17.04.2024, 16:26 ✶
— Dobrze, że chociaż tyle zapamiętałaś — rzucił z kwaśną miną.
Jej słowa powinna mu wystarczyć, jednak w głowie dalej miał wizję z wyspy i to, jak się w niej czuł, gdy Dora zdradziła mu, co stało się z Brenną i Alastorem. W gruncie rzeczy nie byłby zdziwiony, gdyby sytuacja popchnęła tę dwójkę do jakichś drastycznych działań. Diabelnie lojalni, z sercem po dobrej stronie, ale też niespokojni, nieumiejący usiedzieć na miejscu. Gdyby się paliło, pierwsi weszliby do płonącego budynku, aby szukać rannych. Postawa godna podziwu, jednak w dalszym ciągu niebezpieczna. Westchnął ciężko.
— Jest to jakiś początek — wymamrotał, powstrzymując się przed zadaniem pytań krążących mu głowie.
Co by przyszło mu z pytań, czy byłaby zdolna do tego, aby umrzeć za idee albo, żeby dokończyć zadanie powierzone przez Dumbledore'a? Odpowiedzi wpędziłyby go tylko w większe zmartwienia. Może mógł ją zmusić do zmienienia ich, ale... Czyż nie lepiej było zmienić jej punkt widzenia i pokazać jej, że istniała inna droga? Robota na meisiące, jak nie lata, pomyślał z żalem. Wychowali się w domu, w którym poświęcenie służbie było dosyć wysoko na liście priorytetów.
— Nie proszę cię przecież, żebyś własnoręcznie go powstrzymała i zakończyła ten... Ten burdel. — Wywrócił wymownie oczami, uciekając wzrokiem w bok, jednak gdy chwyciła go za twarz, skutecznie uniemożliwiła mu ten manewr. — Nie proszę cię też o to, żebyś się wycofała.
Męczyło go to, że sprowadzała jego krytykę do działalności Zakonu Feniksa, bo w gruncie rzeczy nie o to chodziło. Każde z nich, gdy dowiedziało się o organizacji, podjęło decyzje, czy jest gotowe przyjąć to brzemię i poświęcić część siebie za walkę o lepsze jutro. Nie liczyło się to, czy dany czarodziej lub czarownicy robił to w formie oddelegowania do działań w bojówce, czy jako wsparcie informacyjne bądź rzemieślnicze. Każde z nich miało coś do stracenia, jednak zaakceptowali to ryzyko.
Wiedział, że nie może odebrać tego siostrze. To była teraz część niej, zwłaszcza teraz, gdy w gruncie rzeczy stanowiła trzon organizacji. Nawet gdyby nalegał, znalazłaby racjonalną listę powodów dla których dalej powinna działać w Zakonie pomimo niebezpieczeństwa. A on zapewne by się z nią zgodził. Poza tym, gdyby nawet zgodziła się odpuścić, to dalej miałaby świadomość, że walka się toczy, a ona nie bierze w niej udziału. To by ją jeszcze bardziej złamało, a może i popchnęło do jakichś nierozważnych decyzji. Kolejny scenariusz, do którego Erik wolałby nie doprowadzić.
— Oczekuję tylko, że będziesz na siebie uważać. Instynkt samozachowawczy mówi ci to coś? Wiem, że i tak będziesz robiła wszystko po swojemu, bo ''sytuacja cię zmusiła'' albo ''inaczej się nie dało'', ale nie zgadzam się na bezsensowny heroizm — mruknął, powoli się uspokajając. — Chyba że chcesz, żebym od teraz non stop deptał ci po piętach.
Uśmiechnął się bez większego zadowolenia. Prośby nie działały, więc może groźby nadopiekuńczości coś zdziałają? Chyba nawet Brenna nie byłaby w stanie przeżyć za łatwo tego, że została jej przydzielona niańka, która będzie jej towarzyszyła przy każdym wezwaniu i misji Zakonu Feniksa. A teraz nawet miał więcej czasu przez zawieszenie w obowiązkach, więc mógł śmiało poświęcić te kilka dni, aby dać siostrze posmakować takiego losu.
Jej słowa powinna mu wystarczyć, jednak w głowie dalej miał wizję z wyspy i to, jak się w niej czuł, gdy Dora zdradziła mu, co stało się z Brenną i Alastorem. W gruncie rzeczy nie byłby zdziwiony, gdyby sytuacja popchnęła tę dwójkę do jakichś drastycznych działań. Diabelnie lojalni, z sercem po dobrej stronie, ale też niespokojni, nieumiejący usiedzieć na miejscu. Gdyby się paliło, pierwsi weszliby do płonącego budynku, aby szukać rannych. Postawa godna podziwu, jednak w dalszym ciągu niebezpieczna. Westchnął ciężko.
— Jest to jakiś początek — wymamrotał, powstrzymując się przed zadaniem pytań krążących mu głowie.
Co by przyszło mu z pytań, czy byłaby zdolna do tego, aby umrzeć za idee albo, żeby dokończyć zadanie powierzone przez Dumbledore'a? Odpowiedzi wpędziłyby go tylko w większe zmartwienia. Może mógł ją zmusić do zmienienia ich, ale... Czyż nie lepiej było zmienić jej punkt widzenia i pokazać jej, że istniała inna droga? Robota na meisiące, jak nie lata, pomyślał z żalem. Wychowali się w domu, w którym poświęcenie służbie było dosyć wysoko na liście priorytetów.
— Nie proszę cię przecież, żebyś własnoręcznie go powstrzymała i zakończyła ten... Ten burdel. — Wywrócił wymownie oczami, uciekając wzrokiem w bok, jednak gdy chwyciła go za twarz, skutecznie uniemożliwiła mu ten manewr. — Nie proszę cię też o to, żebyś się wycofała.
Męczyło go to, że sprowadzała jego krytykę do działalności Zakonu Feniksa, bo w gruncie rzeczy nie o to chodziło. Każde z nich, gdy dowiedziało się o organizacji, podjęło decyzje, czy jest gotowe przyjąć to brzemię i poświęcić część siebie za walkę o lepsze jutro. Nie liczyło się to, czy dany czarodziej lub czarownicy robił to w formie oddelegowania do działań w bojówce, czy jako wsparcie informacyjne bądź rzemieślnicze. Każde z nich miało coś do stracenia, jednak zaakceptowali to ryzyko.
Wiedział, że nie może odebrać tego siostrze. To była teraz część niej, zwłaszcza teraz, gdy w gruncie rzeczy stanowiła trzon organizacji. Nawet gdyby nalegał, znalazłaby racjonalną listę powodów dla których dalej powinna działać w Zakonie pomimo niebezpieczeństwa. A on zapewne by się z nią zgodził. Poza tym, gdyby nawet zgodziła się odpuścić, to dalej miałaby świadomość, że walka się toczy, a ona nie bierze w niej udziału. To by ją jeszcze bardziej złamało, a może i popchnęło do jakichś nierozważnych decyzji. Kolejny scenariusz, do którego Erik wolałby nie doprowadzić.
— Oczekuję tylko, że będziesz na siebie uważać. Instynkt samozachowawczy mówi ci to coś? Wiem, że i tak będziesz robiła wszystko po swojemu, bo ''sytuacja cię zmusiła'' albo ''inaczej się nie dało'', ale nie zgadzam się na bezsensowny heroizm — mruknął, powoli się uspokajając. — Chyba że chcesz, żebym od teraz non stop deptał ci po piętach.
Uśmiechnął się bez większego zadowolenia. Prośby nie działały, więc może groźby nadopiekuńczości coś zdziałają? Chyba nawet Brenna nie byłaby w stanie przeżyć za łatwo tego, że została jej przydzielona niańka, która będzie jej towarzyszyła przy każdym wezwaniu i misji Zakonu Feniksa. A teraz nawet miał więcej czasu przez zawieszenie w obowiązkach, więc mógł śmiało poświęcić te kilka dni, aby dać siostrze posmakować takiego losu.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞