On sam przez pewien czas włóczył się, spędzając nieco na rozmowie z Anthonym, najpierw Borginem, a potem z kolei Shafiqiem. Obleciał jeszcze parę innych znajomych twarzy, wypił hektolitry ognistej i tanecznym krokiem postanowił na chwilę udać się do namiotu w którym miał spać.
Los chciał, a może i nie los a łaskawość gospodarzy, że dzielili z Brenną nocleg w towarzystwie Basiliusa i Millie. Na kuzyna cieszył się niezmiernie, na Millie trochę mniej, ale nie można było mieć wszystkiego. Przynajmniej wiadomo było, ze Moody nie należała do tych sztywnych, niezręcznych osób z którymi nie dało się wytrzymać. Co jednak Atreusa trochę zastanawiało, to co tutaj w ogóle Bazyl robił w jej towarzystwie. Nie miał kogoś innego lepszego? A ona też nie miała co robić tylko marnować porządnych, czystokrwistych chłopców?
- Moody! Jak dobrze że cię zastałem - odgarnął poły namiotu ręką i pierwsze na czym zatrzymało się jego spojrzenie, to jej sylwetka. Wyglądała nienaturalnie w tym dziewczyńskim stroju. Jakby kto ją podmienił i chyba Bulstrode mniej by się zdziwił widząc w kiecce jej brata. - Wyciągaj karty, obiecałaś mi nowy rozkład po pełni!
![[Obrazek: CXXVeLh.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=CXXVeLh.jpeg)