06.08.2026, 20:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2026, 21:04 przez Alexander Mulciber.)
Odpowiedź na ten list Helloise.
Gdybym był arcykapłanem jakiego kultu wybrałbym raczej dobrowolne męczeństwo. Zakładając jednoczesne bycie figurą publiczną, rzecz jasna. Znasz moje myśli na temat zorganizowanej religii. Zbyt wielu pragnie teraz dotknąć tajemnicy. Nie pożądają tajemnicy, lecz obnażenia. Różne istnieją rodzaje gwałtu, ale ten jest mi obrzydliwym, bo nie ma w nim nic z pasji. Być może dlatego zawsze skłaniałem się w stronę tego, co poznaniem niedostępne. W stronę ezoteryki, zagadek, zaklętych przestrzeni między słowami przepowiedni, nieprzetłumaczalności języka. Widziałabyś we mnie pitagorejczyka? Myślę, że mógłbym być wierzącym, gdybym urodził się w tej sekcie, w której ślubowali milczenie. Nawet mówiąc, że bogowie istnieją, dokonuje się bowiem ograniczenia. Jeżeli boskość można zamknąć w płaszczyźnie bytu, nie jest już boskością.
Toteż na miejscu arcykapłanki prędzej popełniłbym samobójstwo aniżeli zezwolił na wykorzystanie. Zwłaszcza, jeśli więżą ją w TYM MIEJSCU. Słabość tak zwanych bogów zawsze napełnia ambiwalencją. A jednak śmierć byłaby dla niej najlepszą opcją, o ile powzięłaby ją na własną rękę, a najlepiej zabierając z sobą jeszcze kilka żyć, dla wyrównania rachunku. W samobójstwie odnaleźć można honor. Śmierć z ręki tłuszczy, jakkolwiek napawa obrzydzeniem — a co najgorsze, skłania do wątpienia w boski majestat! — również może być wykorzystaną w narracji. Żałuję, że nie poświęciłem więcej uwagi studium żywota Ha-Nocri, tego rzekomego proroka, względem śmierci którego mugole liczą upływ czasu, ale wnoszę, że koncept jest ci znany. Oto przykład kultu, który przetrwał blisko dwa tysiące lat, bo ludzie wciąż odnajdują w męczeńskiej jego ofierze coś ujmującego.
Uważam, że masom potrzebne jest łatwe rozróżnienie typu dobro zło. Samonapędzająca się dynamika antagonizmu, której mechanizmu słusznie upatrujesz w tejże sytuacji.
Załóżmy, że ktoś rzeczywiście arcykapłankę spróbuje odbić. Przeżycie byłoby dla niej tragedią. Stałaby się dłużniczką maluczkich, nie w drapieżny sposób, w jakim bogowie żywią się swymi wyznawcami, lecz w sposób czysto ludzki. Oto bowiem nie uratowała samej siebie własną mocą, lecz pozwoliła, aby dokonał tego kto inny. Wprowadzamy zatem dynamikę "wybrańca", być może grupy wybranych, którzy z czasem rzucić mogą wyzwanie kaście kapłańskiej, twierdząc, że bogini twoja uczyniła ich swymi wojownikami, prowadziła ich ręce, ich nogi. Z czasem prowadzić może ich języki. "Głosimy ewangelię nową w imię tej, która nas wybrała", będą mówić. Powstrzymam się od sekcjonowania na sztuki części ciał, które bogini również mogłaby prowadzić, ponieważ nie chcę obrażać twojej wiary w imię naszego eksperymentu myślowego. Zapewniam jednak, że myśl o emanacjach bogini w członkach pospólstwa napełnia mnie podobnym obrzydzeniem, co ciebie. Napełnia mnie obrzydzeniem, że bedą legitymizować swoją władzę — to jest, wiarę — ruinami starej władzy — to jest wiary — tak samo jak…
jak ON
tak sądzę
że tytułować się będą ARCYKAPŁANAMI tak jak ON tytułuje się…
Intelektualnie się nie przeciwstawiam kierunkowi, w którym zdążają nasze myśli. Instynkt mówi jednak, byśmy nie szli w tę stronę.
A jednak nieustannie mam wątpliwości. Znasz mnie, zawsze znajdę sposób, żeby kwestionować. Nie tyle moralność, lecz mechanizm. Intencje. Myśli. Uczucia. Słowa. Czyny. Wszystkie mogą różnić się od siebie, mogą wręcz stać do siebie w całkowitej opozycji. Obraliśmy taki kierunek bo wydał nam się właściwym. Bo widzieliśmy w tym korzyść, możliwość odzyskania czegoś, w co wierzymy, nawet jeżeli nie aprobujemy metodologii.
Nienawidzę mówić "nie wiem", Helloise.
Jeżeli to świadomy akt dywersji, nie zaś pospolite ruszenie czy krucjata, to jest to dywersja tak kurewsko głupia, że aż mi niedobrze. Może dlatego brzmi tak bardzo prawdopodobnie.
Ty możesz przynajmniej usprawiedliwić się wiarą. Ja naiwnie usprawiedliwiam się przynależnością do grona "wybranych". Wciąż myślę jednak, że Azkaban jest lepszym od TEGO MIEJSCA. W więzieniu nie mogą od razu pozbawić cię duszy.
Aż tak się stęskniłaś?
Toteż na miejscu arcykapłanki prędzej popełniłbym samobójstwo aniżeli zezwolił na wykorzystanie. Zwłaszcza, jeśli więżą ją w TYM MIEJSCU. Słabość tak zwanych bogów zawsze napełnia ambiwalencją. A jednak śmierć byłaby dla niej najlepszą opcją, o ile powzięłaby ją na własną rękę, a najlepiej zabierając z sobą jeszcze kilka żyć, dla wyrównania rachunku. W samobójstwie odnaleźć można honor. Śmierć z ręki tłuszczy, jakkolwiek napawa obrzydzeniem — a co najgorsze, skłania do wątpienia w boski majestat! — również może być wykorzystaną w narracji. Żałuję, że nie poświęciłem więcej uwagi studium żywota Ha-Nocri, tego rzekomego proroka, względem śmierci którego mugole liczą upływ czasu, ale wnoszę, że koncept jest ci znany. Oto przykład kultu, który przetrwał blisko dwa tysiące lat, bo ludzie wciąż odnajdują w męczeńskiej jego ofierze coś ujmującego.
Uważam, że masom potrzebne jest łatwe rozróżnienie typu dobro zło. Samonapędzająca się dynamika antagonizmu, której mechanizmu słusznie upatrujesz w tejże sytuacji.
Załóżmy, że ktoś rzeczywiście arcykapłankę spróbuje odbić. Przeżycie byłoby dla niej tragedią. Stałaby się dłużniczką maluczkich, nie w drapieżny sposób, w jakim bogowie żywią się swymi wyznawcami, lecz w sposób czysto ludzki. Oto bowiem nie uratowała samej siebie własną mocą, lecz pozwoliła, aby dokonał tego kto inny. Wprowadzamy zatem dynamikę "wybrańca", być może grupy wybranych, którzy z czasem rzucić mogą wyzwanie kaście kapłańskiej, twierdząc, że bogini twoja uczyniła ich swymi wojownikami, prowadziła ich ręce, ich nogi. Z czasem prowadzić może ich języki. "Głosimy ewangelię nową w imię tej, która nas wybrała", będą mówić. Powstrzymam się od sekcjonowania na sztuki części ciał, które bogini również mogłaby prowadzić, ponieważ nie chcę obrażać twojej wiary w imię naszego eksperymentu myślowego. Zapewniam jednak, że myśl o emanacjach bogini w członkach pospólstwa napełnia mnie podobnym obrzydzeniem, co ciebie. Napełnia mnie obrzydzeniem, że bedą legitymizować swoją władzę — to jest, wiarę — ruinami starej władzy — to jest wiary — tak samo jak…
jak ON
tak sądzę
że tytułować się będą ARCYKAPŁANAMI tak jak ON tytułuje się…
Intelektualnie się nie przeciwstawiam kierunkowi, w którym zdążają nasze myśli. Instynkt mówi jednak, byśmy nie szli w tę stronę.
A jednak nieustannie mam wątpliwości. Znasz mnie, zawsze znajdę sposób, żeby kwestionować. Nie tyle moralność, lecz mechanizm. Intencje. Myśli. Uczucia. Słowa. Czyny. Wszystkie mogą różnić się od siebie, mogą wręcz stać do siebie w całkowitej opozycji. Obraliśmy taki kierunek bo wydał nam się właściwym. Bo widzieliśmy w tym korzyść, możliwość odzyskania czegoś, w co wierzymy, nawet jeżeli nie aprobujemy metodologii.
Nienawidzę mówić "nie wiem", Helloise.
Jeżeli to świadomy akt dywersji, nie zaś pospolite ruszenie czy krucjata, to jest to dywersja tak kurewsko głupia, że aż mi niedobrze. Może dlatego brzmi tak bardzo prawdopodobnie.
Ty możesz przynajmniej usprawiedliwić się wiarą. Ja naiwnie usprawiedliwiam się przynależnością do grona "wybranych". Wciąż myślę jednak, że Azkaban jest lepszym od TEGO MIEJSCA. W więzieniu nie mogą od razu pozbawić cię duszy.
Aż tak się stęskniłaś?
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat