Kiedy go zabraknie, Lewis będzie miał wokół siebie dobrych ludzi. Nie będzie samotny. Bardzo dobrze.
Podniósł zmęczone spojrzenie na Fitzpatricka i przez moment wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie wydusił z siebie nawet słowa. Jedynie pokręcił głową na znak, że nie przyszedł tutaj w konkretnym celu, ani żeby cokolwiek przegadać. Chociaż…
– Jak nie będę ci do niczego potrzebny – albo cię wkurwię jak zawsze – to w sumie… mam sprawę do Tarpa… – Pewnie by tam już uciekł wcześniej, ale głupio mu było, skoro wszystkich przegonił… W każdym razie, po przekazaniu tej informacji, wrócił do tego, czym zajmował się wcześniej.
W sumie szkoda, że ta ładna się obraziła i wyszła. Nie było tu już na kogo ani na co popatrzeć.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.