- Wsale nie jesteś dużo starszy, miałam niefart, że urodziłam się po połnosy, i że Elias wyszedł piewrszy, ale to tylko kilka minut… - Uważała to za nieco niefortunne, że Penny nie dała rady wypchnąć jej nieco szybciej, przez to jakimś cudem można było uznać, że była rok młodsza od swojego brata bliźniaka, co naprawdę było bardzo dziwne. Jakoś do tego przywykła, ale, że on w tej chwili, właśnie teraz przywoływał argument wieku… no musiała mu przecież przypomnieć, że wcale nie była dużo od niego młodsza. - Zakładałam po prostu, że miałeś większe doświadczenie w piciu. - Poniekąd więc miał rację, właśnie przez to wydawało jej się, iż on pamiętał co wydarzyło się tej tajemniczej nocy na wieży astronomicznej.
Zresztą wtedy, na śniadaniu patrzył na nią tak, jakby wiedział. Naprawdę była zdziwiona, że on również nie pamiętał tego, co wtedy robili. W szkole wyglądało to zupełnie inaczej. Obawiała się zresztą tego, że może to kiedyś wyciągnąć i wykorzystać przeciwko niej - najwyraźniej zupełnie niepotrzebnie.
- Resztki szacunku? A co z całym szacunkiem, który do Ciebie posiadam? - Wzięła sobie to co mówił bardzo dosłownie. Nie do końca chyba zrozumiała, że sobie żartował. Zresztą można to było zauważyć poprzez jej poważny wyraz twarzy. Widać było, że bardzo mocno próbuje coś analizować, ale jej nie szło, więc po prostu odpuściła. Nie była w najlepszej formie.
- Oczywiście, jeśli jest to kwestia naukowa, to moższesz na mje liszyć. - Pokiwała jeszcze głową. Kiedy tak o tym mówił to brzmiało to naprawdę poważnie, nie mogła więc potraktować tego lekceważąco. Jak wiadomo dla Prudence doświadczenia, analiza, nauka były bardzo ważne, a więc musiała się z tym do niego zwrócić. Naprawdę liczyła na to, że kiedyś dowiedzą się tego, co wydarzyło się w wieży astronomicznej, teraz była to już kwestia honoru.
- żebyś się nie zdziwił, moim zdaniem prawda moższe byś dusżzo bardziej ciekawa od teorii, byliśmy wtedy naprawdę pomysłowi. - W przeciwieństwie do swojego męża naprawdę wierzyła w ich kreatywność. Wiedziała, że na tamtym etapie życia można się było po nich spodziewać dosłownie wszystkiego.
- No jasne, że Ty miałeś zostać uwiedziony… - Oczywiście, to ona miała być czarnym charakterem tej historii, jakżeby inaczej. - Nie miałam w zwyszaczaju sięgać po przemos fizysczną. - Odniosła się jeszcze do tego, że mogłaby uderzyć w niego lunetą, czy czymś innym. To nie było w jej stylu, musiał więc szukać kolejnych scenariuszy, bo to do niej zupełnie nie przemawiało.
- Nie będę, skoro tak mówisz, widać, że się znasz. - Po raz kolejny potraktowała jego słowa bardzo poważnie, być może faktycznie stowarzyszenia sąsiedzkie mogły być siłą, o której wcześniej nie słyszała, skoro o tym wspomniał to nie miała zamiaru tego lekceważyć.
- Myślisz, że tak po prostu mógłby oddać swoją mamę? Naprawdę? - Przeniosła wzrok na kocura, który nie wydawał się być zupełnie już zainteresowany ich rozmową. Nieco ją to przeraziło, bo w sumie to przywykła już do jego obecności. Nie spodziewała się tego, że może mieć wobec niej takie okropne zamiary, ale no… nie znała się na kotach, to mogło ją nieco zmylić.
Później Benjy uratował ją przed całym otoczeniem. Pozwoliła mu na to, po prostu przyjęła tę pomoc, bo wiedziała, że może mu zaufać. Przyszło jej to bardzo lekko. Nie walczyła z tym, bo to nie miało najmniejszego sensu. Miał specjalne miejsce w jej życiu, już teraz oficjalnie, mogła więc bez żadnego oporu korzystać z tych wszystkich udogodnień, które miał jej do zaoferowania. Zresztą sama zamierzała ułatwić mu egzystencję na tym świecie, jak tylko potrafiła, na tym to chyba wszystko polegało, w sumie to jeszcze nie wiedziała, bo sprawa była dość świeża.
- Mam dowody, to snaszczy mam historię, opowiem Ci ją zaras. - Pozwoliła swojej głowie oprzeć się na jego klatce piersiowej, było jej tak ciepło, miło, przyjemnie, świat przestał na moment wirować, ściany atakować. Było to dobre zakończenie, całkiem dobrego dnia. Wiedziała, że niesie ją do salonu, gdzie będzie mogła odpocząć i podzielić się z nim swoja opowieścią.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control