• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[30.05.1969, Odile & Émile] Une soirée à La Pose

[30.05.1969, Odile & Émile] Une soirée à La Pose
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#1
07.07.2026, 19:30  ✶  
[Obrazek: imgproxy.php?id=xlLRWUM.png]
30.05.1969
Paryż
[Obrazek: imgproxy.php?id=5qmYARk.png]

Paryż rozkwitał późniejszymi godzinami, szczególnie w piątki. Ulice zapełniały się osobami i kolorami, lśniły i błyszczały. Nie można było zmarnować tego czasu, kiedy to jeszcze weekend do końca się nie zaczął, ale tydzień dobiegł już końca.


Na ten wieczór Émilie nie wystroiła się bynajmniej ekstrawagancko. Krwistoczerwona, rozłożysta spódnica sięgała jej lekko przed kolano. Do tego włożyła bluzkę z krótkim rękawem i koronką przy kołnierzu. Włosy pofalowała, opuściła luźno na ramiona. W uszy wpięła złote kolczyki z maleńkimi rubinami, a na jej smukłej szyi wisiał naszyjnik z tym samym kamieniem. Nie malowała ust szminką. Metamorfomagia wystarczyła, by nabrały one odcienia gdzieś pomiędzy różem a czerwienią. Podobnie z kredką do oczu i pogrubionymi rzęsami. Często też nieco obniżała swój naturalny wzrost i równoważyła to wysokimi szpilkami.

W barze La Pose zjawiła się około godziny dziewiątej wieczorem. Potrzebowała chwili relaksu po ciężkim dniu pracy. Znowu kociołek rąbnął kogoś w łeb i trzeba było cierpliwie wytłumaczyć zasady bezpieczeństwa przy warzeniu eliksirów. Kolejny idiota postanowił też, w ramach karkołomnego łóżkowego eksperymentu wsadzić sobie różdżkę tam, gdzie się jej wsadzać nie powinno. Były też oczywiście dobre rzeczy. Ciąża jednej z pacjentek rozwijała się prawidłowo, a ona i jej mąż bardzo cieszyli się z nadejścia nowego członka rodziny. A i rehabilitacja pewnego mężczyzny po groźnym wypadku szła wyśmienicie i szybciej niż ktokolwiek mógłby zakładać. Tak to bywało w profesji medyka. Dobre i złe mieszało się jak w kalejdoskopie. Émilie nie była tym jakoś specjalnie załamana, lecz najzwyczajniej cholernie zmęczona.

W La Pose panował typowy, piątkowy tłum. Nad lśniącą, czarną podłogą unosiła się lekka para, a w powietrzu krążyły maleńkie kolorowe drobinki. Émilie widziała, że gdy przechodziła do baru, by stanąć w kolejce po drinka, kilka męskich i damskich spojrzeń powędrowało w jej kierunku. Smukłe nogi, zarysowany dekolt, a być może cała jej sylwetka, przyciągały wzrok. Lubiła to, gdy nie było obleśne i bezczelne. A jeszcze bardziej uwielbiała uczucie, gdy z premedytacją ignorowała tych, którzy zwracali na nią uwagę.

Właśnie zamawiała sobie martini, gdy przy stoliku nieopodal baru dostrzegła jego. Mężczyznę wyróżniającego się urodą, stylem. Nonszalancją. Utkwiła w nim na chwilę spojrzenie, nieskrycie zainteresowana. Kiedy natomiast dostała drinka, podeszła bliżej do jego stolika. Oparła się o krzesło naprzeciwko nieznajomego.

– Czeka pan na kogoś? – spytała, uśmiechając się kokieteryjnie. Mówiła oczywiście w ojczystym języku. W magicznym Paryżu mieszkały osoby pochodzące z różnych części świata. Mogli być chociażby z Azji, a jak mieli niewiele szczęścia – z Anglii. Choć tego jegomościa Émilie jeszcze nigdy nie widziała.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

last responder
Are we magic or science?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
niewymowny, magimedyk
175 cm wzrostu, czarne oczy i włosy. Kiedy nie ma na sobie fartucha laboratoryjnego, nosi się raczej w męskim stylu. Czuć wokół niej woń papierosów. Jej głos jest dość niski jak na kobietę.

Odile Fawley
#2
21.07.2026, 22:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2026, 00:22 przez Odile Fawley.)  
Odile Fawley mogła do tej pory uznać rok 1969 za niezwykle udany – przynajmniej jeśli chodziło o kwestie zawodowe. Z początkiem stycznia rozpoczęła bowiem pracę na wymarzonym stanowisku niewymownego w Komnacie Badania Sekretów Mózgu. Pozycja ta wiązała się nie tylko z prestiżem w brytyjskim środowisku naukowym, ale przede wszystkim z możliwością badania materii, do której przeciętny czarodziej nie miał dostępu. Jednocześnie czarownica nie zamierzała spoczywać na laurach; skupiła się na pracy, motywowana w równym stopniu głodem wiedzy co ambicją (no i częściowo też chęcią zrobienia na złość czystokrwistym dziadom z ministerstwa).

Wysiłki te szybko się opłaciły, gdy zaproponowano jej udział w konferencji poświęconej tematowi najnowszych odkryć z zakresu metamorfomagii. Odile przez całą swoją karierę akademicką skupiała się na badaniu właśnie tego zagadnienia, więc oczywiście od razu się zgodziła (świadkowie tej rozmowy twierdzili nawet, że na jej twarzy widoczny był wtedy uśmiech, ale reszta osób mających styczność z powściągliwą niewymowną nie mogła w to uwierzyć). Okazja do wymiany zdań z największymi specjalistami w dziedzinie metamorfomagii nie zdarzała się przecież często. Fawley intrygowała zwłaszcza możliwość spotkania Marianne Delacour, której prace z zakresu transmutacji stanowiły dla młodej badaczki punkt odniesienia. A poza tym, tylko kompletny idiota nie skorzystałby z możliwości spędzenia prawie tygodnia w Paryżu na koszt Ministerstwa Magii.

Odile przybyła zatem do francuskiej stolicy bardzo zmotywowana i w rzeczy samej, konferencja nie zawiodła jej oczekiwań. Szczęśliwie, zebranemu towarzystwu badaczy naprawdę zależało na poszerzaniu granic nauki, więc pierwszy dzień obfitował w rozwijające dyskusje. Zadbano również, by zagraniczni goście zostali szybko oprowadzeni po najważniejszych atrakcjach Paryża. Na następny dzień zaplanowano więcej wykładów – włącznie z tym prowadzonym przed Madame Delacour. Wszystkie poruszały niezwykle ciekawe zagadnienia, lecz po dwóch intensywnych dniach Fawley zaczynała już odczuwać zmęczenie. Potrzebowała odreagować, najlepiej w swój preferowany sposób.

Kiedy wieczorem wreszcie wróciła do hotelu dla gości, zrzuciła czarodziejskie szaty i przebrała się luźne, mugolskie ubranie. Następnie opuściła magiczny hotel, zmierzając w stronę wypatrzonego wcześniej ciemnego zaułka. Tam, nie niepokojona przez nikogo, ukształtowała swoje ciało jak glinę, by przybrało żądaną formę. Odile miała sporą kolekcję tożsamości, w które potrafiła się przemieniać za pomocą metamorfomagii, lecz w tej chwili wybrała to, które opanowała najszybciej oraz które wymagało od niej najmniej skupienia. Była w końcu dość wymęczona całodzienną konferencja i nie chciała ryzykować przypadkowego ujawnienia się.

Osobą, która wynurzyła się z ciemnego zaułka był młody Azjata, o ponad 180 cm wzrostu i szczupłej sylwetce. Ubranie, które wcześniej wydawało się za duże na Odile na nim leżało idealnie. Wyglądał schludnie, ale nie przesadnie oficjalnie; jego krótkie czarne włosy były lekko zmierzwione a woń wody kolońskiej szybko zmieszała się z dymem papierosa, którego wyciągnął. Mężczyzna ruszył przed siebie, spacerując paryskimi uliczkami i wypatrując jakiegoś lokalu, w którym mógłby spędzić wieczór. Okazało się, że w tym okresie miasto to zamieszkiwały prominentne mniejszości ze wschodniej Azji, więc jego uroda nie przyciągała uwagi tak jak w Londynie. W końcu po jakimś czasie zauważył miejscówkę, która wydawała się jedną z tych luźniejszych, jeśli chodziło o przyjmowaną klientelę. Wszedł do La Pose i skierował się od razu do baru, by zamówić piwo. Ze względu na brak znajomości francuskiego, dogadanie się z obsługą zajęło chwilę, lecz finalnie mu się to udało. Ignorując ciekawskiego spojrzenia, zajął miejsce przy jednym z samotnych stolików. Popijał alkohol, robiąc sobie przerwy na nieodłącznego papierosa oraz wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Ponieważ znajdował się w obcym kraju nie liczył na jakiekolwiek spotkania, lecz najwyraźniej los miał wobec niego inne plany.

Ledwo zdążył kątem oka zarejestrować czerwoną spódnicę, miał przed sobą kobietę, opierającą się o krzesło przy jego stoliku. Powoli podniósł wzrok, spoglądając na nią z zaintrygowaniem. Nieznajoma sprawiała wrażenie osoby, która lubi zwracać na siebie uwagę i jednocześnie nie boi się wyzwań (mało która kobieta odważyłaby się zrobić pierwszy krok). Była również zjawiskowo piękna. Wzrok mężczyzny zatrzymał się na jej twarzy trochę dłużej niż zamierzał, ponieważ z jakiegoś powodu wydała mu się znajoma, ale nie potrafił określić dlaczego.

Oczywiście, nic nie zrozumiał z francuskich słów kobiety. Po tonie mógł jednak domyślić się jej zamiarów, co jeszcze bardziej wzbudziło zainteresowanie. Nie dał jednak po sobie tego poznać i po wydmuchaniu na bok dymu papierosowego, odpowiedział nieznajomej po angielsku.
– Nic nie rozumiem. – jego głos nie był szczególnie niski, lecz słychać w nim było zachrypnięcie od papierosów. – Jak pani widzi, dopiero tu przyjechałem. – powiedział spokojnym tonem, jak gdyby rozmawiał z Angielką. Usilne udawanie kogoś innego nie było w jego stylu. Poza tym ciekawiło go, czy kobieta domyśli się przekazu po jego tonie i co zrobi następnie.
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#3
24.07.2026, 18:53  ✶  
Nieznajomy pachniał hipnotyzująco, niczym słodka trucizna. Woda kolońska, zapach Émilie bliżej nieznany, ale przyjemnie nieokreślony. I oczywiście papierosowy dym, ostry i niezdrowy. Kobieta potrafiłaby wymienić wszystkie negatywne skutki palenia w pomieszczeniach i wdychania dymu tytoniowego w ogóle. Teraz jednak ta nonszalancja, nawet wobec własnego zdrowia, wydała się jej niebywale seksowna. Poza tym te kości policzkowe, ta obojętność w spojrzeniu, postawa smukłego ciała – wszystko to tworzyło obraz człowieka niemalże niebosko pociągającego. Nic nie szkodzi, że mówił po angielsku, z akcentem rodowitego Londyńczyka. To nawet lepiej, że miała pozostać dla niego jedynie wspomnieniem.

– Och, wybacz – mruknęła doskonałą angielszczyzną okraszoną przyjemnym, francuskim akcentem. – Pytałam, czy kogoś pan oczekuje. Uznałam za niemożliwe, że tak przystojny mężczyzna mógłby przyjść tu bez partnerki. – Jej palce przejechały po oparciu krzesła. – Jeśli natomiast, jakimś cudem, jest pan tu sam, czy pozwoliłbyś mi się przysiąść, monsieur?

Spojrzała na niego spod rzęs. Już dawno upewniła się, że do mężczyzn nie ciągnęło jej jedynie przez fakt rozkosznego łamania społecznych konwenasów. Właściwie to płeć nie obchodziła jej prawie w ogóle. Chodziło o pewne cechy i o pewien całokształt. Wrażenie, jakie ktoś robił. Sama przecież do konceptu płci szczególnie przywiązana nie była i uważała rozróżnianie ludzi po organach rozrodczych za nie tyle płytkie, co najzwyczajniej naukowo niepoprawne. Wiedziała jednak, że ludzie byli szczególnie przywiązani do konceptu, który bardzo łatwo organizował im świat. Kolejna maskarada, znów udawanie. Nie było rady, trzeba było zostać aktorką na scenie życia, a rolę społeczną odgrywać z jak największą przyjemnością, a nawet czasem lekką przesadą.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

last responder
Are we magic or science?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
niewymowny, magimedyk
175 cm wzrostu, czarne oczy i włosy. Kiedy nie ma na sobie fartucha laboratoryjnego, nosi się raczej w męskim stylu. Czuć wokół niej woń papierosów. Jej głos jest dość niski jak na kobietę.

Odile Fawley
#4
08.08.2026, 15:05  ✶  
Mężczyzna również potrafiłby wymienić z głowy wszystkie negatywne skutki palenia, ale mimo to nie próbował zerwać z nałogiem. Pogodził się już z wpływem, jaki lata niszczenia płuc będą miały na jego ciało i już nieszczególnie się tym przejmował. Zresztą, nawyki wyrabiane od dzieciństwa w połączeniu z powszechną dostępnością tytoniu również nie ułatwiały rzucenia.

Odpowiedź nieznajomej, wypowiedziana idealną angielszczyzną, była pierwszą rzeczą, która przełamała nonszalancki wyraz twarzy. Wyglądało na to, że dzisiejszy wieczór będzie pełen niespodzianek.
– No proszę. – powiedział, a jego brwi lekko uniosły się z zaskoczenia. – Nie czekam na nikogo, jestem sam. – Pewność siebie oraz bezpośredniość nieznajomej sprawiły, że poczuł się jakby to on był kobietą podrywaną przez mężczyznę. Nie, żeby w tym przypadku było to coś złego; komentarz blondynki nie był nachalny ani obleśny, co od razu czyniło ją lepszą od większości facetów. Po prostu był przyzwyczajony do tego, że w stosunkach z kobietami to on musiał brać inicjatywę (niezależnie od płci, w jaką przyjmował). Ta nietypowa energia nieznajomej podziałała więc na niego bardziej podniecająco niż komplement. – Oczywiście… mademoiselle. – ostatnie słowo wypowiedział niepewnie, ponieważ nauczył się go dopiero wczoraj. Gestem ręki zachęcił kobietę do zajęcia miejsca obok, a następnie wyciągnął metalową papierośnicę, by zaproponować jej szluga.

Dla niego samego fakt, że podobały mu się osoby różnej płci nie był ani niczym nowym, ani szokującym. Odkrył to już jako nastolatek i zaakceptował jak każdą inną naturalną cechę. Z jakiegoś powodu jednak społeczeństwo uznawało takie tendencje za wykroczenie przeciwko przyjętemu porządkowi, podobnie jak relacje między czarodziejami o innym statusie krwi. Ten stan rzeczy niezmiernie go wkurwiał, lecz szybko się nauczył, że aby jakkolwiek przetrwać w tym społeczeństwie, należało się dostosować. Dla zachowania bezpieczeństwa, najczęściej sypiał więc z kobietami jako mężczyzna. Jednocześnie jednak czerpał pewną satysfakcję z faktu, że jego ciało przybierało wtedy odmienną formę i partnerki traktowały go zupełnie inaczej.

– Jeśli mogę spytać, skąd zna pani tak dobrze angielski? W ciągu paru dni spędzonych tutaj, przekonałem się, że jest to raczej rzadka umiejętność. – Nie, żeby on sam umiał mówić w jakimkolwiek innym języku. Podczas konferencji czarodzieje korzystali z tłumaczy albo innych magicznych przyrządów.


It is not the
strongest of the
species that
survives

nor the most intelligent,
but the one most
responsive to change
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Émile Mulciber (665), Odile Fawley (1092)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa