• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
17 czerwca 1969 - Aleja Horyzontalna | Florence & Lief

17 czerwca 1969 - Aleja Horyzontalna | Florence & Lief
Białowłosy ulicznik
'Cause if you dare, you'll see the glare
Of everyone you burned just to get there'
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, bo mierzący niemal metr osiemdziesiąt, ale wychudzony czarodziej. Odznacza się jasnymi, niemal białymi włosami i ciemnymi niczym smoła brwiami. Jego cechą charakterystyczną są niebieskie oczy, w których jeśli przyjrzysz się bliżej, można dostrzec morskie fale rozbijace się o powierzchnię czarnych źrenic. Obdarzony melodyjnym i spokojnym głosem, w którym daje się usłyszeć skandynawski akcent. Ostrożny w gestykulacji i okazywaniu jakichkolwiek emocji gdy znajduje się wśród obcych, nie kryje się jednak jeśli przebywa w towarzystwie osób, które zna. Manipulant, cynik i osoba robiąca to, na co ma ochotę. Nie bez powodu jego patronusem jest kot, gdyż posiada on prawdziwie koci charakter.

Lief Fiske
#1
08.10.2023, 14:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:03 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic

17 czerwca 1969
Konferencja Klątwołamaczy; Aleja Horyzontalna
Florence Bulstrode i Lief Fiske




   Dzień przywitał ich ciepłem, jednak w powietrzu dało się wyczuć wilgoć, która stanowiła pozostałość po wczorajszej ulewie. Na uliczkach wciąż znajdowały się kałuże, a w zagłębieniach i szczelinach płynęła woda. Był to przyjemny dzień, jednak utrzymująca się w powietrzu wilgoć sklejała włosy Liefa w białe strąki. Mężczyzna co jakiś czas musiał odgarniać włosy z czoła, gdyż jego długa grzywka nieprzyjemnie łaskotała go w oczy. Było to nieznośne, ale dzisiejszy dzień wprawiał Fiska w wyjątkowo przyjemny nastrój, co zupełnie do niego nie pasowało.
   Wyspał się, co również mogło być powodem jego dobrego humoru. Nieczęsto było mu dane zakosztowania porządnego odpoczynku, co odbijało się później nie tylko na jego nastroju, ale i na ludziach, którzy musieli z nim rozmawiać. Nie był złą osobą, jednak bez odpowiedniej dawki snu stawał się markotny i… nieprzyjemny w obyciu. Zależało mu jednak, aby dzisiejszy dzień pozbawiony był jakichkolwiek problemów. W końcu konferencje klątwołamaczy nie miały miejsca często, więc kiedy już się odbywały, to chciał się nimi nacieszyć w pełni.
   Nie do wszystkich wydarzeń podchodził z takim samym entuzjazmem, bo nie wszystko go interesowało. Klątwy i uroki stanowiły jednak wyjątek. W końcu tym się zajmował. Klątwołamanie wychodziło mu całkiem nieźle. Durmstrang nauczył go wielu rzeczy, chociaż miał poważne zarzuty do metod nauczania w tamtej szkole. Nie wierzył bowiem w to, że sprawność fizyczna była na równi ze sprawnością intelektualną, jednak rozumiał, skąd w krajach skandynawskich wziął się taki pogląd. On zdecydowanie odstawał, jeśli o fizyczność chodzi, ale po względem swoich umiejętności intelektualnych nie miał sobie nic do zarzucenia.
   Konferencje tego typu były idealnym miejscem, by dowiedzieć się o nowinkach, które zdążyły się pojawić wśród specjalistów. Takich zawsze dobrze było posłuchać, nawet jeśli atmosfera, która tutaj panowała, była dość sztywna. Na szczęście Lief dobrze udawał i wpasowywał się w obecne tu towarzystwo. Ubrał nawet w miarę prezentujące się ubranie. Trzeba było się mocno przyjrzeć, żeby zobaczyć, że było ono już mocno zużyte.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
08.10.2023, 17:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 13:41 przez Florence Bulstrode.)  
Żadne ciepło i wilgoć nie były w stanie wpłynąć na idealną fryzurę Florence Bulstrode. Odpowiedni szampon do włosów i stosowne zaklęcie kobieta wynalazła już wtedy, kiedy miała dwanaście lat. Nie ze względu na próżność, bo Florence jedynie na specjalne okazje starała się wyglądać pięknie. Raczej z powodu głęboko zakorzenionego zamiłowania do porządku, a to oznaczało także nadmierne wręcz dbanie o to, aby chaos nie zagościł przypadkiem na jej głowie. Żaden włosek nie ośmielił się choćby spróbować umknąć ze starannie zaplecionego, ciemnego warkocza. Kiedy więc wkroczyła do kamienicy, w której odbywała się konferencja, prezentowała się tak jak zwykle: schudnie i elegancko – tym rodzajem elegancji skromnej i nie rzucającej się od razu w oczy. Ubrania Florence miały stonowane barwy i były pozbawione ozdób, ale każdy element garderoby pasował do pozostałych, żaden nie wyglądał na ani odrobinę znoszony i wykonano je z dobrych materiałów.
A jasne, bystre oczy uzdrowicielki, zaledwie po jednym spojrzeniu wyłapały, że Lief Fiske, obok którego usiadła, jest zdecydowanie za chudy – efekt choroby bądź niewłaściwego odżywiania, jak na gust magomedyczki – i chociaż wyglądał względnie porządnie… to tak, względnie było tutaj słowem kluczowym.
Nie skomentowała tego, żaden mięsień na bladej twarzy nie drgnął nawet. Były to ot obserwacje kogoś, kto w określony sposób patrzył na świat (jej nerwica natręctw i pewnego rodzaju obsesja dotycząca schludności sprawiały, że pewne rzeczy zauważała od razu), ale Bulstrode nie miała na tyle złych manier, by się w takich kwestiach wypowiadać. Albo nawet od razu na ich podstawie oceniać. Ostatecznie nie wszyscy klątwołamacze byli bogaci albo nawet zamożni. Ta praca mogła przynieść pieniądze, ale gdy byłeś w tym bardzo dobry i wiedziałeś jeszcze, w jaki sposób zrobić ze swoich umiejętności dobry użytek.
Podczas pierwszego wykładu, dotyczącego nowej teorii odnośnie działania klątw stosowanych w starożytnym Egipcie, Florence nie odrywała wzroku od wykładowcy ani na sekundę. Wyraz twarzy miała równie kamienny, jak wtedy, kiedy weszła do pomieszczenia. Gdy jednak ogłoszono przerwę i w pomieszczeniu zaczęły się przyciszone dyskusje, ledwo wykładowca wyszedł na zewnątrz, zmarszczyła brwi z wyraźnym niezadowoleniem.
– Co za partacz – mruknęła, odprowadzając spojrzeniem starszego klątwołamacza. Może do siebie, może do Liefa, chociaż prawdopodobnie to pierwsze, zważywszy na to, że mówiła dość cicho i wzrok utkwiła w wykładowcy, nie w siedzącym obok mężczyźnie. – Doprawdy, mam nadzieję, że kolejne wykłady będą miały więcej sensu, bo on zdaje się nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że w takim okresie większości klątw w Egipcie nie rzucano za pomocą różdżek…
Najwyraźniej kobieta nie była pod wrażeniem tej nowej, innowacyjnej teorii, jaką tutaj przedstawiono. Nie to, że była znawcą historii – bo nie była – ale o klątwach, obojętnie czy starożytnych czy nowych, wiedziała całkiem dużo.
Białowłosy ulicznik
'Cause if you dare, you'll see the glare
Of everyone you burned just to get there'
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, bo mierzący niemal metr osiemdziesiąt, ale wychudzony czarodziej. Odznacza się jasnymi, niemal białymi włosami i ciemnymi niczym smoła brwiami. Jego cechą charakterystyczną są niebieskie oczy, w których jeśli przyjrzysz się bliżej, można dostrzec morskie fale rozbijace się o powierzchnię czarnych źrenic. Obdarzony melodyjnym i spokojnym głosem, w którym daje się usłyszeć skandynawski akcent. Ostrożny w gestykulacji i okazywaniu jakichkolwiek emocji gdy znajduje się wśród obcych, nie kryje się jednak jeśli przebywa w towarzystwie osób, które zna. Manipulant, cynik i osoba robiąca to, na co ma ochotę. Nie bez powodu jego patronusem jest kot, gdyż posiada on prawdziwie koci charakter.

Lief Fiske
#3
10.10.2023, 22:27  ✶  
Na szczęście już nauczył się żyć z wilgocią. Chociaż niszczyła ona jego fryzurę, to nie musiał przejmować się, że włosy będą mu się skręcać we wszystkie strony. Poza tym Londyńska pogoda nie była taka straszna, jak można było myśleć. Oczywiście czas, który tutaj spędził, sprawił, że nieco odzwyczaił się od skandynawskiego klimatu i przesiąkł względną wygodą, bo nawet mimo tego, iż nie mógł sobie pozwolić na luksusy, to i tak żyło mu się jakby przyjemniej. Być może było to jednak sprawką tego, że znalazł się w znacznie żywszym i bardziej kolorowym miejscu. Och, Londyn nasycał go pewnego rodzaju optymizmem, który był mu dotychczas dość obcy.
   Zajął miejsce gdzieś, gdzie miał nadzieję, że będzie najlepiej słyszeć wykłady. Podobne zdanie mieli jednak inni słuchacze, bo miejsca obok niego szybko się zapełniły, a on zaczął żałować, że nie postanowił pójść gdzieś na tyły, gdzie zapewne również, że byłoby tak źle. Niestety teraz było już za późno na zmianę. Rozejrzał się dookoła, kiedy ludzie zaczęli się zbierać. Katem oka obserwował siedzącą obok kobietę, jak również spoglądał na mężczyznę, po drugiej stronie. Zawsze czuł się nieco niepewnie, jeśli znajdował się w takim położeniu, ale myślał, że był w stanie pocierpieć, skoro wiązało się to ze słuchaniem wykładów.
   Spokojnie słuchał wykładowcy, co jakiś czas jedynie pomrukując lub kiwając głową w różne strony w zależności, czy zgadzał się z omawianą teorią, czy też nie. Nie było jednak wiele rzeczy, z czym się zgadzał, co nieco go rozczarowało. No ale tak wyglądała właśnie nauka, zwłaszcza teoretyczna, w której to czasami ciężko było coś udowodnić. Teorie głoszone przez wykładowcę wydawały mu się wyjątkowo dziwne.
   – Proszę? – zwrócił się do kobiety, kiedy ta skończyła mówić. – Skoro jest pani taka pewna, to może powinna pani wyjść na scenę i samej wygłosić wykład – odpowiedział, zanim zdążył się zastanowić nad tym, co mówił. A przecież zgadzał się z tajemniczą kobietą, tylko jej wypowiedź nieco go zaskoczyła.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
10.10.2023, 22:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 13:30 przez Florence Bulstrode.)  
Florence zwróciła spojrzenie na Liefa. Oczy miała jasne, chłodne, próżno by się w nich doszukiwać choćby śladu ciepła, a spojrzenie uważne i taksujące, jakby nie tylko patrzyła na niego, ale też starała się wyłapać każdy szczegół wyglądu, mimiki, ubioru i poddawała go ocenie. Sądząc po jej niewzruszonym wyrazie twarzy, była to ocena z gatunku tych surowych. Cokolwiek sobie jednak myślała – nie okazała tego drgnięciem choćby jednego mięśnia.
– Ależ zamierzam. Za dwie godziny. Na temat łamania samoprzenoszących się klątw – odparła spokojnie, po jakichś dziesięciu sekundach, ani trochę nie zbita z tropu jego uwagą, którą można by uznać za ganiącą. Florence tym, że ktoś ją zgani, przestała się przejmować lata temu - po tym, jak po raz pierwszy i ostatni jeden z profesorów w Mungu miał rację zwracając jej uwagę na to, że się pomyliła. Potem po prostu nie pozwoliła, by taka sytuacja się powtórzyła, a skoro nie była skłonna przyznać, że ktoś ma rację wyrażając swoją ocenę, cóż ją to obchodziło?. – Bardzo chętnie zastąpiłabym pana Jamisona na scenie już teraz, ale obawiam się, że byłoby to źle widziane. Być może podczas dyskusji na koniec wykładu wskażę mu kilka błędów w rozumowaniu.
Florence nie miała większych problemów z wyrażaniem swojego zdania, obojętnie kogo miałaby tym urazić. Pewne podstawy dobrego wychowania miała jednak dość głęboko wpojone, nie mogła więc po prostu wstać i oświadczyć, że pan Jamison jest straszliwym idiotą, który zapewne nie rozpoznałby klątwy, nawet gdyby ta zaczęła tańczyć przed nim walca angielskiego. Nie wypadało. Właściwie partaczem nazwała go również na własny użytek, na moment zapominając, że jeden z pozostałych uczestników konferencji siedzi na tyle blisko, aby ją usłyszeć. Bulstrodowie byli ostatecznie rodziną czystej krwi, na tyle konserwatywną, aby reguły dobrego wychowania przynajmniej próbować wpoić dzieciom... nawet jeżeli udało się to głównie w przypadku najstarszej córki i najstarszego syna. Najmłodszy już chyba za bardzo przypominał Prewettów...
Dlatego jej opinie mogły poczekać do czasu przeznaczonego na pytania i odpowiedzi. Bo pytań miała sporo, zaczynając właśnie od tego, jak teorie mają się do modnej na terenie Egiptu tyle lat temu magii bezróżdzkowej.
– Czyżby pan uważał wykład pana Jamisona za tak fascynujący? – zapytała, wciąż uprzejmie, chociaż doskonale wiedziała, że jeśli odpowiedź będzie brzmiała „tak”, uzna natychmiast białowłosego, bladolicego mężczyznę za kogoś, kto trafił w nieodpowiednie miejsce, o nieodpowiednim czasie. Podobnie jak szanownego pana Jamisona, którego zaproszono tu zapewne ze względu na znajomości albo brak należytej wiedzy organizatorów… Przynajmniej w mniemaniu Florence.
Białowłosy ulicznik
'Cause if you dare, you'll see the glare
Of everyone you burned just to get there'
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, bo mierzący niemal metr osiemdziesiąt, ale wychudzony czarodziej. Odznacza się jasnymi, niemal białymi włosami i ciemnymi niczym smoła brwiami. Jego cechą charakterystyczną są niebieskie oczy, w których jeśli przyjrzysz się bliżej, można dostrzec morskie fale rozbijace się o powierzchnię czarnych źrenic. Obdarzony melodyjnym i spokojnym głosem, w którym daje się usłyszeć skandynawski akcent. Ostrożny w gestykulacji i okazywaniu jakichkolwiek emocji gdy znajduje się wśród obcych, nie kryje się jednak jeśli przebywa w towarzystwie osób, które zna. Manipulant, cynik i osoba robiąca to, na co ma ochotę. Nie bez powodu jego patronusem jest kot, gdyż posiada on prawdziwie koci charakter.

Lief Fiske
#5
16.10.2023, 21:07  ✶  
Spojrzał na kobietę. Nie był w stanie wyczytać z jej twarzy nic konkretnego. Niemniej jednak od razu zrozumiał, z kim mógł mieć do czynienia. Kobieta była zadbana, schludnie ubrana i ostrożna w swoich gestach i emocjach. Na pewno nie pochodziła ona ze świata, w którym obracał się Lief, ale to tylko wskazywało na to, jak różnorodną grupę stanowią miłośnicy tego zagadnienia. Uśmiechnął się do niej słabo.
   – Z chęcią posłucham pani wykładu – odpowiedział. Od razu się nieco ożywił. Skoro dowiedział się, że ma do czynienia nie ze zwykłym słuchaczem, ale specjalistką i mówczynią, to oczywiste było, że chciał to wykorzystać. Nieczęsto się to bowiem zdarzało. A w jego przypadku to praktycznie nigdy. Był samotnikiem w każdym aspekcie. Nie inaczej było w jego dążeniu do poszukiwania wiedzy. Oczywiście wiedział, że wymiana informacji między ludźmi była ważna, jednak on za ludźmi nie przepadał. – Już nie mogę się doczekać tej dyskusji, widziałem, że kilku słuchaczy kręciło głowami na słowa Jamisona, więc pewnie nie będzie pani osamotniona – zauważył. Społeczeństwo nauki nie stroniło od wyrażania swoich opinii, co często prowadziło do żywych dyskusji. Bo przecież nikt nie lubił, gdy jego zdanie było podważane w jakikolwiek sposób.
   – Fascynujące jest, z jaką pewnością mówił o tym wszystkim – przyznał. Wykład był oczywiście ciekawy, chociaż opinia Liefa pozostała niezmieniona. Może był uparty, może miał zamknięte horyzonty i był zbyt ograniczony na to, by wziąć pod uwagę teorie, których nie popierała większość. Niestety nauka lubiła teorie, które były potwierdzone albo przynajmniej istniały dowody, które te teorie potwierdzały. – Uważam, że dobrze jest poznać opinie innych, nawet jeśli są błędne – powiedział, ciągle chcąc zachować pewną kurtuazję i dobre maniery. W końcu nie wiedział, z kim tak właściwie miał do czynienia i czy czasami nie padł ofiarą jakiejś prowokacji.
   – A o czym pani będzie mówić? Równie kontrowersyjny temat? – zagaił z czystej ciekawości.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
18.10.2023, 17:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 13:42 przez Florence Bulstrode.)  
Tak, Florence uważała się za specjalistkę i nie miałaby pewnie oporów z potwierdzeniem, że taką jest. Zdaniem niektórych byłaby to pycha, zdaniem innych – świadomość swoich mocnych stron. Pewnie tych pierwszych byłoby znacznie więcej, ale na szczęście lub nieszczęście Florence Bulstrode nigdy nie należała do ludzi, którzy nadmiernie przejmowaliby się cudzymi opiniami. Właściwie przejmowała się nimi bardzo, bardzo mało. Obchodziła ją głównie jedna opinia: swoja własna.
To już prawdopodobnie była nieco nadmierna pewność siebie, ale z drugiej strony na pewno bardzo ułatwiała jej życie, prawda? Zwłaszcza, zważywszy na to, że do pewności siebie Florence Bulstrode miała pewne podstawy...
– Podejrzewam, że odezwie się dwóch, góra trzech z nich – oceniła Florence. Sama miała trochę gorsze zdanie o środowisku nauki niż Lief. Mianowicie zakładała, że może głos zabierze ktoś bardzo uparty albo ktoś, kto miał na pieńku z organizatorami, ewentualnie samym wykładowcą. Większość ludzi miała skłonność do zmilczenia, kiedy ktoś gadał głupoty, czy to bojąc się konsekwencji wyrażenia swojego zdania, czy też dlatego, że po prostu nie chcieli być niemili.
Chociaż istniała też szansa, że jeśli ona zacznie mówić, to zachęci innych. Czasem ludzie byli pod tym względem… prości. Ruszali do przodu, jeżeli ktoś już zrobił krok.
Florence w takich sprawach milczeń nie przywykła. Naprawdę nie lubiła, kiedy ewidentny idiota pozował na eksperta. To było nie tylko irytujące, to było w jej opinii także głęboko szkodliwe.
– Jeżeli nie masz pojęcia, o czym mówisz, to pewność siebie jest jedyną szansą, by jakoś uszło to uwadze innych – powiedziała z odrobiną zamyślenia, chociaż sama musiała przyznać, że dawno nie słyszała aż takich idiotyzmów, wygłaszanych z taką pewnością. – Ale tak, to na pewno najbardziej fascynująca część tego wystąpienia – zgodziła się, wszak niczego innego, co byłoby choćby odrobinę interesujące nie znajdowała. I miło było jednak, że do tego miejsca nie ściągnęły wyłącznie osoby niezorientowane w temacie, bo jej zdaniem tylko ktoś taki mógłby zachwycać się tym wykładem. – Jest pan znacznie bardziej wyrozumiały niż pan. Ja uważam, że czas jest nazbyt cenny, aby marnować go na bzdury.
Mówiła niemalże uprzejmym tonem, chociaż osąd był zaiste surowy. To nie tak, że Florence nie znała dobrych manier. Ani że ich nie przestrzegała. Nie krzyczała zwykle na ludzi, nie wyzywała, rzadko podnosiła głos i nie dogadywała bez potrzeby. Ale też nie miała żadnych oporów wobec wyrażania swojego zdania, często dość ostrego, nawet jeżeli ubierała wszystko w niby to grzeczne słowa.
– To zależy, co uważa pan za kontrowersyjne. Będę mówiła przenoszeniu się klątw - oświadczyła Florence ze spokojem. A potem, gdy już nie doczekała się odpowiedzi, po prostu czekała na ciąg dalszy.
Odkryj wiadomość pozafabularną
EDIT
30.12.23

Gdy przerwa się zakończyła, Florence znów zwróciła wzrok ku scenie. Faktycznie, podczas dyskusji nie omieszkała rzucić dwóch uwag, które prawdopodobnie sprawiły, że wykładowca miał ochotę ją zamordować. Zwłaszcza, że sprowokowały one dalszą dyskusję, która podążyła w stronę, której pan prowadzący na pewno sobie nie życzył.
Gdyby Florence miała inny charakter, może cieszyłaby się wywołanym chaosem. W istocie jednak po prostu nie znosiła niekompetencji i nie mogła powstrzymać się przed wytknięciem jej. Zwłaszcza, że byli tutaj młodzi klątwołamacze - co, jeżeli ktoś na początku swojej drogi zawodowej, wierząc, że organizatorzy ściągnęli specjalistów, da się przekonać, że te straszliwe bzdury to prawda objawiona?! Nie, na to Bulstrode po prostu nie mogła pozwolić.
Później, gdy przyszła pora na kolejną osobę, siedziała całkowitą uwagę skupiając nie na swoim sąsiedzie, a następnym wykładzie. Ten prawdopodobnie przyciągnął już jej uwagę nieco bardziej i nie uznała wykładowcy za kompletnego partacza, bo w pewnym momencie wydobyła nawet z torebki notatnik, aby zapisać sobie jego nazwisko, temat wykładu oraz parę spostrzeżeń. Potem przyszła jej kolejka - i nie okazała ani odrobiny zdenerwowania, nawet jeżeli to było pierwsze tego typu jej wystąpienie. Florence nie była charyzmatycznym mówcą ani aktorem, ale była w swojej dziedzinie naprawdę kompetentna, przedstawiła więc najnowsze teorie na temat przenoszenia się klątw, dorzuciła do tego garść własnych przemyśleń i dodatkowo zaprezentowała najciekawsze przypadki z Munga z dwóch ostatnich lat (oczywiście, pomijając jakiekolwiek dane pacjentów).
A później, po czasie na pytania, na ostatni wykład już nie czekała - bo słyszała go na innej konferencji - i opuściła kamienicę, udając się z powrotem do kamienicy Bulstrodów...

Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1528), Lief Fiske (968)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa