• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[11.03.72] Dom Longbottomów, Wszyscy tu jesteśmy szaleni

[11.03.72] Dom Longbottomów, Wszyscy tu jesteśmy szaleni
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
15.06.2023, 22:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2023, 23:02 przez Brenna Longbottom.)  
Odkryj wiadomość pozafabularną
PRZEKLĘTE PRZEDMIOTY

W marcu 72 zmarła pewna bogata czarownica - Iona Macley. Ponieważ nie miała bliskiej rodziny, setki cennych, należących do niej przedmiotów, przede wszystkim posążków z różnych części świata, porcelanowe, piękne elementy zastawy stołowej i ozdobne lustra, dalecy krewni, na co dzień mieszkający za granicą, wyprzedali. Jeden z tych przedmiotów trafił w twoje ręce - może kupiony, może podarowany? W każdym razie okazało się, że ciąży na nim klątwa. Przedmiot albo oszalał i narobił zamieszania, albo trafiła cię klątwa, która sprawiła, że twoja skóra niekontrolowanie zmienia kolor.

Brenna miała pewne wątpliwości, co do przyjmowania na herbatce Megary Malfoy. Nie ze względu na to, że była źle nastawiona do dziewczyny (bo nie była) ani że była podejrzliwa wobec Malfoyów w ogólności (a była, podobnie jak wobec wielu rodzin, i miała równie często rację, jak się myliła). Raczej chodziło o to, że Malfoyowie byli w większości ludźmi dość eleganckimi, a w posiadłości Longbottomów – nawet jeśli dużej, wypełnionej antykami i drogimi przedmiotami – panował zwykle rozgardiasz, hałas i tłok, jakiego mało kto spodziewałby się po domu czystokrwistych. Samych domowników było kilkunastu, a przez rezydencję przetaczały się też tabuny przyjaciół, krewnych i sąsiadów.
Nie była to atmosfera na elegancką herbatkę, a przy przekazywaniu różnych antyków słowo "elegancja" nasuwało się jakby samo.
Ale skoro Megara miała osobiście dostarczyć przedmiot, który trafi na licytację charytatywną na balu, podarowany przez czcigodny ród Malfoyów, wypadało zaprosić ją na mały poczęstunek, prawda? Może wyjątkowo wszystko pójdzie dobrze i raz uda się zapanować nad tutejszym chaosem… to znaczy, nie całkiem, ale do poziomu akceptowalnego dla kogoś, kto jeszcze nie przywykł do Longbottomów w dużych dawkach.
Brenna nie stroiła się zbytnio na to spotkanie – nie tak, jak choćby cztery dni temu, gdy odwiedzała kuzynkę Megary, Eunice Malfoy, by porozmawiać z nią o balu. Z dwóch powodów. Po pierwsze, mimo wszystko w domu stroiła się wyłącznie na specjalne okazje. Po drugie, aportowała się przed posiadłością prosto z pracy, jakieś pół godziny przed umówionym spotkaniem, bo musiała spędzić dużej z pracy, co dawało jej całe dziesięć minut na ogarnięcie się i dwadzieścia na przygotowanie poczęstunku. Nie wystąpiła jednak też w swoim „zwykłym” wydaniu domowym, czyli poszarpanych, mugolskich jeansach i starej bluzie. Wpadła do domu jak po ogień, wbiegła do swojego pokoju, już przebrana niby huragan przetoczyła się przez kuchnię i salon, sprawdziła, kto z domowników jest w domu, kto nie, ostrzegła o wizycie każdego, kto akurat się nawinął… i pół godziny później otwierała drzwi przed panną Malfoy, ubraną w prostą szatę, dość często noszoną przez czarownice.
- Dzień dobry! Zapraszam – oświadczyła od progu, uśmiechając się do Megary i machając ręką w zachęcie, by ta od razu przeszła do salonu. Była trochę zadyszana. I ciągle rozczochrana, bo nie zdążyła zmusić włosów do posłuszeństwa. – Mam nadzieję, że zostaniesz chwilę, żeby napić się herbaty? Poza tym mamy ciasteczka. Dużo ciasteczek. Są z orzechami, czekoladą i… właściwie nie wiem z czym, ale smakują naprawdę dobrze – paplała po swojemu, bo niemal zawsze dużo mówiła, prowadząc gościa do salonu. Pomieszczenie było bardzo przestronne, wypełnione antykami, ale zarazem raczej w stylu przytulnej niż onieśmielającej elegancji. Miękkie fotele i kanapy, drewniane meble, puchaty dywan, duże okna, wychodzące proste na sad, pamiątki takie jak miecz, wiszący nad kominkiem…
Na stole znalazły się trzy talerzyki z obiecanymi ciasteczkami, misa wypełniona owocami, półmisek z kanapkami – rozłożonymi niezbyt starannie, bo na to Brennie zabrakło już czasu – a także bardzo piękny serwis do herbaty, ozdobiony niezwykle starannie namalowanymi motylami. Brenna kupiła go ledwo co: podobno były to jakieś antyki, które należały do niedawno zmarłej czarownicy…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (587)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa