Mimo, że szkołę ukończył już dobre kilka lat temu, lubił odwiedzać Hogsmeade i starał się to robić w miarę regularnie. Wioska miała swój niepowtarzalny, którym zachłysnął się, gdy tylko odwiedził ją po raz pierwszy, a potem drugi, trzeci i kolejny i kolejny - nigdy nie przestawała go zachwycać, niezależnie od tego, jak często tu bywał. Z dziecięcą radością oglądał witryny sklepowe oraz cuda, jakie się na nich prezentowały. Nie rozumiał kolegów, którzy wychowani w czarodziejskiej społeczności, uważali Hogsmeade za nudę - w jego oczach było to na tyle ciekawe miejsce, że nigdy nie wiadomo było, na co tym razem się natrafi. W świecie czarodziejskim, każdy dzień był jedną wielką niewiadomą i niespodzianką; ani na moment nie przestawał tego doceniać.
Było piękne, słoneczne popołudnie, gdy z cichym trzaśnięciem aportował się tuż pod Trzema Miotłami. Odkąd uzyskał licencję na teleportację, stało się to jednym z jego ulubionych sposobów poruszania się (tuż obok miotły oczywiście!). Nie pojmował, w jaki sposób mógł wcześniej żyć bez tej możliwości. Gdyby jej nie posiadał, tak sprawne przemieszczenie się z Ministerstwa do urokliwej wioski czarodziejskiej leżącej pod Hogwartem byłoby niemożliwe. A zdecydowanie tego potrzebował, zwłaszcza dziś.
To, że został przyjęty na staż do biura badań i hodowli smoków, było jego spełnieniem największych marzeń. Świętował przez bity tydzień, z różnymi grupami ludzi, nawijał jak najęty na ten temat to każdego, kto tylko wykazał choć cień zainteresowania i chęci, żeby go słuchać. Oczywiście, wiedział że zaliczenie stażu nie będzie najprostszym zadaniem. Nie spodziewał się jednak, że będzie aż tak wymagające. I o ile w pracy w terenie czuł się jak ryba w wodzie, lubił studiować literaturę oraz zgłębiać wiedzę na temat tych magicznych stworzeń, tak samo przebywanie w gmachu Ministerstwa dawało mu solidnie w kość. Nie był typowym urzędasem w garniturze, a tam było takich pełno. Vinnie czuł się, jakby był z innej bajki, co w gruncie rzeczy było prawdą. Jedno było jasne - jako stażysta, musiał się dostosować. Z tej okazji nawet garnitur kupił! A to, że przeważnie miał poluzowany krawat, a koszulę niedbale wystającą ze spodni, to już inna sprawa.
Hogsmede było pełne uczniów, którzy korzystając z przepięknej pogody, postanowili spędzić wolny dzień w Hogsmeade. On sam, choć uczniem już dawno nie był, miał podobne plany. Porządnie schłodzony napój oraz przyjazna twarz były czymś, czego tego dnia potrzebował najbardziej.