• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[marzec 1972] Pan Mruczkens | Vincent & Patrick

[marzec 1972] Pan Mruczkens | Vincent & Patrick
irish mutineer
living like we're renegades

wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Raczej łatwo przegapić go w tłumie. Nieco niższy od przeciętnego Brytyjczyka (174 cm), jest krępej budowy mężczyzną. Ma jasnoniebieskie oczy oraz wiecznie roztrzepane jasne włosy, a ich długość sugeruje, że dawno nie był u fryzjera. Vinnie preferuje modę mugolską, rzadko ubiera się elegancko, zdecydowanie preferuje odzież, która nie krępuje jego ruchów. Kiedy podwija rękawy swetra lub koszuli, można dostrzec liczne blizny pokrywające jego przedramiona, zarówno po oparzeniach jak i cięte. Ma silny akcent po którym nietrudno zgadnąć, że nie urodził się w Londynie. Pachnie tytoniem.

Vincent O’Dwyer
#1
19.04.2023, 18:39  ✶  

Scenariusz "Pan Mruczkens"
kwiecień 1972
Vincent & Patrick



Odkryj wiadomość pozafabularną
SCENARIUSZ

Ulewa


Znajdowałeś się na Ulicy Pokątnej. W jednym z zaułków blisko Nokturnu zauważyłeś jakiś ruch, a następnie usłyszałeś pisk małego dziecka. Postanowiłeś zbadać sprawę. Kiedy znalazłeś się bliżej, twoim oczom ukazała się mała dziewczynka próbująca złapać naprawdę szybkiego kocura. Po chwili namysłu, zapłakana i spuchnięta, prosi cię o pomoc w schwytaniu swojego ukochanego przyjaciela.

Nic nie zwiastowało tego dziwnego wydarzenia, w którym lada moment mieli wziąć udział. Choć godzina była młoda i chętnie posiedziałby w lokalu jeszcze dłużej, wiedział że jutro musi być pełni sił i chęci do życia, by stawić się w budynku ministerstwa, gdzie wypełniał typową papierkową robotę, która była wisienką na torcie, crème de la crème każdej pracy w terenie, w jakiej przyszło mu wziąć udział. Wiedział, że odstaje od pracowników biurowych. Wyglądem, sposobem bycia. Wypastowane buty go obcierały, zawiązany na szyi krawat zaciskał się niczym dłonie, pozbawiając swobodnego oddechu, a koszula, choć powinna być idealnie wyprasowana, zawsze się gdzieś odgniotła. O ile kiedyś przejmował się tym aż za bardzo, tak teraz zdarzało mu się pojawiać w pracy w odzieży, jaką nosił na co dzień. Wiedział, że nikt mu nic nie powie - chroniła go posiadana wiedza, zaangażowanie w pracę oraz doświadczenie. Nie wiedział jednak, czy te okażą się wystarczające, nim ktoś przypomni sobie o jego nieodpowiednim statusie krwi. Póki co, starał się nie rzucać w oczy i po prostu robić swoje. Nie był głupi, miał świadomość, że prędzej czy później bańka w której żyje pęknie.

Patricka znał jeszcze z czasów szkolnych - byli na tym samym roku, dzięki czemu chcąc nie chcąc, zdążyli się trochę poznać. Lubił Stewarda. Uważał go za porządnego gościa, który jak nikt rozumie jego niechęć do pracy biurowej. Nic dziwnego, że gdy tylko wrócił do Londynu, odezwał się do niego, z zapytaniem o spotkanie.

- I ja mu wtedy mówię... - idąc obok Stewarda wąskimi uliczkami, gestykulował zamaszyście. Zawsze wczuwał się w podczas opowiadania anegdot, a najwięcej miał ich świeżo po podróży. - Chłopie, coś Ty zrobił? A on do mnie, że przeprasza... - wziął głębszy wdech i już miał dodać, że przeprosiny od chłopa chuja dały, bo tylko dorzucił im dodatkową robotę, gdy to jego uszu dobiegł płacz. Dziecięcy płacz. Albo pisk, ciężko stwierdzić. Zerknął w stronę Patricka, jakby wymownym spojrzeniem chciał zapytać, czy się nie przesłyszał. Nie, nie było mowy o przesłyszeniu - pisk rozległ się ponownie. Odruchowo przyspieszył kroku w stronę, z której dochodził, bo przecież nie mógł go tak po prostu zignorować. Tym bardziej, że niemal jasne było, że i Steward nie przejdzie obok czegoś takiego obojętnie.

Jego oczom ukazała się dziewczynka, na oko ośmioletnia. Zapłakane oczy i pociąganie nosem pozwoliły im domyślić się, że to ona chwilę temu piszczała.
- Mój kotek... - odezwała się, wskazując palcem na dach jednego z okolicznych budynków. - O-on... u-uciekł... mój k-koteczek...

Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#2
27.04.2023, 21:40  ✶  
W zachowaniu Patricka Stewarda wiele było rzeczy, które pewnie nieco odróżniały go od bycia typowym aurorem Ministerstwa Magii. Częściowo dlatego, że na wiele spraw gotów był przymykać oczy – o ile wynikały jedynie z głupoty a nie z podłości lub premedytacji sprawcy. Częściowo, bo sam nie znosił noszenia munduru aurorskiego, lubił pracę w terenie i najlepiej kompletnie incognito (stąd też świetnie rozumiał niechęć Vincenta do noszenia pantofli i garniturów). Częściowo, bo często pozował na głupszego i mniej lotnego, niż był w rzeczywistości, chętnie podejmując decyzje z tyłu. I wreszcie częściowo dlatego, że lubił wałęsać się wieczorem po Londynie, przesiadywać w barach, w spelunach i obserwować innych. Im bardziej przy tym wplatał się w bezimienne ludzkie tło, tym bardziej był zadowolony.
Szedł obok O’Dwyera wsłuchując się w opowiadaną przez niego historię. Gestykulacja towarzysza niespecjalnie mu przeszkadzała, odruchowo zerkał tylko od czasu do czasu w jego stronę, jakby upewniając się, że ten przypadkowym gestem nie wydłubie mu oka. Z uwagi na młodą jeszcze godzinę, Patrick nie był wcale pewien, czy rzeczywiście wróci do domu, czy też pójdzie gdzieś dalej i zaszyje się w jednej ze znajdujących się w pobliżu spelun (całkiem przypadkiem akurat tej, w której pracę rozpoczęła ostatnio całkiem śliczna kelnerka, którą ostatnio rysowało mu się wyjątkowo przyjemnie).
Otworzył usta, by zapytać, co Vincent na to, że facet zaczął go przepraszać, ale zamiast powiedzieć jakiekolwiek słowo, po prostu zamarł. I pewnie była w tym jakaś gorzka rzeczywistość, ale pisk dziecka, nawet wczesną nocą skojarzył mu się ze wszystkim, co najgorsze.
Ledwo rzucił szybkie spojrzenie w stronę towarzysza a potem wygrała w nim natura, bo rzucił się do przodu, kierując nie tyle nawet instynktem, co zwykłym słuchem. Gdzieś z przodu, niebezpiecznie blisko Nokturnu, płakało dziecko i mogło potrzebować pomocy.
Widok zapłakanej dziewczynki, ale bezpiecznej dziewczynki, bez porywacza, rabusia lub choćby pieklącego się w pobliżu rodzica, nieco oszołomił Stewarda. Zmarszczył gęste brwi, wpatrując się w nią intensywnie i dopiero wtedy jednocześnie oddychając nieco lżej.
- Ach, twój kotek – odpowiedział powoli, z wyraźną ulgą w głosie. – Kotki czasami uciekają, ale potem zawsze wracają do swoich właścicieli – dodał po kilku sekundach. – Gdzie są twoi rodzice? Nie powinnaś o tej porze siedzieć sama na dworze.
Dziewczynka pociągnęła nosem. Posłała Patrickowi pełne dziecięcej urazy spojrzenie. Z pewnością uważała, że była już dostatecznie duża by samodzielnie chodzić o każdej porze dnia i nocy tam, gdzie tylko chciała.
- Nie w-wrócę do d-domu bez mojego kotka! – wychlipiała, rzucając Vincentowi pełne nadziei spojrzenie. On przynajmniej jeszcze nie zaczął protekcjonalnie wypytywać o jej rodziców. – Proszę, niech mi pan pomoże! – A potem złapała O’Dwyera za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę zaułka.
Zaledwie kilka chwil później dostrzegli siedzącego na jednym z koszy na śmieci małego, rudego kota. Patrzył na nich nieufnie, zupełnie niechętny by wrócić do swojej małej właścicielki. Ba, gdy tylko zrobili kilka kroków w jego stronę, ostrzegawczo syknął.
- To jak? – ośmiolatka posłała Vincentowi najbardziej proszące spojrzenie na jakie tylko było ją stać. – Czy złapie pan m-mojego k-kotka?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Patrick Steward (497), Vincent O’Dwyer (469)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa