22.12.2022, 17:06 ✶
1969
marsz praw charłaków
alastor moody & ida moody
Zsunęła okulary przeciwsłoneczne na czubek nosa, tak by lepiej widzieć rozpływający się przed ich oczami tłum. Ściśnięci byli w aleję między dwoma rzędami gęsto położonych budynków, a morze ludzi tylko co jakiś czas wyskakiwało falą kolejnego transparentu, czy okrzyku.
— Hej! Proszę zachować odpowiedni odstęp. — Jej ciemny mundur brygadzisty odznaczał się na granicy ludzkich ciał, gdy wskazaniem ręki zwróciła się do nachodzących na siebie ludzi. Tak duże zbiorowiska wymagały od groma formalności dla Ministerstwa, ale Moody była skłonna nawet samej siedzieć nad papierologią, gdy chodziło o tak godną działania sprawę. Nie należała do wyjątkowo sentymentalnych, czy ckliwych osób, ale bez wątpienia wsparcie dla charłaków będzie niosło dla ich magicznego społeczeństwa, tylko korzyści. Wykluczenie i ignorancja nie świadczyły dobrze o śmietance ich magicznego towarzystwa i chociaż nie znała się na statystykach względem tego tematu, to sama znała kilka, a nawet kilkanaście przypadków rodzin, pośród których pojawił się charłak. Do pewnego stopnia, chociaż oczywiście bardzo nikłego w porównaniu do tego, co faktycznie przeżywali charłacy, potrafiła sobie wyobrazić ich uczucia. Odcięci od pewnych tematów, wykluczeni z jakże wielu rozmów, tylko ze względu na sam fakt urodzenia się w tej, a nie innej relacji z magią. Nie zasługiwali niczym na lekceważące traktowanie, wręcz przeciwnie.
— Z przodu robi się trochę tłoczno. Jak myślisz, co to za rozgardiasz? — Skierowała pytanie do towarzyszącemu jej bratu. Dotąd, prócz kilku niefortunnych zakorkowań, protest przebiegał zgodnie z planem. Maszerowali już od dobrej godziny, ale chociaż początek przebiegł Idzie niespodziewanie szybko, to z każdą minutą, wydawało się, że dochodziły im kolejne kłopoty. Przygotowani na jakiegoś rodzaju odzew, jako pracownicy Ministerstwa mieli pozostawać w odpowiedniej odległości, a zarazem gotowości do reakcji. Rozstawieni w strategicznych pozycjach przypominali, nie tylko uczestnikom, ale też niektórym z widzów, łypiących na nich z niesmakiem na twarzach, żeby trzymać się na odległość. Zaczęli… Zwalniać?
— Co jest… — Wymamrotała, próbując dojrzeć ponad skupisko ludzi, a następnie spoglądając zaniepokojona na Alastora. Miała nadzieję, że pośród okrzyków pozytywnych haseł, nagły wrzask trwogi, był tylko wymysłem jej słuchu. W zasadzie, od końca planowanej trasy dzieliło ich może kilkanaście metrów, licząc od początku wężyka. Wykonując jednak kilka kroków w przód, Moody upewniła się w swoich przypuszczeniach.
— Ally, spójrz tam, na gacie Merlina! — Warknęła z niedowierzaniem. — Ktoś zerwał transparenty i chyba się nimi okładają nawzajem! Nie wiem, wydaje mi się, że ktoś wyciągnął różdżkę! — Zakasała rękawy, zapobiegawczo sięgając od skórzanego pasa, gdzie skrywała własną broń. Musieli jak najszybciej przepchać się przez resztę ludzi, najwyraźniej odstępy w jakich byli rozmieszczeni nie wystarczały. Przy tworzącym się rozgardiaszu, Ida nie widziała żadnego ze swych współpracowników.
give me a bitter glory.