10.07.2026, 10:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2026, 10:22 przez Émile Mulciber.)
Po nocnej zmianie w szpitalu Émile marzył jedynie o filiżance aromatycznej caffe au lait, ciepłej kąpieli i porządnej drzemce. Niestety, kiedy zachodziło słońce, rosła liczba pobitych i rannych podczas pijackich ekscesów. Trzeba było ratować ludzi, uciskać rany, składać połamane kości. Nic nadzwyczajnego dla doświadczonego medyka. Każdy w tej profesji musiał kiedyś poznać smak nocki na dyżurze, wśród ziołowego zapachu naparów i dochodzących zewsząd odgłosów ziewania.
Jednak, mimo zmęczenia, Émile wybrał się nigdzie indziej, jak na ulicę Pokątną. Obiecał sobie, że po pracy uzupełni odczynniki do eliksirów, by potem o tym nie zapomnieć i niepotrzebnie nie opuszczać swojego przytulnego zamku w Cork. W głowie zaczynał nazywać to miejsce Château de Mulciber. Cóż, może kiedyś byłoby w stanie ono konkurować z Mulciber Manor? Na razie jednak taka możliwość nie rysowała się na horyzoncie.
Przed zrobieniem zakupów Émile skierował się w stronę jednej z kawiarenek na Pokątnej. Wiedział, że nie powinien przesadzać z kofeiną, szczególnie w wydaniu angielskim. Może herbata bywała niezła (choć była to zasługa raczej Chin i Indii, a nie Anglii), ale kawa nie mogła się równać z tą pitą na Champs Élysées wczesnym rankiem. A picie kawy bez poczucia przyjemności, a z obowiązku wobec wymęczonego umysłu, można było śmiało potraktować jako nałóg.
Może nie był już ubrany w swój lekarski fartuch, ale nadal czuł się w swoim stroju, jakby był w pracy. Na białą koszulę włożył kremową, wełnianą kamizelkę bez guzików ozdobioną czarno-biało wyrysowaną kratą. Do tego jasnoszare spodnie prasowane w kant, niestety trochę pogięte po nocnej zmianie, i brązowe zamszowe buty z naszytymi beżowymi akcentami. Brakowało w tym stroju porządnej szaty, choć wciąż Émile miał wrażenie, że ubrał się lepiej niż reszta przechodniów.
Zatrzymał się przy jednej z witryn. Był to sklep Madame Malkin, w którym sprzedawano mundurki szkolne dla uczniów Hogwartu. Mulciber nie rozumiał idei całego tego ich podziału na domy. To był chyba jakiś fetysz Anglików, by od początku klasyfikować swoje dzieci. Czy naprawdę w wieku jedenastu lat objawiały się takie cechy jak spryt, lojalność czy szlachetność? Czy aby te cechy nie wykształcały się wtórnie, po dołączeniu do domu? I jeszcze ta czapka… Ciekawe, czy była regularnie dezynfekowana?
Jednak, mimo zmęczenia, Émile wybrał się nigdzie indziej, jak na ulicę Pokątną. Obiecał sobie, że po pracy uzupełni odczynniki do eliksirów, by potem o tym nie zapomnieć i niepotrzebnie nie opuszczać swojego przytulnego zamku w Cork. W głowie zaczynał nazywać to miejsce Château de Mulciber. Cóż, może kiedyś byłoby w stanie ono konkurować z Mulciber Manor? Na razie jednak taka możliwość nie rysowała się na horyzoncie.
Przed zrobieniem zakupów Émile skierował się w stronę jednej z kawiarenek na Pokątnej. Wiedział, że nie powinien przesadzać z kofeiną, szczególnie w wydaniu angielskim. Może herbata bywała niezła (choć była to zasługa raczej Chin i Indii, a nie Anglii), ale kawa nie mogła się równać z tą pitą na Champs Élysées wczesnym rankiem. A picie kawy bez poczucia przyjemności, a z obowiązku wobec wymęczonego umysłu, można było śmiało potraktować jako nałóg.
Może nie był już ubrany w swój lekarski fartuch, ale nadal czuł się w swoim stroju, jakby był w pracy. Na białą koszulę włożył kremową, wełnianą kamizelkę bez guzików ozdobioną czarno-biało wyrysowaną kratą. Do tego jasnoszare spodnie prasowane w kant, niestety trochę pogięte po nocnej zmianie, i brązowe zamszowe buty z naszytymi beżowymi akcentami. Brakowało w tym stroju porządnej szaty, choć wciąż Émile miał wrażenie, że ubrał się lepiej niż reszta przechodniów.
Zatrzymał się przy jednej z witryn. Był to sklep Madame Malkin, w którym sprzedawano mundurki szkolne dla uczniów Hogwartu. Mulciber nie rozumiał idei całego tego ich podziału na domy. To był chyba jakiś fetysz Anglików, by od początku klasyfikować swoje dzieci. Czy naprawdę w wieku jedenastu lat objawiały się takie cechy jak spryt, lojalność czy szlachetność? Czy aby te cechy nie wykształcały się wtórnie, po dołączeniu do domu? I jeszcze ta czapka… Ciekawe, czy była regularnie dezynfekowana?
Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.