Każdy ptak po swojemu śpiewa
Szkocka posiadłość Henrietty Mulciber-Slughorn
ϯ ϯ ϯ
![[Obrazek: house1.jpg]](https://i.ibb.co/qxZLF1T/house1.jpg)
ϯ ϯ ϯ
Istotą pracy nie była ciągła praca. Umysł potrzebował odpocząć, zregenerować się, wsiąknąć wiedzę, którą ostatnio nabył. Nieustanne bombardowanie umysłu nowymi informacjami sprawiało, że ten się szybciej wypalał. Nie mogła pozwolić na to, by zmęczenie intelektu połączone z bezsennością zniszczyło jej sprawność intelektualną. Dlatego od czasu do czasu wybywała do swojej szkockiej posiadłości, gdzie mogła odpocząć od pracy w Departamencie Skarbu. Nie zdarzało się to często. Ostatnio w ubiegłym roku, gdy czekała na informacje odnośnie swojego stanowiska pracy. Zawsze była spokojna, wysublimowana, nie angażująca się uczuciowo, lecz nie znaczyło to, że wewnętrznie była bezemocjonalna. Zawsze znalazłaby sobie inne zajęcie, gdyby straciła obecną pracę, ale tu było jej dobrze. Bardzo dobrze wręcz. Ostatni okres był jednakże niezwykle intensywny w życiu Henrietty. Ślub z Robertem. Przeprowadzka do jego domostwa. Pogrzeb Simone. Zawirowania w pracy w związku z wypadkiem Głównego Komornika. Intensywne nauki run, by móc wreszcie pojąć naturę pieczętowania.
Podjąwszy decyzję o krótkim wyjeździe i poinformowawszy o tym domowników okazało się, że jej przybrana córa również chętnie by się wybrała. Lenore była początkowo zaskoczona i sceptycznie nastawiona, ale skoro obie potrzebowały chwili samotności, to nie protestowała.
Gdy dotarły do niewielkiej posiadłości mającej ledwie trzy pokoje, salon i kuchnię, zastały całkiem zadbane domostwo. Skrzatka Mulciberów, Seral, została poproszona o doprowadzenie go do porządku. Nie była im później potrzebna. Henrietta nie była delikatną panienką, która w ręku nie miała chociażby patelni. Poradzą sobie same.
Odchyliła głowę do tyłu. Jej rude, lśniące włosy zsunęły się z ramion i lekko opadły. Przymknęła oczy. Wargi lekko rozchyliła. W prawej ręce trzymała kryształową szklankę z whisky. Lewą właśnie podniosła do ust, by pociągnąć z cygara — niespiesznie, jakby miała całą wieczność na tę czynność. Przez dłuższą chwilę trzymała dym w ustach, by przy jego wypuszczeniu z lekka zmrużyć oczy. Nie podniosła jednak głowy. Trwała w tym zamyśleniu jakby całkowicie odcięła się od rzeczywistości. I tak zresztą było. Całkowicie się temu poddała. Jakby jej tam nie było.
Mogłaby najpewniej nie dostrzec obecności Iris.