• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[21.06.1963] Kolor kwiatu paproci

[21.06.1963] Kolor kwiatu paproci
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#21
16.02.2024, 13:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 00:20 przez Samuel McGonagall.)  
Jego myśli uleciały, a ciało stało się tylko pulsującym czuciem, zatopionym w raju jej istnienia.

Nie wiedział, co robią ręce, dotykajace, gładzące, drapiące plecy, łapiące za biodra, zsuwające się po udach. Nie wiedział, co robią usta całujące na oślep, gryzące, liżące, chłonące zapach i smak w tym samym czasie. Nie wiedział, co robi gardło, coraz mocniej, coraz głośniej dające upust trwającej rozkoszy chwili. Nie wiedział nic, prócz tego, jak właściwe to było, naturalne i pełne, pośród zieleni mchów i fioletu wrzosów.

Ty moja, a ja Twój... – chciał powiedzieć, gdy przyszła pełnia, lecz zdołał tylko odgarnąć jej głowę, by móc spojrzeć w piękne oczy swojej boginii, oślepnąć od jej słonecznego blasku i zrozumieć w końcu, że kolor jej oczu to ten sam, który ma kwiat paproci poszukiwany tej nocy. I zerwał ten kwiat, zapadając się w bezpamiętnie, otwierając na nią, oddając swoją duszę istocie, zwykłej kiedyś, ale wysyconej magią tworzenia teraz.

A gdy w końcu umilkli, gdy opadli w końcu zmęczeni, otulił ją mocno nagle zlękniony, że zmarznie, że nie było jej wygodnie. Poszum słów wrócił, wątpliwości i niepewności tego co między nimi właśnie się zadziało i jak będzie to rezonować na kolejne dni, miesiące, lata... Nieświadom zupełnie proroczych słów zalęgłych w jego głowie, oddawał jasnym włosom leniwe pocałunki...
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#22
16.02.2024, 21:16  ✶  

Dotrwali. Do tego momentu, który miał nasycić ich dwoje. Połączyło ich tej nocy, coś, co na pewno zapisze się na dłużej w jej wspomnieniach. Dwa nagie ciała mieniące się w blasku księżyca, jakby świat się zatrzymał. Z dala od ciekawskich oczu, z dala od codzienności. Wyrwali się jej, kiedy zatopili się w swoich objęciach, pocałunkach, a później zatracili zmysły. Dali się ponieść chwili.

Piękna chwilo, trwaj. Nie chciała wypuścić go z ramion, nie chciała stracić poczucia bezpieczeństwa, które pojawiło się, gdy tylko wziął ją w swe objęcia, a później pokazał miłość, w najpiękniejszym wydaniu, w jakim mogła ją sobie wyobrazić. Rzucenie się w nieznane okazało się być niezwykłym doświadczeniem, a tak się lękała, okropnie się tego bała. Ten strach okazał się być niedorzeczny, obawy zupełnie bezpodstawne.

Spoglądała na niego nieśmiało, mógł dostrzec radość w jej oczach, ale też spokój i dziwną pewność, jakby mogła zaręczyć, że to uczucie rozpalone przed chwilą nigdy nie zgaśnie, będzie się w niej tliło do końca dni.

Kiedy ona patrzyła na niego... czuła, że należy do niego. Coś się w niej zmieniło tej nocy, kiedy dwa ciała splotły się ze sobą by wreszcie stworzyć jedność. Nie było już jej, samej, nic nie znaczącej jednostki, bo to razem mogli czynić cuda.

Nie wypuścił jej z ramion, tylko otulił nimi ponownie. Ciepło i zapach jego ciała ją koiły, mogła zasnąć w jego objęciach. Jej myśli trwały tu i teraz, tylko to się liczyło, zbyt szczęśliwa była, aby rozmyślać o tym, co przyniesie jutro. Po co? Skoro tutaj się kończył cały jej świat.

Oparła swoją głowę na jego piersi, by poczuć w jaki rytm tańczy mu serce. Wpatrywała się w chłopca ze swoich marzeń, który z nią leżał tutaj pośród leśnej krainy. Była spełniona.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#23
18.02.2024, 18:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 18:34 przez Samuel McGonagall.)  
Wszelkie nie pokoje odpływały wraz z jej słodkim ciężarem na jego piersi. Była mleczną drogą rozlewającą się po ciemnej polanie wszechświata, była istotą tak doskonałą i tak czystą... Jej temperament, cięty język, mocne razy wymierzone ścierą, gdy próbował podjadać krem do eklerków... To wszystko rozbrzmiewało w nim tym jaśniej, gdy oddech w młodej piersi zamierał, a serce miarowo biło... dla niego.

Samuel był jeszcze młody, głowę miał wysyconą opowieściami, które Nora sprezentowała mu w ubiegłym roku, aby miał co czytać, gdy jej nie będzie. Samuel wierzył, że połączyła ich tej nocy, na miękkiej polanie nić przeznaczenia, że jej serce kocha i jego kochać będzie, cokolwiek przyniesie los. To marzenie było tak piękne i tak nierealne, że nie sposób było mu się oprzeć. Oto znalazł swój Kwiat Paproci, o delikatnych jak skrzydła motyla płatkach, błyszczący jaśniej niż czerwcowe słońce.

Zasnęła, a troska o nią ścisnęła mu serce. Wyciągnął rękę i na oślep spróbował znaleźć lodowato-chłodne mokre wciąż spodnie, wyciągnąć z nich kasztanową różdżkę i...

...Norze musiało się to śnić, to bardziej niż pewne. Gdy nagą skórę dotknęły potężne, pachnące mchem i jaworem skrzydła, poczuła emanującą, otaczający zewsząd, opiekuńczy kokon. Otulona przez anioła z kniei była jednak zbyt zmęczona, by zdać sobie sprawę z tego, że to ramiona jej kochanka obrosły płowym niebieskim pierzem...

❀˖°❀˖°❀˖°❀˖°❀˖°❀

Gdy otworzyła oczy, słońce było już całkiem wysoko. Leżała pod brązowym kocem o sosnowym zapachu, z głową złożoną na jego udzie. Miał już wysuszone ubrania, jej wisiały rozwieszone na gałęziach pobliskiego drzewa. Dłoń Sama błądziła po jej jasnych kosmykach, w wąskich ustach miał kawałek trawy, którą memlał w zamyśleniu. Nie zauważył, że się obudziła, jego myśli uciekły jednak wcale nie tak daleko. Układał sobie w głowie to co się stało między nimi, uczył się na pamięć, jakie to uczucie dotykać jej miękkich włosów tak swobodnie...

Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#24
18.02.2024, 21:36  ✶  

Zaufanie, jakim obdarzył ją Książę z Kniei przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Połączyła ich tej nocy gruba nić, chociaż tkana była dużo wcześniej, przez lata. Ten z początku nieco dziki chłopiec pokazał jej siebie, dał jej wszystko, co miał do zaoferowania, a ona to przyjęła z sercem otwartym na jego uczucie, była gotowa go pokochać, a właściwie to już to zrobiła. Zakochała się w nim bez pamięci, chociaż wydawało jej się to nieco abstrakcyjne, bo pochodzili z zupełnie różnych światów, ale miłość przecież nie miała granic. Tak pisali w książkach, tak opowiadali, a ona miała szansę przeżyć coś tak niesamowitego, jak historię z baśni, stała się główną bohaterką romantycznej historii, która mogła poruszyć nawet serce skute lodem.

Był dla niej idealny, Sam, który na zawsze zostanie jej Samem, bo nie sądziła, że coś będzie mogło zepsuć tę więź jaką razem stworzyli. To miał być początek czegoś wspaniałego, na pewno przez lata będą wspominać wieczór na leśnej polanie, kiedy wszystko się zaczęło. Spotkały się w blasku księżyca dwie zagubione dusze, którym przyszło złączyć się w jedną.

Wreszcie zasnęła, zmęczona, bo wrażeń miała tej nocy co niemiara. Śniła, tylko dlaczego śniły jej się skrzydła? Czy podświadomość sugerowała jej, że znalazła swojego anioła? Tylko, czy anioły zamieszkiwały lasy? Tego nie wiedziała, ale na pewno nie przyśniło jej się to bez przyczyny. Czuła, że jest to znak od jakiejś siły wyższej. Może Matka próbowała jej coś przekazać.


Spała spokojnie, śniła o swoim aniele, nie mogło więc być inaczej. Nie obudziły jej nawet pierwsze promienie słońca przebijające się przez chmury. Przebudzenie musiało jednak nadejść, nie mogła tak tkwić pomiędzy jawą, a snem. Wydawało jej się, że wszystko co się wczoraj wydarzyło było urojeniem, przecież życie nie mogło być takie piękne. Tyle, że kiedy się obudziła, Sam nadal był przy niej, a przynajmniej tak się jej wydawało, bo czuła pod skórą ciepło jego ciała. Nie otwierała oczu przez dłuższą chwilę, próbowała zebrać myśli, nie do końca wiedziała, co powinna powiedzieć, kiedy spojrzy w jego błękitne niczym jezioro oczy, kiedy w nich zatonie. Poruszyła się nieśmiało, żeby wiedział, że przestała śnić i jest tutaj z nim, ponownie.

Zazwyczaj nie miała problemu z mówieniem, tym razem jednak było inaczej, jakby brakowało jej słów, aby określi to wszystko co czuła.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#25
18.02.2024, 22:33  ✶  
Jego oddech spłycił się, ręka na moment zawahała, ale nie, ale powrócił do słodkiej pieszczoty, przymykając powieki, rozumiejąc, że natura pozostawała naturą, że czas musiał dalej płynąć, a tak jak po nocy przychodzi poranek, tak po chwilach uwielbienia niepotrzebującego słów przychodzi czas...

– Jak się czujesz Piękna? – nie był pewien co może, a czego nie może powiedzieć. Dlatego tak łatwo było mu sięgnąć do opowieści, bowiem słodki epitet brzmiał dokładnie jak imię. On był Bestią, prawda? Może nie miał tak blisko do lwa, ale jako niedźwiedź osiągał ponad trzy metry stojąc na tylnych łapach... i był całkiem przerażający, trzeba było to przyznać. – Niestety, nie mam dla Ciebie tutaj sycącego śniadania, sycącego bardziej niż jagody i maliny. – uśmiechnął się przepraszająco, gładząc ją po policzku, wciąż pod jej czarem, wciąż w zachwycie nad tym jak jej rumiane policzki były gładkie.

Z oczywistych względów, nie zamierzał zapraszać jej do domu i to była taka niepisana umowa między nimi. Raz jeden, przed laty, Nora zaproponowała wyprawę do jego rodzinnego domu i w odpowiedzi usłyszała tylko burkliwe "mama nie życzy sobie gości", po czym chłopak odwrócił się na pięcie i zniknął na tydzień. Ryzykowny temat. Nigdy też, mimo całej sympatii i wspólnie spędzonych, beztroskich godzin razem... NIGDY Samuel nie powiedział ani słowa o swoim ojcu.

Teraz jednak jedynym cieniem padającym na nich, był cień korony wiekowych drzew. Soczysta zieleń przetkana nieco mroczniejszym igliwiem i bluszczem, mieniła się w promieniach porannego słońca. Od dziś będzie ono królowało na niebie coraz krócej, ale wciąż lato pozostawało młode, jędrne, pełne młodości i szaleństwa.

Po chwili wahania pochylił się ku niej i ucałował ją w miejscu, w którym przed momentem dotknął ją palcami. Zupełnie jakby chciał w pocałunku zakląć wyznanie, którego bał się wymówić. Bał się, że wtedy czar pryśnie i Nora zniknie na zawsze.



Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#26
19.02.2024, 00:37  ✶  

Nie zauważyła tego chwilowego zawahania w  dotyku Sama, za bardzo była zachwycona jego widokiem. Wpatrywała się bowiem w niego nachalnie, jakby chciała zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół jego twarzy, by gdy nie będzie go obok móc sobie idealnie odtworzyć ten widok.

Jak się czujesz Piękna... To pytanie, niby zwyczajne nieco wprawiło ją w zakłopotanie. Co właściwie miała mu powiedzieć, czy powinna się zastanawiać nad znaczeniem tego, co zaraz padnie z jej ust? W końcu słowa zapisywały się w pamięci na długo, a nie do końca pewna była, czy znajdzie takie, które będą w stanie opisać jej uczucia. Czuła radość, a jednocześnie dziwny spokój, sama nie potrafiła tego nazwać. Nie było chyba słowa, które mogłoby ująć to wszystko.

Zauważyła analogię do baśni, tyle, że Sam nie był Bestią, nie w jej oczach. Niedźwiedź kojarzył się jej z przyjemnym, ciepłym futrem, zapachem lasu, a nie z krwiożerczym potworem.  - To trudne pytanie. - Głos uwiązł jej w gardle, był też nieco zachrypnięty po nocy spędzonej pod gołym niebem. - Czuję się, jak nigdy dotąd Sam, nie da się tego opisać, chyba postradałam rozum, ale wcale mi to nie przeszkadza. - Motyle, które pojawiły się w jej brzuchu wydawały się przejmować kontrolę nad jej umysłem. Nie umiała się skupić, zebrać myśli, mogłaby tak tkwić wpatrzona w niego przez wieczność.

- Już się nasyciłam. - Tej nocy. Nie czuła w tej chwili przyziemnych potrzeb. Żyła miłością, którą jej ofiarował, niczego więcej nie potrzebowała. Nie wiedziała na jak długo jej to wystarczy, ani kiedy poczuje głód. Nie było to jednak zmartwienie na tę chwilę, szczególnie, że znajdował się przy niej. Martwiło ją jednak to, że nadszedł dzień, a oni nie będą mogli spędzić w tym miejscu, razem, wieczności. Nie przeszło jej przez myśl nawet, że mógłby ją zabrać do domu, chociaż właściwie przecież już się tam znajdowali, bo Knieja nim była, nie wymagała niczego więcej.

Poranek jej nie zawstydził, chociaż nieco się go obawiała, promienie słońca naświetlały każdą niedoskonałość, a tych miała, aż nadto, tylko nie kiedy on na nią spoglądał, wtedy wszystkie jakby przestawały istnieć.

Ponownie jej dotknął, tak bardzo pragnęła tego dotyku, nie liczyło się nic poza spragnionymi ustami. Odebrała to jako pewne zapewnienie, że czuje to co ona, że nic się nie zmieniło po tej nocy, to nadal trwało, nie było tylko chwilową zachcianką. Nic więcej nie potrzebowała, słowa były zbędne, chociaż może powinna coś powiedzieć? - Zakochałam się w tobie, Sam. - Powiedziała cicho, niepewnie, nie wiedząc, czy w ogóle potrzebuje tych słów, jednak chciała, żeby o tym wiedział.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#27
20.02.2024, 15:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2024, 15:27 przez Samuel McGonagall.)  
Zastygł ze swoimi ustami tuż nad jej idealną skronią, zagłębieniem jej myśli, jeziorem pomysłów rozświetlających świat czarodziejów. Czuł jak serce nagle zaczyna mu niekontrolowanie galopować, jak te słowa wzbudzają w nim niedowierzanie i szczęście i niepewność i strach i totalne zagubienie w rzeczywistości.

No tak, tak to powinno być prawda? To naturalna kolej rzeczy, w której Ci, którzy odnaleźli Kwiat, są już razem. Nie wiem co odpowiedzieć...– myśl zakwitła w nim z gwałtownością letniej burzy, mimo że ciało pozostawało w bezruchu.

– Ja Ciebie też kocham – powiedziały usta, bo przecież była to prawda, bo przecież pisali do siebie i myślał o niej i chciał tak wiele, wiele wspólnych chwil, nie tylko te ukradzione dorosłym momenty, gdy mogli beztrosko eksplorować świat, gdy teraz mogli eksplorować siebie i swoje pragnienia, gdy nic się nie stało, gdy klątwa nie przyszła zgnieść ich szczęścia.

Nie wiedział czym jest miłość, a raczej czy to co czuje rzeczywiście jest miłością. Jego ojciec poświęcił dla matki wszystko. Absolutnie wszystko. Oddał jej swoje imię, wyrzekł się swojego życia, odszedł od Świata, który nie chciał przyjąć tej pary. Czy Samuel byłby w stanie to samo zrobić dla Nory...? Nie wiedział tego, a w książce którą mu ofiarowała, wszyscy potem żyli długo i szczęśliwie. Nie rozmawiali o tym. Nie szukali rozwiązań i kompromisów.

Czuł się bardzo zagubiony i nagle w tym wszystkim bardzo, bardzo samotny.

– Idziemy do Doliny? Na pewno Lizzy się o Ciebie martwi. – zaproponował miękko, odgarniając za ucho jasny kosmyk jej pięknych włosów. Może nie powinien martwić się na zapas? Może jakoś wszystko się ułoży...

Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#28
20.02.2024, 22:09  ✶  

Wcale nie tak łatwo było jej się przyznać do tego, co czuje. Szczególnie, że było to dla niej coś zupełnie nowego. Musiała sama ułożyć sobie to wszystko, co w niej siedziało w miarę racjonalnie, a dopiero później przekazać to jemu. Bała się odrzucenia, bała się, że może on nie widział tego w ten sposób, ale czy byłby tu z nią nadal, gdyby nie był na to gotowy? Jego obecność, gesty, które wykonywał w jej kierunku wydawały się jej potwierdzać, że to co czuje ma sens. Chociaż nie było to nic co znała, uczyła się dopiero odnajdywać w swoich uczuciach.

Ulga. Pojawiła się, kiedy przyznał, że też ją kocha. Nic nie mogło teraz przeszkodzić ich szczęściu. Byli w tym wszystkim razem, mogli poznać uroki tego nowego zupełnie doświadczenia.

Nie zastanawiała się nad tym, co niosły ze sobą te słowa. Wszystko powinno być proste, bo dlaczego cokolwiek miałoby im utrudnić wspólne podążanie przez świat. Nie wydawało jej się w tym momencie, że potrzebuje czegoś więcej, wystarczało to, że czuła jego oddech na swojej szyi, ciepło jego ciała pod swoimi palcami, miała cały świat w swoich rękach. Była szczęśliwa, nie było w tym ani grama strachu, bo przecież jakoś uda im się znaleźć złoty środek.

Tak bardzo była zaślepiona radością, pijana szczęściem, że nie widziała w ogóle możliwości, że może im się nie udać. Wszystkie opowieści kończyły się dobrze, dlaczego ich historia miałaby nie mieć szczęśliwego zakończenia.

- Tak, chyba musimy już się zbierać. - Bo słońce było wysoko nad horyzontem, dzień już dawno wstał, a ona wolała uniknąć niewygodnych pytań babki, miała nadzieję, że nie zauważy jej chwilowej ucieczki od świata.

Tak naprawdę zdecydowanie wolałaby zostać tutaj z Samem, z dala od zwyczajności, bo poprzedni wieczór kojarzył jej się z magią i bardzo by chciała, aby ta magia nadal trwała, tyle, że nie mogli sobie na to pozwolić. Musiała wrócić do domu, chociaż rozmyślała już, kiedy znowu się spotkają, a przecież jeszcze miała go przy sobie.

Sam zadbał o to, aby znalazła swoje ubrania, które pogubiła wczoraj najpierw na plaży nad jeziorem, później na tej łące, mogła więc doprowadzić się do porządku, a następnie złapać go za rękę i iść przed siebie, w stronę karczmy, chociaż czuła się, jakby leciała nad ziemią, taka była szczęśliwa.



Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nora Figg (4733), Samuel McGonagall (3785)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa