07.07.2026, 19:30 ✶
![[Obrazek: imgproxy.php?id=xlLRWUM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xlLRWUM.png)
30.05.1969
Paryż
Paryż
![[Obrazek: imgproxy.php?id=5qmYARk.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5qmYARk.png)
Paryż rozkwitał późniejszymi godzinami, szczególnie w piątki. Ulice zapełniały się osobami i kolorami, lśniły i błyszczały. Nie można było zmarnować tego czasu, kiedy to jeszcze weekend do końca się nie zaczął, ale tydzień dobiegł już końca.
Na ten wieczór Émilie nie wystroiła się bynajmniej ekstrawagancko. Krwistoczerwona, rozłożysta spódnica sięgała jej lekko przed kolano. Do tego włożyła bluzkę z krótkim rękawem i koronką przy kołnierzu. Włosy pofalowała, opuściła luźno na ramiona. W uszy wpięła złote kolczyki z maleńkimi rubinami, a na jej smukłej szyi wisiał naszyjnik z tym samym kamieniem. Nie malowała ust szminką. Metamorfomagia wystarczyła, by nabrały one odcienia gdzieś pomiędzy różem a czerwienią. Podobnie z kredką do oczu i pogrubionymi rzęsami. Często też nieco obniżała swój naturalny wzrost i równoważyła to wysokimi szpilkami.
W barze La Pose zjawiła się około godziny dziewiątej wieczorem. Potrzebowała chwili relaksu po ciężkim dniu pracy. Znowu kociołek rąbnął kogoś w łeb i trzeba było cierpliwie wytłumaczyć zasady bezpieczeństwa przy warzeniu eliksirów. Kolejny idiota postanowił też, w ramach karkołomnego łóżkowego eksperymentu wsadzić sobie różdżkę tam, gdzie się jej wsadzać nie powinno. Były też oczywiście dobre rzeczy. Ciąża jednej z pacjentek rozwijała się prawidłowo, a ona i jej mąż bardzo cieszyli się z nadejścia nowego członka rodziny. A i rehabilitacja pewnego mężczyzny po groźnym wypadku szła wyśmienicie i szybciej niż ktokolwiek mógłby zakładać. Tak to bywało w profesji medyka. Dobre i złe mieszało się jak w kalejdoskopie. Émilie nie była tym jakoś specjalnie załamana, lecz najzwyczajniej cholernie zmęczona.
W La Pose panował typowy, piątkowy tłum. Nad lśniącą, czarną podłogą unosiła się lekka para, a w powietrzu krążyły maleńkie kolorowe drobinki. Émilie widziała, że gdy przechodziła do baru, by stanąć w kolejce po drinka, kilka męskich i damskich spojrzeń powędrowało w jej kierunku. Smukłe nogi, zarysowany dekolt, a być może cała jej sylwetka, przyciągały wzrok. Lubiła to, gdy nie było obleśne i bezczelne. A jeszcze bardziej uwielbiała uczucie, gdy z premedytacją ignorowała tych, którzy zwracali na nią uwagę.
Właśnie zamawiała sobie martini, gdy przy stoliku nieopodal baru dostrzegła jego. Mężczyznę wyróżniającego się urodą, stylem. Nonszalancją. Utkwiła w nim na chwilę spojrzenie, nieskrycie zainteresowana. Kiedy natomiast dostała drinka, podeszła bliżej do jego stolika. Oparła się o krzesło naprzeciwko nieznajomego.
– Czeka pan na kogoś? – spytała, uśmiechając się kokieteryjnie. Mówiła oczywiście w ojczystym języku. W magicznym Paryżu mieszkały osoby pochodzące z różnych części świata. Mogli być chociażby z Azji, a jak mieli niewiele szczęścia – z Anglii. Choć tego jegomościa Émilie jeszcze nigdy nie widziała.
Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.