• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[26.05.1972] Chance with you

[26.05.1972] Chance with you
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
17.08.2023, 12:50  ✶  

Mało osób tak do niego mówiło w obecnym czasie. Pozostało tylko wspomnienie - i to niekoniecznie samych dobrych chwil. To przezwisko, czy też ten "pseudonim" powinien rodzić w nim więcej negatywnych odczuć niż pozytywnych. Miał do niego jednak słabość. Zatopiło się w jego serduchu i tak jakoś z nim zostało - jako część niego samego. Spoglądał na ten zlepek liter jak na coś oswojonego i przyswojonego. Zdarzało mu się nadal wyszeptać komuś to słodko-gorzkie słówko, bo taki dokładnie miało smak. Pasuje do ciebie. Tak, wiedział, że pasuje, kiedy mu to mówili. Nie chciał być dla nikogo goryczą ani goryczy za sobą zostawiać, chciał być dobrym człowiekiem. Czasem jednak miał wrażenie, jakby coś go opętywało. Okazywało się, że opamiętanie się w takich momentach jest tak kolosalnym wysiłkiem, że go nie podejmował. Albo nawet nie zauważał, że powinien się zatrzymać, bo został pchnięty jakąś niewidzialną siłą swojego mózgu. Nie chciał być ofiarą tego wszystkiego i nie chciał czynić ofiary z kogoś. Tak jak tutaj to mogło... to mogło wyjść o wiele gorzej. I powinien się był oprzeć. Jakoś nie potrafił. Nie chciał. Nawet mimo tego, że mogła nadejść tylko gorycz po tym miodowym smaku. Albo gorzkim smaku kawy.

- Wypowiedziałeś to takim tonem, że byłbym w stanie uwierzyć, że określenie "korzeń" to komplement. - Różnie go określano, ale KORZEŃ? To było coś zupełnie nowego, tak bardzo dosłownego w określeniu lukrecji, która jednak większości kojarzyła się po prostu ze słodyczami. Trochę go Laurent tutaj zdziwił (kolejny raz), a przecież nie powinno go dziwić, że osoba, która ewidentnie jest ciekawa świata i chce wiedzieć różne rzeczy ma też rozeznanie w naturze. Albo przynajmniej w tym przypadku, bo może akurat go fenomen tego słodycza, który maił tylko wielbicieli i wrogów, nic pomiędzy, zabrał kilka chwil skupienia Kaydena, żeby ten się nim zainteresował?

Dotknął go ten moment opadania emocji, który mu w ogóle nie przeszkadzał. Czuł się przyjemnie upojony tą chwilą. Tą kradzieżą, której dokonał dla siebie samego. I z nadzieją, że to będzie błogosławieństwo, nie grzech, również dla Kaydena. Słońce powoli zachodziło. Gasło wraz z tymi uczuciami i tym, jak uspakajał się oddech. Przynajmniej teraz naprawdę czuł powietrze w płucach. Tlen przedzierał się przez każdą jego komórkę ciała - i to było dobre uczucie. Tylko nie był do końca pewien, czy miało szansę pomóc mu w zaśnięciu.

Czy Kaydena teraz dopadnie syndrom ucieczki? Chwila radości i przyjemności, żeby potem się wyrzec, upewnić co do tego, że ta przyjemność nie jest wcale warta tego życia w strachu i niepewności? Wiedział z pierwszej ręki, jak to wyglądało. Kiedy się podniósł i wypowiedział te słowa spojrzał na niego automatycznie, spodziewając się, że odejdzie ukradkiem. Jakby to on był złodziejem, a nie Laurent. Zamiast jego pleców zobaczył jego wyciągniętą dłoń. To była drobna chwila, kiedy skoncentrował na niej spojrzenie. Niespodziewanym geście, jak niespodziewana była cała ta chwila. Niby sam ją zainicjował, a jakby się zastanowić to jednak we wspomnieniach, tak świeżych, jawiła się jak nieprawdziwa.

Złapał jego dłoń i podniósł się korzystając z pomocy, samemu otrzepując potem z piasku.

- Na szczęście słońce będzie zachodzić jeszcze jutro, pojutrze... - Uśmiechnął się łagodnie, trochę zachęcając Kaydena, trochę zapraszając. Na zachód słońca jutrzejszego dnia. I tego, który będzie po nim. I... dopóki tylko tutaj będą. Badał go też. Czy wszystko było w porządku, czy może coś się zmieniało?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Gentleman
✦Oh, these violent delights...✦
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kayden jest wysoki i szczupły, z lekkim zarysem mięśni i wyraźną linią szczęki. Czarne jak noc włosy ma rozwichrzone przez wiatr, zadziornie opadające na czoło. Oczy barwy gwiazd, srebrne i przenikliwe. Cera blada, niesamowicie ciężko ją opalić. Ubiera się elegancko, zwykle w biel i czerń, czasem kroplę czerwieni. W chłodne dni na barki narzuca czarny płaszcz. Woń cynamonu i wiśni jest zawsze obecna, dryfując wokół niego w zmysłowym tańcu.

Kayden Delacour
#12
17.08.2023, 15:34  ✶  

Lukrecja była czarna, nie zachęcała wcale, ni to zapachem, ni smakiem, ani na pewno nie wyglądem. Nie przepadał za tym łakociem... za to kwiat to już inna bajka... - Widziałeś kiedyś kwiat lukrecji? - Zapytał z wesołym błyskiem w oku. Na roślinach się nie znał, ale na kwiatach? Jego matka artystka nie miała córki, więc jak można się domyśleć, w niego wpoiła właśnie swoją wiedzę. Ano, Kayden nie miał się jak uchronić przed tym fatum. Dobrze, że chociaż bukietów go nie uczyła składać, choć dzięki pewnej znajomej Gryfonce miał już wprawę w układaniu bukietu warzywnego. - Korzeń kwiatu nazywany jest czasami miodowym korzeniem... - Lukrecja była tutaj strasznie ponura. Ale miód? Tak, miód mu pasował... Kawa i miód. Też niecodzienne połączenie, którego za żadne skarby by o zdrowych zmysłach nie spróbował, ale... przecież właśnie to zrobił. Nie pozostawiła po sobie goryczy, jedynie zastrzyk energii, potrzebnej, żeby przeżyć dzień. Dzień męczący, choć zakończony dość przyjemnie.

Miał rację, kiedy mówił o zatracaniu się w pasji, a przynajmniej w jego przypadku się to sprawdziło. Najpierw był ogień, a później przygasł wraz z zachodem słońca, lecz teraz tlił się nadal i nie zamienił w popiół. Nie wygasł całkiem, a Kay nie miał zamiaru go oblewać zimną wodą rzeczywistości. To była rzeczywistość. Nie sen. Ciężko mu było w to uwierzyć, ale wierzył... Wierzył, że ten miód utrzyma się na dłużej. Nie miał prawa domagać się, by został na zawsze, ale będzie się cieszył z każdej ulanej kropli. Każdej cudownej chwili, którą Laurent zadecyduje się mu podarować.

Chwilę zawiesił wzrok na jego ustach, które wygięły się w uśmiechu. Czy to był ten szczery, czy nie? Spojrzał na oczy, jakby szukał w nich poparcia. Jakiegoś potwierdzenia. Chyba szczery, chyba prawdziwy, choć słowa zabrzmiały jakoś niepewnie. Czekał na jego reakcję? Może się bał, że powie mu znów to surowe "nie"? Nie miał podstaw, by uważać inaczej... W końcu jak do tej pory Kayden zachowywał się dość agresywnie i czupurnie, a to wszystko przez bałagan w głowie. Niepewność, której nie znosił. Wciąż tam była, tyle że stłumiona. Nie zapomniał o niej, ale też nie czuł się na siłach, by sobie to w głowie porządkować. Był już tym zmęczony... Nie potrafił być taki delikatny i subtelny jak Laurent, ale mimo tego spróbował, patrząc mu w te morskie oczy, żeby zrozumiał, że nie miał zamiaru go znowu odtrącać. Nie, kiedy tak pięknie potrafił malować świat. - W takim razie warto je podziwiać, dopóki nie zgaśnie całkiem.- Powiedział łagodnie, jakby szeptem. Kolejna jedwabna płachta, okalająca słowa. Tej ciszy za długo jednak nie wytrzymał, bo była zupełnie inna, niż poprzednie. Jakaś niezręczna dla niego. Czuł się jak kretyn... Bez tych swoich ostrych spojrzeń i zadartej w górę głowy. Bez dumy i rozsądku. Jak na wystawie. Odwrócił wzrok, odchrząknąwszy lekko i ruszył powoli przodem, ociągając się jednak trochę, żeby Laurent do niego dołączył, jeśli tego właśnie chce.



[Obrazek: qEyGuHF.gif]

✧ The bear loved the deer, it was obvious.
It ripped the deer's throat out, and then licked the dying deer
with the most passionate affection ✧
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
17.08.2023, 17:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2023, 17:48 przez Laurent Prewett.)  

Kwiaty, no tak. Pytał o kwiaty i jakoś tak znów wszystko zaskoczyło na swoje miejsce. Podporządkowało się pod wizję osoby płonącej romantyzmem, której ogień dawno został zgaszony. Był surowy, był ostry, ale... kiedy w zasadzie? I na ile ta ostrość była celowa, a na ile jakimś instynktem obronnym? Niełatwo było pokazywać swoją miękką stronę, jeśli nie potrafiło się jej obronić. Dziwne, bo Kaydenowi wydawało się to przychodzić naturalnie. Nawet nie musiał się starać, toczenie z nim boju oznaczało konieczność do wyciągnięcia broni. Czy łatwo było go zranić? Czy każdy widział to, co zobaczył Laurent? Niewielu ludzi posiadało wrażliwość, by w ludzi spoglądać i z nich czytać jak z ksiąg. Laurent tej sztuki czytania uczył się od lat. Zaś to, że emocje budził było chyba jego "darem". I przekleństwem. I choć z ludzi potrafił czytać to do dzisiaj nie rozumiał, jakim sposobem ludzie te emocje względem niego mieli tak różne. A Kayden? Jego urokowi, który rzucał, na pewno nie opierały się panienki. Oj tak, jeszcze będzie miał o tym okazję przeczytać w gazecie! Ale nie musiał o tym czytać, żeby mieć co do tego pewność.

- Nie. Nie widziałem. - Przyznał. Lubił rośliny, nawet bardzo. Inaczej nie miałby ogrodu, nie mieszkałby na takim zadupiu. I chociaż się na nich znał to zdecydowanie nie potrafiłby nazwać chyba każdego kwiatka, którego by zobaczył - nie leżały one w spektrum jego zainteresowań. Nie widział w tym żadnej ujmy - przyznać się do tego, że się czegoś nie wiedziało. - I co? Pasuje? - Zapytał z szerszym uśmiechem. Nie był pewien, czy osoba, która wypowiedziała to jako pierwsza miała na myśli szerokie znaczenie tego słowa, ale wiedział, że wtedy nawiązywała do słodyczy. W ramach komplementu akurat, bo lukrecję lubiła. I z pełną świadomością, że większość jej jednak nie lubi. A podpytał z pełną świadomością, że do niego powiedział o  proponowaniu słodyczy. On akurat fanem łakoci nie był.

Laurent łatwo dawał się zauroczyć i równie łatwo czar zauroczenia pryskał. Chwile takie jak ta były landrynkami trzymanymi w metalowym puzderku, które wyciągasz przy kiepskim samopoczuciu. Tee prawdziwe landrynki, które nawet nie lepiły ci się do palców. Z sekundowym opóźnieniem ruszył plażą za Kaydenem, czując znów ciepło rozlewające się po ciele, to wspaniałe poczucie zadowolenia. Bycia chcianym. Bez zabarwienia, że to może grzeczność, a może jakaś inna gra podejmowana na kolejnym spotkaniu. Śmiałość Lukrecji była dawkowana. Nie przepadał za przejmowaniem inicjatywy, ale nie przeszkadzało mu przygotowywanie podłoża, by była ona podjęta. Mógł tworzyć okazję, żeby ktoś ją wykorzystał. Czasem jednak niektórzy potrzebowali bardziej dosadnej pomocy i ośmielenia, żeby zobaczyć, że diabeł nie taki straszny, gdy w anielskie pióra się przybierze.

Tak. Ta cisza była zupełnie inna. Ale ze strony Laurenta - bardzo przyjemna.

- Kayden... - Zaczepił delikatnie, łagodnie. Nie to, że chciał go jakoś upominać, ale wydawał mu się absolutnie rozkojarzony. Bardzo ładne określenie: "rozkojarzony". - Namioty są w drugą stronę. - Przypomniał życzliwie, tak jakby... tak jakby się Kayden jednak zagapił. Bo tak prawdzie mówiąc to Laurent nie miał pojęcia, czy Kayden ma ochotę na spacer, czy po prostu spacer, tak, ale po drodze do namiotów samą plażą, zamiast wchodzić na zielone łąki. Ale miał trochę chochlików w oczach, kiedy to mówił i spoglądał na jakiegoś takiego... nabuzowanego Kaydena. Nie, tak po prawdzie nie do końca rozumiał, co się aktualnie działo. Ale wyglądało to słodko i uroczo.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Kayden Delacour (2559), Laurent Prewett (3669)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa