czego nie potrzebowali i ogólnie rzecz biorąc starała się być w miarę przydatna.
W duchy wzdychała, że pewnie powinna znaleźć trochę więcej czasu na naukę obsługi narzędzi i tym podobne, ale w ostatnich tygodniach spędzała większość dobry w pracy, a poza nią starała się ogarnąć Warownię i inne, pilne sprawy.
Z początku milczała, bo i zakładała, że Sam tak woli. Potem jednak, może nie mogąc się powstrzymać, a może z jakichś innych względów, zaczęła mówić: głównie bzdurki, które mógł łatwo zignorować, jeśli nadmiernie go rozpraszały.
O tym, jakie fotele wybrała do tego stołu dla Philippy, o jednej z mieszkanek Doliny, której kupowała farby, by mogła odmalować osmalone wnętrza i która nalegała na żółte i różowe, bo na świecie trzeba więcej kolorów, o tym, że w pracy ktoś ze zmęczenia popsuł jakiejś zaklęcie, i papierowe samolociki zamieniły się w kaczki, że obiecała Dorze, że kupią sadzonki. O tym, że jutro dwóch rzemieślników miało zająć się pokojami w jednym skrzydle i że może to będzie niedługo nadawało się do zamieszkania. Nie mówiła o tych rzeczach ciemnych czy brzydkich: że dopiero niedawno skończyli znajdować pod gruzami trupy, że mieli za mało tropów, aby naprawdę dorwać jakiegoś śmierciożercę, że Voldemort zdołał na odległość przekląć wiele osób i ona sama do niedawna drżała na sam widok ognia.
– Dziś już chyba wiele więcej nie zrobimy – oceniła w końcu, siadając na podłodze. Światło dzienne już dawno się skończyło i pracowali w tym magicznym blasku. – Dzięki, Sam.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#10
02.01.2026, 22:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2026, 22:48 przez Samuel McGonagall.)  
Według Samuela to co robiła Brenna o ilu się troszczyła i ile myślała, to spokojnie i dwóch można byłoby obdzielić.

A przecież on i tak nie miał pojęcia o większości z tych rzeczy, którymi Longbottomówna realnie się zajmowała!

Wystarczyło mu jednak wiedzieć, że tak jak on ma serce na dłoni dla każdego potrzebującego, a tych dzisiaj z pewnością nie ubywało.

Powrócił do ludzkiej natury, jak jeszcze był na szczycie. Poprawił. Dopasował belki. Jeszcze raz, tym razem błękitnym okiem sprawdził uch ułożenie, tym razem bardziej precyzyjnie.

– Jutro przyjdę z rana. – powiedział skupiony, mierzwiąc przez chwilę płową czuprynę w zastanowieniu.– Zbiorę z Doliny kilku ludzi do pomocy, którym pomogłem przez ten czas i ogarniemy temat. Wiesz...śniło mi się, że spadło ze dwa metry śniegu. Biel na tą czerń, na te wszystkie zrujnowane budynki,co jeszcześmy po nich nie posprzątali. Wielka zamieć a potem cisza. Ci wszyscy bez domów, co koczują w magicznych namiotach. Ja wiem, że tam jest miejsce, ale...śnieg jest śniegiem, a jak ten cały... ta cała dziura – mimowolnie wskazał we właściwym kierunku, gdzie Voldemort zrobił co swoje przed kilkoma miesiącami. A wtedy ludziom wydawało się to takie straszne. Co myślą o tym fakcie teraz, bez dachu nad głową? – Zwykle lubiłem śnić o śniegu, ale teraz... Teraz zdecydowanie nie lubię. Obudziłem się przed świtem jeszcze, by tylko strzepnąć ten biały puch z siebie.– sapnął, nieco niedźwiedzim w tamtej chwili zwyczajem, po czym położył dłoń na Brennie skupiając się znów na sprawie. – Nie martw się Bee. Dołożę wszelkich starań, żeby Twój dom znów miał dach jeszcze przed pierwszymi przymrozkami. – Nie mógł być w stu procentach pewien, tak wiele rzeczy mogło się stać. Ale chciał wierzyć i wierzył w to święcie. Szczególnie teraz, gdy każdy dzień, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, gdy witał w Little Hangleton u Mabel, wypełniała mu praca.

Nie przewidywał opóźnień.

Koniec sesji

Przewaga: tworzenie przedmiotów drewnianych, wykonywany zawód: stolarz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1784), Samuel McGonagall (1585)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa