• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[05.05.1971] "Pierwsze ataki Śmierciożerców" Lucy & Patrick

[05.05.1971] "Pierwsze ataki Śmierciożerców" Lucy & Patrick
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#1
26.01.2023, 15:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2023, 15:20 przez Patrick Steward.)  
Patrick opierał się plecami o drzewo i obserwował znajdujący się niedaleko domek na bagnach. W domku paliło się światło i mieszkająca w środku Nanette Wood (tylko przez nazwisko mogła być kojarzona z TYMI Woodami) przygotowywała pewnie kolację dla dwójki swoich dzieci.
Steward miał na sobie ciemną bluzę i kaptur na głowie. Z daleka doskonale stapiał się z drzewem, przy którym stał. Nadciągająca szybkimi krokami noc, choć równie dobrze robiła dla jego maskowania się, miała sprowadzić na mieszkającą w środku rodzinę niebezpieczeństwo, któremu jako członek Zakonu Feniksa, chciał zapobiec. I chociaż jakaś część Patricka zdawała sobie sprawę, że najprościej byłoby przyjść do Nanette za dnia i porozmawiać z nią, druga sądziła, że nie powinien się bezpośrednio zaangażować w całe zadanie. I dlatego posłał po innego członka Zakonu Feniksa, Lucy Longbottom.
Cała sprawa wyglądała następująco. Nanette Wood była szlamą, która wyszła za mąż za czarodzieja pół krwi. Szczęśliwie dochowali się całej trójki dzieci, z których najstarsze miało już prawie czternaście lat i obecnie przebywało w Hogwarcie a pozostała dwójka była jeszcze zbyt mała na naukę – ale już zdradzała oznaki, że i w ich żyłach drzemała magia. Mieszkali sobie szczęśliwie na niemal zupełnym odludziu, w drewnianym domku, w pobliżu mglistych mokradeł, trochę drogi od Little Hangleton. Nanette zajmowała się domem. Jej mąż był sprzedawcą w jednym ze sklepów na ulicy Pokątnej.
Mieli tylko jednego pecha. Ich sąsiadem był czarodziej z bocznej linii Carrowów. Mężczyzna niemal od początku dawał się im we znaki – a to wykłócał się o spadłe na jego ziemię jesienią jabłka, a to wyzywał Nanette od szlamowatych dziwek a jej dzieci (z niewiadomych względów) od głośnych bękartów.
Mimo to nic nie zapowiadało, by poza upierdliwym sąsiadem, miało ich w rodzinnym życiu czekać cokolwiek więcej niż kilka przypadkowych kłótni w miesiącu.
Ale potem nadeszło wystąpienie Lorda Voldemorta i to wystąpienie zmieniło wszystko. Carrow zdziwaczał jeszcze bardziej. Już wcześniej lubił zaglądać do kieliszka, teraz zaczął bywać w podejrzanym towarzystwie. Coraz częściej też i bardziej agresywnie zaczepiał Nanette, wreszcie zaczął grozić jej śmiercią. Początkowo nie przyjmowała jego słów na poważnie – w końcu traktowała go jak starego, obleśnego dziada, któremu z samotności i od alkoholu, pomieszało się w głowie. Potem Carrow zaczął opowiadać coś o jakimś Czarnym Panu, który zrobi porządek z takimi śmieciami jak Woodowie aż wreszcie, zaatakowano wychodzącego z pracy męża Nanette. Ostatecznie, metodą poczty pantoflowej, przesiadywania do późna w pubach i podsłuchanych ukradkiem strzępków rozmów, jeden z sympatyków Zakonu Feniksa dowiedział się, że dzisiejszej nocy Carrow wspólnie z innym naśladowcą zaatakują gospodarstwo Nanette.
Patrick posłał po Lucy z myślą o tym, że kobieta pójdzie do domu Wood i pomoże w ewakuacji kobiety i jej dzieci. On sam zaś w tym czasie będzie monitorował wszystko z boku – a w razie potrzeby, jeśli przyjdzie mu zmierzyć się z jakimś naśladowcą (albo i samym Carrowem), będzie się starał zrobić to ukradkiem, bardziej asekurował całą akcję niż brał w niej bezpośredni udział.
Czarodziej
I won’t let you down
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziejka nie wysoka, może zginąć w tłumie, ale jej nie lekceważ. Gdy jednak zobaczysz jej pełen uroku, życzliwy uśmiech na pewno go nie zapomnisz! Aby poznać Lucy musisz ją spotkać!

Lucy Longbottom
#2
27.01.2023, 19:19  ✶  
Ten dzień w pracy przebiegł całkowicie zwyczajnie. Lucy przesiedziała go w swoim biurze nad papierkową robotą. Traktowała tę pracę tak poważnie jak każdą inną z tą różnicą, że gdy skończyła już wszystko co miała zrobić nadchodził czas na przemyślenia, czego ostatnimi czasy wolała unikać. Kiedy wyszła z budynku Ministerstwa Magii jeden z pierwszych dni maja powitał ją porywistym wiatrem. Cóż, była to pogoda typowa dla Londynu o tej porze roku, a ludzie po ulicach chodzili opatuleni w swoje płaszcze. Kiedyś na zmaganie się z wiatrem nie zwróciłaby w ogóle uwagi, o tyle teraz szarpanie się z wiatrem przysparzało ją o ból głowy.
Jednak dzisiaj jeszcze obowiązki się na tym nie kończyły, ponieważ było zadanie do wykonania z Zakonu Feniksa. Lucy zjadła obiad w kantynie, jednak i tak chciała się aportować najpierw do rodzinnej rezydencji. Gdy weszła do środka trafiła generalnie na porę obiadu. Nie chcąc nikomu przeszkadzać, stanęła więc na progu kuchni, uśmiechnęła się lekko, co nie przychodziło jej tak łatwo jak kiedyś i pomachała mówiąc dosyć cicho
– Witajcie… Życzę dobrego obiadu – potem spuściła głowę i podreptała do swojego pokoju.
Miała dziś iść na akcję pod przykrywką, dlatego chciała przebrać się w coś mniej rzucającego się w oczy od płaszcza. Przebrała się w granatową wiatrówkę, przy wyjściu zamierzała ubrać wysokie, skórzane, czarne buty, ze względu na to, że miała się spotkać z Patrickiem w pobliżu mokradeł. Będąc na chwilę w domu nie zastała ojca, za to po chwili ze Szpitala św. Munga wróciła jej młodsza siostra. Zamieniły dwa zdania o tym jak minął dzień. Lucy powiedziała, że musi dziś jeszcze wyjść. Danielle uścisnęła ją, jak gdyby chciała powiedzieć – Wiem, że ci ciężko. – Potem Lucy pożegnała się krótko i ruszyła do wyjścia. Kiedy była gotowa wyszła przed dom rezydencji Longbottomów.
Teraz starała się tylko zebrać w sobie i przygotować do działania. Wiedziała, że ma się spotkać z Patrickiem w pobliżu mglistych mokradeł i że mają pomóc czarodziejce niemagicznego pochodzenia. Lucy ciągle wierzyła w słuszność sprawy i misję, jaką niósł Zakon. Czuła jednak, że nie jest już tą silną kobietą co kiedyś, gdy potrafiła przeciwstawiać się przeciwnością. Może nawet nigdy nie była silna, jednak nie chciała pozwolić, by apatia wpłynęła na wykonywane przez nią obowiązki. Nie czekając długo, wyciągnęła karteczkę z koordynatami, chociaż sprawdzała ją już tyle razy, że znała je na pamięć. Wzięła płytki oddech i aportowała się w wyznaczone miejsce.
Na miejscu czekał już zakapturzony mężczyzna, stojący pod drzewem. Lucy podeszła, żeby upewnić się, że to Patrick. Skinęła lekko głową, żeby się przywitać i powiedziała
– Już jestem – co znaczyło, że jest gotowa do działania. Spojrzała w kierunku drewnianego domku, w którym paliło się światło. Podejrzewała, że to będzie miejsce, gdzie mieszkała czarodziejka. Starała się wyrzucić wszystkie troski z głowy i czekała w milczeniu na dalsze polecenia.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#3
29.01.2023, 16:32  ✶  
Patrick odwrócił głowę w stronę Lucy, gdy ta się odezwała. Posłał jej słaby, nieszczególnie szczęśliwy uśmiech. Nie lubił takich spraw. Nie podobało mu się, że wpływy Lorda Voldemorta i jego popleczników rosły aż tak szybko w magicznym świecie. Od czasów jego ujawnienia, ile minęło? Rok? I to niecały. A już pojawiały się rodziny, które trzeba było ewakuować ze strachu przed tym, że może spotkać je krzywda tylko dlatego, że istniały.
- Plan nie jest szczególnie ambitny – zaczął, od razu przechodząc do rzeczy, zamiast najpierw witać się, pytać Lucy o samopoczucie i o to, jak jej minął dzień. Na to mógł przyjść czas później, kiedy zagrożenie związane z życiem Nanette i jej dzieci, minie. – Pomyślałem sobie, że jeśli dobrze pójdzie, uprzedzimy Carrowa i do samego ataku nawet nie dojdzie. Pójdziesz do Nanette i pomożesz jej w spakowaniu rzeczy i ucieczce. Ja zostanę na czatach i spróbuję kupić ci jak najwięcej czasu.
Patrick zamilkł, czekając na reakcję ze strony Lucy. Spodziewał się, że mogła mieć jakieś pytania. Sam nie chciał uczestniczyć jawnie w tym, co się miało za chwilę stać z kilku względów. Po pierwsze, przez to jakie miejsce zajmował w szeregach Zakonu Feniksa, wolał by jak najmniejsza liczba czarodziejów w ogóle wiedziała o jego istnieniu. Po drugie, jego towarzyszka była aurorką i nawet gdyby ją zobaczył jakiś naśladowca, prędzej uznałby, że Nanette znowu wysłała list ze skargą na Carrowa do Biurza Aurorów, niż że przysłał tu Lucy Zakon Feniksa. Po trzecie, być może widok aurorki w domu mugolaczki, powstrzyma Carrowa już przez sam fakt, iż zobaczy akurat aurorkę – czyli wyszkoloną i powiązaną z Ministerstwem Magii czystokrwistą czarownicę a nie jakąś przypadkową znajomą Nanette. Po czwarte wreszcie, sądził, że na froncie należało prowadzić zawsze dwa typy działań: jawne i niejawne. Jawnymi miała się tu zająć Lucy, jemu pozostały w udziale te mniej jawne. A Patrickowi zależało na tym, by wszyscy biorący udział w akcji byli bezpieczni.
- Przez to, że ewakuować trzeba także dzieci, do pomocy nam, dano świstoklik. Aktywuje się za czterdzieści minut i powinien przenieść ewakuowanych przed Dziurawy Kocioł. Dalej przejmie ich ktoś inny – dodał jeszcze, sięgając do kieszeni bluzy, by wyciągnąć stamtąd sporej wielkości gryzak dla psa. Podał go Lucy.
O ile nie było już nic do dodania, Patrick wyciągnął z kieszeni jeszcze niewielką maskę, którą – pewnie po to by zapewniła mu anonimowość, gdyby został zauważony – nałożył na twarz. A potem ruszył w stronę domu Nanette. Nie szedł jednak bezpośrednio, ale szerzej, klucząc między drzewami i krzakami. Przez chwilę jeszcze Lucy mogła go obserwować a potem zniknął jej z oczu.
Bezpośrednia droga do gospodarstwa Woodów była prosta jak drut. Wydeptano nawet niewielką ścieżkę, którą wypełniono polnymi kamieniami. Mimo iż położone na mokradłach, gospodarstwo wyglądało na całkiem zadbane, choć raczej biedne. Ale być może i niczego innego nie można się było spodziewać patrząc na miejsce, w którym się znalazło.
Czarodziej
I won’t let you down
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziejka nie wysoka, może zginąć w tłumie, ale jej nie lekceważ. Gdy jednak zobaczysz jej pełen uroku, życzliwy uśmiech na pewno go nie zapomnisz! Aby poznać Lucy musisz ją spotkać!

Lucy Longbottom
#4
30.01.2023, 23:47  ✶  
Patrick spojrzał na Lucy. W tym momencie jego słaby uśmiech rzeczywiście jej wystarczył. Nie było czasu na powitania. Było raczej dobrze, że Patrick nie pytał jej o samopoczucie, bo po prostu zaczęłaby się rozklejać, a tego podczas akcji nie lubiła. Lucy odpowiedziała swoim pogodnym jak zawsze spojrzeniem i nic więcej nie powiedziała. Przyjęła rolę psa, który czeka na polecenia swojego pana.
Patrick od razu przeszedł do konkretów. Lucy słuchała jego słów uważnie. Nie myślała teraz o niczym innym, ponieważ całą koncentrację poświęcała zadaniu. Czyli plan zakładał, żeby ewakuować czarodziejkę i jej rodzinę, zanim zaatakuje naśladowca. Kobieta przyjęła ten plan pozytywnie. Nie dlatego, że bała się walki, bo z różdżką potrafiła sobie radzić tylko, że takie rozumienie zadania pozwalało na niewystawianie niewinnych czarodziejów na niebezpieczeństwo. Kiedy Patrick skończył mówić, Lucy odpowiedziała
– Dobrze. Zrobię to. - Lucy była zdeterminowana i gotowa do działania. Wydawało jej się, że plan który przedstawił rzeczywiście był dobry, ponieważ ona jedna wystarczy, aby przeprowadzić ewakuację rodziny, podczas gdy drugi auror będzie obserwował teren z dalszej perspektywy i będzie miał ogląd tego, co się dzieje.
Potem Patrick poinformował jeszcze, że mają do dyspozycji świstoklik. Lucy schowała go na razie do kieszeni swojej kurtki i ją zapięła. Kiedy mężczyzna dodał, że aktywuje się za czterdzieści minut Lucy spojrzała na zegarek, aby zapamiętać do której muszą się wyrobić. Po tym kobieta już nic nie dodała. Patrzyła jak Patrick zakłada na twarz maskę. Widocznie chciał działać incognito. Lucy nie wiedziała bowiem jaką pozycję zajmuje w zakonie. Potem popatrzyła jeszcze jak jej kuzyn znika za drzewami. O Patricka się nie martwiła. Znała go wystarczająco dobrze, aby wiedzieć, że sobie poradzi. Na chwilę utknęło jej w myślach słowo „kuzyn”, ale nie zaczęła teraz rozprawiać się nad tym, czy ich relacje rzeczywiście są rodzinne.
Lucy nie tracąc czasu ruszyła żwawym krokiem w stronę domku. Różdżkę miała jakby co przygotowaną do wyciągnięcia. Nie myślała szczególnie nad tym co powie, bo sprawę chciała załatwić tak, jakby to wyglądało służbowo. Komu jak komu, ale pracownikowi Ministerstwa Magii nieznana jej rodzina powinna zaufać. Tak jej się przynajmniej wydawało, ponieważ nie znalazła lepszego wytłumaczenia, dla którego mogłaby tu być. Kiedy pokonała dystans około kilkudziesięciu metrów stanęła koniec końców przed drzwiami. Nie widziała dzwonka, więc zapukała mocno trzy razy. Podczas chwili czekania obejrzała się jeszcze za siebie, żeby sprawdzić, czy na razie nic się nie dzieje. Po tej chwili odwracając się już do drzwi, zobaczyła jak ktoś zaglądnął przez okienko w drzwiach. Potem usłyszała zamek i drzwi się uchyliły. Wyjrzała z za nich kobieta, która na oko mogła być w wieku podobnym do Lucy. Powiedziała po cichu – Proszę? – Lucy od razu wzięła płytki oddech i odpowiedziała
– Nanette, prawda? Nazywam się Lucy Longbottom i jestem aurorem. Czy mogę wejść do środka? - Wiedziała, że dla zwykłych ludzi przybycie kogoś z Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów mogło nie być dobrym omenem, ale czas gonił, więc musiała działać.
Po chwili drzwi otworzyły się szerzej i Lucy ruszyła do środka. Znalazła się w małym korytarzyku, ale na razie się nie rozglądała nie było na to czasu. Kiedy Nanette zamknęła drzwi i obróciła się do niej, zaczęła mówić dalej
– Jestem tutaj, ponieważ wiem, że Carrow chce was dziś zaatakować i będzie miał wsparcie. Musicie się zaraz spakować i opuścić wasz dom. Nie będziecie mogli już tu wrócić. - Lucy chciała wyglądać, jak pracownik Ministerstwa Magii na służbie. Wiedziała, że wiadomości, które przekazała mogły się komuś wydawać jak grom z jasnego nieba, ale ponieważ zależało jej na czasie, czekała jak zareaguje na nie kobieta.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#5
03.02.2023, 02:15  ✶  
Nanette zmarszczyła ciemne brwi. Nerwowo zerknęła w stronę zamkniętych drzwi, jakby słowa Lucy miały w sobie jakąś podwójną moc. Opowiadały o tym, o czym sama wiedziała i jednocześnie przekreślały wszystkie nadzieje, które nosiła w sercu. Pokręciła głową.
- I gdzie mamy iść? – zapytała cicho. – Przecież to nasz dom. Mąż odziedziczył tu ziemię. Uczciwie remontowaliśmy dom. Tu mamy nasz cały dobytek… - wzdrygnęła się.
Była przestraszona i zła. Nie, nie na Lucy. Na Carrowa, który swoim zachowaniem i przynależnością do naśladowców Lorda Voldemorta, niszczył jej życie. Omiotła spojrzeniem korytarzyk, jakby próbowała wskazać jak właściwie wyglądał ten ich dobytek. Tylko, że nie było tu nic szczególnego. Dużo drewna. Dywan z plecionki. Wieszaki na ścianie z kilkoma kurtkami w różnych rozmiarach. Szafka na buty i stojące obok niej wysłużone kalosze. Z wnętrza domku, kobiety usłyszały krzyk dziecka, odgłos przedmiotu upadającego na ziemię i płacz. Nanette odruchowo ruszyła w stronę, skąd dolatywały dźwięki. Pozostawiła za sobą otwarte drzwi, by Lucy mogła pójść za nią.
Znalazły się w kuchni. Na wysokim krześle, siedział zapłakany kilkulatek. Właśnie był w porze posiłku, ale miseczka z płatkami, z której chyba jadł, razem z łyżeczką leżały na podłodze. Nanette westchnęła, podnosząc z ziemi i miskę i łyżeczkę. Oba przedmioty wrzuciła do zlewu a potem sięgnęła po zmywak by zetrzeć breję z podłogi.
- No cicho, cicho – zagadała do syna. – Nic się nie stało. Zaraz ci dam jabłko.
Uwijała się szybko, bardzo szybko, jakby była już nawykła do podobnych dramatów. Rozglądając się po kuchni, Lucy widziała, że miejsce było czyste i zadbane. Rodzina postarała się nawet o drobne szczegóły, które miały sprawić, by było tu ładnie: a to ułożono kolorową mozaikę nad zlewem, a to uszyto ręcznie zasłonki nad okienko czy wydziergano koronkowy obrusik na stół.
- Skoro jesteś aurorem, to czemu nie chcesz ich złapać i wsadzić do Azkabanu? – zapytała Nanette. – Przecież od tego jesteście. Powinniście ich, do cholery, połapać co do jednego i tam wsadzić. Niech się z draniem – tu już chyba nawiązywała do Carrowa – niech się z nim męczą dementorzy a nie ja, mój mąż, moje dzieci. Przecież nic mu nie zrobiliśmy, tak, tak nie można… - pokręciła głową. – My nawet nie mamy, dokąd iść.
Westchnęła ciężko, znowu zerkając w stronę okna. Nie opierała się aż tak bardzo, żeby nie dało się jej przekonać.
- Colette siedzi u siebie na górze w pokoju. Ja… ja potrzebuję chwili czasu. Zgarnę przynajmniej trochę rzeczy. Tu jest wszystko. Cały nasz dobytek – powtórzyła.  – Co to za świat, w którym jedyną drogą ratunku jest ucieczka? – zapytała, marudząc pod nosem.
Dzieciak siedział zajęty jedzeniem jabłka. Nanette weszła do kolejnego pokoju. Dochodziły stamtąd dźwięki, jakby czegoś szukała. Może kufra?
Czarodziej
I won’t let you down
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziejka nie wysoka, może zginąć w tłumie, ale jej nie lekceważ. Gdy jednak zobaczysz jej pełen uroku, życzliwy uśmiech na pewno go nie zapomnisz! Aby poznać Lucy musisz ją spotkać!

Lucy Longbottom
#6
04.02.2023, 22:45  ✶  
Lucy wysłuchała z przejęciem słów Nanette. Zdawała sobie sprawę, z wagi swoich wcześniejszych słów. Wiedziała, że przekreślają one wszelkie nadzieje kobiety na normalne życie. Lucy rozumiała, że ziemia oddziedziczona prze męża i ten domek to wszystko co mieli, aż tu nagle spada na nią taka informacja, że to wszystko, co przez lata budowali, będą musieli na zawsze opuścić.
Aurorka nie rozglądała się za bardzo po mieszkaniu, bo nie było na to czasu. Kiedy nabierała wdech, by coś odpowiedzieć kobiecie usłyszały najpierw krzyk dziecka i spadający na ziemię przedmiot, a potem płacz. Nanette ruszyła do swojego dziecka, a za nią do kuchni weszła Lucy. Syn kobiety siedział na wysokim krześle i okazało się, że to jego miseczka z jedzeniem spadła. Nanette momentalnie zaczęła sprzątać, a Lucy zapytała nieśmiało – Może pomóc? – Jednak kobieta kiwnęła głową, że sama sobie poradzi. W tej chwili Lucy zrobiło się jeszcze bardziej żal całej rodziny, bo dziecko zwyczajnie jadło obiad, a tutaj kobieta miała na głowie, że musi się wyprowadzić z domu natychmiast. Wyobrażała sobie, że sama mogłaby się znaleźć w takiej sytuacji, gdyby miała własną rodzinę, ale wiedziała, że takiej już nigdy nie założy. Matka dała dziecku jabłko, natomiast Lucy mogła przez chwilę rozejrzeć się po pomieszczeniu. Drobne przedmioty tam i ówdzie wskazywały, że domek był urządzony tak, aby było tu przytulnie. Czuło się, że mieszkała tutaj miłość.
Na pytanie, czemu aurorka nie zamknie Carrowa i innych naśladowców w Azkabanie Lucy nie miała dobrej odpowiedzi. W pełni rozumiała przy tym uczucia kobiety. Postarała się dalej odpowiadać rzeczowo
– Nanette, rozumiem cię, naprawdę i bardzo mi przykro - zaczęła, ale wiedziała też, że teraz nie może się za bardzo rozwodzić w swoich słowach – ale Carrow przystał do popleczników Voldemorta. Teraz już nie będziemy w stanie zapewnić wam bezpieczeństwa w tym miejscu. - Z pewnością te słowa nie przyniosły pocieszenia, ale Lucy miała świadomość, że teraz odpowiadała za szybką ewakuację rodziny. Na słowa Nanette o tym, że nie mają dokąd iść odpowiedziała
– Mam dla was świstoklik, abyście mogli łatwo przenieść się na ulicę Pokotną, przed Dziurawym Kotłem. Tam będzie czekał na was przyjaciel, który powie wam co dalej. – Powiedziała. Te słowa z pewnością też nie przyniosły ulgi, a ponieważ czas gonił Lucy dodała – Do aktywacji świstoklika zostało około pół godziny. Zabierzcie to, co możecie, abyśmy mogli jak najszybciej opuścić dom. – Lucy otrzymała jeszcze informację o drugim dziecku na górze. Zapytała jeszcze – A twój mąż, jest tutaj? - Nanette przeszła do kolejnego pokoju. Lucy wyszła za nią na korytarz i przezornie nałożyła magiczne zabezpieczenie na drzwi wejściowe. Chociaż nie było wiadomo, skąd sąsiad Woodów może zaatakować. Następnie przeszła do pokoju, gdzie była Nanette. Lucy starała się mieć podzielną uwagę, by ogarniać rzeczy, które dzieją się w domu oraz chciała, żeby ewakuacja przebiegała sprawnie. Zapytała Nanette – W czymś pomóc? – aby pakowanie się było szybsze oraz – Czy dom ma tylne drzwi? – Tak naprawdę naśladowców można było się spodziewać zewsząd, ale gdyby były tylnie drzwi, to prawdopodobnie chciała, aby przez nie wyszli.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#7
05.02.2023, 23:29  ✶  
Nanette posłała Lucy pełne złości spojrzenie. Nie rozumiała jej tłumaczenia. I co z tego, że Carrow przystał do zwolenników jakiegoś wariata? To automatycznie zwalniało z odpowiedzialności Ministerstwo Magii? Nie mogli jej przed nimi obronić, bo był czyimś poplecznikiem? A kimże był ten Voldemort, żeby samym swoim istnieniem zabraniał aurorom obrony takich rodzin jak rodzina Nanette? Dlaczego to wszystko miało działać w jakiejś takiej konspiracji?
- A wcześniej kiedykolwiek byliście w stanie? – zapytała napastliwie. Bo po odpowiedzi Lucy tego ostatniego wcale nie była już pewna. – Mąż jest w pracy. Kończy zmianę za godzinę.
Kobieta zniknęła w pokoju. Siedzący na krzesełku dla dzieci chłopiec zapatrzył się na aurorkę. Na twarzy miał resztki jogurtu, który musiał chwilę wcześniej zajadać. Uderzał przy tym małą rączką z jabłkiem w stolik.
Od czasu do czasu Nanette pojawiała się w zasięgu wzroku Lucy. Za każdym razem łapała jakiś przedmiot i wrzucała je do skrzyni. Główna część pakowania polegała jednak na wypowiadanej inkantacji: „pakuj”. Magia sprawdzała się tu na tyle dobrze, że matka dwójki małych dzieci nie potrzebowała specjalnej pomocy.
- Ma. Od strony naszej sypialni – odparła na pytanie o tylne drzwi. – Pójdę po Colette.
Przemaszerowała przez kuchnię by wyjść na korytarz i wspiąć się po schodach na piętro. Lucy została w kuchni sama z dzieckiem. Mniej więcej w tym czasie dostrzegła przez okno, że w stronę domu zmierzało dwóch zakapturzonych ludzi. Jeden z nich skierował się ku głównemu wejściu a drugi, zgodnie z wcześniejszymi przypuszczeniami aurorki, poszedł okrążać dom. Najwyraźniej planował wejście z drugiej strony.
Czarodziej
I won’t let you down
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziejka nie wysoka, może zginąć w tłumie, ale jej nie lekceważ. Gdy jednak zobaczysz jej pełen uroku, życzliwy uśmiech na pewno go nie zapomnisz! Aby poznać Lucy musisz ją spotkać!

Lucy Longbottom
#8
09.02.2023, 23:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2023, 17:45 przez Lucy Longbottom.)  
Lucy pozostawała spokojna, kiedy Nanette wypowiadała swoje słowa. Uważała, że ma do tego prawo w sytuacji, która ją spotkała i wiedziała, że słowa kobiety wynikały z desperacji a nie ze złości. Dobrze, że Nanette zdecydowała się na współpracę z poleceniami Lucy. Kobieta pakowała rzeczy do kufra tak, że przebiegało to sprawnie. Sama Lucy szczerze współczuła rodzinie sytuacji, w której się znaleźli, ale nie powiedziała już ani słowa. W odpowiedzi na to, że mąż Nanette kończy pracę za godzinę odpowiedziała
– Trzeba go będzie jakoś poinformować, żeby już tutaj nie wracał. Najlepiej by było, gdyby spotkał się z wami na ulicy Pokątnej. Czy twój mąż umie może fale? – Chociaż raczej wątpiła w to, aby zwykły, cywilny czarodziej posiadał takie umiejętności.
Lucy zobaczyła, że dziecko na krzesełku się w nią zapatrzyło. Uśmiechnęła się do niego i było jej żal,  że przez Mrocznego Dziada  takie dziecko będzie musiało opuścić swój dom.
Gdy Nanette odpowiedziała, że dom ma tylne wyjście Lucy odpowiedziała
– To raczej z tego wyjścia będziemy musieli skorzystać. - Kiedy Nanette oznajmiła, że idzie po drugie dziecko na piętro, Lucy pozostała z dzieckiem w kuchni.
Po chwili dojrzała przez okno dwóch zakapturzonych ludzi, zbliżających się do domu. Lucy rzuciła na dziecko zaklęcie – Protego! - ponieważ przypuszczała, że zaraz mogą zacząć latać tutaj czary.
– Nanette, zostań z dzieckiem na górze! - powiedziała do kobiety, kiedy żwawym krokiem wyszła na korytarz. Ci zakapturzeni, prawdopodobnie Carrow z pomocnikiem, byli na tyle bezczelni, że nawet nie próbowali się skradać, tylko szli jak po swoje.
– Zajmij się tym naśladowcą, co okrąża dom. - Przekazała kuzynowi falami.
Sama stała teraz w korytarzu, naprzeciwko drzwi wejściowych i czekała na to, jak zabierze się do nich ten naśladowca. Po chwili słychać było huk. Widocznie napastnik był na tyle pewny siebie, że nie sprawdził, że drzwi mają magiczne zabezpieczenie. Lucy z różdzką w pogotowiu wyjrzała za te drzwi i zobaczyła, że przed nimi leży chyba jakiś mężczyzna, chwilowo wstrząśnięty tym, co go spotkało. Lucy nie bardzo uśmiechało się wzywać tutaj ekipę aurorów, dlatego postanowiła, że ogłuszy mężczyznę – Drętwota! - rzuciła w jego kierunku, po czym Carrow stracił przytomność. Lucy wiedziała, że nie mają dużo czasu. Kiedy weszła z powrotem do domu Nanette z dzieckiem wyglądała z zza rogu
– Musimy jak najszybciej opuścić dom! - powiedziała Lucy, po czym ściągnęła tarczę z dziecka siedzącego w kuchni. Po tym pozostawiła kobiecie jeszcze trochę czasu, a sama udała się do sypialni, czekając, czy tylne drzwi się otworzą?
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#9
11.02.2023, 00:51  ✶  
Na dobrą sprawę Patrick nie wspominał Lucy nic o tym by w domu Nanette miał być również obecny jej mąż. Być może wynikało to z faktu, że Zakon Feniksa już znalazł kogoś innego, kto miał go poinformować o planowanym ataku i zadbać o to, by znalazł się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Im szybciej, im sprawniej, im bardziej niespodziewanie (dla tych, których mieli ratować) była przeprowadzana akcja, tym istniało mniejsze ryzyko, że Śmierciożercy dowiedzą się o ingerencji Zakonu Feniksa.
Sam Steward, o czym Lucy raczej wiedzieć nie mogła, bo przy niej odgrywał właśnie rolę zwykłego członka (może trochę lepiej poinformowanego), dbał o to by każdy z zakonników otrzymywał dokładnie tę porcję wiedzy, która była mu niezbędna do właściwego działania w strukturach organizacji. To też była kwestia bezpieczeństwa.
Zarysowana przez Lucy wizja, w której mąż Nanette wraca do tego domu i zostaje zamordowany przez popleczników Voldemorta wywołała potężny grymas strachu na twarzy kobiety. To nie był właściwy moment by ją bardziej przerażać.
- Nie – burknęła odpowiadając na pytania o fale, a potem zniknęła na górze.
Patrick nie odpowiedział na przesłaną mu wiadomość. Dziecko wciąż siedziało na swoim miejscu i obserwowała działania Lucy, kompletnie nieświadome ani tego, że rzuciła na nie zaklęcie, ani że właśnie znokautowała Carrowa. Podskoczyło jedynie i kwęknęło, jakby szykując się do płaczu, gdy rozległ się huk. Ale ten kwęk został dość szybko zastąpiony przez głębokie zainteresowanie tym, co się działo za oknem.
Do tej pory widok za nim był raczej ponury i nieciekawy. Teraz, mniej więcej jakieś dwieście metrów od gospodarstwa Nanette, nagle wybuchł pożar. To płonęła szopa Carrowa. Ogień, który ją pochłaniał, pojawił się niespodziewanie i tak rósł z każdą kolejną sekundą, zamieniając drewniany budynek w płonącą pochodnię. Gdyby ktoś wyszedł teraz na dwór, usłyszałby dźwięki skwierczącego drewna i huk, gdy zawaliła się jedna z pierwszych ścian.
Tymczasem, w sypialni, nic się nie działo. Panował tu drobny nieporządek. Niby podwójne łóżko wciąż pozostawało starannie zaścielone (leżała na nim patchworkowa narzuta, wyraźny ślad samodzielnej pracy Nanette), ale drzwi od szafy pakująca się pośpiesznie kobieta pozostawiła otwarte. Szuflady białej komody również pozostawały niedomknięte. Z jednej z nich wystawał fragment białej, bawełnianej koszulki. Największą uwagę zaś zwracała duża, otwarta skrzynia, do której za pomocą zaklęć, Nanette zapakowała sporo swoich (i dzieci rzeczy).
Stojąc w sypialni, Lucy słyszała dźwięki dochodzące z góry. Przypominały pośpiesznie kroki pomieszane ze stukaniem. Najpewniej matka właśnie pomagała córce w jak najszybszym spakowaniu się.
Kolega Carrowa, nie będzie wam przeszkadzał – odpowiedział Steward, posyłając Lucy wiadomość przez fale. – Odstaw Nanette z dziećmi. Dobrze się spisałaś.
Czarodziej
I won’t let you down
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziejka nie wysoka, może zginąć w tłumie, ale jej nie lekceważ. Gdy jednak zobaczysz jej pełen uroku, życzliwy uśmiech na pewno go nie zapomnisz! Aby poznać Lucy musisz ją spotkać!

Lucy Longbottom
#10
11.02.2023, 23:44  ✶  
Lucy chyba rzeczywiście nie zanotowała tego w pamięci, że męża Nanette miało nie być w domu. Stąd niepotrzebnie zadawała to pytanie kobiecie. Najważniejsze jednak było to, że pan Wood znajduje się już poza niebezpieczeństwem.
Kiedy Lucy poradziła już sobie z nieszczęsnym sąsiadem, wróciła do domu. Dziecko, które siedziało cały czas w kuchni, było najwyraźniej nieświadome tego, co się wokół niego działo. Aurorka usłyszała na górze kroki kobiety. Cały czas stała z wyciągniętą w pogotowiu różdżką, na wypadek gdyby znowu miała jej użyć. W tym momencie przez okno domu było widać opodal coś jakby pożar? Tak. To najwyraźniej działania Patricka, który spowodował pożar w gospodarstwie Carrowa. Po chwili Lucy za pośrednictwem fal usłyszała wiadomość od kuzyna. Ta wiadomość, że kolega Carrowa nie będzie im już przeszkadzał przyniosło Lucy ulgę. Przynajmniej na tą porę nie powinni mieć ze śmierciożercami problemów. Aurorka najchętniej odpowiedziałaby przez fale, że Patrick też dobrze się spisał, ale nie przesłała już żadnej wiadomości. To byłaby niepotrzebna strata czasu, a wiedziała, że sam Patrick potrafi o siebie zadbać.
W tej chwili musiała się skupić na Nanette i jej dzieciach. Lucy spojrzała na zegarek i poczekała, aż kobieta zejdzie z piętra z dzieckiem. Wtedy Lucy powiedziała
– Carrow i jego kompan na tą chwilę są nieszkodliwi. Do aktywacji świstoklika zostało jeszcze kilka minut. Możesz jeszcze spakować najpotrzebniejsze rzeczy. - Lucy ciągle stała z różdżką i pilnowała sytuacji, ale ufała w działanie swoje i Patricka, że śmierciożercy nie stanowią już problemu. Nanette jeszcze przez te chwile krzątała się do domu, aż do momentu kiedy trzeba było się przygotować do opuszczenia domu. Lucy wyjęła z kieszeni swojej kurtki świstoklik i powiedziała
– Świstoklik za chwilę uaktywni się. Musimy wszyscy się złapać za ręce i kufer też. – Po tych słowach Nanette i dzieci zrobili tak, jak powiedziała Lucy. W przeciągu niecałej minuty świstoklik zadziałał i wszyscy po chwili znaleźli się na Ulicy Pokątnej przed Dziurawym Kotłem. Usłyszeli nagle wokół siebie gwar miasta. Na miejscu czekał już członek Zakonu razem z mężem Nanette.
– Teraz już po wszystkim. Będziecie bezpieczni – powiedziała Lucy. – To jest osoba, która zadba o wasze zakwaterowanie, ale pamiętajcie, że na mnie zawsze też możecie liczyć – dodała aurorka uśmiechając się serdecznie do rodziny. Dzisiejsze zadanie zostało wykonane, a rodzina Woodów była bezpieczna. Lucy zaczekała, aż uratowana rodzina zbierze się w drogę do miejsca przeznaczenia. Wyglądało na to, że wszystko zakończyło się na tyle dobrze na ile mogło w tej sytuacji.

KONIEC SESJI
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lucy Longbottom (2361), Patrick Steward (2075)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa