• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[26.07.1972|Warownia Longbottomów]Kto rano wstaje, temu Brenna dobre rady daje

[26.07.1972|Warownia Longbottomów]Kto rano wstaje, temu Brenna dobre rady daje
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#11
15.02.2024, 21:56  ✶  
Zdziwił się bardzo, gdy zobaczył swoje odmienione ja.

Niebieskie oczy stały się niemal wybałuszonymi niebieskimi piłeczkami okolonymi wypukłym lśniącym białkiem, szczękę musiał zbierać z ziemi. Wzrost się zgadzał, Sam był szczuplejszy od poprzedniego właściciela, dlatego może tak niewiele poprawek trzeba było nanieść, by garnitur był idealnie dopasowany. Ale och, jakże sprawdzało się teraz porzekadło, że to szata zdobi człowieka. A może było tam jednak, że to NIE szata zdobi, a odwrotnie?

Był skołowany, ale w końcu ten szok, jakim było zobaczenie się w wygodnym i ładnym (to możliwe?!) ubiorze sprawił, że spirala pękła a sam zainteresowany był już w stu procentach pewien, że chce iść na tę potańcówkę choćby nie wiem co. Tylko twarz... ta twarz...

– Muszę się ogolić... szlag, nie pamiętam kiedy robiłem to ostatnio. – przyznał, próbując ułożyć sobie rozczochraną brodę, odgarnąć przydługie lokowane kosmyki do tyłu głowy. JEgo próżność, och nie wiedział wcześniej o jej istnieniu, a nagle z osoby, która szczęśliwie żyła mając nic, zapragnął mieć więcej. W myślach skarcił się trochę, że to tylko zaklęcie. Jak u Kopciuszka, a Bee mimowolnie została jego Matką Chrzestną. Pobawi się, potańczy, może pośmieje troche z fikuśnego pisma swojego towarzysza, a potem o północy ucieknie i wszystko wróci do normy.

Zabawne, Sam powinien być mocno zaniepokojony utożsamiając się z bohaterką, a nie księciem we własnej osobie, ale wszystko w jego poczuciu tożsamości co nie było związane z Knieją, pozostawało płynne i odpowiadało mu to. Natura była uporządkowanym chaosem, pełnym różnorodności, okrucieństwa i troski, brutalności i łagodności. Była mu matką, gdy matki zabrakło. Dlaczego on miałby być inny? Stały.

– Nie chcę kolorowej. Ta jest bardzo piękna i miękka. Widzisz, tu ma wybrzuszenia, jakby ktoś wyrzeźbił w niej liście i ptaki. Odpowiada mi. – brzmiał zdecydowanie pewniej, nagle przestał być przygarbiony, a wyprostowany zdawał się być o wiele, wiele wyższy niż jeszcze przed momentem. Tylko pytanie, tak poważne pytanie Brenny na moment znów zapodziało mu głowę. Rozważał, czy jej powiedzieć, ale uznał, że to nie ma sensu. Jeśli ten, który go zaprosił, miał ukryty motyw, to okaże się już za kilka dni, a Sam miał cierpliwość drzew. Jeśli zaś nie miał... w ogóle nie powinno być to tematem rozmowy.

– Zacząłem ćwiczyć znowu pisanie. Ponoć ledwie da się mnie rozczytać. Ja... chyba lubię pisać listy o niczym. Wyszedłem z wprawy, ale... to miłe zajęcie wieczorem. Mógłbym czasem wysłać coś do Ciebie? – wiem, jak bardzo jesteś zajęta, jak mało masz czasu, byśmy mogli się widzieć. Listem nie obciążę Cię aż tak... Jeśli coś do mnie napiszesz, będę wiedział że o mnie pamiętasz mała pszczółko. . Oczy mu się zeszkliły, nie umiał tak płynnie nazywać tych wszystkich uczuć które stały za tą prośbą. Patrzył na nią i choć była ubrana tak zwyczajnie widział jej samodzielność i zaradność. Choć nie miał trzeciego oka na czole, to dotrzegał jej aurę gotową do działania. Czuł się jak bohater książki, którą ostatnio przeczytał. Chłopiec, który latał i nigdy się nie starzał. Bardzo źle zniósł spotkanie ze swoją dorosłą, dawną towarzyszką zabaw. Gdy on był młody, a ona już miała własne dzieci. Samuel nie chciał być tak małostkowy. Chciał znaleźć sobie jakieś miejsce. Listy zdawały się być dobrym pomysłem.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
16.02.2024, 16:51  ✶  
– Dam ci adres kogoś, kto może pomóc z fryzurą i brodą. I zadatek za te talerze – stwierdziła Brenna, krytycznie przypatrując się jego zarostowi i włosom. Nie zwracała na to dotąd uwagi, ale teraz „włączył się” w niej duch Potterów, gdy zestawiała je z tym ubraniem: i że naprawdę chciała, aby Samuel czuł, że na tej potańcówce… nie prezentuje się gorzej niż ktokolwiek inny.
Dobra wróżka podarowała Kopciuszkowi odrobinę magii tylko na chwilę, a o północy czar prysł.
Ale książę i tak pogonił za Kopciuszkiem i ostatecznie przynajmniej w bajce nie miało znaczenia, że znalazł ją przy piecu, w łachmanach.
Brenna nie wierzyła w bajki, ale je lubiła – i bardzo chciała, aby Sam dostał jeżeli nie „żył długo i szczęśliwie” to przynajmniej by było mu odrobinę lepiej. Odrobinę lżej. Bo przecież wcale nie czuł się całkowicie dobrze w Kniei. Przecież to nie tak, że w ogóle nie ciągnęło go do ludzi. Gdyby było inaczej, nie śledziłby jej spośród drzew wiele, wiele lat temu. Nie stanąłby dzisiaj rano na progu domu Longbottomów.
– Wyglądasz w niej bardzo dobrze. Zatrzymaj ją na tę i inne okazje, a może kiedyś pojawi się dobry moment na założenie tej kolorowej. Jeżeli się uda, chciałabym też zaprosić w sierpniu znajomych na ognisko i pieczenie kiełbasek, tak jak robiło się to kiedyś…
Gdy miała kilkanaście lat każdego lata oznajmiała, że muszą zrobić ognisko i nie znosiła sprzeciwu – i potem ten zwyczaj w mniejszym gronie bywał kultywowany i kiedy Brenna dorosła. Tej wiosny i tego lata jednak działo się tyle, że jakoś dotąd nie było okazji, a Brenna nagle zatęskniła za dymem z ogniska, za kiełbaskami parzącymi palce, gdy ściągało się je wprost z patyka, za zapachem pieczonych pianek. Za śmiechami i rozmowami osób, które gromadziły się wokół ogniska.
– Uwielbiam listy – powiedziała, uśmiechając się do niego szeroko i szczerze, bo naprawdę lubiła listy: rozsyłała głupiutkie liściki, często bezsensowne, nie mające żadnego celu, bardzo nie angielskie, do rodziny i znajomych. Samolociki latały czasem korytarzem do pokoi Erika i Morpheusa, wplątywały się we włosy Victorii w Ministerstwie Magii, liściki zostawały na biurku Alastora albo przy szparze od drzwi pokoju Mavelle, wiadomości w kopertach kursowały z Doliny Godryka do domów Vincenta, Cynthii i wielu innych. – I one nigdy nie są o niczym, zawsze przecież są o czymś, prawda? Listy wcale nie muszą być o poważnych sprawach, jakby musiały być, to nic, trzeba by mi zabrać cały papier i cały atrament, bo bardzo lubię pisać do znajomych o różnych głupotkach, na przykład że właśnie ogłoszono limitowaną edycję czekoladowych żab.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#13
18.02.2024, 20:22  ✶  
– Och to wspaniale, żaden golibroda jeszcze nie wisi mi przysługi a bałbym się... nie wiem, nie wiem jak będę wyglądać bez niej, przyzwyczaiłem się że mam futro nie tylko jako niedźwiedź. – przyznał się podchodząc do lustra i dłonią próbując ugłaskać splątane włosy. Te na brodzie były jakieś bardziej szorstki i kręciły się trochę w przeciwieństwie do głowy. Nie rozumiał, jak to działa, może przez skojarzenie z niedźwiedziem. Ale w sumie ptactwo miało różne pióra. Na głowie lotki, na brodzie miękkie malutkie piórka. Teraz na standardy ludzkie nie wyglądał najlepiej. Kojarzył, że wszyscy raczej chodzą bez brody. Taki Erik na przykład, był zupełnie gładki. Czy on musiał chodzić do golibrody codziennie?

– Ognisko? Kiełbaski? To brzmi fantastycznie Bee, ale... hahaha, może poczekamy z zaproszeniem na "po potańcówce? Tak żebyś mogła zobaczyć czy nie przyniosłem Ci wstydu – zaśmiał się niepewnie i jego dłoń powędrowała na kark, który był stężały z nerwów. Co mogło pójść nie tak? Chyba najbardziej obawiał się konfrontacji z Morpheusem oraz... no cóż, zapewne Nora też tam będzie, ale prędzej by skonał niż zapytał o to Brennę. Wiedział, że jego przyjaciółka chce dla niego jak najlepiej, ale był przekonany, że gdyby imię cukierniczki padłoby między nimi chociaż RAZ, to potem pojawiłyby się pytania, a on wiedział, że miganie się od nich przed czujnym okiem Bee byłoby niewykonalne.

Też nic nie odpowiedział na zgodę na listy. Jakoś go to poruszyło, jakoś tak... jakby cebulę kroił. Jeszcze nie skończyła mówić, gdy podszedł do niej w dwóch sprężystych krokach i objął mocno, przytulił do siebie, jak najcenniejszy skarb, jak Białkę, która łaskawie postanowiła nie umierać, kiedy on obmywał z krwi jej nowonarodzone koźlaczki.

– Dziękuję. Dziękuję, że jesteś.– wymamrotał jej w bark, a oboje wiedzieli doskonale, jak rzadko Samuel dziękował komukolwiek za cokolwiek. Wziął jeszcze jeden wdech, jakby miał coś dodać, ale jednak nic nie powiedział, poruszenie zatopiło w nim swoje kły, wtłoczyło truciznę przywiązania. Sam miał w sobie przekonania wpojone mu przez rodziców o tym, że nikomu nie można ufać. Ale on był tak samotny, on tak bardzo potrzebował ufać komukolwiek. Chciał powiedzieć więcej, chciał powiedzieć, jak się cieszy, że znalazła dla niego czas, chciał powiedzieć jak się cieszy, że dała mu ważne dla niej zlecenie, że stała się jego Matką Chrzestną, której nigdy nie miał (o co chodziło z tym całym chrztem? Bał się pytać kogokolwiek). Chciał powiedzieć więcej, ale tylko zatrzęsły mu się ramiona. Chciał przeprosić, że brudzi jej ubranie, ale gardło było zbyt ściśnięte. Zamiast tego przycisnął ją do siebie mocniej.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
18.02.2024, 22:56  ✶  
– Zaczekam aż będę pewna, że wszyscy będą mieli na to czas i nastrój. Na eee, ostatnim balu parę rzeczy zaskoczyło i mnie, i gości, i mam wrażenie, że może wyjść tak, że po tej potańcówce nikt nie będzie chciał przychodzić na moje kolejne przyjęcia – stwierdziła Brenna. Uśmiechała się przy tym pogodnie, a ton miała żartobliwy, jakby wcale nie mówiła poważnie, chociaż w istocie tak właśnie było. Chciała dać się im na moment oderwać, zintegrować, zwłaszcza z osobami, które do Zakonu albo dołączyły, albo funkcjonowały w jego pobliżu, a niepokoiła się trochę, że wszystko diabli wezmą i że tak naprawdę ten pomysł od początku był skazany na porażkę.
Ale po prostu starała się udawać, że wie, co robi, chociaż tak naprawdę nie miała pojęcia.
– Na pewno nie przyniesiesz mi wstydu, Sam. To żadna wielka feta czystokrwistych i oczywiście, że jesteś tutaj mile widziany – uspokoiła go, bo niezbyt wyobrażała sobie, aby Samuel mógł zrobić coś z tego, co faktycznie uznałaby za powód do wstydu, że go zaprosiła. Mógł być niezręczny towarzysko, mógł kogoś urazić niechcący, ktoś mógł pomyśleć, że ten jest dziwny – ale wiedziała, że nikogo nie obrazi celowo, nie urządzi awantury po pijanemu, nie będzie próbował siłą ciągnąć żadnej kobiety na parkiet.
Zaskoczył ją trochę, gdy ją objął, ale po prostu wyciągnęła ramiona i zamknęła go w mocnym uścisku. Może nie umiała w pełni zrozumieć Samuela, wiedziała jednak, że jest samotny: i że rodzice, w tej przedziwnej paranoi, chęci chronienia go, zrobili mu krzywdę. Nie był na tyle dziki, na tyle odseparowany od społeczeństwa, by nie łaknąć kontaktu z ludźmi – nie był jednocześnie na tyle ucywilizowany, aby nie stanowiło dla niego problemu zadzierzgnięcie relacji i ich podtrzymanie. Sama nie była pewna, na ile zdołałaby się zaprzyjaźnić z Samem, gdyby spotkała go trochę później, nie wtedy, kiedy miała te naście lat, pstro w głowie i wyciągała rękę bez wahania do każdego, kogo napotkała na swojej drodze.
Ale poznali się właśnie wtedy i to wystarczyło.
– Pewnie, że jestem i nigdzie się nie wybieram. I bardzo cieszę się, że ty jesteś – zapewniła, bo to przecież nie tak, że on był biednym Kopciuszkiem, a ona tą wróżką, która wpadała, by machnąć różdżką, nic nie dostając w zamian – był jej przyjacielem i za przyjaźń odwdzięczał się przyjaźnią.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#15
23.02.2024, 15:39  ✶  
Pokiwał głową i smarknął mocno, och to jakaś drobinka kurzu, to pewne. Upewnił się, że dobrze zapamiętał namiary na barbera w trakcie, gdy zawołali Malwę do koniecznych poprawek. Finalny efekt był olśniewający, bardzo wydłużona i szczupła sylwetka Samuela dobrze prezentowała się w kraciastym komplecie. Jeszcze twarz... jeszcze buty...

– Czyli mam plan, mam ubrania, będę ogarnięty. Ja... dziękuję, że znalazłaś chwilę – uśmiechnął się, nawet nie był to uśmiech podszyty smutkiem, że spotkanie trwało tak krótko. Sam nie chciał zajmować jej więcej czasu w napiętym i tak grafiku. Chciał za to już wyjść z Warowni, nie ryzykować spotkania z kimkolwiek więcej, nie ryzykować natężenia myśli zdecydowanie niejasnych. Zabrał więc spakowaną przez domowego skrzata paczuszkę z garniturem i pożegnawszy się, wyszedł, pierwszy raz w życiu rozważając, czy nie poprosić Lizzy o przechowanie jej w bardziej cywilizowanych warunkach, bo w szopie mogła przesiąknąć zapachem słomy, Białki, Miłki i szalejącej kury Corgi, a tego z pewnością by nie chciał. Myśli uciekły mu też do miejsca, w którym nazwa imprezy sugerowała tańczenie. Czy on jeszcze pamiętał, jak to się robi?

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2764), Samuel McGonagall (2864)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa