• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[Jesień 72, 4.09] Wywiad z Francuzem

[Jesień 72, 4.09] Wywiad z Francuzem
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#1
10.07.2026, 10:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2026, 10:22 przez Émile Mulciber.)  
Po nocnej zmianie w szpitalu Émile marzył jedynie o filiżance aromatycznej caffe au lait, ciepłej kąpieli i porządnej drzemce. Niestety, kiedy zachodziło słońce, rosła liczba pobitych i rannych podczas pijackich ekscesów. Trzeba było ratować ludzi, uciskać rany, składać połamane kości. Nic nadzwyczajnego dla doświadczonego medyka. Każdy w tej profesji musiał kiedyś poznać smak nocki na dyżurze, wśród ziołowego zapachu naparów i dochodzących zewsząd odgłosów ziewania.

Jednak, mimo zmęczenia, Émile wybrał się nigdzie indziej, jak na ulicę Pokątną. Obiecał sobie, że po pracy uzupełni odczynniki do eliksirów, by potem o tym nie zapomnieć i niepotrzebnie nie opuszczać swojego przytulnego zamku w Cork. W głowie zaczynał nazywać to miejsce Château de Mulciber. Cóż, może kiedyś byłoby w stanie ono konkurować z Mulciber Manor? Na razie jednak taka możliwość nie rysowała się na horyzoncie.

Przed zrobieniem zakupów Émile skierował się w stronę jednej z kawiarenek na Pokątnej. Wiedział, że nie powinien przesadzać z kofeiną, szczególnie w wydaniu angielskim. Może herbata bywała niezła (choć była to zasługa raczej Chin i Indii, a nie Anglii), ale kawa nie mogła się równać z tą pitą na Champs Élysées wczesnym rankiem. A picie kawy bez poczucia przyjemności, a z obowiązku wobec wymęczonego umysłu, można było śmiało potraktować jako nałóg.

Może nie był już ubrany w swój lekarski fartuch, ale nadal czuł się w swoim stroju, jakby był w pracy. Na białą koszulę włożył kremową, wełnianą kamizelkę bez guzików ozdobioną czarno-biało wyrysowaną kratą. Do tego jasnoszare spodnie prasowane w kant, niestety trochę pogięte po nocnej zmianie, i brązowe zamszowe buty z naszytymi beżowymi akcentami. Brakowało w tym stroju porządnej szaty, choć wciąż Émile miał wrażenie, że ubrał się lepiej niż reszta przechodniów.

Zatrzymał się przy jednej z witryn. Był to sklep Madame Malkin, w którym sprzedawano mundurki szkolne dla uczniów Hogwartu. Mulciber nie rozumiał idei całego tego ich podziału na domy. To był chyba jakiś fetysz Anglików, by od początku klasyfikować swoje dzieci. Czy naprawdę w wieku jedenastu lat objawiały się takie cechy jak spryt, lojalność czy szlachetność? Czy aby te cechy nie wykształcały się wtórnie, po dołączeniu do domu? I jeszcze ta czapka… Ciekawe, czy była regularnie dezynfekowana?


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
11.07.2026, 09:54  ✶  
Wrześniowe słońce powoli wspinało się nad dachy Londynu, a jego pierwsze, ciepłe promienie bez trudu rozpraszały resztki nocnej wilgoci. Chłód, który jeszcze godzinę temu powodował odruchowe dreszcze, ulatywał w górę, pozostawiając po sobie jedynie zapach czystego, suchego powietrza. Budynki przy ulicy Pokątnej budziły się leniwie. Zza niektórych witryn dobiegały stłumione odgłosy mioteł szorujących podłogi, a gdzieniegdzie zgrzytały przekręcane w zamkach klucze. Spora część manufaktur i lokali już działała podczas gdy inne dopiero otwierały swoje podwoje.
Mimo wczesnej pory ulica tętniła już życiem. Nie był to jednak radosny, weekendowy tłum poszukiwaczy osobliwości. Brukiem płynęły chaotyczne, różnokolorowe strumienie czarodziejów i czarownic, których gnały codzienne obowiązki. Przeważały tu proste, wełniane szaty, lekko znoszone płaszcze i kapelusze, które lata świetności miały już dawno za sobą. Zwyczajowy przekrój niższej klasy średniej, urzędników niższego szczebla z Ministerstwa, rzemieślników i gońców. Wszyscy poruszali się szybkim, jednostajnym krokiem, rzadko podnosząc wzrok na sąsiadów. W powietrzu unosiło się niewypowiedziane napięcie, tak charakterystyczne dla ostatnich miesięcy niespokojnych rządów Eugenii Jenkins. Ludzie woleli nie rzucać się w oczy.
Lokal Madame Malkin był już otwarty. Za grubą szybą, na drewnianych manekinach, pyszniły się nienagannie skrojone, głęboko czarne mundurki Hogwartu. Przez uchylone drzwi sklepu dało się dostrzec unoszące się w powietrzu drobinki kurzu, rozświetlone smugą porannego światła, oraz starszą asystentkę, która z cichym westchnieniem zdejmowała z wieszaków lżejsze, letnie szaty, zastępując je grubszymi, zimowymi fasonami.
Cichy, niemal teatralny szelest materiału zwiastował czyjąś obecność.
— Ahem. — Ciche, niezwykle kulturalne odchrząknięcie rozległo się tuż obok ramienia Émile'a.
Mężczyzna, który nagle wyrósł jak spod ziemi, był średniego wzrostu i nienagannej postawy. Nosił przepastną, głęboko granatową szatę zintegrowaną z podwójną peleryną okrywającą ramiona niemal do pasa. Hafty o głębszym, lśniącym odcieniu oraz wpadające w czerń prezentowały spływające po przepastnych fałdach pióra. Na głowie miał klasyczny, szpiczasty kapelusz o szerokim rondzie, które rzucało głęboki półcień na jego twarz.
Spod ronda wyłaniała się pociągła, obiektywnie przystojna twarz o ostrych rysach, optycznie wydłużona przez starannie przyciętą w szpic, czarną jak węgiel brodę. Pod nakryciem głowy dało się dostrzec idealnie równe, lśniące pasma ciemnych włosów. Mężczyzna uśmiechał się – był to uśmiech pełen białych, równych zębów. Nienaganny i uprzejmy, a jednak kryjący w sobie coś niepokojącego. Coś, co sprawiało, że rozmówca podświadomie napinał mięśnie.
Mężczyzna skinął lekko głową,  — Dzień dobry, szanowny panie — odezwał się. Jego głos był płynny, głęboki i melodyjny, z łatwością przebijający się przez szum ulicy, choć wypowiedziany bez zbędnego podnoszenia tonu. — Jestem dziennikarzem.
Nie podał nazwiska. Zamiast tego wykonał subtelny gest lewą dłonią, która na moment wyłoniła się z fałd szaty. Błysnął na niej obszerny srebrny sygnet. Zaraz za nią z fałd płaszcza wynurzył się lewitujący kształt przypominający, czarnego ptaka. Szybko jednak można było dostrzec, że to notatnik o okładkach uformowanych w kształt ptaka i jego skrzydeł.
— Przygotowuję właśnie obszerny reportaż dotyczący świadomości sytuacji politycznej w strukturach naszej magicznej społeczności. Staram się zebrać opinie z różnych warstw i środowisk, aby oddać pełen obraz nastrojów, jakie panują obecnie w Londynie. Czy zechciałby pan poświęcić mi dosłownie krótką chwilę i odpowiedzieć na kilka pytań?
Gdy wypowiadał ostatnie słowa, jego czujne spojrzenie na ułamek sekundy uciekło w lewo, daleko za plecy Émile'a, by natychmiast powrócić do twarzy medyka.
Z kierunku, w którym przed chwilą patrzył nieznajomy – z bocznej uliczki tuż przy aptece – dobiegł nagły, szorstki pomruk podniesionych głosów. Ktoś na kogoś krzyknął, jakaś kobieta pisnęła ostrzegawczo, a po bruku potoczył się ciężki, metalowy przedmiot. Jednak zanim tłum zdążył się zatrzymać, hałas równie szybko jak narósł, tak zgasł, stłumiony gęstniejącą atmosferą ulicy. Ludzie po prostu przyspieszyli kroku, omijając to miejsce szerokim łukiem.
Dziennikarz nawet nie drgnął, wciąż prezentując swój nienaganny, magnetyczny uśmiech, czekając na reakcję przybysza, podczas gdy notes unosił się ledwie o cal nad sygnetem wyciągniętej dłoni.
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#3
16.07.2026, 11:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2026, 11:10 przez Émile Mulciber.)  
Jedną z pierwszych rzeczy, które Émile uczynił po swym przyjeździe na Wyspy Brytyjskie, było zamówienie prenumeraty Proroka Codziennego, tutejszej najważniejszej gazety. Codziennie rano gołębica Sciel dostarczała mu egzemplarz, którym raczył się przy śniadaniu – rogalikach i świeżych owocach. Jedzenie stanowiło większą przyjemność niż czytanie wypocin tutejszych dziennikarzy, którzy właściwie pisali byle tylko zapełnić strony literkami. A inne pisma były jeszcze gorsze. Raz, jako Émilie, przeczytał egzemplarz Czarownicy, tego szmatławca z quizami typu kto będzie twoim czystokrwistym mężem. Jedynym czasopismem wartym uwagi były Horyzonty Zaklęć, jednak one wychodziły tylko co miesiąc.

Dziennikarz stanął za nim, dumny i wystrojony jak paw, w iście angielskim stylu. Émile średnio miał ochotę na rozmowy, czy wywiady, a jednak był on wciąż przedstawicielem ważnego rodu. Jeśli prasa chciała jego opinii, nie wypadało odmówić. Dlatego posłał dziennikarzowi swój mechaniczny uśmiech grzecznego arystokraty. Ani grama w nim szczerości, ale nie da się nic mu zarzucić. Stara dobra sztuczka.

– Dzień dobry – przywitał się, skłaniając lekko głowę. Potem wyprostował się i splótł dłonie za plecami. – Oczywiście, jednak wpierw, pour plus de clarté, proszę mi powiedzieć, dla jakiej gazety? Proroka Codziennego? – zapytał.

Głośny dźwięk sprawił, że jego wystudiowany wyraz twarzy na chwilę przecięty został nieprzyjemnym grymasem. Po całej nocy dyżuru metaliczne hałasy wyzwalały w człowieku najgorsze emocje. A ten pisk! Ma Mère! Wżynał się w mózg niczym igła, której mugole niegdyś używali do barbarzyńskiego zabiegu zwanego lobotomią. Frustracja była jednak jedynie chwilowa. Zaraz Émile wrócił do wcześniejszego uśmiechu. Żałował jednak, że nie wypadało mu po prostu odmówić i wrócić do domu. A potem położyć się i przespać resztę dnia. Pokątna ewidentnie nie stanowiła przyjaznej przestrzeni dla nikogo. Chociaż przynajmniej ów metalowy przedmiot nie spadł nikomu na nogę ani, co gorsza, na głowę. W takich sytuacjach trzeba było wrócić do pracy, jakkolwiek by się było zmęczonym. W końcu medykiem się jest, a nie bywa.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
20.07.2026, 12:29  ✶  
Na krótką chwile, ledwie uderzenie serca nienaganny uśmiech dziennikarza zesztywniał. stając się całkowicie płaską, gipsową maską. Przez pociągłą twarz nieznajomego przebiegł szybki, acz wyrazisty grymas zaskoczenia zmieszanego z głębokim rozczarowaniem. Mimika w kontrascie do uśmeichy sprawiała wrazenie jakby całość była maską złożoną z dwóch zupełnie różnych elementów. Jak gdyby brak jakiejś konkretnej reakcji czy też padające z ust rozmówcy słowa drastycznie zmąciły oczekiwany przebieg spotkania wytrącają na chwilę dziennikarza z nurtu działań.
Cień ten zniknął jednak równie szybko, jak się pojawił. Mimika mężczyzny błyskawicznie odzyskała wcześniejszy wyraz, choć kąciki jego ust uniosły się teraz o ton za wysoko. Na wąskiej twarzy, oprawionej w starannie przyciętą, czarną brodę, ten nienaturalnie szeroki uśmiech otarł się niebezpiecznie o granicę groteski, czyniąc jego uprzejmość nieco niepokojącą.
— Nie jestem na stałe związany z żadnym konkretnym środowiskiem, cenię sobie bowiem wolność pióra i niezależność sądów — odpowiedział płynnie, a jego głos zachował idealnie wyważony, melodyjny ton, całkowicie ignorując niedawny hałas z bocznej uliczki. Był to ton, który niósł ze soba wszelkie znamiona szczerej wiary w wypowiadane słowa. — Niemniej jednak ten konkretny reportaż przygotowuję na zlecenie redaktora naczelnego Proroka Codziennego. Sam ciekaw jestem jego efektów. - Wraz z tymi słowami napięcie ostatecznie opuściło jego ramiona, a cała postura dziennikarza odzyskała wyuczoną, profesjonalną dozę pewności siebie, doprawioną nutą wielkomiejskiej nonszalancji.
Mężczyzna wykonał nieśpieszny ruch lewą dłonia obracając ją wnętrzem ku gorze i rozszerzając palce. Lewitujący tuż obok ptasi notatni uniosł się ponad rozstawione palce jakby chciał wylądowac pośród nich, niczym w gnieździe. Pozostał jednek pół cala nad dłonią. Okładki z ciemnej skóry zatrzepotały cicho niczym prawdziwe skrzydła, rozchylając puste strony. Spomiędzy misternie ułożonych piór na grzbiecie notesu wysunęło się krótkie, wąskie„ czarne pióro ze stalówką. Powoli wzniosło się nad krwędzią notesu i zanurkowało gładko w niewielkim zbiorniczku na tusz, ukrytym sprytnie w rzeźbionym dziobie notatnika, po czym zawisło w powietrzu nad papierem, drżąc lekko w oczekiwaniu na pierwsze słowa.
— Proszę się nie obawiać, to tylko kilka całkowicie niegroźnych pytań, mających na celu nakreślenie statystycznego obrazu nastrojów towarzyszących obecnej sytuacji. — dodał uspokajająco dziennikarz, a jego bystre, ciemne oczy zalśniły nieskrywaną ciekawością. — Na potrzeby rzetelności mojego artykułu, z chęcią poznałbym najpierw pana personalia zwłascza w perspektywie tła pana związków z Anglią i samym Londynem. Pański ujmujący akcent sugeruje, że nie spędził pan całego życia przy Pokątnej. Od jak dawna pan u nas gości? - Pytania zadawane były bardzo przyjacielskim tonem niezobowiązującej pogawędki, który pozbawiał je pewnej pewnej warstwy, która mogłaby budzić podejżenia.
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#5
21.07.2026, 12:39  ✶  
Ach, czyli Émile rozmawiał z tak zwanym indépendant, wolnym strzelcem. Oczywiście tacy ludzie działali w ten sposób jedynie w teorii. Ktoś musiał publikować jego wypociny, a te musiały spełniać pewne standardy. A jeśli człowiek ten nie potrafił znaleźć w Proroku stałego zatrudnienia, nie mówiło to nic pozytywnego o jego dziennikarskim rzemiośle. Mrzonki o liberté d'écriture oczywiście były ukochane paryskim liberałom, którzy nadal żyli wspomnieniem chwalebnej rewolucji, która upadła wraz z ostrzem gilotyny ścinającym głowy w imię wolności, równości i braterstwa.

Jednak mały wywiad Francuzowi nie mógł zaszkodzić. Trzeba było budować tu własną reputację, stworzyć się na nowo. We Francji szanowano go w arystokratycznych kręgach, tutaj zaczynał niemal od zera. Należało zapewnić sobie dobrą prasę. Szczególnie przed uroczystymi zaręczynami i ślubem.

Problem tkwił w tym, że nie do końca wiedział, jaka była obecna sytuacja. Czyżby chodziło o trwające od jakiegoś czasu zagrożenie ze strony terrorystów, tych całych Śmierciożerców? Nie mógł nazwać ich na łamach gazety otępiałymi radykałami, którzy nawet nie wiedzieli, w co wierzyli. A to, że angielskie rządy były na tyle słabe, że nie potrafiły sobie z nimi poradzić, uważał za znak, że Ministra powinna podać się do dymisji i powierzyć stanowisko komuś bardziej kompetentemu.

– Nazywam się Émile Mulciber i rzeczywiście nie jestem stąd. Mój ojciec pochodzi z Anglii, moja matka jest Francuzką z rodziny Delacour. Wychowałem się i uczyłem w Paryżu. Przyjechałem do Londynu dopiero niedawno, dwa miesiące temu – rzekł. – Obecnie pracuję w Szpitalu Świętego Munga, jestem medykiem. Nie sądzę zatem, bym był statystycznym mieszkańcem waszego kraju. Przyjechałem tu bowiem w celach matrymonialnych, nie z miłości do ojczyzny.

Zabrzmiało to nieco sucho, odrobinę wydarł się z jego wypowiedzi zgoła negatywny stosunek do kraju pochodzenia swego ojca. Sam Garreth Stuart nie przepadał za Anglią i o wiele lepiej odnalazł się we Francji. Epitety, jakimi opisywał on tutejszych Mulciberów nie nadawały się nawet do wypowiedzenia na głos, a co dopiero do gazety.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#6
22.07.2026, 13:44  ✶  
W miarę jak Émile wypowiadał kolejne słowa, palce lewej dłoni zaczeły drgać jakby w rytm wypowiadanych głosek. Lewitujące pióro zdawało sie harmonicznie reagować na te niewielkie gesty. Stalówka podskoczyła na krawędzi dzioba notatnika i z cichym, pospiesznym chrobotem zaczęła podrygac i sunąć po białym papierze. Jej ruchy zdawały się imitować rwany i trochę chaotyczny charakter pisma.
Gdy z ust Émile'a padło nazwisko Mulciber, przez pociągłe oblicze reportera przemknął trudny do jednoznacznego zdefiniowania grymas. Na ułamek sekundy jego oczy rozszerzyły się w błyskawicznej mieszance zaskoczenia oraz nagłego zrozumienia. Chwilę później, na wzmiankę o pracy w Szpitalu Świętego Munga, kąciki jego nienaturalnie idealnego uśmiechu drgnęły subtelnie w górę. Natomiast deklaracja o przyjeździe w celach matrymonialnych, a nie z miłości do ojczyzny, nagrodzona została wyraźnym uniesieniem prawej brwi.
Wszystkie te mikroekspresje zgasły tak szybko, jak się pojawiły, rozpuszczając się w jednolitej, doskonale wyważonej uprzejmości. Ton głosu reportera pozostał gładki, pozbawiony jakichkolwiek osobistych sympatii czy antypatii.
— Prawdziwie odświeżająca szczerość — odezwał się dziennikarz, wykonując lekki skłon głową, w którym krył się cień szacunku dla rodowodu rozmówcy. — W takim razie witam oficjalnie na brytyjskiej ziemi, panie Mulciber.
Czarna stalówka zaszumiała na papierze, stawiając kroplę nad ostatnią literą, po czym zawisła w powietrzu, drżąc w gotowości na kolejne frazy. Dziennikarz trzymał lewa dłoń nieruchomą w gotowości podczas gdy prawą zanurzył w fałdach szaty. Delikatnie cofając głowę sprawiał nagle wrożenie kogoś mniej niepokojącego.
— Mulciber? Ach, a więc francuska gałąź tego… znamienitego rodu? — zapytał, płynnie zawieszając głos w miejscu, w którym nazwisko to w Anglii ciągnęło za sobą ciężki cień sympatii ze Śmierciożercami. Jego pióro zareagowało na gesty palców. — Jak zapatruje się pan na obecne starania niektórych środowisk o przywrócenie dawnego, tradycyjnego porządku? Czy miała Pan okazję zapoznac się z głoszonymi poglądami dotyczącymi tradycyjnego ładu oraz statusu krwi? - Ton był uprzejmy i rzeczowy, w znacznej mierze oczyszczony z emocjonanych zabarwień sugerujących jakieś własne preferencje dziennikarza.
Nie czekając jednak, aż Francuz zdąży w pełni ubrać w słowa odpowiedź na to pytanie, dziennikarz łynnie przeszedł do kolejnej kwesti. Pytań które rozwijały wczesniejszy wątek.
— I składając to w całość… Jak z perspektywy kogoś, kto sam jest tu przybyszem, ocenia pan obecne nastroje migracyjne oraz natężenie tego zjawiska? Na ile, zdaniem pana, dzisiejsza Anglia jest otwarta na członków sprowadzającej się tu magicznej arystokracji? I jak to się wiąże z głoszoną obecnie polityką i poglądami dotyczącymi podziałów klasowych oraz rasowych w imię owego tradycyjnego ładu?
Pióro znowu zawirowało nad stroną, oczekując na reakcję Émile'a, podczas gdy reporter trwał w bezruchu z niezmiennym, profesjonalnym uśmiechem na twarzy.
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#7
26.07.2026, 20:28  ✶  
Émile doskonale znał mieszaninę wyrazów, która zalała oblicze dziennikarza. Widywał to na salonach, w pracy. U pacjentów, u szefostwa, u starszych, a coraz częściej i u młodszych. Otóż był on właśnie oceniany. W głowie dziennikarza z każdą chwilą nabudowywały się nowe warstwy wrażenia. Mulciber żałował, że nie był bardziej wypoczęty. Wtedy na pewno nie pozwoliłby sobie na szczerość. A jednak nocny dyżur robił swoje. Sprawiał, że z każdą chwilą skronie pulsowały mu coraz większym bólem, a oczy trzeba było siłą woli powstrzymać przed zamykaniem się.

– Również witam – odrzekł, wiedząc, że mogłby skwitować to bardziej błyskotliwie. – Jestem pewny, że z czasem przywyknę do tego kraju i będę w stanie w pełni dostrzec jego uroki. Ale owszem, wywodzę się z bocznej gałęzi, a mój ojciec przed mym urodzeniem wyprowadził się do Francji.

Mimo niepokojów społecznych czas zapowiadał się tu dla Émile'a raczej bez fajerwerków. Niebawem miał oficjalnie zaręczyć się z panną Lydią Black, dostał stabilną pracę, wszystko układało się niemal zbyt dobrze. Oczywiście nie dało się nazwać takiego życia ideałem, bowiem Émile szczerze wolałby zostać wiecznym kawalerem i resztę życia spędzić w Paryżu. Każdy jednak miał swe obowiązki. Szanujący się dżentelmen musiał mieć żonę i nie było innej rady.

Zaczęły się pytania o politykę. Émile musiał jakoś wyważyć swoją odpowiedź, nawet jeśli narastała w nim frustracja. Nie spowodowana dziennikarzem, a raczej całym światem, który powstrzymywał go przed powrotem do domu. Jego rodzina rzeczywiście miała konserwatywne poglądy. Słyszał przecież o tym całym teatralnym opuszczeniu Ministerstwa przez sprawę Nobby'ego Leacha. Mężczyzna podejrzewał, że było to raczej czysto performatywne ze strony Mulciberów. Wyraz ich świętego sprzeciwu, który zrobił z nich jedynie pośmiewisko. Rodzinę, na której wspomnienie marszczyło się brwi.

– Zapoznałem się z hasłami głoszonymi przez zwolenników zachowania czystości krwi. Oczywiście dawny, tradycyjny porządek byłby lepszy niż chaos, który panuje w waszym Ministerstwie i legislaturze, to na pewno. Jedyne plotki, które słyszałem o działaniach Ministry Magii to te o jej kochankach – rzekł z większym przekąsem niż zamierzał. – Jednak uważam, że dążenie do wprowadzenia tradycyjnego porządku drogą rewolucji to, przepraszam pana bardzo, cyrk. Brak spójności i rozsądku. Te tendencje oczywiście nie wynikają znikąd. Kiedy przyjechałem do Anglii byłem wprost zszokowany brakiem jakiejkolwiek instytucji uniwersyteckich. Całe szczęście Święty Mung prowadzi nauki. Ale w innych dziedzinach wszyscy badacze to co najwyżej amatorzy, kształceni przez innych hobbystów, którym może czasem płacicie. Czystość krwi to rzecz drugorzędna, choć uważam, że w waszym systemie osoby wywodzące się z rodzin mugolskich nigdy nie będą w stanie się wykształcić na tyle, by w pełni poznać specyfikę czarodziejskiej polityki. Kontaminacja kulturą mugolską spowoduje jeszcze większy chaos. Choć niewykształconym elitom też nie powinno się powierzać władzy.

Rozkręcił się. Frustracja spowodowana nocnym dyżurem wybuchła w potoku słów. A najgorsze, że Émile dobrze się czuł z tym, czego potem miał żałować.

– Uważam zresztą, że to właśnie najmądrzejsi powinni rządzić krajem. Grono najwybitniejszych badaczy z różnych dziedzin powinno zaprojektować system jak najbardziej spójny, oświecony i bliski ludzkiej naturze – dodał po chwili. – Jeśli zaś chodzi o czystokrwistych zagranicznych arystokratów, nie potrafię stwierdzić, jak w rzeczywistości sprawy wyglądają, gdyż moje nazwisko jest angielskie. A i Delacourowie, rodzina mojej matki, znani są w tych stronach. Istnienie arystokracji lokalnej zapewnia jednak bytowanie zamkniętej elicie, w której prędzej może wykształcić się odpowiednie środowisko intelektualne niż w demokratycznym amalgamacie, gdzie nikt nie wie, jakie miejsce ma zająć w społeczeństwie.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
30.07.2026, 13:23  ✶  
W miarę jak z ust młodego medyka wypływały kolejne, coraz śmielsze zdania, lewa dłoń dziennikarza zdawała się delikatnie opadać razem z lewitującym nad nią notesem. Jego palce nie traciły jednak równego, powtarzalnego rytmu. Lewitujące czarne pióro naśladowało ten osobliwy taniec, kreśląc urywanym, szarpanym pismem kolejne linijki tekstu. Delikatny skrobot stalówki o papier oraz ciche zgrzyty wkradały się nieznacznie w tok wypowiedzi Francuza, tworząc swoisty, równoległy tło-dźwięk dla typowego szumu ulicy Pokątnej.
Gdy Émile zaczął ze szczerością punktować słabości brytyjskiego Ministerstwa Magii, w tym przypominać krążące po Londynie plotki o kochankach ministry Jenkins, reporter nie drgnął. Na jego obiektywnie przystojnej twarzy wciąż trwał ten sam, wyważony i usłużny uśmiech, stanowiący zasłonę dla osobistych przekonań, które mogłyby zakłócić poczucie profesjonalnego obiektywizmu. Przy pierwszych ostrych sformułowaniach medyka dziennikarz kilkakrotnie nieznacznie pokiwał głową. W geście pełnym zawodowego zrozumienia zachęcał rozmówcę do dalszego rozwijania myśli.
Podczas coraz bardziej rozbudowanej wypowiedzi Émile'a na temat merytokracji dziennikarz delikatnie zmienił pozycję. Przeniósł ciężar ciała na drugą nogę tak, by ręka, nad którą lewitował notes, znalazła się bliżej ciała. Uniósł dłoń, przywracając ją do pierwotnej pozycji i opierając łokieć o swój bok. Ruch ten nie zmienił w żaden sposób wydźwięku jego eleganckiej postawy ani nie wpłynął na wyraz jego twarzy. Może tylko pióro zaczęło kreślić słowa w nieco płynniejszy, spokojniejszy sposób.
— Niezwykle… wyczerpująca i odważna analiza, panie Mulciber. Bardzo dziękuję za tak szeroką wypowiedź — odezwał się dziennikarz, gdy nastała cisza. Jego palce zamarły, a pióro uniosło się nieruchomo nad powierzchnią notatnika. Przez głęboki głos mężczyzny przebiegła nutka zadowolenia.
— Skoro mam niebywałą okazję rozmawiać z kimś, kto posiada perspektywę przybysza z zewnątrz, a zarazem jest bezpośrednio związany z naszą opieką medyczną… — zawiesił głos, a uśmiech na jego ustach przygasł o ułamek tonu, ustępując miejsca profesjonalnej powadze. Dało się w tej pauzie wyczuć cienką nutę rezerwy, jakby powstrzymał się przed czymś. — Chciałbym zapytać, jak z pańskiej perspektywy wygląda przygotowanie instytucji Szpitala Świętego Munga na potencjalne sytuacje kryzysowe?
Pióro powróciło do szybkich podrygów nad kartką, ponownie sterowane subtelnym ruchem palców w trakcie zadawania pytania.
— Mam tu na myśli reakcję na ewentualne, niebezpieczne zamieszki lub nagłe kryzysy magiczne, do których mogłoby dojść w Londynie.  Zarówno w naszej części miasta, jak i po stronie niemagicznej. I idąc tym tropem… jak ocenia pan możliwości oraz zasadność niesienia pomocy mugolom w neutralizacji zagrożeń pochodzenia magicznego? Dajmy na to… w przypadku wystąpienia niekontrolowanej magicznej zarazy lub magicznego kataklizmu?
Reporter trwał w bezruchu, z uwagą wpatrując się w Émile'a i czekając, aż młody medyk ustosunkuje się do tak postawionych pytań.
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#9
11.08.2026, 11:29  ✶  
Wziął głęboki oddech, powstrzymując się, by nie rozmasować coraz bardziej bolących skroni. Dziennikarz ewidentnie chciał złapać go za jakieś słówko.

– Z takimi pytaniami proszę kierować się do rzecznika szpitala. Nie jestem osobą ani odpowiednio wykwalifikowaną, ani wystarczająco poinformowaną, by na takie pytania panu odpowiadać – rzekł, siląc się na spokój. Nie przepadał za takimi prowokacjami, do których oczywiście skłonność miały pismaki. Co miał powiedzieć? Że w razie kryzysu wszystko albo pierdolnie, albo nie? Czy wniosłoby to cokolwiek do tej rozmowy?

Zagadnienia związane z niesieniem pomocy mugolom zawsze były skomplikowane. Łatwo w rozważaniu ich wpaść w pułapkę równi pochyłej. Najpierw pomoc z magiczną zarazą, klątwami, a potem okaże się, że należy ujawnić się całkowicie i pomagać im z chorobami, z którymi zmagali się od lat. Udary wszelkiego rodzaju, rak, wady serca – to wszystko dało się leczyć magicznymi metodami, a mugolom było z tym zapewne o wiele trudniej. Należało zarysować granicę.

– To zawsze dylemat. Mugole mają swój własny świat, my mamy swój. Nie możemy pozwolić, żeby zbytnio się przeniknęły, również ze względu na magiczne choroby. Jeśli taki przypadek by się zdarzył, uważam, że powinniśmy odizolować jednostki chore wśród mugoli, a po wszystkim zastosować czyszczenie pamięci. Leczyć, owszem, ale w zorganizowany sposób, który nie pozwoliłby na rozprzestrzenianie się choroby i naruszanie kodeksu tajności.

Niezbyt subtelnie sięgnął do kieszeni na piersi i wyjął z niej kieszonkowy zegarek. Szybko sprawdził godzinę.

– Czy ma pan jeszcze do mnie jakieś pytania? – zapytał. – Jeśli mam być z panem szczery, jestem po całonocnym dyżurze, a mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Więc, jeśli jeszcze coś chce pan wiedzieć, to proszę pytać, a jak nie, to wydaje mi się, że można już się rozejść.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1858), Émile Mulciber (1804)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa