08.08.2023, 13:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2023, 13:44 przez Brenna Longbottom.)
Brenna uśmiechnęła się tylko lekko na zapewnienia Nory. Mogłaby się zapierać i wskazywać, że tak naprawdę jest po prostu osobą, która wie, gdzie szukać – jak teraz u niej – ale to brzmiałoby, jakby chciała słyszeć zaprzeczenia i kolejne komplementy. A Nora miała chyba odrobinę za wysokie zdanie o całej ich rodzinie, i już zwłaszcza dodając Brennie.
Była po prostu dobrą dziewczyną, która doceniała przyjaciół.
– Możesz pomyśleć o wielosokowym, ale to nie jest pilna prośba. Dostarczę składniki – Był to jednak eliksir, który dobrze mieć pod ręką. Tak na wszelki wypadek. A że składniki były dość drogie i trudne do zdobycia, skoro Nora dawała swoje siły robocze, oni mogli zapewnić chociaż potrzebne komponenty.
– To prawda – przyznała na słowa odnośnie Dani. Przy takich krewnych łatwo byłoby nabawić się kompleksu niższości. Wspaniały brat i dziedzic, złote dziecko, kuzynka zawsze przyciągająca spojrzenia chłopców, druga ponoć najlepsza uczennica na roku, trzecia pełna empatii i uroku… Ale Brenna po prostu ich kochała. Może dlatego, że rodzice i dziadkowie niemal nigdy ich nie porównywali. – Martwię się o nią – powiedziała bezwiednie, i zaraz się za to przeklęła. O Norę przecież też się martwiła. Mocniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Gdy Nora obejrzała zdjęcie, Brenna wyciągnęła dłoń, by je zabrać. A potem na moment zacisnęła palce na dłoni Nory, może tak po prostu, a może w geście pocieszenia po widoku, jaki ta musiała właśnie na tej fotografii zobaczyć.
– Wiem, że nie muszę robić tego sama. Między innymi dlatego jestem tutaj – zapewniła cicho. Przyszła do Nory i zamierzała iść i do innych osób, posiadających wiedzę oraz umiejętności, jakich jej brakowało. Wysłała już list, planowała odwiedzić Dorę, podręczyć biednego Sebastiana, podpytać ludzi, których napotkali w lesie… I najlepiej wpaść i na ducha, który siedział w puszczy na własnym nagrobku… – Jeśli coś znajdziesz, daj mi proszę znać. Jeżeli wpadniesz na to, gdzie szukać, też. Wybieram się niedługo na Horyzontalną, pogrzebać w źródłach.
Kiedy tylko sytuacja choć odrobinę się uspokoi. O ile to kiedyś nastąpi. Beltane zdezorganizowało pracę Ministerstwa, a przecież mieli całe mnóstwo zupełnie innych, takich zwykłych spraw, które jakoś nie chciały czekać.
– Jak idą wywiady z pracownikami? – spytała, zmieniając temat i wrzucając zdjęcie do koperty. Miała jakiś kwadrans, zanim będzie musiała biec do pracy i skoro już się tu spotkały, mogły porozmawiać. Choć przez chwilę nie tylko o wiszącym nad nim widmie Beltane i cieniu Voldemorta.
Była po prostu dobrą dziewczyną, która doceniała przyjaciół.
– Możesz pomyśleć o wielosokowym, ale to nie jest pilna prośba. Dostarczę składniki – Był to jednak eliksir, który dobrze mieć pod ręką. Tak na wszelki wypadek. A że składniki były dość drogie i trudne do zdobycia, skoro Nora dawała swoje siły robocze, oni mogli zapewnić chociaż potrzebne komponenty.
– To prawda – przyznała na słowa odnośnie Dani. Przy takich krewnych łatwo byłoby nabawić się kompleksu niższości. Wspaniały brat i dziedzic, złote dziecko, kuzynka zawsze przyciągająca spojrzenia chłopców, druga ponoć najlepsza uczennica na roku, trzecia pełna empatii i uroku… Ale Brenna po prostu ich kochała. Może dlatego, że rodzice i dziadkowie niemal nigdy ich nie porównywali. – Martwię się o nią – powiedziała bezwiednie, i zaraz się za to przeklęła. O Norę przecież też się martwiła. Mocniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Gdy Nora obejrzała zdjęcie, Brenna wyciągnęła dłoń, by je zabrać. A potem na moment zacisnęła palce na dłoni Nory, może tak po prostu, a może w geście pocieszenia po widoku, jaki ta musiała właśnie na tej fotografii zobaczyć.
– Wiem, że nie muszę robić tego sama. Między innymi dlatego jestem tutaj – zapewniła cicho. Przyszła do Nory i zamierzała iść i do innych osób, posiadających wiedzę oraz umiejętności, jakich jej brakowało. Wysłała już list, planowała odwiedzić Dorę, podręczyć biednego Sebastiana, podpytać ludzi, których napotkali w lesie… I najlepiej wpaść i na ducha, który siedział w puszczy na własnym nagrobku… – Jeśli coś znajdziesz, daj mi proszę znać. Jeżeli wpadniesz na to, gdzie szukać, też. Wybieram się niedługo na Horyzontalną, pogrzebać w źródłach.
Kiedy tylko sytuacja choć odrobinę się uspokoi. O ile to kiedyś nastąpi. Beltane zdezorganizowało pracę Ministerstwa, a przecież mieli całe mnóstwo zupełnie innych, takich zwykłych spraw, które jakoś nie chciały czekać.
– Jak idą wywiady z pracownikami? – spytała, zmieniając temat i wrzucając zdjęcie do koperty. Miała jakiś kwadrans, zanim będzie musiała biec do pracy i skoro już się tu spotkały, mogły porozmawiać. Choć przez chwilę nie tylko o wiszącym nad nim widmie Beltane i cieniu Voldemorta.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.