Zdaniem Philipa czerwiec stanowił doskonały miesiąc na krótkie wakacje poza granicami Wielkiej Brytanii. Zdecydował się na pobyt w stolicy Francji. Tak się złożyło, że od dawien dawna był zapraszany do położonego pod Paryżem niewielkiego dworku należącego do rodziny Dupont.
Przebywając w pobliżu, w końcu mógł przyjąć to zaproszenie i zaanonsować swoją wizytę u pana Duponta. Nie pożałował podjęcia tej decyzji, bo takich widoków na bezkres lawendowych łąk nie oferuje nawet najdroższy hotel. Drugą dobrą decyzją było zabranie aparatu fotograficznego, który wykorzysta do uchwycenia tego jakże malowniczego krajobrazu przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Po pierwszej nocy we wskazanym mu pokoju, który spełniał jego wymagania (był zbliżony do warunków panujących w jego sypialni), kolacji i pierwszym posiłku następnego dnia dowiedział się, że dane będzie mu uświetnić swoją obecnością organizowany przez gospodarza bankiecie. Z tego wiedział, na tym wystawnym przyjęciu miała być część paryskiej śmietanki towarzyskiej. Wraz z rozpoczęciem tego bankietu, pojawił się w sali pełnej wpływowych czarownic i czarodziejów.
Podobnie, jak przebywający na sali mężczyźni, przywdział elegancką szatę wyjściową. Trzymając w dłoni kieliszek szampana, w pierwszej kolejności szukał wzrokiem gospodarza, który już wcześniej zapowiedział mu, że chce go komuś przedstawić. Zapewne to będzie jeden z równie wpływowych czarodziejów, może nawet będzie on fanem Quidditcha.
Mając już za sobą parę pierwszych rozmów z gośćmi pana Duponta, dostrzegł w końcu tego czarodzieja stojącego w towarzystwie znacznie młodszego mężczyzny. Po tym jak został zauważony przez gospodarza tego bankietu, zaczęli zmierzać w jego stronę. Wszystko wskazywało na to, że tą osobą, którą miał poznać, idący po prawicy pana Duponta młodszy czarodziej. Przy odrobinie szczęścia nie będzie skazany na towarzystwo starszych od siebie osób.